Agnieszka Bruzgo | X. „KSIĄŻKA” Dziesiąty element
1596
post-template-default,single,single-post,postid-1596,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / X. „KSIĄŻKA” Dziesiąty element

AR_EFFECT_20150306151155Czego się można dowiedzieć o swojej rodzinie…

10.3 Bezcenne skarby wiedzy o własnym rodzie

Moja rada dla poszukujących i pytających jest taka. Nie negujcie niczego i nie zaprzeczajcie temu co słyszycie dopóki widzący nie skończy, to też człowiek i po prostu przerwiecie nić łączącą go z „obiektem” jak to miało miejsce w przypadku powyżej. Z doświadczenia też wiem, że nawet jak ktoś bliski stanowczo zaprzecza nie należy brać tego pod uwagę. Zadziwiające jest to jak mało ludzie wiedzą o swoich bliskich. Jak mało znacie tak naprawdę ludzi, którzy są częścią z was a wy z nich. Tu powinnam ogłosić swoisty apel do ludzi: „poznawajcie swoich bliskich”. Czy wiesz jakie miała pasje w młodości Twoja mama, babcia czy prababcia? O czym marzył pradziadek? Jakie były losy jego brata, i jego matki? Skąd pochodzili? To takie ważne dla was kochani.

Kiedy szukałam przyczyny swojej mani zbierania torebek wydobyłam z siebie informację, którą słyszałam od babci ale nie przywiązałam do nie wagi. A kiedy wydobyłam ją z szuflad pamięci pomogła mi zrozumieć ten mój mechanizm, który powodował, że gdzie bym nie poszła wlokłam z tam tond jakąś torbę. Albo dostawałam ją albo zjawiał się jakimś cudem ktoś kto torebkę chciał sprzedać. Po pierwsze ustaliłam, że torebka realizuje program „jestem elegancka”. Ale co go zasila? No właśnie co do reszty urania i wyglądu nie ważne, torebka natomiast działa cuda. Przyczyną okazała się opowieść mojej babci o jej ciotce. Nic o owej ciotce nie zapamiętałam czego bardzo żałuję oprócz tego, że była artystką przed wojną i zostały po niej jakiejś rzeczy w kufrze. Moja babcia jako dziecko i inne dzieci z rodziny łaknęły tej tajemnicy kufra i jego magicznej dla nich zawartości. Babcia opowiadała z westchnieniem o odkrytych skarbach, sukniach i torebkach. Zwłaszcza o tej jednej wyjątkowej pokrytej łuskami z szyszki. Aż trudno uwierzyć, że przyczyną mojego gromadzenia torebek była opowieść babci o kufrze pełnym rzeczy jej ciotki a zwłaszcza jednej magicznej torebki, która była synonimem elegancji. Ale tak mi się to zakodowało. A jakie ty masz zapomniane opowieści w sobie? Jak żyją z tobą teraz?

W mojej rodzinie krąży opowieść również opowiedziana przez moją nie żyjącą już babcię, której też oczywiście nie pamiętam w szczegółach. Dotyczy jej babci. Otóż moja pra, pra babcia nie cierpiała swojego imienia. Nazywała się Serafina. Kiedyś potrzebny był jej akt urodzenia po, który trzeba było udać się jak na tamte czasy daleko ponieważ wyprawa trwała rowerami około trzech dni (Knyszyn). Nasza Serafina wracając z aktem urodzenia płakała podobno trzy dni drogi powrotnej. Okazało się, że na akcie urodzenia widniej imię nie Serafina ale Symforyja. Nawet dla nas do dziś to zagadka, pomylono się zapisując imię czy to rzeczywiście prawdziwe imię z chrztu. W każdym razie na nagrobku ma Serafina. Swego czasu wpisałam to imię w internecie i na jakimś forum znalazłam opis tej historii. Napisałam do tej osoby aby się do mnie odezwała ponieważ możliwe, że jesteśmy rodziną niestety nie było odzewu z tamtej strony.

Nasz pra, pra dziadek Teofil Waszkiewicz mąż Serafiny był zarządcą w majątku właścicieli pałacyku stojącego w parku w którym teraz jest Wyższa Uczelnia. Wiemy z babci wspomnień, że miał niedźwiedzia i był niewygodnym świadkiem pojedynku ważnych utytułowanych osób. Dziadka aby zapobiec skandalowi i innym dziwnym sprawom wysłano praktycznie bez pożegnania z rodziną statkiem do Ameryki. To wszystko aby wszelki o pojedynku ślad zaginął. Rodzina nie miała z nim kontaktu wiele lat, tylko babcia jako dorosła osoba dostała jakiś spadek niewielki po jego śmierci w Ameryce. Do dziś nie wiemy jakie były jego tam dzieje i czy założył tam rodzinę. To obciążenie karmiczne tych rodów które go wysłały w nieznany świat wobec naszego rodu. W tym momencie pojawił się wzorzec w mojej rodzinie, który wyzwala podświadomy lęk przed utratą partnera i zadbanie o samowystarczalność oraz lęk przed utratą dorobku. Ale dość smutków. Nasza prababcia Serafina- Symforyja po mężu Waszkiewicz była pokojówką u możnych państwa. Właśnie z siostrą wspominamy opowieść babci, którą ona zasłyszała od swojej babci. O możnym panu krążyły legendy odprawianych czarów, podpisywanych paktów i czerwonego pokoju. Wszystko straszne a nasza babcia śmiejąc się opowiadała, że w naszym domu wszyscy wiedzieli, że tam było pomieszczenie schadzek. Kochani tyle ile was jest tyle opowieści. Do dziś żałuję, że nie dopytałyśmy babcię o wiele szczegółów. Nie pamiętamy nazwisk pojedynkujących się panów przyczyny rozłąki małżeństwa naszego pra, pradziadka. Na pewno ich rodziny nie zdają sobie sprawy jak skrzywdziły kobietę, która w tak trudnych czasach musiała zostać sama. Wychowała sama jedynego syna, naszego pra dziadka Antoniego. On ożenił się z naszą prababcią Anielą z domu Dąbrowska i z tego związku urodziła się nasza babcia Alicja Wanda oraz jej brat Antoś, który zmarł jako dziecko. Tu byłoby miejsce na moją opowieść, która dotyczyła dziwnej więzi mojej babci z moim synem i jej lęków o niego jak tylko chorował. Zwłaszcza na żołądek i biegunki. Mój syn do kilku lat często chorował, przeziębiał się i miał ciężkie biegunki. Moja babcia kochała go bardziej niż którekolwiek ze swoich dzieci i jakiegokolwiek z piątki wnuków. To dziecko miało w czasach podstawówki więcej kieszonkowego niż ja wydawałam na siebie jako dorosła kobieta. To informacja genetyczna brata babci przebijała w moim synu. Z Serafiną- Symforyją związana jest jeszcze jedna opowieść, która dotyczy jej śmierci. To była silna i bardzo świadoma wszystkiego co dookoła niej się dzieje kobieta wnoszę znając okoliczności jej śmierci. Starsza kobieta podupadała na zdrówku i wszyscy wyglądali jej śmierci starając się aby cały czas ktoś przy niej był. Aby nie odeszła sama. Był już ksiądz z ostatnim namaszczeniem i nikt nie słuchał babci, która mówiła, że jeszcze nie umiera i nie umrze dzisiaj, poczeka. Umrze dopiero jak wróci Alicia (moja babcia- jej jedyna wnuczka). Babcia wyraźnie mówiła idźcie do domu bo ja jeszcze nie będę umierała. Alića wróci z wycieczki to wtedy umrę. I tak się stało babcia wróciła a jej babcia zmarła. I żeby było śmiesznie nikt tej chwili nie zauważył.

Najbardziej smutna historia to wspomnienie babci jak jako dziecko będąc ze swoją babcią w lesie widziały masakrę ludzi pod Białymstokiem. Siedziały przerażone aby ich nikt nie zobaczył bały się o życie. Babcia opowiadała, że masowe groby się ruszały użyła słowa one oddychały i wyły. Było to najdramatyczniejsze co usłyszałam z ust kogokolwiek. Takich opowieści niedokończonych mamy i od innych starszych członków rodziny. Cóż mogę napisać. Mam nadzieję, że pobudziłam w was ciekawą duszę badacza i kronikarza. Szanujcie i cierpliwie słuchajcie opowieści starszych to najcenniejszy dar. Najprawdziwsza historia losy, których nie przewidują scenariusze filmowe. Piękne, dostojne a nieraz tragiczne. Żałuję, że nie zapamiętałam co opowiadał dziadek mojego pierwszego męża. Wspaniały człowiek, którego kochałam całym sercem, miał ciekawe życie. Namawiam teraz swojego syna aby pytał swoją prababcię ze strony ojca o jej losy i rodzinę. Babcia była córką oficera straży ostatniego cara Rosji. Uciekali podczas rewolucji do polski. Jej matka zmarła młodo podczas choroby. Ciężko pracowała myjąc wagony. Myślę, że syn powinien znać przynajmniej imiona swoich pradziadków. Tak można bez końca. Kiedyś oczyszczając nogi starszej kobiety zobaczyłam jak często w młodości stała w wodzie. Dziwne wydawało mi się to co widziałam powiedziałam jej o tym a ona opowiedziała mi, że zgadza się to co widzę to praca z lnem. Byłam też słuchaczem wielu innych opowieści tej Pani i wielu kochanych ludzi, którzy obdarzyli mnie ogromnym darem podzielenia się doświadczeniami własnego losu. Opowieściami, które ich pogrążały w bólu i tymi, które im ocierały łzy. Nikt nie dzieli się z przypadkową osobą tym, że bieda w dzieciństwie powodowała, że nie mając butów ona i rodzeństwo grzało nogi w krowich plackach. Swoją drogą nic zdrożnego ten placek to po prostu trawa.

10.4 Mimowolne dostrojenia. Opóźnione wizje, obrazy

(ten przykład też jest gdzieś dalej opisany)

Kiedyś oglądałam program w którym poszukuje się zaginionych osób: „Ktokolwiek widział, ktokolwiek wie”. Niechcąco skupiłam się na zdjęciu kobiety i tylko wzrokiem jak każdy spojrzałam. Dopiero po jakimś czasie w skupieniu gdy odgarnęłam codzienność zobaczyłam coś co mnie niepokoiło ale nie wiedziałam skąd. Pojawił się obraz domu nawet wyraźny ogród, przy fundamentach okienka z kratkami i odczucie smutku ,przerażenia. Następny obraz zobaczyłam otwartymi martwymi oczami tej kobiety, jak na jej twarz sypie się piach. Potem stała jakby po drugiej stronie ulicy ale za nic nie mogłam dojrzeć numeru ani nazwy ulicy. To koszmar, informacje, których nie można sprawdzić a energetyczne skutki prześladowały mnie latami. Dziś nawet nie zerkam na tego typu programy. Nic nie poradzę na konkretne przypadki a uszczerbek energetyczny i co za tym idzie psychiczny jest straszny. Odsyłam wszystkich do specjalisty w tych parametrach widzenia. Myślę, że musiałabym mieć komfortowe warunki i mocniejszą osobowość aby wyspecjalizować się w tym temacie zadań.

10.5 Byty, demony, duchy i dusze oraz Aniołowie i Opiekunowie

Moja kolejna jasnowidząca koleżanka Joanna, choć na co dzień mówią o niej wróżka szamanka. To ona pokazała mi jak widzieć dusze. Wcześniejsze doświadczenia w tym temacie pokazał mi mój syn i zaczęłam widzieć tę częstotliwość po prostu ze strachu o syna.

Wiele lat temu do mego domu przyszedł mężczyzna który powiedział nam że mamy w domu duszę która nam pomaga ale my się jej boimy. W momencie kiedy to mówił wiedziałam już, że to prawda. Mój kilkuletni syn był dzieckiem niezbyt lękliwym, modlącym się i swoją energię miał zauważalną we mnie jeszcze na długo przed samą ciążą i moimi ezoterycznymi zainteresowaniami. Zanim jeszcze zaszłam w ciążę ksiądz przepowiedział mi, że urodzę syna, który zostanie w przyszłości księdzem. Od jakiegoś czasu jednak moje kilkuletnie dziecko, dotąd nie bojące się ciemności, spało już tylko przy zapalonej lampce. Budził mnie w nocy wołając: „mamo, obudź się, diabeł tu stoi”. A ja potem miałam w świadomości pewne miejsce w domu, które było kanałem, łącznikiem. Kiedy mężczyzna który mi to uzmysłowił wyszedł, nasz syn powiedział że widzi tego „Pana”- duszę. Pytałam wtedy jak ten „Pan” wygląda, a mój syn opisał tą osobę bardzo dokładnie. Postać ta mogła porozumiewać się z moim synem pisząc na ścianie jak się nazywa, podał w ten sposób swoje imię i nazwisko z ostatniego życia oraz wyjaśnił dlaczego był koło mego syna. Mężczyzna żył w Krakowie a zginął tragicznie, spalony w kamiennicy. Dlatego postać którą ja później widywałam była czarna, brudna w poobrywanym ubraniu. Dlatego dziecko skojarzyło go z diabłem. A dziwne miejsce w naszym domu było połączone z energią miejsca w którym ten Pan zginął. Kiedy poprzez dziecko pytaliśmy po co u nas jest. Wyjaśnił że jest pomocnikiem i wsparciem dla dziecka, że bardzo wiele ma takich opiekunów. Jest to forma spłaty długu, odpracowania czegoś, bezinteresowna pomoc dzieciom to w tym wypadku trochę jak resocjalizacja. W zasadzie nie powinni się tym dzieciom pokazywać. Moment kiedy ujawnił się u nas był 210 rocznicą jego śmierci a przy moim synu był od kilku lat. Dlatego często dzieci patrząc na jakieś miejsce w domu płaczą bo się boją obcej „osoby”. Doceniłam bardzo to, że ta postać przez wiele lat nie pokazywała się jednak mojemu dziecku.

Będąc u mojej siostry z synem w tamtym czasie zaczęłam wypytywać syna czy ówczesny mój siostrzeniec, który nie miał więcej niż pół roku, miał również kogoś przy sobie. Mój syn odpowiedział, że tak i podał imię i nazwisko tej osoby. Dodał, że ten „Pan” był windziarzem, co wprawiło nas w zdumienie gdyż dziecko nie miało możliwości posiadania wiedzy o takim zawodzie, który już dawno nie istniał. Zapytałam się go następnie czy mój siostrzeniec widzi tę postać. Syn odpowiedział, że tak. Ewidentne było też to, że siostrzeniec nie boi się tej postaci. Później mój syn opowiedział również że córka siostry tez miała przy sobie takiego opiekuna, ale na pytanie czy go widzi, odpowiedział, że już nie.

Od tego czasu, pozwoliłam sobie na widzenie świata dusz, jednak trzymam się od niego na ile mogę „z daleka”, gdyż jeśli jakieś dusze tu są to jest to ich wewnętrzny kontakt z Bogiem. Z tej przestrzeni w której są mogliby łatwiej gdyby tylko chcieli zawołać o Boże przewodnictwo, lecz z jakiś powodów tego nie robią. A odprowadzanie na siłę istot z którymi do końca nie można się porozumieć uważam za pogwałcenie ich praw. O takie istoty można się modlić i prosić by z tamtej strony pojawiała się energia sprzyjająca powrocie takiej istoty do domu. Jeżeli słyszę, że ktoś odprowadza duszę to wiem że w wielu przypadkach nie wygląda to tak jak ci odprowadzający opowiadają, gdyż wiele z tych istot nie chce jeszcze nigdzie iść, bo nie są na to jeszcze gotowe. I mają do tego swoje święte prawo. Wielkim nadużyciem jest myślenie przez nas ludzi, że pan Bóg zapomniał o jakiejkolwiek duszyczce lub nie wie która jeszcze się tutaj błąka z różnych przyczyn. One mają wolną wolę bycia tu gdzie sobą. Przyczyn obecności dusz tu jest bardzo wiele, praktycznie ile dusz tyle przyczyn i powodów dla których są w różnych miejscach ale jeszcze nie u kresu swojej wędrówki.

Znana jest mi też opowieść niestety nie pamiętam kto mi o tym opowiadał, bo było to dawno, że odprowadzano duszę jakiegoś sąsiada. Uważano, że to on się „czepia, czy chodzi” ponieważ nie było go widać od jakiegoś czasu a mocno nadużywał alkoholu. To tylko wystarczyło aby podjąć działania odprowadzania jego duszy. Duże było podobno zdziwienie kiedy okazało się, że sąsiad jednak żyje. Aż dreszcz przechodzi.

Tu należałoby wyjaśnić że duszą nazywam osobowość fizyczną z ciała, która żyła, zmarła, i nie odeszła w miejsce światła które sobie wybrała. A duch to postać która jest świadomością z przestrzeni o których nie będę za dużo mówiła i składa się z kilku dusz zniewolonych, a raczej resztek martwej energii. Czasem dzieci malują takie obrazki, że jest jedna postać w której jest kilka buziek, kilka oczu. Moja siostrzenica np. opowiadał że na balkonie widziała pana który miał w brzuchu dwie głowy i cztery ręce, był w pelerynie i chciał wygonić wszystkich z domu. Z kilku energii dusz jest wymodelowana inna postać która ma swoją świadomość a tej postaci odpowiednik naszego wyższego ja funkcjonuje poza 9 czakrą i nie ma możliwości poprzez fakt narodzin takich postaci jak Chrystus, które rodzą się co jakiś cykliczny czas, zejść tu w swojej cielesnej postaci w nasza przestrzeń, aby mieć bezpośredni kontakt z ludźmi. To są istoty które opętują innych z bardzo wysokich przestrzeni. Kiedy one opętują ludzi wtedy maja miejsce te spektakularne egzorcyzmy. To już nie jest zwykła duszyczka która zapodzieje się w ciele człowieka i utkwi między mechanizmem czakry i nie umie sama się z niego uwolnić. Na początku sama nie wiedziałam czy dobrze postrzegam te postaci. Utwierdził mnie w tym program TV w którym kobieta oczyszczał dom w Anglii i opowiadała o postaci nawiedzającej dom, która składała się z trzech postaci o różnych osobowościach, wyglądzie. Dusze które są budulcem dla takiej świadomości są duszami opętanymi. Bardzo często świadomością ducha, jego przestrzenią, jest kilka zmarłych dusz w ramach jednego rodu. Wtedy właśnie mówi się że nad danym rodem, rodziną jest potężna klątwa albo w tej rodzinie dzieje się wiele złych trudnych wydarzeń, jest tez sporo samobójstw, zażartych kłótni, wewnętrznej walki, alkoholu. Ich potomkowie zaś są potem napędzani jak w błędnym kole, powoduje to zmiany w ich osobowości która gorzkniej gaśnie, posuwa ich do jeszcze trudniejszych zachowań i wszystko jeszcze bardziej się pogłębia. Zdarzają się też choroby psychiczne, schizofrenie. Oraz dziwne przypadki śmierci a w zasadzie mało kto umiera śmiercią naturalną. Bardzo często zdarza się to w rodzinach którym podlega w sensie pracy bardzo wiele innych ludzi, czyli np. właściciele większych lub mniejszych zakładów pracy. Jest to związane z zasobami energetycznymi do jakich mają ci ludzie dostęp. Jeśli źle traktują oni podległych sobie ludzi za sprawą swoich wzorców rodowych, przez które zaniżają też energie swoich pracowników. Z kolei poprzez zaniżanie im wynagrodzeń za pracę robią sobie zobowiązania karmiczne i duchowe poprzez sprowadzanie biedy na własne dzieci. Pieniądze są tu odpowiednikiem życiowej energii człowieka. To wszystko co robią w formie energii pretensji i żalu jest jak odważnik z haczykami, który uczepia się ich działalności, firm, dzieci i wnuków. Ta energia powraca do danego rodu bądź pracodawcy podwojona a nawet potrojona od pracownika który poczuł się pokrzywdzony, a także od jego żony i dzieci. Jeżeli firma ma dużo pracowników którzy czują się pokrzywdzeni, wcześniej czy później nie udźwignie ona tej energii i upadnie. A pozostałą po nich energią i destrukcją żywi się ogólny aglomerat który ma swoją świadomość a który nazywamy duchem. W ostatnich latach przez takie postępowanie upadło wiele firm nowobogackich, poprzez nierozważne, nieetyczne traktowanie innych. Dłużej trwa to wtedy kiedy firma czy ród ma pozytywny potencjał wypracowany przez przodków, którego negatywne księgowanie potomków nie wyczerpało jeszcze potencjału początkowego. Właściciel takiej firmy ma większe szanse na poprawienie swoich nadużyć i wszystko z czasem może dojść do normy o ile w porę zrozumie do czego prowadzi niegodziwe traktowanie podległych mu osób.

Na marginesie, zauważyłam że często takich zjawisk w dzisiejszych czasach doświadczają ludzie którzy do niedawna posiadali fermy zwierząt. Myślę że coś trudnego żywiło się energia wytwarzaną przez tych ludzi, gdyż od kilku lat wygasa temat ferm, a obecnie jak grzyby po deszczu powstają schroniska dla zwierząt. Tu należy też wspomnieć o warunkach w jakich przechowywane są te zwierzęta. Zauważcie, że podobne skutki uboczne nie dręczą rolników i mniejszych hodowców zwierząt. To czego doświadczają właściciele wielkich ferm i ich rodziny jest ciekawym tematem pod względem energetycznym, ale to już jak opowieści o duszach i nawiedzonych domach materiał na inną książkę.

Kolejnym jasnowidzącym którego poznałam w swoim życiu, a który widzi również w charakterystyczny dla siebie sposób jest mój kolega Gienio. Widzi on dobrze narządy wewnętrzne. Do dziś się uśmiecham na wspomnienie jak opowiadał kiedy pierwszy raz zobaczył tarczycę i potem szukał w atlasie co to jest za narząd.

10.6 Spontaniczne otwarcie złotej aury. Radzenie sobie z niechcianym darem jasnowidzenia

Spotkałam też wspaniałą dziewczynę, która widziała ale miała poważne problemy ze sobą. Ona pierwsza powiedziała mi coś co było nauką tego co nazywają karmą. A ja wtedy dowiedziałam się też czegoś nowego o sobie. Popatrzyła na mnie i powiedziała: Kniazini Olga. Opowiedziała mi gdzie i jak mnie widzi jako ową Olgę. Wszystkie odczucia tamtej kobiety pasowały do mnie tu i teraz, stosunek i rozumienie wielu spraw religijnych również. A najdziwniejsze w tej historii było to, że ja jestem katoliczką a mój pierwszy mąż pochodzi z rodziny prawosławnej i będąc w czasie wizyty duszpasterskiej od księdza prawosławnego dostałam obraz właśnie św. Olgi. Wpatrywałam się w ten obraz i dopiero wtedy zrozumiałam pewne skojarzenia i dlaczego nie mogłam rozróżnić pewnych myśli w głowie. Jedna zagadka do dziś jest nie rozwiązana. A mianowicie moja dyskusja ze świętą w sprawie ramki. Ewidentnie chciała owalną a ja jak z żywą rozmawiałam do niej: z skąd mam ci wziąć owalną mam okrągłą. Do dziś za każdym razem kiedy ma się wydarzyć coś niepomyślnego śni mi się, że obraz Olgi spada. Wiem wtedy, że trzeba działać i reperować co się da.

Kolejna jasnowidząca na mojej drodze to młoda studentka politechniki.

Kiedyś trafiła do mnie młodziutka dziewczyna a właściwie to ją do mnie wnosili. Bałam się na początku jej wizyt. Po prostu z powodu tego, że fizycznie wyglądała tak jakby miała za chwilę zemdleć. Dziewczyna widziała w 100% . Na niej pierwszej nauczyłam się jak zdejmować zakłócenia z aury i prostować to co nazywają sznurem duchowym. Mówiła i czuła się tak, że chodziła już do psychiatry a jej chłopak poniekąd przyszły inżynier nie ogarniał jej zachowania. Miała taką piękną energetykę, złotą i świetlistą. Pytałam ją po co do mnie właściwie przychodzi ale to już po tym jak nauczyła się uziemiać. Każdy uzdrowiciel ma swoje miejsce uziemienia nawet jak o tym nie wie i z niego nie korzysta a ona korzystała z mojego. To ona narysowała mi jak trafiają do mnie ludzie, jak mnie widzą i jak podejmują decyzję z płaszczyzny nieświadomej o tym, czy do mnie trafią. Przynosili ją zazwyczaj zawsze kiedy już „mdlała”. Pytałam ją co się stało a ona na to, że znowu bordowy, zielony czy inny kolor koło niej przeszedł. Ludzi określała kolorami, które z niej „wyciągają” energię, ale nie wampirami, robili to nie świadomie. Pytałam: czego od Ciebie chcą? Odpowiadała: tego złotego. I błagała mnie żebym od niej zabrała ten złoty kolor. Nie ja Ci to dałam i nie ja mogę zabrać, odpowiadałam. Poza tym nie jest to coś co można dać i zabrać. Za to znam wielu ludzi, którzy daliby olbrzymie pieniądze za to co chcesz oddać. Bardzo dokładnie podała z datą czas co do dnia kiedy otworzę swój gabinet poza domem. I tak się stało. Kiedy ją oczyszczałam sama opisywała zdejmowane przeze mnie zakłócenia. Kiedy ściągałam jej starą energię z gardła o mało nie wymiotowała. Po zabiegu malutka, drobna dziewczynka siedziała na krześle z podkurczonymi nogami i paliła nerwowo papierosa. Jak mogłam jej odmówić palenia w tej sytuacji? Ona wiedziała lepiej co dla niej dobre. Opowiadała, że pamięta jak na nią ten złoty spadł, ale nie pamiętała gdzie to się stało, miała na określenie tego zjawiska matematyczny dokładny język. Mi pozostało tylko pokazać jej jak z tym żyć. Jej chłopak zaczął lepiej rozumieć co się z nią dzieje po przeczytaniu zaleconej przeze mnie lektury. Oczywiście była to Barbara Ann Brenann: „Dłonie pełne światła”. Psycholog w tym wypadku nie sprawdzał się, gdyż ona widziała doskonale z kolei jego problemy. Z czasem dziewczyna dojrzała i poradziła sobie ze swoim darem, a ja słuchałam od czasu do czasu opowieści o tym jak humorzasty profesor posypany złotem staje się jak za dotknięciem czarodziejskiej różdżki uroczym, życzliwym człowiekiem wyrozumiałym dla swoich uczniów. Czas naszej znajomości miną i poszła w świat.

Do dziś mam to szczęście, że wiele pięknych istot przychodzi do mnie po pomoc. Tacy są piękni że nieraz pytam siebie: a ja czym sobie na to zasłużyłam? To oni uczą mnie i z nich zczytane informacje o świecie, energii i istnieniu tworzą opowieści, których teraz słuchacie.

Justyna, jedna z tych pięknych istot, moja koleżanka, przychodząc do mnie sama pokazuje co i skąd jej „ zdjąć”. Jest doskonałym materiałem dla uczących się bioterapeutów. To do niej odsyłam ludzi na zabiegi reiki w Warszawie jest jedną z moich najlepszych uczennic. Jest wielkim światłem i wyróżnia się jak i jej siostry doskonałą intuicją w swoim rodzie. Zawsze wiedzą co i dlaczego oraz w jakim kierunku się przerabia. Dziewczyny wiedzą co u kogo się dzieje w jego rodzinie i dysponują potencjałem mogącym uzdrawiać rody. Zanim zjawi się Emilka najmłodsza z nich śpieszę podlewać kwiaty bo słyszę namacalnie jak na mnie narzekają czekając na nią. Inna osoba Beatka, przy niej są takie Istoty, że zastanawiam się co ja tam mogę jeszcze zrobić. Podczas zabiegu dla niej pojawiły się takie energie, że rozpłakałam się i zastanawiałam się czy nie powinnam przerwać zabiegu i czy nie wypadałoby uklęknąć. Dziewczyna widziała podczas nich takie postaci, że mówiła do mnie : „Pani Agnieszko nie uwierzy Pani, nie uwierzy, kogo ja widzę. Bała się powiedzieć abym źle o niej nie pomyślała. (nie był to Jezus ani aniołowie) Wiedziałam, że widzi dobrze ponieważ mimo, że tego nie widziałam czułam całą sobą. Dlatego wiem, że jeśli pojawiają się energie z Bożego domu jest to potęga miłości i łzy. Ci ludzie są tak piękni i cudowni, że czuję się po prostu niezręcznie im pomagając.

Rozdział XI Z PRZYMRUŻENIEM TRZECIEGO OKA

Aby rozluźnić nieco atmosferę opowiem w kilku słowach małe anegdoty z mojego życia i moich znajomych, bliskich oraz przyjaciół. Są związane z widzeniem.

Zacznę od sytuacji nieco niezręcznej, zdecydowanie nie do śmiechu. Byłyśmy z siostrą na pogrzebie. Atmosfera była pełna smutku i rozpaczy. Obie z całego serca uczestniczyłyśmy w uroczystościach pożegnania bliskiej nam młodej osoby. Jeden z uczestników pogrzebu pięknie modlił się na głos wznosząc energię wszystkich obecnych i uznanie. W pewnym momencie nachyliłam się do mojej siostry i mówię: to jej chrzestny. Znacząco dałam znak głową. A ona zapytała mnie pełna zdziwienia i zafascynowania: z skąd wiesz ,widzisz to? Jakże odpowiedź ją zdziwiła i zaskoczyła gdy odpowiedziałam obruszona: NIE! Słyszałam jak ludzie obok rozmawiali.

Wszyscy w mojej rodzinie mają mniej lub bardziej rozwiniętą intuicję dającą im wgląd w świat wokół. Widzenie jest pewnego rodzaju normą. Np. moja mama ma wspaniały kontakt ze zmarłymi. Nie wpływa to na nią dobrze, często jest rozdrażniona, osłabiona przez to zjawisko i odwiedzających ją gości. Moje siostry posługują się sprawnie różnymi kartami i każda ma inne zamiłowania. Ula kocha radykalne wybaczanie i karty anielskie. Kwitnie i jej energia wspiera ludzi aby wzrastali nawet w obliczu bardzo trudnych manifestacji własnego losu. Jola doskonale radzi sobie również. Pomaga jej niezwykła więź Bogiem i szczere oddawanie się modlitwie. W jej rękach działają cuda poprzez tworzone skrypty i talizmany wsparcia. Karty runiczne dop. 2015 i każde inne. Ale to skrzywienie rodzinne u nas od zawsze obecne… odsłaniają Joli ludzkie losy i wydarzenia w nich nawet dla mnie zaskakująco. O mężu swoim nawet nie wypada mi mówić. Jest doskonałym Istnieniem, radiestetą, tworzy wspaniałe niepowtarzalne wahadła, które są doskonałym wsparciem działań energetycznych. Uwielbiam i doceniam te wahadła zwłaszcza dlatego, że zanim się poznaliśmy nie mogłam pracować z żadnym wahadłem ponieważ nieświadomie nakłaniałam je do wskazań własnego nieświadomego widzimisię. Dopiero kiedy wahadło zrobił mi Jerzy a było to wtedy kiedy jeszcze nie był moim mężem praca z użyciem wahała rozkwitła. Również dlatego, że daje mi wsparcie działając jak generator wzmacniający mój własny potencjał energetyczny. W ogóle w pracy bioenergoterapeuty, uzdrowiciela, ezoteryka dobre indywidualnie zrobione lub dobrane wahadło to podstawa. Ale ja nie o tym. Chciałam tylko przybliżyć fakt, że jeśli któreś z nas czegoś potrzebuje w postaci informacji to w zasadzie jest samowystarczalny.

Tak, to siedzę u siostry odpoczywamy. Zadzwonił mój mąż aby zapytać jak się mamy i jak mi się spało. Rozmawiamy i mówię mu, że właśnie rozkładamy karty. On na to: to sprawdźcie jaka będzie pogoda. Ja zajęta rozmową: Jola sprawdź jaka będzie pogoda i czy Jurek powinien pojechać na ryby. A ona na to zdziwiona: to on nie widzi? Jurek na to, że wie iż będzie padać ale niech ona sprawdzi o której. Ona na to, że nie ważne o której bo przecież będzie dobrze i bezpiecznie wróci jakby co domu. Mój mąż znowu na to, że już to wie ponieważ zabiera ze sobą dużą pelerynę więc nie zmoknie. I tak sobie pogadali… śmy.

Kiedyś do mojej koleżanki wróżki przyszedł mężczyzna. Joanna jest szamanką doskonale widzi i słyszy świat dusz. Przekonany o tym, że ona doskonale widzi wszystko i mając o tym własne przekonanie jak i co. Pyta ją: widzi Pani? Zadając pytanie robił dziwny gest ręką na czole. W zasadzie można było domniemać wszystko nawet to czy nie pyta o jakiś problem psychiczny. Ona pyta : ale co? W głowie przelatuje jej masa myśli. Przeciera własne czoło myśląc, że może się ubrudziła. On nadal uparcie pyta: ale czy Pani widzi? I ten znaczący i według niego wszystko mówiący gest ręką. W końcu koleżanka po którymś: widzi Pani? Zdecydowanie: ALE CO? On odpowiedział: trzecie oko. Miał na myśli to, czy ona widzi to co ktoś mu powiedział, że ma otwarte trzecie oko. Ta dziwna wymiana zapytań i wzajemnych oczekiwań co do widzenia spowodowała, że jeszcze długo gest ręką w okolicach czoła oznaczał u nas: każdy widzi co chce.

Kiedyś też dostałam do pracy zdjęcie znanego sportowca. Ale zanim je wzięłam do ręki klient pytał mnie: czy oglądam telewizję i takie tam dziwne pytania zadawał. W pewnej chwili myślałam, że pokaże mi zdjęcie poszukiwanego bandyty jakiegoś. A chodziło po prostu o znaną osobą która chciałaby aby jej pomóc.

Ciąg dalszy nastąpi…

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.