Agnieszka Bruzgo | I.”KSIĄŻKA – Pierwsze ogniwo” ( ps. 22.06 … drodzy Państwo za namową i prośbą ludzi mi bliskich KSIĄŻKA czyli to czytacie DZIŚ
1549
post-template-default,single,single-post,postid-1549,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / I.”KSIĄŻKA – Pierwsze ogniwo” ( ps. 22.06 … drodzy Państwo za namową i prośbą ludzi mi bliskich KSIĄŻKA czyli to czytacie DZIŚ

20150306_135426

—–PS. 22.06.2017 R… drodzy Państwo za namową i prośbą ludzi mi bliskich KSIĄŻKA czyli to CO czytacie DZIŚ ZA JAKIŚ CZAS MOŻNA BĘDZIE PRZECZYTAĆ W FORMIE „POPRAWIONEJ” A RACZEJ wzbogaconej. DOJRZAŁAM do podzielenia się jeszcze bardziej sobą a także warto odnieść się i uzupełnić wiele tematów. ODWAŻYŁAM się do powiedzenia tego o czym wspomniałam tylko namiastkowo … WZBOGACIŁAM SIĘ o nowe przygody życia swoje i wspaniałych pięknych ludzi którzy stanęli na mojej DRODZE… ZADANO MI PYTANIA które warte są odpowiedzi … a przede wszystkim zmieniły się czasy i ja w tych czasach podejmuję się uzupełnić zdania zapisane dla was.. BARDZIEJ OTWARCIE CHCĘ OPOWIEDZIEĆ WAM O MOJEJ RELACJI Z BOGIEM… i OPISAĆ WIELE NOWYCH MECHANIZMÓW I ZJAWISK… ZWŁASZCZA O POZIOMIE INTENCJI KTÓRY JEST INTEGRALNĄ CZĘŚCIĄ NASZEGO UKŁADU ENERGETYCZNEGO. KIEDYŚ NIENARUSZALNY DZIŚ ZDZICZAŁY KARLEJE W REALIACH DZISIEJSZEGO ŚWIATA… TAKŻE ZAPRASZAM ZA JAKIŚ CZAS… KIEDY ? ZAPYTACIE … NIE WIEM DOKŁADNIE…  TO ZALEŻY OD CODZIENNOŚCI MOJEJ  PROZY ŻYCIA … TAK CZY SIAK POWSTANIE … kłaniam się pięknie niziutko i pokornie WAM tym wszystkim którzy widzą w tej „książce” drogowskazy dla siebie…

W pieśni Istnienia Nasze Serce

      i dłonie razem splecione.

Mój oddech w Waszym oddechu,

Serca mego Bicie w Biciu serc Waszych.

            Życie moje dla Was i Wami

Dusza moja tańczy w Waszym uśmiechu.

W moim sercu dzieciątko Istnienia…Synek

                       Jestem dla Ciebie…

                 Ty we mnie a ja w Tobie

                               Razem

W kaskadach tęczowego deszczu w Opiece i Miłości

              Twojej ukochany mężu Jesteśmy… Rodziną

Mojemu mężowi Jerzemu i dużemu Synowi, który na zawsze pozostanie syneczkiem Pawłowi.

 

KU PAMIĘCI… własnych wspomnień tych bolących aby nie zapomnieć co sprawia ból i tych radosnych których jest tyle, że nie sposób przybliżyć i zapamiętać ich miłości . KU NAUCE … dla innych… Wiedzy nie można trzymać zamkniętej w dłoni … każde doświadczenie może być tym co uratuje kogoś innego od upadku…

Szybujące kartki wspomnień, jak dmuchawce w końcu zostaną zapomniane…

Blaski i Cienie Jasnowidzenia”

autor: Agnieszka Bruzgo

e-mail: agnieszka.bruzgo@wp.pl

Spis treści:

Zostawiłam go jako pamiątkę z jakiejś wersji „książki” ale nie uważajcie jej za jakiś ważny wyznacznik. Niekiedy rozdziały się dublują, ponieważ poprawiane były na przestrzeni lat w różny sposób i nie umiałam zdecydować się, którego mam się pozbyć. Są dodane rozdziały z innych wersji książek i wtedy widzicie jeden tytuł, a dwa różne nagłówki lub różne numery rozdziałów. Dzięki Bogu nie muszę już na takie sprawy zwracać uwagi. Życzę Wam przede wszystkim wspaniałej przygody i zabawy z każdym przeczytanym zdaniem. Kłaniam się Wam wszystkim nisko z ogromnym szacunkiem i dziękuję, że tu mnie znaleźliście.

Wstęp

Rozdział I – Widzenie zwane jasnowidzeniem

    1. Zobaczyć karmę

    2. Świat jasnowidzących

    3. Oczekiwania ludzi względem informacji płynących z jasnowidzenia

Rozdział II – Stereotypy widzenia wieszczącego. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość

2.1 – O przyszłości troszkę inaczej

2.2 – Praktyka pracy z jasnowidzeniem, która transformuje świadomość

2.3 – Wolna wola i jej wpływ na siatkę zdarzeń

2.4 – Czym jest przyszłość? Czy już jest?

2.5 – Obciążenia psychiczne, fizyczne, duchowe i materialne w pracy z jasnowidzeniem

Rozdział III – Los i wydarzenia w nim. Karma

3.1 – Najtrudniej pomoc najbliższym

Rozdział IV – Przepowiednie przyszłości. Wizje i prognozy

4.1 – Wpływ jasnowidzenia na kreacje i zmianę wydarzeń

4.2 – Podążanie ścieżkami ludzkiego losu w wielowymiarowej czasoprzestrzeni Teraz

4.3 – Szanuj swoją przestrzeń informacyjną. Czasem lepiej mniej niż więcej

Rozdział V – O osobie jasnowidza

5.1 – W jaki sposób widzę czakry i ich funkcjonowanie oraz znaczenie w systemie energetyczno-duchowym człowieka

5.2 – Nasza Wyższa Istota

5.3 – Niebezpieczeństwa podpatrywania cudzej energii. Kiedy powiedzieć „nie”

5.4 – Bilans braku asertywności w pracy z ludźmi

Rozdział VI – Dotykaj człowieka tak żeby nie zostawiać na nim śladów

Rozdział VII – Dlaczego postanowiłam napisać jak widzę świat. Czym jest na co dzień jasnowidzenie

Rozdział VIII – Chwila na opowieść o wampirach energetycznych

8.1 – Wymiana energii informacji między „przypadkowo” spotkanymi ludźmi

8.2 – Nie sądź po pozorach. Ludzka skłonność do szukania winnego

Rozdział IX – O kolorach w aurze

9.1 – Mniemanie o kolorach i tym co mają oznaczać

9.2 – Różowo-złoty

9.3 – Manipulacja wiedza ezoteryczna dotyczącą kolorów i nie tylko

9.4 – Odzyskać zaprzedaną duszę

9.5 – Moje pierwsze kredki. Kolorowe rysunki, czyli jak zaczęłam malować aurę ludzi

9.6 – Przykładowe rysunki aur, które pokazują jak wykorzystuje widzenie do pracy w uzdrawianiu

Rozdział X – Magiczne trzecie oko

10.1 – Jak ludzie komplikują sobie możliwość jasnowidzenia

10.2 – Czym się widzi? Unikalne jakości i zakresy widzenia u różnych jasnowidzących

10.3 – Bezcenne skarby wiedzy o własnym rodzie

10.4 – Mimowolne dostrojenie. Opóźnione wizje i obrazy

10.5 – Byty, demony, duchy, dusze oraz Aniołowie i Opiekunowie

10.6 – Spontaniczne otwarcie złotej aury. Radzenie sobie z niechcianym darem jasnowidzenia

Rozdział XI – Z przymrużeniem trzeciego oka

Rozdział XII – O tym, że widzenie to też intuicja i podążanie przed siebie gdzie impuls poniesie… a wszystko się ujawni…

Rozdział XIII – Parametry aury. O uzdrawianiu karmy i pracy bioterapeuty

13.1 – Relacja uzdrowiciel – uzdrawiany

13.2 – Bardzo ubolewam…

Rozdział XIV – Religia a ezoteryka

Rozdział XV – Dar widzenia od urodzenia

15.1 – Kiedy zdałam sobie sprawę, że widzę

15.2 – Zadziwiająca różnorodność przestrzeni, do których można spontanicznie się dostroić

15.3 – Podstawowe kolory aury na przestrzeni lat

15.4 – Jakość męsko-żeńska to energia kreacji zdarzeń

15.5 – Medytacja podnosząca wibrację jedności energii męsko-żeńskiej

15.6 – Ciekawość ludzka. Powiedz co widzisz u mnie?

15.7 – Przykładowy rysunek aury z podstawowymi wibracjami kolorów

Rozdział XVI – O aurze ogólnie. Metody pracy z aurą

16.1 – Przestrzeń ‘miodna’ jako dom naszego Wyższego Ja

16.2 – Zawsze i wszędzie trwa wymiana w polach informacyjnych zwanych aurą

16.3 – Jak kilku widzących bada to samo zjawisko

Rozdział XVII – Miejsca mocy

Rozdział XVIII – Świadome blokowanie informacji

Rozdział XIX – Moc wypowiedzianego słowa. Klątwy, uroki, biała i czarna magia

19.1 – Klątwa

19.2 – Urok

19.3 – Zważaj na każde wypowiedziane słowo

19.4 – Biała i czarna magia to kwestia perspektywy

Rozdział XX – Czym jeszcze chciałabym się z Wami podzielić?

Rozdział XXI – Kiedy człowiek rozkwita…

Posłowie

Bibliografia

Historia pewnej książki.

Agnieszka kiedy spiszesz swoje przygody. Pani Agnieszko niech pani coś opowie. Pani Agnieszko a może jakiś malutki wywiadzik?.. czułam się w tamtym czasie niczym Bilbo Bagins chcący przelać na papier to co bulgotało w mojej głowie nie dając się uporządkować w obawie przed zapomnieniem kiedy już znajdę dla tych opowieści odpowiednio głęboką szufladę. A bulgotanie nie pozwalało uciszyć uczuć i emocji które mi towarzyszyły. Wtedy to postanowiłam, że napiszę książkę. Ba książka. Prosta baba która ma ciekawe dla wielu życie ale zero umiejętności pisania poza układaniem słów w zdania ( i to dużo za długie) tworzenia nowych własnych słów chciała napisać książkę. Ale postanowione. I zaczęłam pisać. Pisałam, pisałam a słowa toczyły się w wyrazach i zdaniach w mojej głowie i musiałam poprosić o pomoc w zapisywaniu swoich lawin Magdę Janczewską. I ona pisała, pisała i pisała. Inaczej by się to nie udało. Książka powstała gruba opaśna. Poprawiona potem została gruntownie wyciśnięta z pierwotnej nuty narzekania, płaczu i bólu związanego z tym moim pożal się Boże darem jak nazywa się moje patrzenie na świat ezoteryki i pracy z ludźmi. Bałyśmy się, że zostanę źle zrozumiana i potem już nie naprawię tego co utrwalić się może pierwszym wrażeniem. Także powstały właściwie 2 wersje książki. Moja i taka którą miałam pokazać w wydawnictwie. Potem wersja dla przyjaciół tam poleciałam po bandzie narzekając i płacząc nad losem potraktowałam ja jako terapię i była gorsza od pierwszej wersji. Na samym końcu powstała wersja bardzo okrojona wyzuta z emocjonalnych słów i przykładów. Ale to już było daleko potem zanim przeczytacie to pod spodem a w dodatku postanowiłam, że nie będę jej wydawać. Czy to w wydawnictwie czy obciążając chętne aby ją wydać osoby.

Na spotkanie poszłam razem z Tadeuszem zaniosłam płytkę z tekstem przyjęła ją Pani dyrektor nie pamiętam jak nazywało się jej stanowisko a imienia i nazwiska wolę nie cytować. Dość, że miała do powiedzenia czy coś będzie się drukować czy nie. Dostałam też od razu redaktora a właściwie został mi przedstawiony niestety nigdy się potem nie spotkaliśmy, a nasza współpraca nie doszła do skutku. Za jakiś czas Pani dyrektor przyszła do mnie do gabinetu i była książką bardzo zainteresowana a w zasadzie jej treścią. Problem był w tym, że właściciela interesowało: dlaczego napisałam tę książkę? Po co ? Nie widział sensu celu i wartości w napisaniu tego co napisałam. A ja byłam za głupia na ten tamten czas aby zrozumieć, że taka treść nie jest do wydania w interesie kogoś kto wydaje książki pochwalne dla ezoteryki i jej świata. Zganiłam w niej także system kształcenia ezoteryków z siarczystymi trudnymi przykładami bardzo trudnymi. Tego nie znajdziecie nawet w ostatecznej jej wersji wycięłam i zapomniałam. Była też za długim „produktem sprzedażowym”. To jestem w stanie zrozumieć. Moje wypociny około 500 czy około 800 stron kiedy trzcionkę dostosowałam do wymogów to przesada i tylko jedną wydano taką jak na tamtą chwilę w tym wydawnictwie. Zaproponowano mi wycięcie jej ale nikt mi nie powiedział nie zasugerował jaką część z tego tekstu uznać za książkę właściwą. Troszkę się nie dziwię co by nie zasugerowali pewnie mogłam źle to odebrać. Myślę też z perspektywy czasu, że kobieta Pani dyrektor źle się czuła po wizycie w moim gabinecie. Popełniłam duży błąd który często kiedyś zdarzało mi się speniać a mianowicie chciałam naraz odpowiedzieć na jej pytania z dziedziny ezoteryki, wytłumaczyć zjawiska które ją ciekawiły. I nie zauważałam w swojej euforii, że ma dość, że nie jest na to gotowa i głowa jej nie poradzi sobie. A na dodatek zaczęła się oczyszczać jej tarczyca i choroba którą potem określiłam jako jej matki. Właściwie nawet dziś po chwili mogę odtworzyć to co się z nią działo u mnie. Łącznie z zabezpieczeniami energetycznymi które ją ograniczały i dusiły. Niestety nie miałam już okazji zapytać jak czuje się jej mama. I sprawdzić czy już uwolniła się z energii po ataku na miejsce jej pracy przez kobietę niedużą z blond krótkimi włosami. To stara energia którą zaczęło u mnie wypierać z aury jej. (często tak działam na ludzi, że włącza się w mojej obecności im oczyszczanie, odzywają kontuzje dawno zapomniane. Kobieta wyszła ode mnie pewnie z postanowieniem, że w to miejsce nie wróci za nic tak ją głowa cisnęła.

Lub jak ostatnio w listopadzie 2014 roku podczas czytania kart u Beatki zaczął boleć ją nadgarstek kiedyś kontuzjowany i kolano. Nie wiem czy to przekleństwo czy błogosławieństwo. Częste pytanie u mnie. Jak ktoś mnie zna to się cieszy bo już teraz odpowiadam przy kartach : nie bój się nie doliczę za uzdrawianie. Jak toś mnie nie zna oczywiste, że kojarzy mnie ze swoim bólem i dzięki Bogu jeśli przypomni sobie o starej kontuzji lub co najmniej zapyta. Mam wtedy szansę nie wyjść na szarlatana rozdającego bolączki. Wtedy mówię: jak „strupek” się goi to swędzi a czasem pęka i krwawi.) Także w pewnym momencie zdałam sobie sprawę, że to o czym pisałam w książce a mianowicie zjawiska, ich nadinterpretacje i to, że w pewnym momencie powiedziała, że musi wyjść bo ją głowa boli strasznie i ciśnie obróciło się przeciwko mnie. Wystraszyła się i nie odezwała widząc babę jagę we mnie. Dlatego właśnie napisałam tę książkę dlatego właśnie. Dlatego, że właśnie to środowisko jest dziwnie bojące się piętnujące wszelkie zjawiska, własne odczucia i mało tego wyłącza profesjonalizm, logikę interes skoro nawet widzenie”produktu do sprzedaży” nie pozwoliło na ponowne spotkanie. Więc jeśli książka miała jakieś wartości które niosły wiedzę do świata który został wymalowany jako piękny, bezpieczny i cukierkowy to kobieta nie umiała się określić, rozpoznać czego ode mnie i po mnie oczekiwała. A ja potem o to nie zabiegałam. A w książce piszę właśnie o tym, że ząbek truty boli. Że ezoteryczne publikacje w większości nie pokazują tego co należy się ludziom wiedzieć. Po zabiegu możesz się źle czuć jak po operacji. Bioterapia może pogorszyć znacznie nastrój jeśli rusza pokłady trudne,wspomnienia i cierpienie przodków. Miałam kiedyś klientkę która już czekając pod gabinetem płakała jak bóbr i nie umiała wyjaśnić dlaczego. Wielu ludzi po wizycie u mnie lub w jej trakcie płacze lub po prostu lecą im łzy i nie można dopisać do nich emocji innych niż ulga. Oczyszczenie złodzieja i uzdrowienie go spowodować może spadek poziomu życia jego rodzinie lub po prostu utratę pracy. Jeśli czyszczą się jelita to możesz mieć sraczkę. Za dużo rozwolnienia to ryzyko hemoroidów. A powszechna wiedza o ezoteryce to masz się czuć pięknie wesoło uskrzydlono, siarczyście śmiejąc się czując radość podskakując głupawo. To właśnie chciałam uświadomić ludziom którzy wyciągnęliby rękę po tę ‚lekturę’. Czasem uzdrowieniem możesz obudzić w sobie żal i poczucie złego które wygenerowali twoi przodkowie i ty masz poczuć to co pozwoli ci w ich imieniu prosić o przebaczenie. Ale też masz potem dar poczucia spełnienia i otrzymanego przebaczenia dla siebie i przodków. I tak tylko można z ciebie zdjąć klątwę. Nie pomachać poskakać ponarzekać jak ktoś to niedobry skrzywdził ciebie i twoich bliskich. Książka miała pokazywać anomalię w uprawianiu ezoteryki. Bo o doświadczaniu jej nie ma mowy. Pokazać patologię i to co koślawi środowisko pracy. Wracamy – Pani spytała mnie też o to jaka to forma literacka. Babę nie mającą nawet dokładnie pojęcia o co ona pyta. A jak bym nie umiała pisać? Tylko tekst był nagrany? Nie wiem. Na dzień dzisiejszy rozumiem, że powinni zaproponować mi ewentualnie to, żeby fragmenty z samą wiedzą połączyć a wyciąć moje prywatne prywatne wycieczki. Lub powiedzieć NIE wydamy. W każdym razie było jasne, że chcą książki na 100 parę stron o pochwale i fajerwerkach jasno widzenia. Suma sumarum nasze drogi z wydawnictwem się rozminęły ponieważ Pani która przyszła w imieniu wydawnictwa źle się u mnie poczuła i miała poczucie, że musi już iść. Nie odezwała się już nigdy. Napisałam potem sms, że jeśli zdecyduję się napisać tekst świeżej bułeczki jak piękne jest jasnowidzenie to się jeszcze może spotkamy. Przeczytała książkę i zrobiła na niej wrażenie ale nic z niej nie zrozumiała nie dopuściła innej opcji w sytuacji która jej dotknęła jak tylko to, że coś złego się dzieje jej u mnie. Dziś podśmiewam się z tego bo znając realia czyściła się po mnie i od emie jak od złego. Śmieszne. Jak oglądam to nasze spotkanie z jej strony musiała się wystraszyć mocno. Nie dziwi mnie to bo takie jest to środowisko ezoteryczne. Tak się kształci ludzi którzy mają pracować w ezoteryce. Pięknie, złudnie bezpiecznie lub tylko klątwy uroki i magia. Także przepadłam z kretesem i nauczyłam się z zapisem na stałe : ludziom się tylko wydaje, że chcą wiedzieć i poznać. Każdy ból i dyskomfort postrzegają jako zagrożenie i nie wnikają w jego istotę zapominają o logice i wchodzą w stary stereotyp oceny i działania. Byłam wrogiem. Coś ze mną było nie tak. Nie zrozumiała książki. W niej też pisałam, że w gabinecie jest wysoka wibracja i ludzie piszą mi nawet :Pani Agnieszko mogę przyjść i posiedzieć z Panią w gabinecie. Dziewczyna po paktach z ciemnymi energiami nie dała rady usiać. Ja sama na dłuższą metę za długo nie powinnam była tam przebywać ale taka energia jest potrzebna do uzdrawiania a mój mąż jest radiestetą i dbał o sprzyjające warunki. O tym podwyższaniu wibracji w pomieszczeniach będziecie jeszcze mogli przeczytać w też rzekomej „książce”. W każdym razie każdy kto potem czytał książkę był pod wrażeniem, ludzie z mojego świata i klienci. Pojawiła się też cudowna dusza Pani Jolanta która zechciała sama wydać tę książkę. Ale wtedy to ja się wystraszyłam. Doszłam do wniosku, że skoro jest tyle energii która nie pozwala się wyłonić nie będę walczyć. Nie ten czas. Wiem już jak i wtedy, że ciemna strona a czasem i jasna nie śpi i nie daje wyłonić się czemuś co ma wpłynąć na ludzi dać im siłę lub nie jest jeszcze coś dopięte jak powinno. To jak z usuwaniem klątwy: pomagasz a po chwili stajesz się wrogiem tego któremu pomagasz. Napluje kopnie. Po co mi to pomyślałam. Po prostu już nie walczę już nie zabiegam od dawna o nic. Jak ma się wydarzyć czy wyłonić coś to Bóg mi okaże okoliczności i czas odpowiedni. Może energia pozornego nieudactwa nie jest taka zła? A na pewno jest bezpieczna. Nagrałam pewnego pięknego dnia 3 piękne medytacje a potem przyszedł do mnie mój muzyk i powiedział, że ma złe wieści nie nagrały się ale chciał żebym mu zapłaciła. Miałam nagrać je jeszcze raz ale już zapłacić. Zapłaciłam za jedną i poddałam się pokornie oddając Bogu tę sprawę. Jestem silną osobą ale poddanie takie jest moim spokojem właśnie siłą. Nie wychylam się dlatego z wiedzą nie narzucam chcę mieć święty spokój. Wiem, że się to wszystko obudzi i czekam na ten czas spokojnie pokornie … i wydaje się, że właśnie nadszedł. Kto miał ją przeczytać to już przeczytał … Budzi się moja książka , będzie taka jaka jest w ostatniej formie. Poprawię ją tylko z błędów i dopiszę jak znam siebie komentarze z czasu TERAZ. Nie muszę się zastanawiać też jaką nadać jej formę literacką i czy czasy i stylistyka się zgadza. Jestem prostą kobietą która chce pokazać swój świat i zapraszam do niego tylko tych którzy to uszanują. Dostali to zaproszenia za darmo więc liczę, że „darowanemu koniowi nie zagląda się w zęby” jak mówi przysłowie i powstrzymacie się od wybredzania.

Książka – tekst który miał być książką – Jest na ten czas dla ludzi i przeczyta ją trafi na nią jeśli znajdzie tylko ten kto zechce szukając intuicyjnie. Komu nie jest ważne jak „to” jest napisane jest ale co. Nawet jeśli niektóre fragmenty są zupełnie „odjechane”. Nawet dla mnie teraz…hihi

Świat w którym żyjemy jest dziwny tylko pozornie. Dla mnie dawał znaki, że na to co chciałam ludziom przekazać nie był dobry czas lub byłam niedojrzała. Ale do czego? Bo nic się zmieniło w tym co napisałam tylko ja sama i mój stosunek do tamtego czasu. Nie zależy mi już też tak na odbiorcy jestem spokojna pewnością, że nikogo nie namawiam do czytania i nie zachęcam nie lobbuję na „cześć: weź i czytaj”. Dawanie ludziom wiedzy i narzędzi to wielka odpowiedzialność ale dopiero teraz mam tę wielką pewność czym to jest ta odpowiedzialność. Dziś budzę się i daję wam otwarty dostęp do tego co sami możecie z stąd wynieść w swoim sercu. I nadać temu swoją jakość potrzebną do waszego doświadczenia. Tylko tak ma to to co napisałam rację bytu bo walka o zaistnienie tego w formie książek czy nagrań byłaby porażką duchową i zaprzedaniem siebie dla „produktu sprzedażowego”. Czytajcie jeśli chcecie i myślcie co chcecie. Kłaniam się nisko.

Dziękuję najmocniej z całego serca mojej Pani Jolancie Wieteskiej za wielką wiarę i gotowość większą niż moja dla powstania tej książki. Aniu tobie też dziękuję bo ty ją czytałaś ostatnio przed świętami w zasadzie(2014) i twoja opinia potwierdza, że nie straciło w tym tekście nic przez te kilka lat. I Luizuni mojej za to, że wierzy jeszcze w ezoterykę która pozwoli tym tekstom być jednak wydrukowaną książką. Nie zrobiłam nic aby tak się stało poza tym pierwszym podejściem i nie wiem czy dobrze, czy nie dobrze. Jest jak jest Bóg Najświętsze Istnienie które powołało mnie na to życie na ten świat zadecyduje co i jak dalej. … ja jestem Tu…

Książka tekst momentami może wydawać się wam taka sucha a słowa jak opis bez emocji. Otóż właśnie słowa emocji i opis swoich uniesień i afektów wycięłam aby nie była to zbyt opasła. Na dziś wiem, że to będzie tekst internetowy ale nie ma najmniejszego sensu już go poprawianie i ubieranie w emocje i wzniosłe uczucia bo będzie to sztuczne … po prostu. Moje emocjonalne uczuciowe kolorowe utwory zobaczycie w innych tekstach lub nagraniach na kanale you tub będę opowiadała w nich o wielu ze zjawisk które już tu opisałam. I nie będą to powtórki ale nowe życie w prawdach opisanych ale nie zmiennych … takie są zasady życia i Istnienia… one są niezmienne.

Aura – tęczowa manifestacja światła Twojego Istnienia”

Agnieszka Bruzgo

e-mail: agnieszka.bruzgo@wp.pl

29 czerwiec 2009r, godz. 13.01

Poprawiając tekst zauważyłam, że pierwsze jej szkice powstały w 2007 r. już.

Przepraszam Was ale niektóre teksty mogą być nie zrozumiałe lub brzmieć obco. Wynika to z używanego słownictwa i mojego postrzegania świata. Na dziś na rok 2015 mogłabym uczynić je bardziej zrozumiałymi inaczej już potrafię wytłumaczyć wile zjawisk bardziej pod kątem ludzi nie związanych z ezoteryką. Nie mniej jednak „książka”powstawała dla ludzi chcących „widzieć” zainteresowanych tym tematem i pracą z ezoteryką, bioterapią. Ale wiem, że nawet im niektóre sprawy mogą wydawać się niezrozumiałe. Nie potrafiłam na tamten czas wyrazić jaśniej tego co chciałam przekazać ale nie ma sensu i mijałoby się z celem poprawianie jej. I tak kilka razy wracam do tematów mechanizmy się nie zmieniają w większości i znajdziecie inne wytłumaczenie dla niektórych zjawisk. Wiele z nich rozwijam w swoich programach na magicznych wrotach czy też ujętych w filmach na moim kanale na you tube.

HONTON Szybyująca Enklawa. Jeśli teraz zaczęłabym zmiany byłaby to nowa „książka”. I tak znajdziecie tam minimum dopisków z datą. I nawet nie poprawiałam wielu słów pozostawiłam je tak jak nazwałam pierwotnie choć w niektórych zdaniach znajdziecie słowo którego dziś już nie używam opisując energetykę ludzi a jest nim:płaszczyzna. Dotyczyło ono tłumaczenia na mojej makietce i kartka papieru zdefiniowała używanie słowa płaszczyzna na dziś używam słów przestrzeń wymiar. Zamieniłam to słowo tylko kiedy wydawało się to na dziś niezbędne. W innych wypadkach je dopisałam dodatkowo i już.

To co przeczytacie to tekst umownie nazywany „książką” nie jestem pisarzem ani kimś kto potrafi ująć swojego doświadczenia w fachowej, profesjonalnej budowie książki w jej sensie struktury i polonistyki. Na szczęście dziś mamy czasy gdzie „każdy śpiewać może jeden lepiej a drugi gorzej”. Mnie muzyka w śpiewaniu nie przeszkadza. Gdyby tak było nic byście nie przeczytali.

A uwierzcie tej „książki” mam ze 4 wersje. Pierwotną, dla wydawnictwa, dla przyjaciół i dla wydawnictwa okrojoną. Do niej właśnie dołożyłam na powrót wiele rozdziałów i tekstów wyciętych i znajdziecie to w poniższym tekście gdzie spotkacie się z dwoma tytułami jednego tekstu lub innymi numerami rozdziałów. Ale tak to zostawiłam … w końcu jest to tekst na bloga już teraz…

Wstęp- słowo od autora

Każdy dzień, każda minuta i sekunda to inny stan umysłu, serca i duszy. Inna definicja siebie i otaczającego świata. Rozświetlona codzienność dobrym słowem, różna, inna. Dzielę się tymi zapiskami dlatego, że długo byście czekali na ostateczną wersję jakiejś książki i może ona nie powstać. Ta ostateczna. A właściwie to mam nadzieję, że nie powstanie ponieważ oznaczałoby to…zatrzymanie. Będę w swoim życiu uzupełniać i poprawiać tę opowieść. Ubierać w coraz to inne obrazy malowane słowem. Coraz to inne ciekawsze, bogatsze w wiedzę i doświadczenie, które inaczej zdefiniują bieżącą rzeczywistość i to co w niej dla mnie ważne. Inaczej pewnie będę umiała za lat parę o tych doświadczeniach opowiedzieć, inaczej je skomentować. Inne będę miała na nie spojrzenie. Być może innych słów użyję i inaczej skomponuję słowa w zdania. Wtedy obrazy te staną się jeszcze bardziej zrozumiałe, jaśniejsze bo bardziej doświadczone. A dlaczego tak się stanie? Będzie to efektem dalszego rozwoju mojej osobowości duchowej.

Pamiętajcie też, że nie jestem pisarzem co jeszcze bardziej utrudnia mi zapisanie tego co nie definiowalne, a dla mnie oczywiste. To troszkę tak jakbyście mieli opisać jak posługujecie się sztućcami. Niby oczywiste a jednak nie. Spróbujcie. Brakuje mi wielu słów więc tworzę je sama na moje potrzeby. Co niekoniecznie musi podobać się polonistom. Słowa w swoim brzmieniu nawet wymyślone naprędce mają większy przekaz obrazu i idei jaki chcą ludzie przekazać jedni drugim niż poprawność słowna ale wybrakowana. Jak zupa bez soli. Znajdziecie tu wiele wątków niektóre z nich będę rozwijała dopiero po kilkunastu innych, niektóre pozostaną niedokończone, a wiele pewnie będzie materiałem na zupełnie inną opowieść. Inaczej kolorowaną i pozornie o czym innym brzmiącą. To jak pozbierane bezładnie kartki zapisków autora, którego już nie ma a ślad po nim pozostał.

Ponieważ czekalibyście długo na te w kartkach zawarte małe opowieści, zamykam je w tych zdaniach które zaraz po sobie nastąpią i zapakowane jedne po drugich powędrują w wasze serca. Rozświetlając różnie przez was postrzegane życie. Jednym wydające się mrokliwym lub też zabawnym i lekkim. Innym potępionym i nagannym. A jeszcze innym fantazją okrytym. A najpiękniejsze byłoby to aby w momencie kiedy zamkniesz ostatnią przeczytaną napisaną prze zemnie kartuchnę zobaczył swoje życie we wszelkich wymiarach Świętej tęczy kolorów i tak bardzo zapragną uświęcić swoje życie sobą samym aby działy się w nim CUDA. Czas zacząć i zakończyć tę opowieść teraz.

Nie warunkujcie tego co napisałam jako ostatecznej prawdy, a raczej jako drogowskaz jeden z bardzo wielu. Jako odnośnik do własnych poszukiwań. Zresztą nie jest to podręcznik do jasnowidzenia raczej opowieść o świecie widzącego. O moich nastrojach, rozterkach, o tym jak się żyje w pewnych warunkach, jak wtedy wygląda świat, jakimi drogami w nim się poruszam najchętniej, które omijam a którymi muszę podążać. Każda droga jest ciekawa i każda w „u kresu umownego” prowadzi za horyzont, ponad miejsce gdzie wszystkie nieba mają swój początek.

Świat rozwoju duchowego a jasnowidzenie…

Ta szumna nazwa nie gwarantuje nikomu wspaniałej codzienności w każdej sekundzie życia. Ja oglądam ten świat troszkę inaczej niż wszyscy. Podobno mam to co wielu innych chciałoby mieć. To co błędnie kojarzone jest z rozwojem duchowym pojmowanym jako coś niedostępnego i naznaczającego człowieka jakąś wyjątkowością. Z racji tego, że wiem to czego nie wiedzą inni, poprzez zmysł wzroku rozwinięty nazwijmy to dodatkowo, nazywa się mnie jasnowidzem. Nie lubię tego określenia i sama go w stosunku do siebie nie używam. Zaś postrzeganie tej umiejętności w kategoriach jakiegoś szczególnego daru uważam za mit i zakłamanie. Według mnie każdy ma tę umiejętność. Jest ona naturalna i dana nam wszystkim po równo. Jeśli ktoś mówi wam inaczej znaczy, że nie widzi. Wystarczy ją sobie przypomnieć. Chcę żebyście po przeczytaniu tej „książki” powiedzieli: to zwyczajna kobieta niczym nie różni się ode mnie, jej życie wygląda podobnie do mojego. Ona zwyczajnie doświadcza dnia codziennego więc nie może to przypominanie być trudne. To pestka. Mam nadzieję, że po tej opowieści zamykając okładkę westchniesz głęboko, rozejrzysz się wokoło a świat okaże ci się w całej krasie, w ogromie soczystości tańczących barw i ich odcieni. A potem kiedy zachwycisz się codziennością koloru usłyszysz jak świat śpiewa. Zaprzyjaźnisz się z nim, z każdym kolorem razem i osobno. Życzę tego z całego serca każdemu z WAS.

Powszechnie ludzie wyobrażają sobie tę umiejętność zbyt koloryzując ją, poprzez co staje się ona zbyt tajemnicza i wydaje się niedostępna dla nich. Ludzie snują wyobrażenie, że trzeba uciążliwych ćwiczeń i wielu zabiegów aby to zjawisko stało się ich codziennością. A tak naprawdę trzeba tylko wzbudzać w sobie zaufanie, że wszystko w świecie dzieje się dobrze. Nie oczekiwać i nie być ciekawskim. Nie wizualizować! Patrzeć, podążać za głosem serca i tym co się wyłoni. To będzie prawdziwa emanacja energii i jej doświadczenia a nie projekcja podświadomego umysłu opowiadającego obrazem jak świeci świat.

Przygotuj się : nie zaspokoisz ciekawości. Im jest ona większa i wścibska szukająca sensacji, udowadniania, zaskakiwania tym bardziej rozczarowująca i upokarzająca.

Można by rzec widzenie uczy pokory, wymaga i każe doświadczać jej w pełni.

Życie z „tą umiejętnością” widzenia jest w równym stopniu błogosławione i przeklęte. Ma swoje wady i zalety, które zależą indywidualnie od odbioru różnych zjawisk i sytuacji. Ale przede wszystkim jasno widzenie nie jest wybiórcze. Nie można sobie wybrać określonych zjawisk, które chciałoby się oglądać. Co oznacza, że nie możemy sobie powiedzieć: że chcę widzieć tylko anioły. Bo to tak jakby idąc przez miasto powiedzieć, że nie chce się oglądać drzew. Świat jasno widzących to też świat rozterek, dylematów, bólu i zwątpienia. Są tu zawarte tematy i wątki codzienności, kiedy zdolności psychiczne lub duchowe stają się codziennością w pracy. Wszystkie ze spotkanych przez mnie osób w świecie widzących, przechodziły lub przechodzą to samo. Nie raz piekło odrzucenia. Każdy mógłby napisać taką swoją książkę, o tym jak pięknie widzi się świat, ale też i o tym co w nim trudne. Z doświadczenia wiem, że taki „rozwinięty talent” widzenia w końcu staje się narzędziem do pomocy innym. Pracą. Staje się to naturalne i oczywiste, że wszyscy lgną do ludzi, którzy widzą trochę więcej, szukają w nich nadziei i wsparcia, w tym co dla nich niewiadome. Nasza praca jest specyficzna, wymaga specyficznych warunków, dobrej kondycji fizycznej i psychicznej. Kiedy jest inaczej jest niebezpieczna dla naszego zdrowia, wydarzeń w życiu i dla naszych bliskich.

Z czasem powstaje nadmiar tego co widzimy jako trudne, ponieważ ta część życia pracy z innymi w ich problemach, przerasta naszą codzienność. Często słyszymy więcej niż ksiądz i psycholog w swoim gabinecie, dlatego, że ludzie postrzegają nas jako obdarzonych szczególnym darem przez Boga. Jest to mylne pojęcie tego zagadnienia, każdy z nas jest tak samo obdarzony. Ty też. Piękno tych trudnych sytuacji rozwija, przynajmniej u mnie w przeogromnym stopniu, ufność w Opatrzność Bożą. Tak naprawdę nic w życiu nie dzieje się przypadkiem, nic nie zostaje zagubione ani zapomniane. Piękno i porządek zjawisk w świecie zachwyca i uczy pokory wobec pochopnego oceniania ludzi i sytuacji. Każde badane, obejrzane najtrudniejsze wydarzenie w życiu człowieka dawało od razu informację piękna i dobra jakie może uczynić dla jednostki, jej rodu, społeczności i świata. Widzenie pozwoliło mi też zobaczyć to, że nie ma absolutnego zła, że to co złe z reguły było powolnym przygasaniem Pięknego i że zawsze jest nadzieja, powrotu do pełni światła, gdyż pierwotna iskra w całym istnieniu nigdy nie gaśnie.

W swojej pracy spotykam wielu adeptów zainteresowań ezoterycznych, które rozwijają na różnych kursach i w szkołach. Często pytają mnie o widzenie, o różne stany z nim związane, a również o sam sposób widzenia. Chciałam odpowiedzieć i opowiedzieć o tym, że nie ma złotego środka, od którego trzeba by zacząć by mieć świadomość widzenia, poza wiarą w Boga. Jedynego. W to, że wszyscy jesteśmy równi, w to, że nikogo nie musimy prosić o klucze do bram. One są cały czas otwarte. Bóg nie ustanowił żadnych blokad, darów szczególnych dla wybranych, rad, mistrzów, czy komitetów które miałyby zadecydować czy ty akurat będziesz widział czy nie. Wszyscy oni mówią o otrzymaniu prawa do używania jakiegoś klucza. A wtedy wy zapominacie, nie zauważcie, że sami jesteście dla siebie kluczem a zamek znajduje się w waszym sercu otwartym w Przenajświętszym Istnieniu. Oni nie mają prawa ani mocy aby decydować czy widzicie, mogą nie chcieć tylko i mają prawo, zabronić zaglądać na swoje podwórko. Jak każdy z nas. A to i tak tylko do pewnej wibracji bo jeśli widzisz przez parkan to nic na to nie poradzisz. Ćwiczycie trzecie oko uważając, że widzi się środkiem czoła. A to nie prawda. Wgapiacie się w panel. To tak jakby chcąc obejrzeć telewizor lub program w nim wpatrywć się w pilot.

Widzenie jak Życie ma swoje blaski i cienie, od każdego indywidualnie zależy co jest dla niego blaskiem a co cieniem. Jaki kolor uważa się za ładny a jaki za brzydszy. Być może powstaje wrażenie, że opisuję tu więcej cienia, ale to nie po to by Ciebie przestraszyć, lecz byś rozpoznając u siebie pewne stany ciała, umysłu i ducha się nie poddawał. Abyś uznał je za normalne i nie blokował się strachem tego co kryje się za opisywanym tylko pięknem tego zjawiska. To co opisuję też jest piękne, ma swoją mądrość tyle, że odartą z entuzjazmu bajki o cudownym świecie medytacji, uniesień i błogości. Istnieje mit, że świat widzącego zmienia się cudownie w piękną baśń, dla wybranych. Ale ta baśń jest wspólna dla nas wszystkich i jak wspomniałam już każdy musi ją sobie przypomnieć, ty też. Zamiast uczyć się i ćwiczyć to swoje biedne trzecie oko, po prostu proś Boga i swoje anioły o to aby pomogły ci przypomnieć sobie jak widzieć, jak doskonalić siebie nie definiując i nie oczekując tego co chcesz widzieć.

Pewne zjawiska, a szczególnie spadek energii i jej melancholię trzeba umieć rozpoznać, bo to normalne i każdy z widzących jakiego spotkałam przeżywał te zjawiska, różniły się one tylko intensywnością i ich subiektywną interpretacją. Nie zrażajcie się tym, nie zniechęcajcie i nie szukajcie nowej techniki. Dajcie sobie prawo niewidzenia kiedy jesteście przemęczeni „praktykami rozwoju duchowego”, tzw. ćwiczeniami poszerzającymi świadomość. Trzeba wiedzieć po co jest odpoczynek. Zdawać sobie sprawę, że postrzeganie świata w żaden sposób nie zakłóca energii. To co powoduje te perturbacje to wewnętrzna analiza i transformacja informacji w sobie. Aby droga w tym świecie była radosna, satysfakcjonująca, powinniśmy wiedzieć jakie objawy niepożądane mogą wystąpić poprzez nasze oczekiwanie tylko pozytywnych wrażeń oraz jakie skutki wywołują różne techniki poszerzające widzenie. Nie oznacza to, że wszystkie są złe. Po prostu warto wiedzieć, żeby nie przeholować dawki konkretnej metody. Każda jest piękna, każda w pewnych aspektach uzdrawia, poprawia ostrość ale i może zaszkodzić kiedy zabraknie mądrego myślenia i zniknie rozsądek oraz percepcja odpowiadająca za logiczne myślenie. Osobiście nie spotkałam nikogo kto zacząłby widzieć na stałe po zastosowaniu kilku ćwiczeń. Z doświadczenia wiem ile osób popada w kłopoty i dylematy kiedy poczuje się nieswojo, a to tylko wystarczyłoby wiedzieć, że taki objaw może wystąpić. I, że jest to normalne. Wszyscy w tym świecie, którzy się wam jawią jako nauczyciele albo mistrzowie, lub też nazywają siebie mistykami, mają gorsze dni, spadki energii i doświadczają wielu stanów zwątpienia, są to zwykłe sprawy dnia codziennego. Powstał dziwny mit, że to herosi i przez to droga do jasno widzenia wydaje się trudna i wyboista. A ludzie wgłębiają się wtedy w nowe techniki i inne okradacze czasu, które napędzają myśli o oczekiwanych efektach. Jasno widzenie też nie świadczy o wielkim rozwoju duchowym i znam też ludzi o wątpliwej etyce ogólnie postrzeganej a widzących. I na takich też możecie natrafić w swoich poszukiwaniach rozwoju w zakresie widzenia. Znam też wielu ludzi wg mnie oświeconych którzy w codziennym życiu ukazują mistrzostwo rozwoju i nie widzą ale działają od razu z poziomu widzenia. Dążenie do doskonałości poprzez metody pracy ze sobą, tzw. techniczne, powoduje że zapomina się wtedy o celu po co się to robi. Czyż nie po to aby lepiej żyć, piękniej doświadczać codzienności? Ciepła dłoni i serca bicia innego człowieka? Nic na zapas i na siłę się nie zrobi. Ma się to do codzienności jak sens zrobienia konfitur na całe życie, jest nie wykonalne i nie potrzebne. Nawet faraonowie nie zdołali zabezpieczyć swoich grobów, a poprzez to swego życia „po”. Jasno widzenie jako to co ma pokazać piękno staje się celem samym w sobie, wyznacznikiem osiągniętego efektu w rozwoju. Jakże to jest złudne. Uważajcie aby dążenie do jasnowidzenia nie stało się ślepotą na życie, na współistnienie, na dobro. Widzenie samo w sobie nie może być celem. Kiedy wykonujecie ćwiczenia lub praktyki poszerzające percepcje duchową, zwróćcie uwagę na to jak wyrażona jest intencja. To ona jest WROTAMI umownymi w was samych. Często obserwuję jak intencja widzenia zatrzymuje proces wielu wspaniałych działań. Ktoś jest dobrym uzdrowicielem ale nie robi tego bo nie widzi. A uważa, powinien powiedzieć coś ludziom. I szkoda bo nie jedna osoba doświadczyłaby uzdrowienia gdyby nie ego jednego i drugiego. Bo ludzie co tu dużo mówić chcą, łakną aby uzdrowiciel im „coś” powiedział. A nie powinni. I jest na to uzasadnienie. Ale nie o tym teraz.

Kiedyś nie miałam w świadomości, że można nawiązać więzi z roślinami, dopóki nie zaobserwowałam jak kwiat, który mam w gabinecie a właściwie jego energia na mnie wpływa. Nawiązując z nim coraz większa więź, zaczynałam widzieć jego aurę i informacje, które z niej płyną, naszą wzajemną zależność. Dało mi to świadomość możliwość szukania podobnych relacji z innymi roślinami. Dopóki dziwnym impulsem nie nawiązałam kontaktu z kwiatem, nie mogłam zobaczyć jego aury i tak jest ze wszystkim. Właściwie widzenie jest specyficznym otwarciem się na otaczający nas świat. To jak z rozmowa z ukochanym człowiekiem. Robi się ciepło na sercu, oddech staje się głębszy serce puka. W głowie powstaje taki specyficzny stan uniesienia, lekkiego zawrotu głowy i wyraźnie czuć jak oddech „wiruje” w koronie. Stamtąd spływa jakby tyłem pleców w głębi łopatek w dół. Fizycznie następuje specyficzne dotlenienie ciała na tej fali przejmującego uczucia. Często wtedy pojawiają się samoistnie płynące łzy. Jak patrzenie na coś co was wzrusza do łez. Ten stan kontaktu pozwala widzieć. Nie ma na to otwarcie jedynej recepty, dlatego, że tą zależność można porównać do otwarcia się na drugiego człowieka. Na kontakt z jednym jesteś bardziej otwarty, a drugi wolałbyś żeby cię nie zauważył..

Pragnę pokazać zaznaczając to wyraźnie w moich reakcjach i postawach życiowych, że widzenie tak naprawdę nie zmienia nic w naszym życiu. Nie w taki sposób jak oczekuje większość ludzi chcących widzieć. Totolotek nie stoi otworem niestety. Chciałoby się rzec. Widzenie jak już wspominałam, przede wszystkim przyciąga ludzi z kłopotami, jest też pułapką w jaką ja i inni moi koledzy jasno widzący często wpadają. Tą pułapką jest marazm i przygnębienie z powodu niemożności wyrwania się z roli narzuconej nam przez oczekujących pomocy ludzi. Ludzie wymagają cały czas dostępności do nas a w zasadzie „widzenia”. Mimo wszystko widzenie jest najpiękniejsze na urlopie, kiedy widać jak woda morska leczy i otula ludzi bryzą i mgłą. Nie zdawałam sobie sprawy jakie znaczenie dla nas ludzi ma zwykła mgła. Cuda natury są piękne. Piękne są aury mam opiekujących się dziećmi. Jaki może być cel sam w sobie widzenia, ponadto żeby oglądać piękno świata? Uświadomienie sobie, że świat jest nieskończoną formą porządku Bożego. Jest też tak, niestety to co oglądamy często z czasem nam powszednieje, przestaje cieszyć i być atrakcją, taka już jest natura człowieka. Jeśli ja na co dzień spotykam ludzi z aurą w kolorach złotych, błękitów i fioletu, to jest to dla mnie norma i powszedniość. Jednakże zawsze najpiękniejsze są zjawiska kontaktu ludzi ze światem natury i ich wzajemne relacje, a w relacjach ludzi jakkolwiek trudnych zawsze widać Niebo.

Widzenie zmienia percepcję i postrzeganie codzienności, a może odwrotnie. Wszystko jest piękne, dobre i jakże trudno nadal jest mi ogarnąć to co „niżej”, zakropione bólem i łzami. I mimo, że zawsze odnajduje przyczynę, napawającą mnie zachwytem celowości tego smutku, ciągle pytam dlaczego…?

Widzenie przede wszystkim zamienia wiarę w Boga w pewność Jego Istnienia, to najpiękniejsze Błogosławieństwo. Uporządkowanie i stałe porządkowanie się świata jest doskonałe. Z każdego problemu jest zawsze doskonałe wyjście. Widzący nie zawsze to widzą ale wiedzą.

Ciągu dalszego oczekujcie…

By Agnieszka Bruzgo in ...NEWSY..., "KSIĄŻKA"
2 komentarze
  • marta

    Pani Agnieszko Piękne i prawdziwe słowa

  • Agnieszka Bruzgo

    DZIĘKUJĘ PIĘKNIE … I KŁANIAM SIĘ NIZIUTKO…