Agnieszka Bruzgo | 115. … NIC NIGDY NIE JEST TAK OCZYWISTE JAK NA TO WYGLĄDA…
2979
post-template-default,single,single-post,postid-2979,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

14 Gru / 115. … NIC NIGDY NIE JEST TAK OCZYWISTE JAK NA TO WYGLĄDA…

Wpis jest niejednoznaczny jak moje do niego zdjęcia…

DSC_0076   DSC_0091   Snapchat-7517672780357836404   IMAG0205   IMAG0205

 

NGDY NIC NIE JEST TAKIE JAK NAM SIĘ WYDAJE, ŻE JEST. NIE JEST TAK OCZYWISTE DOBRE ANI ZŁE PONIEWAŻ BÓG MA WPŁYW NA JEDNO I DRUGIE … JEGO PLANY NIE MAJĄ BRAKÓW NIGDY… POMÓŻ MU SOBIE POMÓC … I POZWÓL MU CIEBIE KOCHAĆ.

Jak pachnie … trawa… jak pachnie świat… ? Tak było w maju a dziś ? Jaki jest piękny grudniowy dzień choć dziś dopiero przybieram się i to co tu czytacie jest uzupełnieniem do tego tekstu powstałego na przełomie maja i czerwca.. … W maju lub czerwcu zajaśniały w moim sercu tematy i spały się nie wiedzieć z jakiej przyczyny… a już mamy grudzień …

A w maju zaczęło się to tak…

Właśnie skończyłam wcześniejszy artykuł który szedł jak po grudzie … Porwałam się jak z motyką na księżyc przysłowiowy i nie jestem zadowolona… Zupełnie nie wiedziałam jak wytłumaczyć wiele spraw jak powiązać w zapisaną logiczną całość i nie zapomnieć o sercu. O jego przekazie … Zadzwoniłam do Joli i mówię nie wiem o czym pisać mam to co zaczęte same tematy trudne … bolące… Nie wiem kiedy zdecyduję się je ruszyć aby dokończyć.

Ona na to: napisz coś o lecie i wakacjach… a mnie chodzi po głowie i woła artykuł któremu tytuł nadała Jola kiedy chciała opowiedzieć mi o zaobserwowanym zjawisku i tym jak nie wiedziała jak zareagować na zaskakującą dla niej sytuację w której nie wiedziała czy ma coś powiedzieć i jak zareagować aby nie urazić bliskiej osoby nam obu. Zatkało ją zaskoczenie sytuacją bo mogła przecież powiedzieć co tylko chciała ponieważ bardzo dobrze znała osobę z którą łączą nas więzy od dzieciństwa jak siostrzane. Ale jak zacząć jednak żeby nie poruszyć struny niestosowności zakłócenia jednak subtelnej nuty więzi z Bogiem która być może rodzi się tak na tę chwilę a lada moment przerodzi się w wielką miłość. … . I mogła ją uświadomić kogoś w jego niewiedzy i sprostować działania wyrazić swoje wizje i obawy czy aby ta forma modlitwy jest tą najlepszą i czy nie jest w kółko tylko pukaniem do nieba bram i chowaniem się kiedy tylko słychać, że gospodarz podchodzi do drzwi…

W każdym razie dla mnie opowieść przypomniała wiele schematów i stereotypów dotyczących szukania przez ludzi pomocy w trudnych sytuacjach jak też postrzegania tego co straszy wywołuje obawy i zaniepokojenie…

Jakkolwiek było dało nam to dużo do myślenia nad ludźmi i ich szukaniem wsparcia u Boga dla spraw które wiedzą, czują że są wątpliwej moralności, słuszności. Ale chcą ratunku z sytuacji zdaje się bez wyjścia i nieśmiali prosić o załatwienie sprawy którą uważają za beznadziejną czy też zawinioną szukają substytutu Bożej interwencji czy też Duchowej stosują recepty wątpliwej słuszności ich działania. Lub co najmniej zamiast zaleczyć ranę wstydząc się i bojąc osądu Najświetlejszego Istnienia Miłującego brną w ciemność i zagubienie… Zawsze powtarzam polecajcie to co wam leży i zwłaszcza gniecie sumienie i też tym bardziej polecajcie niemożliwe ale szczerze nie kombinujcie …nic na boku. Powierzcie się … Kiedy tylko poznacie to cudowne uczucie uwolnienia od wstydu i skrepowania a wypełni was fala ukojenia i ukołysania miłością i zrozumieniem już nigdy tego nie zapomnicie… Bóg będzie waszym najlepszym przewodnikiem a jego umiłowanie skryje was w swoich miłujących wielkich ramionach ukochanych … Nastanie w was pokój i sprawy będą nawet te najtrudniejsze załatwiać się same.

Ludzie często się też boją, boją, że przyjdą zmiany które zmienią ich życie bezpowrotnie, że będą musieli dokonać wyborów prawych… Nie dzisiejszych na dzisiejsze czasy czy też przepraszam wszem i wobec i tylko nadstawiać drugi policzek… i cierpieć… cierpieć… cierpieć. To cierpienie w ogóle jest źle według mnie rozumiane. Nie chodzi o to, żeby się nim umartwianiem tym stygmatyzować jako jakąś słuszną jedyną drogą do Boga. I tylko, że cierpiącego cię Bóg kocha… Bzdura. Bóg cię kocha i wesołego, radosnego i po winku i kiedy tańczysz i kochasz się szalenie… kiedy jesteś bogaty i pięknie ubrany … ale bardzo kocha i nie osądza kiedy jesteś upodlony życiem i własnymi uczynkami wobec siebie i innych… To cierpienie znaczy miłowanie ciebie kiedy dotykają cię konsekwencje działań twoich lub innych wobec twojego ciała umysłu i duszy… … i to raczej jest wytłumaczenie dla sytuacji kiedy już właśnie doznajemy cierpienia… Nie możemy zrozumieć jego przyczyny i znieść bólu… Akceptacja jego i sama chęć zrozumienia w ramionach Boga który właśnie woła … choć do cierpienie nie jest bezsensowne… wtul się w moje ramiona a zrozumiesz a ból odejdzie i pomogę ci odbudować siebie i życie twoje na nowo…

Często ludzie wiedzą, gdzie jest nieprawidłowość gdzie popełniają błąd ale nie chcą o tym wiedzieć świadomie i szczerze w obawie o to, że będą musieli zmienić swoje życie a wydaje im się iż nie ma innej drogi niż dotychczasowa…. Nie chcą nic zmieniać. Analizować uczciwości wobec siebie, innych i Boga. Wtedy zawsze myślę, że łatwiej byłoby im nie zbaczać z drogi gdyby znali konsekwencje? Hmmm… Nie zawsze. Bo nie sztuka zmienić życie ugiąć się w wizji kary i konsekwencji. Nie pomoże to nikomu ale i czasem i tak jest dobrze.

Ludzie nie lubią nawet jak się mówi o konsekwencjach bo uważają, że się ich straszy. Ożywają wtedy argumentów na swoje usprawiedliwienie samo oszukując się lub sytuację, okoliczności i mus swoich poczynań.

Artykuł miałby mieć tytuł „ „różaniec który sam się modli”…

  1. Samo modlący się różaniec”…   

umiar … religijne artefakty to nie remedia … „feng szui” bo i one nie są zabawką naprawiającą unaocznione życiem konsekwencje własnych działań. Nawet „fen szui” nie sprawi, że na zawsze odwleczecie i uporządkują się sprawy zagmatwane, nieuczciwe czy też wątpliwej racji. Manipulując przestrzenią wyrok więzienia do którego powinniście trafić aby zadośćuczynić nie zostanie na zawsze wymazany. Bez zmiany was samych i swojej postawy wobec życia i słuszności działań nic nie da. Jest wtedy nadal własnym działaniem na szkodę własnej duszy i życia. Nadużywając siły myśli czy innych metod manipulacji energią wobec kogoś innego aby załatwić swoje tylko sprawy dopuszczamy się uczynku nadużycia . … I tu bezmyślność stosowania jednych i drugich metod uwłacza im obu… i sprowadza do magicznego chciejstwa… W konsekwencji niezadowolenia z uzyskanych efektów i upchnięcia ich w kąt lub wyrzucenie do kosza jeśli remedium „nie działa”. Gorzej jeśli jest formułą energetyczną, magiczną, mentalną, wizualizacyjną, modlitewną ponieważ to działa nadal nawet kiedy już zmienimy zdanie lub się znudzimy pracą energetyczną.

Jola moja opowiedziała mi o sytuacji kiedy to zobaczyła jak w różańcu rozłożonym na stole leży zdjęcie osoby obok świeca… Nie wiedziała jak powiedzieć. Że i dobrze można i tak ale nie zamiast. Pomódl się użyj go szczerze i modlitwy a potem jako pamięć o niej połóż tam to zdjęcie i tę świecę zapal. Ale nie zamiast… Miała z tą sytuacją duży problem nie wiedziała jak się zachować i powiedzieć co powiedzieć poniekąd bliskiej nam osobie. A może ta osoba najpierw odmówiła różaniec w intencji osoby ze zdjęcia? Miejmy nadzieję, że tak. Choć to życzeniowe myślenie i nadzieja …

Stosujemy bez opamiętania dziwactwa i niezrozumiałe artefakty, palimy świece kolorowe nie mając pojęcia jakie szkody mogą przynieść. Wierzymy ślepo, bezkrytycznie i naiwnie, że mogą tylko pomóc. Nie zaszkodzą i uczynią za nas wiele … wiele… Ale jak wierzymy silnie mogą pomóc to nikt nie zastanawia się czy też w jakimś procencie ponosimy szkody i może nam zaszkodzić? Wolą tego nie wiedzieć. Nie wnikamy do kogo zwraca się ten komu zlecamy rytuał czy magię w swoim imieniu. Ale to w naszej sprawie to nas naszą energię tam odsyłamy rękami, myślą i działaniem obcej nam osoby. Niewiedza nie zwalnia z konsekwencji. I nas zawirusuje jak wirus nasz komputer. Wystarczy nie raz tylko na sekundę gdzieś zajrzeć.

  1. Czarna świeca separacyjna. Rozłączy nasze drogi … na zawsze …

    A co jak sprawa jest skomplikowana i sięga ponad to i wile innych żyć? Co jeśli okażesz się przyczyną własnej rozłąki z kimś ci bliskim w następnym życiu? Nigdy tego nie wiemy. A tak się zdarza. Tak wiele razy o niej mówiłam w starych programach na magicznych wrotach i opisywałam już w skrócie w „książce”… trzeba być bardzo pewnym, że chcemy z kimś rozłąki i lekkomyślne chyba jest myśleć, że nie ma sensu jakiegoś obecność czyjaś w naszym życiu kto sprawia aż takie problemy, że chcemy się separować czarną świecą… Błędem i wielką ignorancją jest pozbycie się czegoś lub kogoś nie mając rozeznania gdzie jest przyczyna tak wielkiego konfliktu i po prostu odciąć się. Potem wiele wiele energii potrzeba będzie jeśli okaże się, że jednak potrzeba była nam do życia obecność czegoś lub kogoś kogo odcięliśmy, odseparowaliśmy się czarną świecą czy czymkolwiek innym jeszcze. Może na brakować znaczącego ogniwa dla naszej Duszy umysłu lub ciała …dla naszego życia dla naszych potomków. Nikt nie pojawia się w naszym życiu przez przypadek. Zwłaszcza kiedy niesie problemy.

    Czarna świeca to moc ogromna tak pomocna jak i szkodząca. Jej siła zmiata. Transformuje bardzo głęboko nawet na poziomi ciała czyli możemy się źle czuć w miejscach gdzie są zapisane informacje o zdarzeniu i przygodach z obiektem naszej separacji. Poza tym zwróćcie uwagę na słowo „separacja”… Czyli i tak zmierzyć się i rozwiązać sprawę przyjdzie się potem. Potem, kiedyś czyli nie wiadomo kiedy i czy warunki będą do załatwienia tej sprawy dogodne? Ja mam wrażenie, że większość ludzi używając tego narzędzia nie uświadamia sobie kontekstu „separacja” a nie wieczny rozwód… Energia i proces energetyczny nie dotyczy nigdy tylko jednej ze stron i nie tylko tego wobec którego jej używam ale też i stosującego. Jest on na drugim końcu tego samego kija. Czarna energia tylko niektórym się poddaje i tylko niektórzy ludzie mają kompetencje i siłę aby ją „utrzymać w ryzach i kontrolować”. To jak utrzymanie węża strażackiego kiedy tryska z niego pod wielkim ciśnieniem życiodajna woda chcąca zachować przy życiu palący się świat. Popatrzcie jak silnym trzeba być chłopem żeby utrzymać go i kierować żywiołem w nim płynącym, jak zmierzyć się z jego mocą. Nawet życiodajną.

    Kiedyś śniło mi się często, że jadę samochodem nie mogę uciec i szybko jechać bo nie umiem poradzić sobie z biegami. Po ukończonym kursie uwolniłam się z czegoś co usunęło sen jak koszmar. I mimo że nie ukończyłam kursu nie zdałam. Świadomość umiejętności „w razie wojny”. Uwolniła mój koszmar senny. W jego zastępstwie przyszedł inny. Wsadza mnie ktoś do tira i każe jechać. A ja ledwo do pedałów dosięgam i nie widzę za dużo sponad kierownicy. Boję się sobie krzywdę zrobić i komuś. Wiem, że muszę i że dam radę bo w końcu udaje się. Ale wymaga to przeogromnej koncentracji. I opanowania. To, że dam radę to zrobić we śnie nie daje gwarancji i kompetencji do prowadzenia tira na drodze gdzie nie wiadomo jak zakręt pokonać. Nie daje prawa do prowadzenia autobusu gdzie szyba sięga aż do podłogi ale uliczki skręty w prawo na przejściu obok to cuda… Podziwiam kierowców… nasze życie i zdrowie w końcu jest w ich rękach. Okoliczności zamiaru i tego co nam się wydaje, że umiemy zrobić NIE ZNACZY, ZE PODOŁAMY. Dlatego uważajmy co i jak używamy w relacji z innymi i komu zlecamy pracę separacji nas z kim innym czy czym innym… bo może sam mierzy siłę na zamiary błędnie. Uważajcie na wszystko CO poza MIŁUJĄCYMI RAMIONAMI… chcącymi was utulić i tego od kogo chcecie się odseparować…

    A to co nawet umiemy a przekonujemy innych dasz radę zrób to wygoń odseparuj, on jest zły i wampir… odprowadź… zwłaszcza bliskich… nie wiadomo gdzie… Nie masz prawa jazdy nawet ale dasz radę to tylko autobus … jest karygodne i nieodpowiedzialne a co najmniej oscyluje na granicy braku wyobraźni ezoterycznej i Duchowej. A przede wszystkim braku miłości. Każdej należy się SZACUNEK… KAŻDEJ… DOSŁOWNIE KAŻDEJ…

    Nikt o średnim nazwijmy to potencjale energii a jeszcze z dużym bagażem karmicznym indywidualnym czy rodowym nie powinien używać czarnych świec. Magii, rytuałów które kiedyś procedowali wybrani do tego ludzie. W zasadzie nikt ich nie powinien używać. Świeca separacyjna. Używamy jej jak sama nazwa wskazuje wtedy kiedy nie możemy z kimś zakończyć relacji. I to już samo przez się rozumieć trzeba tę trudność jako zadanie do rozwiązania problemu. Czyli zastanowienia się co i jak głęboko oraz dlaczego nie pozwala nas od siebie uwolnić. Być może „takie czarne świece stosowane w przeszłości” zamiast uwolnienia naturalnego. Czyli uwalniania się krok po kroku ze zrozumieniem i wyrównaniem rachunków. I wyrównaniem „rozsegregowaniem” wymieszanej zapewne wcześniej energii. Ale nawet pomijając ten powód wziąć pod uwagę należy samą świecę i to w kolorze czarnym.

  2. KOLOR CZARNY … CZYLI WSZYSTKO MA DWA BIEGUNY …

    Czarny kolor jest energią niezwykle silną, trudną do udźwignięcia dla ludzi. Każda używana energia dotyka nasącza nas a często i tego do kogo jest kierowana. To oczywiste. Ten dotyk jest różny … zależny od naszej intencji i koloru. Wszystko co jest nośnikiem czarnego koloru jest silne. Czarny i biały w nich jest wszystko inne… Razem w wysokiej wibracji to właśnie złoty… umownie. Wszystko we wszystkim…

Czarny kolor to sutanna, pochłania kolory czyli wszystko od innych aby uwolnić …doprowadzić do rozpadu, przeistoczenia… PRZEMIANY… To utulenie w dnie bólu i rozpaczy … jak tylko potrafi to zrobić Matka Boska … ale także w wierzeniach innych religii bogini Kali. Czarny to transformacja puszczenie i odpuszczenie… całkowite z pogodzeniem się utraty tego co nam szkodzi i brudzi Duszę ale nie chcemy tego odpuścić. Czarna energia uświadamia „z prochu powstałeś i w proch się obrócisz” jako WOLNOŚĆ. Jako ulgę nie przywiązywania się i nie żałowania niczego i nikogo kto chce odejść. Po prostu mija. Mijanie naturalne a nie separowanie się … to jest to do czego powinniśmy dążyć w naszym liniowo doświadczanym teraz.

Kiedyś pradziadek mojego syna wspaniały krawiec powiedział mi, że jest ponad 20 rodzajów czerni. A dziś wiemy oglądając wszelkiego rodzaju próbniki, że jest ich jeszcze więcej w zasadzie każdego koloru jest nieskończenie wiele. Jakże głupio młodością zgrzeszyłam nie zaciekawiając się tym i nie wypytując go o szczegóły.

Czerń pochłania…

Czarny schemat owo, stereotypowo kojarzy się z depresją, pomniejszaniem… bólem, przerażeniem złem. Wszystkim co tajemnicze a jak tajemnicze to właśnie złe. Złe na zasadzie starego powiedzenia nakreślającego zasadę : „jak pijak to drań więc jak drań to i pijak”. Boimy się czarnego kota… nie chcę się tu rozpisywać o czarnym kocie bo jest to wspaniały temat dotyczący zwierząt ale napomnę, że w większości wypadków kot każdy zwłaszcza czarny to strażnik którego po prostu boimy się jak śmierci… A one znając i wyczuwając jakiś problem w naszej drodze życia starają się ryzykując życiem zawrócić nas z drogi. Wzbudzić instynkt obronny sobą. Jak ten dobry duszek w domu który woli wystraszyć sobą was niż pozwolić aby stała się wam krzywda. Dlaczego zawsze wszystko definiujemy w kontekście wrogości. Nie zastanawiamy się czy to nie jest z tym jak reakcją matki która wrzeszczy wrogo STÓJ! Czy ona chce nam krzywdę zrobić? Czy jest zwiastunem opatrzności?

Czarny to kolor siły. Widzieliście kiedyś film „zielona mila”. Tam postać wielkiego mężczyzny pięknej duszy pokazuje wizualnie i wyraziście jak działa czarna energia w aurze człowieka. Na plus.

A na minus? Właśnie szukałam od kilku dni przykładu i dziś niby mimochodem będąc u siostry znalazłam film dokumentalny: „Boję się swojego syna”. To przykład działania energii czarnej w aurze kiedy dotyka świadomości, umysłu i ciała… Nie było tam tylko pokazanego niszczenia siebie, okaleczenia. To posuwanie się psychiki i samookaleczenia fizycznego i psychicznego, nierozumienie siebie i nie możność poradzenia sobie samemu ze sobą. Czarny kolor byłby tu przyczyną i skutkiem czyli uzdrowieniem. Transformacja … z przysłowiowego dna sytuacji. Jej beznadziejności. Katharsis. Czarny kolor wtedy pomaga. Właśnie dlatego jest to kolor żałoby. Pomaga w swoim dobrodziejstwie właśnie w takich sytuacjach kiedy trzeba się zresetować i zacząć od początku. Przetransformować ból i zgryzotę, tęsknotę i bezsens… Uwolnić się od kotwicy i odbić od dna. Wypłynąć … do życia. Czarny kolor to oświecenie w pokornym zjednoczeniu Z Bogiem w Bogu… pełnym zaufaniu i powierzeniu poddaństwu wręcz ale rozumianym jako zaufanie do matki i jej intencji działania w imieniu dobra dla nas któremu sama się podda bezwarunkowo i bezgranicznie… bo nas kocha. Tylko wtedy jest do udźwignięcia.

Dla samego posiadacza czarny kolor jest ukojeniem … nie ma cienia a tworzy cień zawiera się w cieniu i w „nic”… Ma w nim początek i koniec. Z prochu powstałeś i w proch się obrócisz… i z niego na powrót powstaniesz… Czarny to też słowa Jezusa… „Mam siłę oddać życie i to życie znów odzyskać”. Czarny i Biały w Bogu to Wszystko… Wejście do nieba i piekła jednako … poruszanie się w Istnieniu jak się tylko ma wolę być gdziekolwiek.

Jedność która zbilansowana podnosi wibrację to jak wspomniałam „złoto”… Kolor złoty jest tylko umownie tak nazywany bo jest w rzeczywistością światłością ciepłą i rozmiłowaną. Na minusie to światło Lucyferyczne.

Czarny …. to okrucieństwo, groza, lęk, grożenie i groźba ale i ciemność. A ciemność to też nie tylko bezlitosne zło, gniew to także ukrycie, schowanie, dyskrecja, tajemnica, kojarzone z czarnym ukojenie, reset taki, otula miękką czernią, pozwala odciąć, wypocząć, skryć się zachować coś dla siebie, zawoalować wstyd, łzy, nagość. Pobyć samemu ze sobą.

To także obie strony internetu ten czarny, to bezpieczeństwo dosłowne skryte jak i odkrycie się bez możliwości schowania. Jako plus to jest, anonimowość, odwaga nieśmiałym, … cień daje schronienie, odpoczynek, przed ciepłem i gorącem, wszechobecność… Światło to też wróg kiedy chcemy się skryć… odsłania nas… światło i ciemność to cień… szary …dla zmęczonego to zapowiedź ukojenia i spoczynku, wytchnienia… odpoczynek…

gdy nastaje szarość zapada…zmierzch … jeszcze nie noc ale już nie dzień… noc…. świt… już nie noc ale jeszcze nie dzień… Każda pora Istnienia jest tchniona miłością rozmiłowanego w nas Boga…

Nie każdy musi też doświadczać… poszczególnych pór … doby…

Zmierzch i świt to energia szacunku godności ale nie spoufalania się… dystansu i przestrzeni należnej nieufności … Nieufność to czas własny na konfrontację z tym co czujemy wobec zjawiska czy czegokolwiek i kogokolwiek z czym się stykamy. To nasze prawo do wycofania i zadecydowania … podejmuję relację życiową już czy czekam, aż nastanie świt.

Złoto – srebrny… stare złote te kolory też mają swoje wartości i przymioty odcienie… Nie ma złotego ani srebrnego ani miedzianego itp… odcieni tzw nadających połysk. To są jakości wartości wszystkich innych kolorów i ich odcieni. Tak samo mają swoją stronę jasną i ciemną a także punkt wspólny … w pomiędzy ich dobrych i złych jakości… Sami wiecie do czego doprowadzić może gorączka złota to dosłowne obrazowanie. Lub chęć bycia doskonałym i fanatyczne zachęcanie do tego innych… (gdyby ktoś pytał … ja nie zachęcam was do bycia doskonałymi bo samej mi jest bardzo do tego daleko kto mnie zna to wie… Ale zachęcam do wejścia na tę drogę mimochodem. Zachęcam abyście mieli na siebie baczenie byli szczerzy wobec siebie… ale nic na siłę … cieszcie się małymi sukcesami samych siebie i obserwujcie dowody na to jak na dobre zmienia się wokół wasz świat….)

Złoto jak wszystko inne samo w sobie nie jest ani dobre ani złe. To my nadajemy mu wartość która definiuje nasze życie i jego złota użycie. A poprze to jak wszystko inne plami lub nadaje światłości naszej duszy a co za tym idzie i życiu codziennemu i wydarzeniom w nim.

Czarny świeci w odbiciu najczęściej fioletem bardzo jasnym jak ultra fiolet ale jakby ostrzejszym…

Każdy byt w ciemności obecny definiujemy z zasady z góry jako wrogi… Ale ja najpiękniejszą medytację w życiu jak już opisałam wam gdzieś w książce miałam doświadczyłam właśnie z kartą Śmierci. To jej koścista dłoń pomogła …a jakże trudno było przyjąć wyciągniętą dłoń. Ale tam w czarnym tylko tak można przetrwać Koścem. Nie rozumiem tego jeszcze … Ale najpiękniej dała mi do zrozumienia to co w tej medytacji odczułam … Ta karta… Oczywiście jest tak, że dla każdego symbol, sytuacja, znaczenie, osoba, zjawisko czy przedmiot zawsze są tym czym je określi każdy z was indywidualnie. Dopóki tego nie zrobi czyli nie zdefiniuje życiem jest neutralnym a potem nadaje mu wartość i skalę zła albo dobra. Własną skalę. Dlatego dla jednych np. karty tarota już z samej nazwy będą złem. Dla innych dobre… bo mają doświadczenie o nich jako narzędzie wspierające w drodze do obejrzenia zjawisk samego siebie. A Anioł dobrem. I tylko dobrem bo nie przyjdzie im do głowy zapytać : co za anioł? Ale nóż? Hmmm… To już tu widać indywidualne doświadczenie coraz bardziej.

Ja to co wyczytuję poprzez karty czy też to co widzę uważam za wiedzę nad którą panuję i decyduję jako Istota wolna co mam pytającemu przekazać. Nie widzę znaczy nie jestem gotowa ja ani słuchający i tak ma pozostać. Kiedy widzę to ja decyduję, ja decyduję czy powiem czy zachowam milczenie z rożnych względów. Dlaczego? Zapytacie. Ponieważ nie mogę pozwolić na to aby narzędzie decydowało za mnie … To jakbyście pozwolili nożowi aby decydował za was jak macie go użyć kiedy macie własną wolę tego działania.

Wypadałoby zapytać jaki morał z tego tekstu tak sprzecznego wydawałoby się. Otóż : jak zawsze usilnie chciałabym wam przekazać, że klucz do naszego życia to nie wartościowanie niczego na rzecz zadziwienia i zapytania Hmmm… Jaki to ma sens? Dlaczego Boże? I poczekanie na odpowiedź … ale też pokrętnie powiecie … zachęcam do zdrowej logiki a co za tym idzie wyważenie… czyli co? Jedno i drugie? Tak . Jakkolwiek dziwne wam się to wyda jest w moim rozumieniu miejsce gdzie wszystkie nieba mają swój początek a skoro tak to i jest miejsce gdzie piekła go mają. Jest też miejsce gdzie niebo i piekło jednym się stają kiedy tylko tchniemy : WIERZĘ TRWAM… I JEDNO I DRUGIE STANIE SIĘ POMOSTEM DO OBECNOŚCI W OBLICZU BOŻYM. Żyjąc tak docześnie jawnie tu bym raczej bym to określiła cuda staną się naszą codziennością. Bo nie ma tu ani tam… nie ma doczesności… jest życie jedno wieczne TU TAM JEDNOCZEŚNIE. …

4 komentarze
  • Siostra Jola

    Agniesiu Kochana. Dziękuję Ci za ten i następne mądre artykuły. Pisz JAK NAJWIĘCEJ .Twoje artykuły są potrzebne ,nie możesz tych informacji trzymać tylko dla siebie lub nielicznych. Wiem bo czasem jak o czymś rozmawiamy to mówisz, że może ktoś nie jest gotowy na tę, czy inną informację. OTRZYMAŁAŚ W DARZE TĄ MĄDROŚĆ I WIEDZE DLATEGO PISZ JAK NAJWIĘCEJ I NAJCZĘŚCIEJ. Bardzo pouczający jest ten artykuł .GDYBYŚ WIEDZIAŁA JAK BARDZO CIĘ KOCHAM.

  • Agnieszka Bruzgo

    DZIĘKUJĘ … ZA WSZYSTKO I ZA NATCHNIENIE I CIEBIE I ŻYCIE W KTÓRYM MNIE WSPIERASZ… KOCHAM CIĘ… BARDZO… ps. a już zbieram się do reszty tych zastygłych aby je ogrzać… ten o jałmużnie i tajemnicach rodowych…o zabieraniu nadziei… i jeszcze tam ze dwa których tytułów nie pamiętam… Ale dzisiaj zbieram się do pracy choć jest mi ciężko… Wyrwać siebie i kogoś z demona łap jest wyczerpujące i wydaje się iluzją nawet dla mnie ale łzy są prawdziwe i ból … ciała i duszy Dzięki Bogu Bogiem kojony…

  • Ania

    Agniesiu dolaczam do życzeń Twojej siostry pisz jak najwiecej nagrywaj jak najwiecej w Twoich medytacjach i artykułach sa takie słowa klucze ktore w moim przypadku transformują mo w głowie tak ze az sama sie dziwie 🙂 …

  • Agnieszka Bruzgo

    DZIĘKUJĘ ANULKA… DZIĘKI WAM WIEM, ŻE POWINNAM TO ROBIĆ …ZWŁASZCZA W CHWILACH ZWĄTPIENIA KIEDY NIE WIEM, MAM WĄTPLIWOŚCI CZY UDA MI SIĘ UJĄĆ TEMAT I PRZENIEŚĆ NA LITERY A LITERY UŁOŻYĆ W SŁOWA… SENS TEGO CO CO PŁYNIE S SERCA…