Agnieszka Bruzgo | XI.”KSIĄŻKA” Mistyczna 11część
1599
post-template-default,single,single-post,postid-1599,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / XI.”KSIĄŻKA” Mistyczna 11część

20150306_101103

Rozdział XII O tym, że widzenie to też intuicja i podążanie przed siebie gdzie impuls niesie…a wszystko się ujawni…

Nie zawsze widzimy jak sobie inni to wyobrażają i jest to oczywiste. Nawet z bliskimi nie jest to takie oczywiste. Widzenie to intuicja, to odpuszczenie, powierzenie się Bogu i jego przewodnictwu. Jeśli czegoś nie widzi się znaczy nie ma takiej potrzeby. Jeśli macie o czymś wiedzieć to ujawni się to wcześniej lub później. Zawsze wtedy gdy będzie trzeba. Kiedy szukałam muzyki do swoich medytacji zetknęłam się z pewnym panem, co którego nie byłam pewna kim jest. Zadzwoniłam więc do osoby która według mnie powinna coś na ten temat wiedzieć. Opowiedziałam czego poszukuję i jakiej informacji poszukuję. Osoba ta zaprosiła mnie do siebie i zaproponowała wszelką pomoc. Z radością pełna nadziei i optymizmu udałam się na umówione spotkanie. Kobieta, z którą miałam się spotkać kilka lat temu odwiedziła mój gabinet i opowiedziała o tworzeniu nowego ezoterycznego internetowego projektu. Zaproponowała możliwość promocji i wydania moich płyt. Zabrała ze sobą płytę i jedyny opis jej okładki jaki posiadałam. Nie odzywała się ładnych kilka lat ale nie spodziewałam się niczego niestosownego raczej znając osobowość tej osoby domniemałam, że zajmuje się setką spraw żadnej nie kończąc. Niedotrzymanie słów i brak kontaktu usprawiedliwiałam szaleństwem, pasją zaganianiem. W każdym razie słuch o sprawie zaginą. Będąc gościem tej osoby dowiedziałam się, że ona również nagrywa płyty, dużo o tym wie i jest gotowa pomóc. Na odchodne dostałam w prezencie książkę oraz płytę do posłuchania. Po tym spotkaniu miałam jeszcze przyjąć w gabinecie żonę mojego przyjaciela więc pojechaliśmy do gabinetu mile pożegnani przez gospodynię spotkania. W gabinecie obejrzałam piękną okładkę płyty i postanowiłam odsłuchać jej kawałek. Po pierwszych kilku zdaniach osłupiałam a potem tylko zdziwienie i szok się pogłębiały. Moi przyjaciele popatrywali na siebie w zdziwieniu i niedowierzaniu. Cóż się okazało. Osoba, która chciała wydać moją płytę po prostu dopuściła się plagiatu. Tak jest, że pisząc medytacje mamy za sobą najpierw słuchanie ich w wykonaniu innych. Słownictwo i etapy standardowe takich medytacji i relaksacji jest też wspólne. Kolory czakry, relaks. Indywidualna i charakterystyczna dla autorów jest jednak ich ogólna koncepcja i zastosowanie. Ja zanim zaczęłam pisać swoje pasje najpierw słuchałam ich w wykonaniu moich mistrzów. Ewa Folej, Bożena Figarska oraz pierwsze medytacje nagrane jeszcze w domu na taśmach przez wspaniałą moją nauczycielką tarota Alicję Allę Chrzanowską, Jagodę Bretner. Tego słuchałam najwięcej bo to było pierwsze z czym się zetknęłam. Do dziś nie wiem czy nie użyłam jakiegoś sformułowanie ich ponieważ słuchałam tego tyle, że stało się to częścią mnie. Takie zresztą było zadanie tych mistrzowsko przekazanych lekcji. Nie miałam pretensji, o to, że stałam się czyjąś inspiracją bo to wspaniałe i świadczy, że jest dobre to co robię. Szokowała mnie forma zablokowania moich działań wydawniczych na kilka lat. W tamtym momencie nie dałam rady wysłuchać tego utworu do końca chciałam zrobić zabieg. Miałam cichą nadzieję, że to tylko kawałek. Zagłuszyłam sugestie przyjaciół o wytoczeniu sprawy administracyjnej. Wstałam około czwartej nad ranem aby posłuchać reszty nagrania. Maniera nagrania i styl były żywcem ściągnięte ze „ Złotej Miłości”. Tekst to „Komnata witraży – marzenie cel”. Medytacja ta wyglądała tak jakby obok leżał mój tekst a ktoś po prostu tylko zamieniał niektóre słowa na te same ale troszkę tylko inaczej brzmiące. Najdziwniejsze było to, że utwór ma o ile pamiętam coś około 27minut. A w nim znalazłam w dalszej części jeszcze dwa inne już nie moje. Tu można by rzec, humor mi się poprawił towarzystwo w którym mnie splagiatowano było doborowe. Chciałoby się powiedzieć zaszczyt. Płyta była nagrana dawno w sumie dobrze, że jej nie wydałam ponieważ nie wiedziałam jeszcze nic o rynku wydawniczym. Poza tym te dziwne wydarzenie i chęć ukrycia przez plagiatora swojego postępowania spowodowała, że zaginęły mi dokumenty związane z tą medytacją i trzeba by było je odtworzyć z archiwów. Nie robiłam tego dlatego, że miałam zamiar poprawić tę medytację, wzbogacić, wydłużyć i nagrać na nowo. Tamta nie nadawała się do wydania. W oryginale są na płycie dwie części, które składają się na całość około 80 min utworu. Gdyby ta osoba po prostu zrobiła to co zrobiła jako zwykły słuchacz byłoby łatwiej. A tak przykre jest to, że osoba ezoteryki podająca się i znana jako wykładowca, twórca kursów i warsztatów jest tak płytka i chciałoby się powiedzieć „…”. Dziś cieszy się, że poskutkowały metody i wysyłana do mnie energia zapobiegająca moim roszczeniom. Znając mnie powinna być pewna i tak, że popuszczę tę sprawę i nie trzeba było się we mnie tak grzebać, bombardować energią i symbolami. Przykre było to, że wyglądało to tak jakby menadżer wziął do ręki płytę swego podopiecznego chcąc ją zaprezentować wydawnictwu ale po drodze pomyślał a po co mi to. Sam to mogę dostosować dla siebie i wydać. Tamta osoba miała wiele planów wydawniczych ale od tamtej pory nic nie wydała. Może pod pseudonimem to robi? Każde kłamstwo i oszustwo ma krótkie nóżki i tak w końcu się ujawni. Zwracam co prawda uwagę na to czy nie naruszy ponownie moich granic. Chcę tu pokazać zjawisko, które pięknie prezentuje, że wcale nie trzeba widzieć. Istnienie pokaże ci to co powinieneś wiedzieć i jeszcze to naprawi i wynagrodzi. Ja spotkałam wspaniałego muzyka, rozumiemy się bez słów a dopiero teraz wiem dokładnie jaką siłę sprawczą ma Istnienie. Już niejednokrotnie pokazało mi, że jeśli robisz coś dobrego dla innych to nikt nie jest w stanie tak naprawdę Cię oszukać ani wykorzystać. Wszystko się ułoży doskonale. Nie ma tego złego co by na dobre nie wyszło. Tak w zasadzie z perspektywy czasu muszę przyznać, że wyświadczono mi przysługę. Choć dobre imię będzie tej osobie trudno odzyskać ponieważ miasto jest małe a nasze środowisko wspólne.

Już pod koniec poprawek nad książką doświadczyłam takiego ujawnienia się sytuacji dla mnie ważnej. Bardzo rzadko zaglądam na allegro ale pewnego dnia „naszła mnie” nieodparta chęć aby zajrzeć znów po długim czasie w hasło „tarot”. Oglądałam od niechcenia szukając, oglądając nie wiadomo co. W pewnym momencie zauważyłam jako opis do usługi zdjęcie zrobione przeze mnie w gabinecie. Było charakterystyczne i rozpoznawalne. Widniały na nim moje ulubione świece, kary i w tle zeszyt z ukochanym obrazkiem. Sytuacja niby dziwna i nie reagowałabym w zasadzie gdyby zdjęcie było użyte na stronie www tej pani. Napisałam do niej, że proszę o jego usunięcie i zgadzam się jeśli zamieści je na własnej stronie. W tym wypadku zależało mi abym poprzez zdjęcie nie była skojarzona z usługami na allegro. I nie wynikało to z powodów jakiegokolwiek oceniania tych usług. Ich formy czy koleżanek tylko o to, że moje usługi mają swoją cenę ani małą, ani dużą w porównując do średniej w Polsce. Prowadzę działalność, księgowość, wynajmuję gabinet a to wszystko kosztuje. Niezręcznie byłoby wobec moich klientów aby zastanawiali się czy ja poza pracą w gabinecie dorabiam pracując, dostosowując cenę do innych warunków. Sytuacja mogłaby wytworzyć zbędne nieporozumienia. Ja nawet na e-maile nie mam czasu odpowiadać a na sms -y odpisuję jak na listy. Takich sytuacji, które mnie naprowadzają mogłabym wymieniać w nieskończoność. Każdy może korzystać z tej możliwości i wcale nie potrzeba do tego widzenia. Poza tym cóż komu z widzenia, które nic pozytywnego poza widzeniem nie wnosi do życia. Widzenie to zwolnienie w codzienności. Wszyscy widzimy w DOMU. Teraz warto żyć, bawić się i tańczyć, jeść chleb i oglądać telewizję. Warto kochać, rozmawiać, uścisnąć dłoń, pospacerować, pogotować, pożartować. Po to ŻYJEMY. Nie chciałabym abyście odnieśli mylne wrażenie, że spoglądając na cokolwiek czy uczestnicząc w codziennym życiu „widzę” tak jak opisuję to w różnych przypadkach. Książka to koncentrat. Te wszystkie informacje tak jak przez każdego przewijają się przeze mnie nieświadomie. Wyraźne są tylko te, które są z jakiegoś powodu ważne na ten moment. I ja świadomie o tym nie decyduję. Czasem informacja ujawnia się pod postacią odczuć fizycznych. Wtedy muszę zatrzymać się i tzw. namierzyć problem jeśli mi przeszkadza. Czuję też wyraźnie czy coś jest moje czy nie. Wyraźnie odczuwam każdą osobę, która idzie do mnie do gabinetu. Nie zawsze ją widzę ale odczuwam to co ona. Nie lubię tego. Marzę o swoim domu i tam wygospodarowanym miejscu gdzie mogłabym przyjmować ludzi, myślę, że wtedy kontakt z niektórymi energiami byłby dla mnie mniej inwazyjny. Lubię przyjmować mniej ludzi a bardziej intensywnie i otwarcie na nich co powoduje, że aby pracować w realiach społeczności prowadzących działalność gospodarczą muszę mieć odpowiednią stawkę godzinową. To jest też czas dla mojego syna i mojego bycia obok niego blisko. Praca jest ważna na tyle na ile nie zakłóca życia rodzinnego. Nie można pracować pomagając i zaniedbywać własnych bliskich. Okradać ich z czasu z nami.

Zdarzyło mi się też i to, że opowiadałam pewnej osobie poprzez gg pewne zjawiska i w pewnym momencie ona się wystraszyła ponieważ zaczęłam odpowiadać na pytania, których ta osoba nie zdążyła zadać, napisać. To też jest odrębny temat jak wiele ludzi nas się boi a przez to nie lubi i jest nastawionych wrogo. Przecież my nikogo na siłę nie zapraszamy i nie każemy korzystać z naszych usług. Słychać jest też często telefon, który nie zadzwonił jeszcze. Podchodzę nic, znów ziemniak i skrobak, dzwoni. Cholerka.

Zabawna historia przydarzyła się mojemu koledze widzącemu, który niechcący zawadził okiem o biust naszej wspólnej koleżanki również widzącej. To byłaby rozprawa naukowa hi, hi, hi… Na tej sytuacji kolega opowiadał nam jak rozważał. Zobaczyła?, nie zobaczyła, ale jak zatrzyma się i cofnie oglądając sytuację? Zobaczy czy nie? Skończyło się na tym, że w salwach śmiechu po prostu powiedziała jej o tym.

Kiedyś moja siostra zapytała mnie o to, czy to prawda, że tarot zabiera energię. Odpowiedziałam jej, że tak i zbieram ją do tego pudełeczka. Oczywiście sprostowałam ten żart prędziutko. Sama teraz kładzie karty. Czasem jest śmiesznie, zwłaszcza jeśli ktoś pisze sms i uważa, że ja mam wiedzieć kto on jest. Kiedyś dostałam takiego smsa do dziś nie wiem kto to był. „Jak się masz święty mikołajku?”. Nawet nie wiem czy to do mnie było. Byliśmy też z mężem na pewnym przyjęciu. Wzięliśmy ze sobą butelkę wina i przygotowali na wyborne jedzonko znając umiejętności kulinarne gospodarza. Było kilka osób i według nas fajnie. Jednakże ludzie wiedząc o naszych „nawet nie wiem jak to nazwać” talentach nie bawili się świetnie. Atmosfera była gęsta i wiedzieliśmy, że powinniśmy wyjść wcześniej. I tu pas. Nam też nie wypadało tak od razu opuścić przyjęcia. Choć my byliśmy otwarci kiedy około 22 wszyscy chcieli się zbierać do domu my zdecydowaliśmy się na powrót. Potem dowiedzieliśmy się, że impreza trwała do czwartej rano. Od razu zaznaczam nie było nam przykro ani smutno, troszkę bawiło nas sytuacja. Nie jesteśmy też imprezowi a ja po jakimkolwiek jedzeniu muszę i lubię się położyć. Dlatego najcenniejsi w moim życiu są przyjaciele. Każdy jest jak najcenniejszy klejnot. Można być dziwakiem i oni to akceptują. Można jeść, pić mieć czkawkę i poleżeć. Właśnie zapytałam moją siostrę czy przypomina sobie jakieś jeszcze śmieszne historyjki ze mną. Odpowiedziała mi abym napisała jak one z drugą siostrą mówią o mnie, że jestem tak cudowną wróżką, że jak splunę jak żaba to od razu wszystko przechodzi, zwłaszcza im. A tak w ogóle mówią o mnie nasza naczelna”.

Rozdział XIII Parametry aury. O uzdrawianiu karmy i pracy bioterapeuty

Rozdział XI Parametry aury. O uzdrawianiu karmy i pracy bioterapeuty

Osobą, która po raz pierwszy profesjonalnie określiła parametry mojej aury był Pan Ryszard, znany bioenergoterapeuta i nauczyciel. W ramach organizacji kursu bioenergoterapii który miałam organizować w ośrodku vigor, tłumaczył mi jakie stawia wymagania swoim kandydatom. W tym miejscu chcę wytłumaczyć jaką lekcję wtedy otrzymałam choć jej za pierwszym razem nie zrozumiałam.

Pan Ryszard sprawdził mi tak zwany promień z palców, który był na tamten czas większy niż 80 cm wymaganych. Spojrzał na aurę i zapytał mnie ile mam lat. Zdziwiło mnie to pytanie ale odpowiedziałam. A wtedy on z powagą powiedział, że moje kolory podstawowe to niebieski i indygo, i że on taką aurę wypracował sobie w wieku lat 30 paru. Wtedy też powiedział coś co odmieniło moje życie i pracę. Powiedział żebym szła własną drogą i nie oglądała się na nic w pracy bioterapeutycznej, ponieważ wszystko będzie mi pokazane. To było moje jedyne spotkanie i poważna rozmowa z tym nauczycielem.

A wiecie co z tego doświadczenia było najcenniejsze? Dopiero gdy zdjął okulary i na sekundkę się „skupił”, wtedy zanurzył się w swojej częstotliwości widzenia. Ta umiejętność jest najbardziej pożądana u widzących. Umieć włączyć i wyłączyć jak największy obszar widzenia. I tę umiejętność cenię sobie najbardziej. A szczególnie doceniłam tę umiejętność kiedy odczułam jak to jest nie móc wyłączyć tej opcji lub nie móc w danym momencie opanować jej. Po prostu żyć w takich częstotliwościach siebie jest nie komfortowo mówiąc delikatnie. Mam tu na myśli życie w XXI wieku w Europie, w Polsce, centrum miasta, pracując, zarabiając i uczestnicząc we wszystkich hierarchiach społecznych. W trybach urzędów i przepisów. Może gdzieś jest to możliwe żeby żyć w tych częstotliwościach na stałe, ale tu i teraz nie jest łatwo więc lepiej jest zestroić się z tym co jest w najbliższych możliwych wibracjach codzienności i starać się przetrwać. Trudniej jest jasnowidzącym trwać w tych warunkach ze względu na subtelniejszą percepcję. Ludzie większości zakłóceń nie czują. To tak jakby byli cały czas na środkach przeciwbólowych. Stykają się tylko z efektem końcowym, jakąś chorobą bądź innym problemem. Najbardziej zakłóca ludzi szum miasta, nie mam tu na myśli odgłosów życia cywilizacji, chodź te odgłosy są bardzo uciążliwe. Szum to takie drganie, które wpływa na ludzkie systemy energetyczne. Wibrację wielu czynności i zachowań ludzi w danym momencie, którzy pracują po to aby utrzymać funkcje systemu – organizację społeczeństwa. Wielu starszych ludzi w dzisiejszych czasach narzeka na hałas na osiedlach, na warkot samochodów. Zajadle walczy o ciszę i spokój w okręgu zamieszkania, eliminując ze swego życia wszelkie mechanizmy zakłócające wibrację. Sieją trawę i zakładają ogródki przy blokach, czego młodzi nie rozumieją. Związane jest to z wycofującą się energią materii jako dominującą aby przeżyć zgromadzić, na rzecz energii duchowej która objawia się u nich spokojem i potrzebą porządkowania środowiska wokół. Być może ciała mają słabe ale energie duchowe bardzo piękne, wielkie aury, duża większość z nich ma otwarte kanały do przejścia, co podwyższa jakoś ich życia duchowego i wpływa przez to pozytywnie na otoczenie. Oczywiście nie u wszystkich ten proces przebiega tak różowo, pewne cechy nabyte za życia i ich transformacja poprzez duchowe energie które się budzą też są trudne dla tych ludzi powodując ich zgryźliwość, niecierpliwość, itp. Każdy człowiek może z łatwością poczuć energię osiedli zamieszkanych w większości przez starszych ludzi, która znacząco różni się od osiedla zamieszkanego przez młodych. Na pierwszym będzie mniejszy przepływ zbędnych informacji, zbytnio pobudzonych sztucznymi emocjami. Jeżeli macie w rodzinie chore dziecko, niepełnosprawne, według mnie najlepszym rozwiązaniem byłoby zamieszkać na osiedlu starszych ludzi. Być może fizycznie nie będzie wielkiej poprawy od razu, ale wszystko to co to dziecko ma doświadczyć bądź przetransformować w sobie (np. cechy rodu) będzie przebiegało szybciej i łatwiej, gdyż panująca tam energia będzie dużym wsparciem dla takiego dziecka.

Kiedyś ludzie dzisiejszej ezoteryki, uzdrowiciele, jasnowidzący, ich przodkowie mieszkali na wsiach, w lasach unikali cywilizacji i innych ludzi. To była ich przestrzeń czysta, która pozwalała działać na rzecz społeczności, która obok żyła. Ludzie zazwyczaj bali się takich osób. Zazwyczaj były to kobiety, samotnie żyjące, w czystej przestrzeni mające nieprzerwany i niezakłócony kontakt z Istnieniem. Poprzez naturę z dala od zgiełku słysząc jej ciche szepty zbierały, to co było Darem dla ludzi w obrębie danego obszaru zamieszkiwania. W każdej kulturze i w każdym zakątku żyli badając środowisko i jego dary charakterystyczne dla akurat tej grupy etnicznej a nie innej. Żyli z dala aby pozostać jak najbliżej tej nieskażonej niczym oazy. Zauważcie kochani, że ludzie się ich najczęściej bali. Nie tylko rozmowy ale i myślenia o nich. Jednak uzdrowiciele wiedzieli co robią wytwarzając aurę tajemniczości i lęku. Mieli wiedzę na temat ludzkich zachowań. Jeśli się boją nie będą nadużywać ich umiejętności a po pomoc przyjdą jeśli naprawdę będzie potrzebna. Nie musieli stale zmagać się z chmurami myśli o nich. Ludzie bojąc się tego kontaktu nawet w formie myślenia o nich, pozostawiali ich przestrzeń wolną. Zbyt wiele myśli kierowanych do jednej osoby szczególnie, jak chcemy pomocy lub aby ta osoba rozwiązała nasz problem życiowy jest dla niej „uciążliwe”. W skrajnych przypadkach kiedy jest dużo telefonów do mnie a kilka z nich to sprawy bardzo trudne, a ja w tym samym czasie jestem słabsza po poprzedniej terapii to nie odbieram żadnego telefonu, ponieważ zakłóca mnie to bardzo i drażni system nerwowy, który powoduje fizyczny ból. I jest to spowodowane bardzo niskim progiem bólu. U większości receptywnych uzdrowicieli, szczególnie kobiet z racji delikatnego systemu nerwowego występuje bardzo niski próg bólu, który z pewnością nie ułatwia życia. Jest szczególnie uciążliwy kiedy trzeba, np. iść do dentysty i brać podwójne znieczulenie, gdyż jest to energia eteryczna uzdrowiciela w kontakcie z wiertłem które zakłóca jego pole. Od paru lat zaczął się u uzdrowicieli i ludzi o podwyższonych parametrach aury duchowej proces porównywalny do szczepionki uodparniającej na działanie wszelkich mechanizmów i wibracji które te mechanizmy generują.

13.1 Relacja uzdrowiciel – uzdrawiany

Nie jestem zwolennikiem teorii o ochronach przy pomocy amuletów czy innych nienaturalnych atrybutów energii. Wzbudzania i zagęszczania swego pola własną zwartą energią mentalną, gdyż są to procesy nienaturalne, dalekie od miłości. Zamiast stałej ochrony zwiększaj w sobie miłość. Jak ci coś dolega to znaczy, że czas podnieść poprzeczkę. Ja te etapy przechodzę często, od jakich dwóch, trzech lat. Jeśli przed przyjściem osoby zbroisz się znaczy, że nie jesteś na coś gotowy. Ludzkie myśli, zwłaszcza te o problemach są bardzo ciężkie, bolą w aurze i szybko i dotkliwie dotykają ciała. (ta historia jest gdzieś też już opowiedziana)

Kilkanaście lat temu byłam u pewnej szeptuchy, najbardziej znanej na Podlasiu w Orli. Zwracano mi uwagę abym się nie przejmowała, że ona krzyczy na ludzi. Teraz domyślam się – krzyczenie powoduje, że od razu wycofujemy się ze swoją energią. Nie przyklejamy się do osoby która na nas krzyczy lub wytwarza dystans. To tak samo jak ratując topielca kiedy nas wciąga w panice pod wodę, aby go uspokoić najlepiej jest trzasnąć go w twarz lub „„ogłuszyć””. Wtedy możemy dalej robić swoje. Celowo użyłam takiego sformułowania aby pokazać zasadność „terapii”. Zaraz po wejściu na wizytę, każda z szeptuch pyta: z czym przychodzisz? To ty decydujesz w czym ona ma tobie pomóc. Nie wyciąga wszystkiego z ciebie i to nie ona decyduje co uzdrowić. Choć widzi i zapewniam cię wie co powinieneś zmienić. Kiedy wskażemy dla człowieka drogę lub postępowanie, które jest bardzo odmienne od tego co zna człowiek może bardzo łatwo się pogubić. Zmieniony wzorzec, wypalona maska, zmienia jego rzeczywistość. Kiedy człowiek nie ufa i nie wytrwa w tym co uzdrowiciel zaleci, niektóre wydarzenia mogą tak go zmęczyć i wyczerpać, że odrzuci pomoc. Nie ma siły naprawiać a właściwie nawracać życia na właściwe tory. Zwłaszcza kiedy jest dużo do posprzątania. A my uzdrowiciele nie jesteśmy cudotwórcami ale i przeprosimy za ciebie połowy świata. Nastrojony tego rodzaju proces będzie przyciągał do twojego życia sytuacje, które ty masz naprawić, wzmocniony co prawda w pomyślną energię i siły do ich rozwiązania. Pamiętaj nie rozpoczniesz nowego życia jeśli nie naprawisz tego co w ramach uzdrowienia wykreował poprzez modlitwę twój uzdrowiciel.

Magiczny kamyk, wypalona świeca, oczyszczenie chakr, zawiniątko do wyrzucenia nie da miłości jeśli nie znasz mechanizmów które wprowadzają cię w kłopoty. Nie przyciągnie finansów nic jeśli nie rozumiesz chociaż nie mówiąc o zmianach w myśleniu swoich przyzwyczajeń świadomych, podświadomych i nie wychwycisz prawidłowości i błędów w swoim postępowaniu. Nic nie zdejmie klątwy czy uroku i nie odwróci złego losu jeśli nie kiwniesz i ty palcem jeśli nie westchniesz do Wszechmogącego Miłującego cię Boga.

Często jest też tak, że osobę która zwraca się po uzdrowienie trzeba pilotować z pół roku albo i jak jest oporna więcej. Warto tu wspomnieć że ludzie z reguły zgłaszają się po pomoc- uzdrowienie fizyczne, zdrowia, psychiczne, Duchowe lub po uzdrowienie sytuacji życiowych w których się znaleźli, co nie zmienia faktu, że jedno z drugim się wiąże w sytuacji podbramkowej. Są bezradni. Jeżeli jest widoczny problem zdrowotny, to oznacza, że sytuacja wydarzeń problemu życiowego jest już bardzo zaawansowana. Przypomina to terapię u psychologa. Choć oni mają łatwiej ponieważ ludzie wiedzą, że terapia u nich wymaga czasu a u uzdrowicieli oczekują cudu. Teraz, zaraz, natychmiast. W bardzo wielu wypadkach na pierwszej wizycie u mnie ludzie dostają bardzo wiele informacji na temat ich życia, rozwoju, postępów i błędów które wykreowały im to z czym się do mnie zgłosili. Badam i uświadamiam też mocne strony szlachetność potencjału Duchowego jaki posiada. Podaję też informacje prawie zawsze gdzie w linii rodowej powstało dane zakłócenie, przez kogo i w jakiej formie trwa. A także jaki osoba ma związek z jego powstaniem. Taka informacja o przodkach bardzo dziwi i często ludzie mówią, że nie pamiętają takich zdarzeń lub nie widzą związku z ich życiem. A już nie widzą związku jeśli wskażę na związek z kimś kogo dawno nie widzieli ba nawet zapomnieli o nim bo jest daleko za granicą np. Kiedy poproszę aby popytali bliskich to w ramach informacji zwrotnej od klientów wiem, że przypominają się im wydarzenia, stare opowieści, niedomówienia rodzinne lub czują jakieś tajemnice. Zdziwilibyście się gdybyście wiedzieli ilu z was nic nie wie o własnych przodkach a mało tego o ilu sprawach tak zwanych trudnych, tragicznych lub wstydliwych nie mówi się w rodzinie. A to w wielu wypadkach właśnie te wydarzenia są przyczyną problemów dziś. Takie informacje w aurze u osoby przerabiają się w jej świadomości od miesiąca do pół roku a czasem dłużej dużo dłużej. Wtedy aby pomóc, wzmocnić i utrzymać świadomość na wysokich częstotliwościach nieocenione jest Reiki. To najcudowniejsza metoda pracy z ludźmi jaką spotkałam. Mam już materiały aby napisać z uzdrowicielem Reiki, Magdaleną Janczewską, moją byłą najlepszą uczennicą, Mistrzem Reiki o tej metodzie książkę, ponieważ w tym miejscu nie wyczerpię tematu tak jak bym chciała i nie pokażę istoty energetycznej tej pracy oraz tego jak pracuje w ciele i duszy człowieka. Szczególnie, że tu trzeba by w merytoryczny sposób poprzez energetyczne obrazy ukazać jak wspaniale działa i pracuje energia Reiki i jak zepsuć mogą ją dodatkowe symbole stosowane po drugim stopniu szumnie nazywanym specjalistycznym. Ja niestety mam niewiele już czasu na taką pracę zabiegów Reiki dlatego przekazuję ją często moim najlepszym uczniom ile tylko się w nich zmieści. Wiem co zrobią, jak pracują i to, że człowiek jest bezpieczny. Że dotkną go tak jak ja to robię czyli nie zostawiają na nim swoich śladów. Po zabiegach za jakiś czas znów można jeśli wyrazisz taką wolę zajrzeć i kruszyć następne zasklepiałe rany.

Miałam ostatnio przypadek, w którym jako przyczynę poważnych problemów dziecka odnalazłam fakt zniknięcia przed wieloma laty jednej z krewnych matki. Ponieważ ludzie ci a zwłaszcza kobieta nie była w ogóle w tak zwanych tematach ezoterycznych, nie mogłam jej tego powiedzieć wprost. Zapytałam ją czy w jej rodzinie nie było jakiegoś przypadku zaginięcia. Po chwili namysłu potwierdziła, że bardzo dawno temu tak. Słyszała w rodzinie takie opowieści. Po chwili zapytałam ją ponownie czy znany jest jej obraz miejsca, który opisuję. Potwierdziła. Nie mogłam powiedzieć jej, że tam widzę kości, które prawie mówią do mnie. Przewinęła się duża informacja o tragicznej miłości, o dokumentach o jakimś żołnierzu. Właściwie to w pewnym miejscu nie wiedziałam już czy chodzi o kobietę czy o żołnierza, policjanta. Może był to kolejarz. To nie istotne, skoro kobieta nie była gotowa na te informacje to były one przecież jak każde inne dla mnie. Najważniejsze, że potwierdziła to co dla mnie najważniejsze czyli zidentyfikowała punkt, w którym trzeba było rozpocząć uzdrawianie. Oburzy się wielu z was dlaczego jej nie powiedziałam tego co widziałam. Ale po co? Miejsce być może tylko energetycznie pokazywało miejsce śmierci. A poza tym chciałabym przypomnieć, że chirurg nie opowiada wam jak śmierdziały wasze jelita w czasie operacji tylko o jej najważniejszych, istotnych dla was informacjach. Pani tej powiedziałam też o pewnych cechach jej charakteru mających wpływ na jej dziecko.

Tu uwaga dla młodych uzdrowicieli. Jeśli czujecie, opór i negację dla waszej osoby lub metody pracy odmówcie i pomódlcie się za tego komu mieliście pomóc. Nie udowadniajcie niczego na siłę wyłączcie chciejstwo wszelkie bo zrobicie krzywdę sobie i temu kto się do was zwraca. Ja odmawiam osobom, które przychodzą do mnie obwieszczając mi, że one w ogóle nie wierzą w „bioterapię”, ale jak już się zdecydowali przyjść to łaskawie mogę zrobić „coś” a oni zadecydują czy im to pomoże, czy nie. Nie pozwólcie aby ludzie obarczali was takimi dylematami. Kiedyś byłam świadkiem jak do mojego kolegi na terapię przyszła białostocka lekarz. Starszej pani nie pomagała medycyna i skarżyła się na źle traktujących ją kolegów. Mój przyjaciel ma anielską cierpliwość. Ja natomiast poproszona o konsultację i popatrzenie dodatkowo na tę panią jak tylko posłuchałam o czym mówi wiedziałam z czym ma problem. Zdziwiła mnie postawa kobiety skądinąd wykształconej, która zachowywała się niegrzecznie, traktowała nas z góry i oświadczała, że przecież i tak to co mój kolega robi jej nie pomoże. Bardzo źle mówiła o wielu ludziach. Wiem ile trudu i pokory od niej wymagało przyjście do niego ale z doświadczenia już wiedziałam, że takim ludziom z jej postawą, zaawansowaną chorobą i wieloma innymi chorobami nie da się pomóc. Bo przychodzą oni tylko po to by udowodnić, że nie mamy racji, choć na dnie ich serca drzemie nadzieja. I terapia i tak by pomogła ale po dłuższym czasie którego jednak ludzie nie mają lub dają sobie go minimum na pomoc, co fizycznie jest niemożliwe do wykonania. Co pomaga i zostaje jednak? Modlitwa i opiekuńcza energiia z tej chwili przymierza dwu obcych sobie ludzi.

Często gościmy w swoich gabinetach lekarzy. Ja staram się im poświęcić bardzo dużo czasu po to aby wyjaśnić, pokazać jak działa „bioterapia”(używam w całym prawie tego określenia mając na myśli i mówiąc o bioterapii a bardzo szerokim zakresie. Nie lubię go ale To słowo ludzie rozumieją. Pod nim ja układam uzdrawianie). i czym jest w ogóle proces uzdrowienia, z czego się składa. Wiem, że wiedza ta pomoże im inaczej spojrzeć na choroby i chorego a ich pacjentom ulży i pomoże w szybszym powrocie do zdrowia. Pomoże zrozumieć ich własne postawy i reakcje wobec pacjentów.

Wracając do mojej opowieści. Powiedziałam co widzę mojemu koledze zajmującemu się niekulturalną Panią doktor i grzecznie się pożegnałam. Jako młoda osoba nie mogłam liczyć na to, że ta pani wysłucha co miałam jej do powiedzenia. Ja z reguły nie żałuję ludziom wiedzy i informacji których potrzebują i mówię dużo ale jeśli widzę, że ktoś nie chce wysłuchać tylko potwierdzić swoje wizje nie dyskutuję, prawie nigdy. Widać ani ja ani on nie jesteśmy na to doświadczenie gotowi. Tu ważna byłaby do przeczytania książka pt. „Diagnostyka karmy” Siergieja Łazariewa (copyright 2009 by Raduga Verlag, Klingenberg Germany). Książka opisuje to co było ważne dla S. Łazariewa w jego pracy, osobiście niektóre sprawy widzę inaczej, tak jak moi koledzy zapewne inaczej zobaczą mój świat w tej książce. Każdy uzdrowiciel ma specyficzny stosunek i specyficzne predyspozycje a także specyficzne i właściwe tylko dla niego postrzeganie procesu uzdrawiania i rzeczywistości wokół. Dlatego myślę, że cenne dla ludzi i „młodych naszych kolegów”jest poznawanie tych wyjątkowych światów zaobserwowanie tego co dla nich wspólne. W książce Łazariewa najważniejsze według mnie jest to, że autor opisuje proces, który ja obserwuję od lat. A mianowicie jak w przestrzeni energetycznej działają pewne procesy związane z prawem oddziaływania energii na siebie. Chodzi mi o stosunek zwracającego się do nas po uzdrowienie i co się dzieje kiedy następuje jego negacja. Proces dotyczy też różnych innych relacji między ludzkich związanych z kreacją ale tu zapisał autor jego istotę. Jeżeli zauważam podobny proces w mojej pracy z człowiekiem wówczas często „odmawiam”rezygnuję z udzielania pomocy. Lub jeśli podejmuję się zadania wtedy z mojej strony do tego działania nie angażuję energii, która byłaby włączona w ten proces. Wówczas ta energia nazwijmy to wymiany jest mniejsza. Jest to wskazane dla dobra klienta i mojego. Czasem odmowa jest lepsza niż podjęcie się pomocy, która mogłaby tylko zaszkodzić klientowi i uzdrowicielowi. A już zawiązanie karmy rodów w poprawkowej lekcji między nimi jest tym czego powinniśmy unikać najbardziej.

    1. Bardzo ubolewam

Bardzo ubolewam nad tym, że nie mamy jakiejś zdrowej i poza układowej organizacji, stowarzyszenia bądź choćby klubu poza oficjalnymi organizacjami bioenergoterapii, w których jako grupa widzących moglibyśmy porozmawiać. Nie podyskutować ale porozmawiać, o naszych sprawach, problemach i dylematach. To dla nas wszystkich jest bardzo ważne. Porozmawiać z kimś kto wie jak „To Jest”.

Wiecie o czym jeszcze marzy wielu widzących, choć oficjalnie się do tego nie przyznają? O rozmowie z księdzem. O zwykłej ciepłej, serdecznej pełnej miłości ze strony kapłana rozmowie. O wysłuchaniu, bez traktowania z góry, bez odsyłania na egzorcyzmy. Chcielibyśmy dać się poznać, zaprzyjaźnić. Poprosić o radę nie raz w sprawie zwykłych ludzi. Tak wielu ludzi wysyłam do księży czy zakonnic i bardzo chciałbym abym nie musiała mówić: proszę nie mówić tylko kto poradził tu przyjść. Bo rozmowa utknie nie na tych torach co trzeba. Nie dla siebie bo tacy jak ja już są od czci i wiary nazanaczonymi dziwakami, szaleńcami, szarlatanami co to szatan tylko mógł im dać możliwości wglądu w Istnienie. J potrzebuję tego często dla tegoż właśnie człowieka który szukając pomocy a nie umiejąc o nią prosić u osoby Duchownej przyszedł do mnie a odsyłany dopiero ma dylemat: jak powiem księdzu, że byłam TU! O zgrozo. Czy karzesz i potępiasz przyjaciela, zanim go dogłębnie poznasz? Czy każda relacja z kapłanem musi odbywać na zasadzie potępienia i traktowania jak zło? Ja nie miałam jeszcze tego pecha spotkać księdza w trudnej sytuacji jak niektórzy moi koledzy. Za to spotkałam w centrum gdzie byłam sąsiadką przychodzili na masaże. Ja również marzę o tym aby porozmawiać z księdzem kapłanem. Kościół zabrania tej wiedzy i potępia wylewając „dziecko z kąpielą”. A przecież najlepszymi radiestetami byli księża. Kościoły i klasztory stoją w miejscach mocy. Wiele wierzeń zostało przejętych przezeń. Wiem dlaczego zabrania się tej wiedzy i rozumiem energetyczne uzasadnienie ale forma zakazu nic nie da. Trzeba racjonalnie, energetycznie, merytorycznie, nowocześnie, że tak się wyrażę powiedzieć i uzasadnić dlaczego coś jest niezdrowe. W dzisiejszych czasach gdy autorytet kościoła każdego w zasadzie słabnie to już nie wystarcza po prostu zakazać. Z powodu braku miłości i partnerskich relacji w rodzinach, wspólnotach wiary ludzie poszukują tej bliskości w codziennym życiu z innymi ludźmi. Często grzęznąc w sektach i grupach poszukujących nie tam gdzie trzeba. Eksplorują świat duchowy narażeni na wiele niebezpieczeństw dla ciała i duszy. Jednak ciągnie ich to co nieodgadnione i nie ma im kto w tym towarzyszyć. Więc jak wspomniałam lgną do grup, sekt i kościołów innych niż swój, mamieni wizją innego, lepszego świata. Innych dni codziennych i innych lepszych relacji. A kiedy nie dzieje się nic nowego cudownego, kiedy kurtyna spada i codzienność zagości w nowym życiu budzą się rozczarowani, opuszczeni. Słyszymy, że wszystko co energetyczne to sekciarskie. Tak nie jest. Nauka w coraz większym stopniu odziera te tajemne siły z ich tajemnicy i niesamowitości na rzecz matematyki, fizyki, chemii ale do ludzi jakby jeszcze to nie dociera.

Ciągu dalszego należy się spodziewać…zaraz…

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.