Agnieszka Bruzgo | XII. „KSIĄŻKA” Dwunasty wrzut
1601
post-template-default,single,single-post,postid-1601,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / XII. „KSIĄŻKA” Dwunasty wrzut

DSC_0015

Rozdział XIV Religia a ezoteryka.

Rozdział XII Religia a bioterapia

To co „widzę” w częstotliwościach duchowych nazywam słownictwem kojarzonym z kościołem. Za co świat ezoteryki mnie traktuje dziwnie i trzyma ze mną dlatego tylko, że widzę. I nie kwestionują tego bo potrzebują mnie a raczej moich oczu. Jest też tak, że mam to szczęście i w około miałam wspaniałych ludzi koleżanki i kolegów którzy nie obrazili się na Boga tylko dlatego, że kościół nas odrzuca. Mają takie prawo. A my mamy prawo ich kochać i nic sobie z tego nie robić. Słownictwo- przecież jest to słownictwo uniwersalne, wszystko co nim opisuję między innymi w moich medytacjach można odnaleźć w każdej religii, w każdym niemal wierzeniu. Te naturalne procesy w wymiarach duchowych dzieją się tak samo w każdej świątyni i każdym miejscu kultu. Można by „porównywać” tu tylko efekty energetyczne jakie ludzie uzyskują podczas uczestniczenia w nich oraz w jakim a raczej na jakim aspekcie duchowym lub ładniej w jakiej wartości duchowej się zogniskują. Każda religia jest piękna, każda pochodzi od Boga Jedynego. Każda jest u źródła. Różnią się tylko indywidualnymi ścieżkami w drodze do DOMU ponad miejscem gdzie wszystkie nieba mają swój początek.

Religia katolicka rozwija w człowieku miłosierdzie ponad wszystko. Zakłada, że jeśli urodziłeś się i żyjesz w naukach Chrystusa nie dosięgnie cię już koło karmy. Ja tak widzę. Jesteś czysty. Ja uważam, że tak jest. Dlatego według tego co „ja widzę” nie ma potrzeby przekazywania tam wiedzy o reinkarnacji chociaż samo urodzenie się i bycie w tej religii nie gwarantuje wyjścia poza „karmę” jeśli nie poleci się pełnej opiece Bożego przewodnictwa. I nie trzyma standardów czystej intencji obcowania z ludźmi i światem codziennym. Religia chrześcijańska uczy życia w Rozmiłowaniu Miłowania w Istnieniu a to oznacza Świadomość Chrystusową – „Jestem Wszystkim co JEST”. Uczy pełnej jedności ze wszystkim i wszystkimi. Podejmuje dialog z wydarzeniami karmicznymi, który mówi: nadstaw drugi policzek. Być może ty wymierzyłeś go pierwszy, kiedyś. Teraz to tylko wyrównanie – przyczyna, skutek i odtąd jest już konto czyste. I tak postępuj przez całe życie aż do pełnego pojednania ze wszystkimi.

Są religie, które w swej istocie mówią również o miłości i wielkim poświęceniu w imię wartości, które reprezentują. Nie rozważam tu jak każda z religii wywiązuje się ze swego posłania ale to co ma najcenniejszego w wychwalaniu jedności z Bogiem. Ludzie powinni uczyć się od wyznawców tych religii poszanowania tradycji, uszanowania zasad moralnych, etycznych. Kto dziś jest w stanie umrzeć tak po prostu i iść do Boga? Jeszcze raz powtarzam żebym została dobrze zrozumiana. Nie pochwalam tego co skrajne w żadnej religii, ani nawracania na siłę ale zauważam piękno w każdej religii i z przedstawicielem każdej chciałbym porozmawiać. Boimy się śmierci w samej sobie i nie kojarzymy jej zazwyczaj z lepszym życiem, chociaż każda religia uczy tego. Dla mnie najpiękniejszym aspektem w religii jest to, że każda mówi o tym, że jakość naszego istnienia po śmierci się polepszy, będzie piękna w naszym tego słowa rozumieniu. W zasadzie jest to oczywiste, że wracamy do Domu, stamtąd wyszliśmy jako dusze, w które tchnął Bóg. Ale jakże nie ufamy w to co tam na nas czeka. A wyznawcy wielu religii wierzą i wiedzą o tym, tylko nie potrafią stosować tego we własnym życiu. Ludzie nie potrafią pogodzić się z momentem przejścia i chyba przeszkodą jest tylko nasza świadomość, że nie możemy stamtąd wrócić pomijając ogniwo ponownego narodzenia i przejścia na nowo etapu od dziecka do dorosłego. Wiem, że rozwój duchowy człowieka dąży do tego aby również na Ziemi było możliwe „rozstąpienie się jego samego, rozwarstwienie”i łącznie z ciałem w tej częstotliwości przejście w duchowy wymiar istnienia a następnie powrócenie ze swoim ciałem wtedy kiedy zechcemy. Tym razem bardziej witalnym, zregenerowanym, aby kontynuować swoje nie zakończone zadania lub w tych warunkach realizować nowe których się człowiek podejmie.

Są religie, które uczą szacunku do pracy i prostoty. Popatrzmy jakże byłoby pięknie zamiast tworzyć wielkie ośrodki dziwnych terapii po prostu mieć możliwość pojechania i pobycia w miejscu gdzie ludzie żyją inaczej, gdzie inne wartości są priorytetowe, co inne ważne na co dzień, a ludzie inaczej doświadczają Boga. Gdzie dzień zaczyna się innymi czynnościami, gdzie inaczej się modlą nasi bracia i inaczej spożywają posiłek. Może wśród nich odnajdziesz spokój? A jeden z członków tej społeczności może właśnie biesiaduje z twoją rodziną i przyjaciółmi? Co nas jako ludzi od tego odwodzi? Nie umiemy dawać wolności innym, pozwalać im pobyć w naszym świecie, takimi jakimi są, bez deklaracji zmian i akceptacji naszego światopoglądu. A byłoby tak pięknie. Zamiast wypominać sobie nawzajem i pokazywać co jest najwłaściwsze w wyznawaniu Boga skupmy się jako ludzie na poznawaniu siebie. Zaprośmy się nawzajem do swoich świątyń, pokażmy sobie jak się modlimy. Pobądźmy ze sobą. Ze swojej perspektywy widzę, że najważniejsze przykazanie to: „Kochaj bliźniego swego jak siebie samego”. A najważniejszą wartością na świecie jest szacunek. Jeśli nie stać cię na miłość to zacznij od szacunku. Od tego co dobre w każdej istocie, sytuacji.

Rozdział XV Dar widzenia od urodzenia

Rozdział XIII Dar widzenia od urodzenia

Widzenie rozwija się wraz ze wzrostem świadomości, staje się ostrzejsze i daje więcej dostrzec więcej szczegółów wraz z tym jak widzący rozkwitają w kształtowaniu swoich cech, osobowości duchowej. Nikt od urodzenia nie wie, że widzi. To jest naturalne i z czasem dopiero pojawia się świadomość, że w zasadzie widzi się inaczej niż wszyscy. I, że widzi się coś czego nie widzą inni. Dziś też dzięki Bogu jest wielu świadomych rodziców, którzy pomagają swoim dzieciom aby ta naturalna umiejętność nie zanikła. I nie chodzi tu o zaniknięcie dosłowne a raczej o przeniesieniu się tej świadomości w obszary nieświadome. Po prostu z czasem jeśli nie zauważa się tego zjawiska przestaje ono być świadome. Zwłaszcza wtedy gdy rodzice lub ktoś bliski zakwestionuje widzenie. Syn moich przyjaciół widzi od urodzenia. Jak wielkie było zdumienie rodziców gdy kilkuletnie dziecko zapytało wskazując miejsce: Czy ten pan u nas mieszka? Rodzice świadomi tego co oznacza fakt, że dziecko pyta w ten sposób, zachowali się tak jak powinni i nie zakwestionowali tego co widział syn.

Nie zaprzestaję starań aby ludzie przypomnieli sobie jak ten proces przywołać na powrót.

Nikt nie widzi wszystkiego co widzi teraz od urodzenia. Widzenie jest jak przypominanie sobie. Ćwiczone codzienną praktyką, którą jest samo życie i rozwojem świadomości otwiera i dostraja na coraz to szersze, głębsze, większe częstotliwości. Na takie, na które jesteśmy gotowi patrzeć.

# (KIEDY NIE JESTEŚMY DOTOWI WIDZIEĆ.A otwieramy siebie pojawiają się ogromne problemy,ogromne.)

Wiele dzieci moich przyjaciół widzi lub widziało od razu po urodzeniu, doświadczają działania swojej świadomości w codziennym życiu i nikt ich tego nie uczył. To jest naturalne dla nich a otwarcia są w zakresach odpowiadających ich energetycznemu potencjałowi, u każdego z nich inne. U niektórych z nich widzenie pozostanie i będzie się dalej przypominać a niektóre zapomną zajęte cywilizacji doświadczaniem. Możliwości nie znikną nigdy nie znikają zawsze z nich korzystają tylko punkt skupienia świadomości się zmieni.

Wiele by pisać o małych starych Istotach, wspomnę tylko te, które dały mi dużą wiedzę i zmieniły moje postrzeganie,(dop.2015r.nadal dzięki Bogu takie poznaję) czyli pokazały mi inną świadomość. Dzieci moich przyjaciół, ludzi bardzo religijnych, uczestniczących aktywnie w życiu kościoła pokazały mi procesy jakie mają miejsce podczas różnych rytuałów religijnych. Synek tychże przyjaciół zapytany przez nich dlaczego zasnął w kościele kiedy zazwyczaj z bratem bardzo pilnie obserwuje wszystko co się dzieje w świątyni i uczestniczy chętnie w nabożeństwie, odpowiedział, że jeden z księży był „bardzo fajny i leciało z niego fioletowe”… Dziecko opisało tu wiele ciekawych zjawisk rodzicom których nie pamiętam już dziś. Potem dodało że inny ksiądz, nie był już tak „ładny” i że nic się ciekawego nie działo, dlatego też chłopiec zasnął. Od tego czasu zaczęłam skupiać swoją świadomość na wielu procesach dziejących się w różnych świątyniach i religiach a zwłaszcza na rytuałach prowadzonych przez różnych duchowych przedstawicieli. Muszę przyznać, że było to i jest jedno z najpiękniejszych doświadczeń duchowych które przyszło mi oglądać, dla mnie był to namacalny dowód, że wszystkie religie pochodzą od Boga. Piękna postać duchowa kapłana potrafi tak wysoko wznieść ludzi i ich energie, że spontanicznie uzdrawia się ich życie i zdrowie. Mimo, że ani ludzie ani kapłan nie zawsze to widzą. Wszystkie rytuały są najdoskonalszymi procesami duchowymi dziejącymi się w ciałach ludzi ich umysłach i Duszach. Wpływy te przenoszą się na codzienne życie i żyją Istotą Boga w codziennych czynnościach. Są spontaniczne, pierwotne i gdyby były właściwie rozumiane albo ludzie chociażby chcieli prawdziwie w nich uczestniczyć to powoli zaczęłoby budzić się w ludziach pierwotne znaczenie różnych kościołów dla rozwoju duszy człowieka. Zaobserwowałam też wiele dziwnych zjawisk budujących podobne struktury i pobudzające podobne procesy na zasadach podobnych do różnych kościołów. Ale jest to sztuczne, jałowe i wymaga ciągłego zasilania energią własną ludzi w nich uczestniczących. To bardzo groźne i niebezpieczne.

Mój syn pokazał mi poprzez swoje doświadczenia związane z widzeniem, że nie musimy świadomie reperować ani naprawiać aury człowieka, a wystarczy tylko dobre o nim westchnienie człowieka o wyższej wibracji aurycznej, o czym bardzo dobrze wiedzą Hindusi. Kiedy mój syn miał ok. 8 lat bardzo niechętnie opowiadał o tym co widzi, gdyż już wtedy miał świadomość, że to nie jest powszechna umiejętność i że może budzić u ludzi zdziwienie lub lęk. Pewnego dnia wrócił z podwórka i była bardzo zatroskany, ze smutkiem powiedział mi, że jego kolega X miał bardzo poszarpaną aurę. Aura ta musiała być bardzo zniszczona skoro akurat tego dnia tak go ta wiedza poruszyła, gdyż na co dzień widywał się z tym kolegą. W tym czasie zauważyłam że sama jego energia troski i zadumania pochodząca prosto z serca spowodowała, że ja zaczęłam widzieć jak aura chłopca jaśnieje, od najdalszej krawędzi jego widocznej aury, jakby z zewnątrz do środka. Zrozumiałam wtedy czym może być energia Błogosławieństwa, nawet kiedy jest nieświadoma, ale szczera jak u dziecka. Ten sam mechanizm działa kiedy źle o kimś wspominamy. Krzywdzimy go. Pojęłam też jak matka, dlaczego ten chłopiec X, który był postrzegany przez innych jak osiedlowy rozrabiaka, nigdy nie miał większych konfliktów z moim synem, w przeciwieństwie do innych kolegów. Zdałam sobie sprawę, że taki „proces energetyczny” już wcześniej musiał mieć miejsce w ich relacjach i dlatego chłopiec ten traktował z nieświadomą sympatią mego syna.

Niektóre dzieci moich przyjaciół są bardzo świadome tego że widzą i są chętne do współpracy. Syn moich przyjaciół Filip, bardzo otwartych ludzi zwrócił moją uwagę na głębsze procesy dziejące się w aurze eterycznej. Dziecko siedząc w gabinecie kiedy pracowałam z jego tatą, mając taką samą kartkę jak ja do malowania aury, poproszony narysował warstwę eteryczną wokół ciała z jej kolorowymi zakłóceniami. Niektóre rzeczy które widzieliśmy podobnie narysował inaczej. Dało mi to do myślenia że aura eteryczna może mieć w sobie zakłócenie podobne do kieszeni, że coś jest w niej jakby ukryte.

Patrycja, córeczka moich przyjaciół, jest przykładem typowego kryształowego dziecka. Miałam przyjemność zajmowania się nią w dzieciństwie. Nauczyła mnie ona czego potrzebują takie dzieci do codziennego życia, jak postrzegają świat, jak się z nim kontaktują. I jaki mają wpływ na dorosłych. Patrycja nie wypowiadając zbyt wielu słów zadziałała kiedyś na mnie i moją przyjaciółkę (obie mamy dość wysokie parametry aury- nie jesteśmy w dużym zakresie podatne na wolę innych ludzi) tak, że dopiero po godzinie zdałyśmy sobie sprawę że rzucałyśmy do siebie piłeczkę a dziewczynka nas obserwowała dobrze się bawiąc. Gdy się „ocknęłyśmy” nie wiedziałyśmy, że tak dużo czasu upłynęło i po co w ogóle to robiłyśmy. Patrycja jak wszystkie wymienione wyżej dzieci jest przepełniona wielką miłością do ludzi, zwierząt, jest ciekawa świata i w charakterystyczny sposób, nieświadomie działa na przestrzeń wokół siebie i na miejsca, w których się znajduje, widzi też różne postaci. Kiedy zapominam kim jestem lub mam kryzys co do słuszności swojego działania to dzieci właśnie mi przypominają chcąc, domagając się wręcz kontaktu ze mną … przypominają mi tym kim jestem. Chcę do cioci Agi.

Emilka – siostrzenica jest moim rozrachunkiem i lustrem do badania przeszłości. Urodzona w tym samym domu w którym ja się urodziłam, w tym samym miesiącu, mająca identyczną wibrację urodzeniową -11. Z wielkim niepokojem i bólem serca patrzę na to co się dziej teraz z tym dzieckiem. Teraz po niej postrzegam ile lęków związanych z tym co widziałam upychałam w swoją niepamięć. U niej bardzo szybko postępuje to widzenie i zaczyna się od tego co trudne. Dzięki Bogu nie skupia się na tym nie kojarzy,że to widzenie i odnajduje się w Uczestniczeniu Żywym w życiu Kościoła. Ta relacja jest najświętsza dla ludzi i nie ma takiego widzenia wartego aby ją zanegować lub odrzucić. Zresztą prawdziwe widzenie i tak ukierunkuje nas na Boga. I pozwoli odnaleźć się w kościele jeśli tego zechcemy lub potrzebujemy. Dzieje się to dużo szybciej niż u mnie kiedyś. Emilka nie ze wszystkim sobie radzi, a ja nie jestem wstanie jej pomóc, ze względu na to, że wiem, musi tego doświadczyć. Ona i tak ma łatwiej, ponieważ ma świadomych ludzi wokół którzy mogą ją wspierać. Ma Boga i księży wokół nie musi wiedzieć, że widzi. Na dziś dorasta i zapomina. Nie chcę jej martwić, wiadomością przebudzenia z tego snu nieświadomości.

Wszystkie te dzieci trzeba nauczyć rozwijania w sobie miłości, bezwarunkowości, jedności ze światem, dobrego traktowania innych ludzi i od razu też asertywności. Także tego co dobrego mogą wnieść poprzez bycie dobrym człowiekiem. Takie podejście do świata spowoduje to, że będą kontrolowały swoją energię. Kiedyś mój syn bawiąc się niby gwiezdnym mieczem udał, że zabija jednym machnięciem kota. Nie dalej jak za parę dni kota, bardzo sprytnego i zwinnego złapał pies rasy haski i mocno go poturbował. Ledwo przeżył i wymagało to wielkiej pracy energetycznej z naszej strony i naszego syna również. Wielce nieoceniona pomoc przyszła także ze strony mojej przyjaciółki lekarza weterynarii Halinki.

Obserwując jej pracę oraz wiele zwierząt a także relacje i więzi ludzi z nimi mam wiele do opowiedzenia w tym pięknym temacie ale też zostawię to na następną opowieść. Syn dostał reprymendę i nauczkę do końca życia widząc jak cierpi jego pupil i jak może się skończyć nieodpowiednia praca postępowanie, zabawa nawet nieświadoma lub jej niekontrolowany wylew. Tu kłania się nam wiedza stara nazywana „zabobonem” nie siadaj na rogu stołu bo nie będziesz miała dzieci. Energia ludzi przyrody i rzeczy martwych może nas uzdrawiać a także bardzo ranić. Kiedy poprawiałam i uzupełniałam tę książkę po raz któryś … siedząc u siostry na tarasie szwagier bardzo głośno oglądał film i kiedy drzwi otwierały dzieci mnie ten hałas rozpraszał. Jedna mocniejsza niekontrolowana myśl wystarczyła żeby głośnik raptem się wyłączył. Aż się sama wystraszyłam i szybko na ile mogłam starałam się to naprawić. Siostra spojrzała od razu na mnie a ja odpowiedziałam, że mam nadzieję iż to nie ja. Nie wiem jak to się stało, żebym chciała to zrobić świadomie pewnie w życiu by mi się to nie udało. Uważajcie na własne ukryte myśli i emocje. Kiedy poczujecie negatywne odczucie ugaście je natychmiast miłością westchnienia do Najświętszego Istnienia … ja jestem Boże Tu i proszę o ukojenie. Ukojenie gasi wiele naszych uczuć i trudnych emocji. Ja robię tak zawsze gdyż mój nawet żal i przykrość zalewają energią tą sprawcę. To zwykły proces znany każdemu „co dajesz to otrzymujesz”a wiecie czemu i ile pomnożone? O tyle ile każda ze stron została pobudzona cała energia nabiera jakości silniejszego energetycznie. Dlatego co dobre wróci jako dodane z dawką radością szczęścia i wdzięcznością a pomnożone wraz ilością ludzi którzy jeszcze się zaangażują. Czyli rodzina obdarowanego przez was pomnoży tę energię dobra lub nie dobra.

Energia mentalna tworząca zdarzenia zawsze wyładowuje się na sprzętach i materialnych strtatach.

#( zamiana i strata, wydarzenie zastępcze).

    1. Kiedy zdałam sobie bardzo świadomie sprawę, że widzę

Można by czas w którym zaczęłam widzieć więcej i mieć tego świadomość określić „po 2 stopniu reiki”. Ale to nie do końca tak. Kiedyś w dzieciństwie wpatrywałam się godzinami w niebo i widziałam wężyki oraz oczy i kulki. Mogłam to obserwować całe dnie. Nie lubiłam swojego dzieciństwa i szkoły więc uciekałam w świat „niebnych” postaci i wzorków pływających po błękitnym niebie. Leżąc pod jabłonkami snułam sennym wzrokiem po świecie innym niż codzienność.

Co jeszcze pamiętam z dzieciństwa? Jakąś opowieść cioci o tym, że przewidziałam czyjąś śmierć, której nikt poza mną nie pamięta nawet owa ciocia. Rzekomo powiedziała, zapytała retorycznie na pogrzebie babci: na kogo teraz z kolei przyjdzie kolej? Ja odpowiedziałam i się sprawdziło. Drugie podobne wspomnienie to czas podstawówki i „sny” o zmarłych, i moje krzyki: „czego ode mnie chcecie”? Mama nauczyła mnie wtedy, że trzeba wstać spojrzeć w niebo i zmówić pacierz za zmarłego. I tak patrzyłam, i modliłam się. Z czasem spowszedniało to i już nie patrzyłam ale do 19 lat zanim nie wyszłam za mąż spałam z mamą. Może dlatego, że w temacie dusz mam niedobre doświadczenia z dzieciństwa, do dziś nie lubię zajmować się tym tematem choć trudniejsze dylematy udaje się mi rozwiązywać. A to z czym sobie nie radzę oddaję mojemu mężowi. On się mną opiekuje więc mogę więcej pracować z ludźmi właściwie będąc pod jego parasolem miłości. Wręcz był czas kiedy uciekałam i chowałam swoją energię w jego aurze.

Pomińmy kilka lat i zacznijmy po drugim stopniu Reiki, patrząc na ludzi i głównie w czasie robienia im zabiegów zaczynałam widzieć różne scenki, takie historyjki. To była taka zabawa i przede wszystkim nie bałam się tego jak zapachu pojawiającego się przy ludziach śmiertelnie chorych lub umierających. Historyjki to co innego, nie mówiłam o nich wszystkim, tylko niektórym moim przyjaciołom, po prostu opowiadałam co widzę. Najwięcej opowieści wysłuchał mój największy i najwierniejszy przyjaciel Wojtuś brat Doroty. Właściwie można by powiedzieć, że to kim jestem dzisiaj jako uzdrowiciel praktyk i człowiek zawdzięczam jemu. Taką jaką jestem dla was kochani zawdzięczacie Wojtusiowi. On wspierał mnie we wszystkich moich działaniach, trzeźwo pokazał moje pierwsze małżeństwo i pomógł stworzyć mi moje nowe życie i nową mnie. Pomógł bardzo wspierając mnie, przeprowadził mnie do nowego domu i dał na chleb. Dał mi szansę na ten chleb zarabiać w swojej własnej firmie. Jeśli miałabym życzyć komuś przyjaciela to takiego jak Wojtuś. A jeśli ktoś nie wierzy w przyjaźń między kobietą a mężczyzną jakże jest ubogi. Kocham Wojtusia jak brata a Dorotę jak siostrę choć nasze drogi się rozeszły, żonę Wojtka Agniesię i jego dzieci Emilkę i Patrycję jak swoje. Reszta cudownych moich Aniołów opiekunów i dobrodziejów pojawiła się potem. Kiedy już byłam prawdziwą sobą. Jest ich wielu i znajdę miejsce w moich książkach aby ich wspomnieć. Oni wszyscy stworzyli mi bezpieczną przestrzeń dla rozwoju mojego widzenia dla ludzi. Nie warunkowali tego co widzę, weryfikowali to co mówiłam, byli pierwszymi odbiorcami i „krytykami” moich medytacji. To oni mówią mi o tym, czego ludzie mogą ode mnie oczekiwać, co chcą słyszeć, a czego nie. Moi przyjaciele akceptują mnie w pełni i pozwalają być tym, kim naprawdę jestem na co dzień. Nie wartościują mnie poprzez to czy widzę czy nie, nie jestem dla nich przez to ani więcej ani mniej warta. Jeśli mogę im służyć swoimi „talentami” to robię to z całego serca bo wiem, że oni robią dla mnie to samo. Nauczyłam się, że najważniejsi w życiu są ludzie przy których możesz być sobą.

Kiedyś Wojtuś poszedł na zabieg do pewnych uzdrowicieli i tam mu powiedzieli, że ktoś mu pięknie „karmę poczyścił”. Dopiero to było dla mnie potwierdzeniem, dowodem na to co podejrzewałam, że może się dziać, gdy pracowałam z ludźmi. Wojtek był żywym przykładem efektów mojej pracy. Karma czyści się spontanicznie i bezwarunkowo, bez zamiaru jej czyszczenia, wystarczy skupiać na niej swoją świadomość w odpowiednich punktach, przewartościowywać swoje myśli i wcześniejsze czyny, a to wszystko dzieje się w naszym wewnętrznym świecie poprzez serce osoby z którą się pracuje. Świadomie nie miałam zamiaru pracowania z karmą, po prostu skupiałam się na pojawiających się obrazach i opowiadałam o tym przyjacielowi. Wiedziałam że Wojtek przyjmie to bezwarunkowo, nie weźmie mnie za wariatkę czy dziwadło, bez skrępowania mogłam więc opowiedzieć mu o wszystkim co widziałam, nawet jeśli obrazy były niedokończone lub nie nadążałam o nich mówić. Na przykładzie Wojtka zrozumiałam, że dużo zależy od otwartości osoby z której zczytuję informacje. On stworzył mi przestrzeń bezpieczną, bez ocen, do pracy. Był otwarty, ufał mi i niczego nie oczekiwał, nie rościł. To bardzo ważna relacja w pracy uzdrowiciel- klient. Dziś też wiem, że karma to co nią ludzie nazywają oczyszcza się a raczej uzdrawia nawet kiedy o niej nie mówię. Wiem też, że z tymi uzdrawianiami trzeba uważać bo można nadmiarem tortu spowodować mdłości a nawet wymioty. A najlepsza nowina jest taka, że bycie dobrym po prostu dobrym i prawym niezależnie od okoliczności uzdrawia ją i tyle.

15.2 Zadziwiająca różnorodność przestrzeni, do których można spontanicznie się dostroić

Co jeszcze widziałam? Zanim widziałam cokolwiek zawsze dobrze widziałam w tzw. negatywie i nie wiedziałam co to jest. Widziałam negatyw w danym miejscu lub na człowieku a potem zapadałam w dziwną błogość i jakby nieobecność potem w gabinecie kiedy sama wywoływałam ten negatyw czułam się jakbym była z daną osobą w danej chwili w studni. Namacalny efekt głosu i pogłosu powodował, że pytałam słyszysz? Oczywiście nie robiłam tego świadomie zauważyłam, że pracując z człowiekiem pojawia się taki stan. Niekiedy pojawiał się i wiało grozą kiedy na Duszę człowieka już coś czekało manipulując jego uczynkami. Bardzo niebezpieczne są energie i byty które umieją szybko kreować sytuacje i wydarzenia aby usidlić człowieka. Znajdują się ludzie i sytuacje jak w opowieści o Panu Twardowskim kiedy idzie do karczmy o nazwie Rzym. Ale to przyszło i przychodzi z czasem.

Od momentu uświadomienia sobie tego co to jest i może jest ważne zaczęło się dziać coś nieprzewidywalnego w moim życiu a widzenie wracało i przypominało się właściwie bez końca.

Pewien poznany w Vigorze mężczyzna poradził mi abym przeczytała „Dłonie pełne światła” Barbary Ann Brenann. Ten mężczyzna po latach jest moim mężem ale nie o tym chcę tu napisać. W tej książce dopiero przeczytałam to co pozwoliło mi zrozumieć w części to co widzę. I wiedzieć, że nie jestem wariatką, schizofreniczką chorą z guzem choć się śmieję, że miejsce by dali mi natychmiast w wariatkowie. Widzenie negatywowe to widzenie wymiaru przyczyny. To z niej teraz najczęściej widzę, czytam wydarzenia, sprawy ich sedno i związki przyczynowo-skutkowe powodujące niezadowolenie ze swego losu a raczej wydarzeń w nim. Tam też zobaczyłam dlaczego widzę człowieka w plamy różnych kolorów, różnej konsystencji, strukturze, fakturze, czasem zapachu lub dźwięku i to w różnych wymiarach- płaszczyznach, przestrzeniach wokół ciała i w ciele, te plamy są albo w środku albo bliżej krawędzi. Albo nie ma krawędzi to gdzie są jeśli je widzę. Czym są niteczki jak struny lub raczej jak różnej grubości włosy otaczające człowieka.

Wcześniej wiedziałam, że jak coś zdejmę ręką lub palcami to ludzie czują się lepiej lub wręcz zdrowieją. Ale zdarzały się i zdarzają energie, które pomimo, że je widzę i tak nie mogę ich zdjąć. I nawet przesyłanie energii czy dostrajanie nie daje nic. Są też takie energie, o których wiem, że będę mogła je zdjąć dopiero za rok lub dłużej. Lub po prostu kto inny może to zrobić. A często te „można usunąć lub nie” zależy od samego „nosiciela” tejże energii. Zawsze powtarzam, że sztuką jest zrobić a nie zobaczyć. Zrobić nie widząc to jest coś. Dziś wiem i widzę w negatywie kiedy ludzie przechodzą intensywne procesy w aurze przyczynowej. Kiedy trwają, intensywnie następuje duża zmiana w losie człowieka. W niej „jest na zasadzie” „lustra” przejście do światów eterycznych. Warto by wspomnieć, że byty z tego wymiaru ludzie widzą jako białe gdy w rzeczywistości są czarne. Tak wygląda świat w tych wymiarach. Wszystkie przestrzenie puste jak okna są tam w kolorze niebieskim kobaltowym ale ja widzę jeszcze inne odcienie. Różne u różnych ludzi i są zależne od tego czy mają oni potencjał( a w zasadzie ten kolor go określa )siłę i moc wprowadzania zmian w swoim losie. Czerwony jest tam zielenią. Biały czarnym a czarny białym. Lustro jest tam wodą. Jest to przestrzeń, która jest ściśle powiązana i przenika się wzajemnie z warstwą eteryczną. Światy eteryczne są jak obrazy pastelowe ale jeśli porównywać ruch w nich a nie kolor, porusza się w nich jak w takiej gęstszej wodzie o konsystencji rzadkiego kisielu. To poruszanie się w niej jest powolne i ma się wrażenie skakania w gumie. Dusze ludzi przenikają tam przez inne byty jak w naszym wymiarze przez nas. Tylko mam wrażenie, że nas nie widzą. Ale kiedy ja tam jestem to i tak mało mnie co widzi. Więc nie jestem pewna. Nie lubię tej przestrzeni w tej jakości. Ostatnio Kamila młoda psycholog opowiedziała mi jak ona czuje tę przestrzeń nie cierpi równie jak ja kiedy wychodzi do niej z ciała. Wspomniała o tym czego ja nie byłam tam świadoma bo z nikim staram się nie nawiązywać rozmowy, że faktycznie ciężko tam się wypowiada słowa. Ma się wrażenie grymasów i trudności w mimice. Kiedy chcę tam krzyczeć lub się modlić na głos właśnie uświadomiłam sobie, że jest to ogromnie trudne. Poruszanie jest tak trudne, że czasem trzeba się czołgać. Człowiek świadomy swego stanu tam wie, że chce się obudzić a jest to też trudne. Postaci tam spotkane są widoczne głównie w stanie fizycznym swojej śmierci. Nie lubię tej przestrzeni choć nie mam aż takich problemów tam z poruszaniem się, nie chodzę tam jeśli nie muszę z reguły odbywa się to „przypadkiem”. Wyjście tam ze świadomością pozwalającą wiedzieć będąc tam, że się tam jest powoduje te trudności w poruszaniu. Dusze które utkną w tym wymiarze po śmierci właściwie stamtąd człowieka w śpiączce. Tam można tylko wołać Boga sobą. Wołać Boga i Aniołów dla kogoś. Ogrzewać go do momentu kiedy sam zapragnie Miłości. Nie sposób wydobyć ani zawołać z stamtąd tylko człowieczą świadomością ego, dumą czy chciejstwem. Do myślenia daje też to, że ludzie mogący tam być większą swoją częścią nie chcą tam przebywać. A szamani prawdziwi bezpowrotnie odchodzą zanim ludzie nauczyli się w pełni powierzać, zawierzać Bogu. Wręcz od niego się oddalają. A ci, którzy nie pamiętają wszystkiego tyko wyrywki, lubują się w wychodzeniu z ciała o niczym innym nie marzą. Wynika to wg mnie z faktu, że nie zabierają ze sobą tam świadomości tej, która pozwala być tam tak jak tu. Wychodzą ze świadomością takiej początkowej błogiej świadomości snu. W tej przestrzeni jeśli pojawiają się dusze to dziwne ale one nie widzą ludzi śpiących, tych łażących ani tych, które tu utknęły po śmierci. Tam są jakby dwa wymiary w jednym. Spotykałam takie dusze i usuwałam się widząc, że ewidentnie na mnie lezie. Kiedy raz przeszła tak postać starszej pani przeze mnie było to jednak miłe uczucie. Co nie zmienia faktu, że nie lubię tej przestrzeni. Ataki są niebezpieczne i odczuwalne namacalnie na ciele. Dwa wymiary i dwie rzeczywistości w jednym i dziwny cień, który jest też przestrzenią, z której manifestują się osobowości, byty, przybierające dowolny realny kształt dopasowujący się do tego co lubimy lub czego się boimy. W tamtej przestrzeni w ich sumie można ponieść konkretną szkodę, która zamanifestuje się w życiu po „przebudzeniu”. To tam wychodzą szamani kiedy pracują. Ludzie we śnie lub wychodząc z ciała ogniskują się w jednym wymiarze tej przestrzeni lub w drugiej. W obu na raz jest bardzo niebezpiecznie. Nie znam przyczyny, która zmusiłaby mnie łazić tam w ramach poszukiwania przygód czy innym eksploracjom. Cieszyć powinni się ludzie kiedy zamiast tam wrzucić ich, świadomość wybiera opcję cyber wizualizacji pokazu tej przestrzeni mechanizmem wizualizacji. Kiedyś podczas takiej pracy będąc w tej przestrzeni gdzie odbiór bodźców uczuć i emocji jest taką psychosomatyką razy sto po prostu wyłam, płakałam widząc i czując co się tam dzieje. Bodźce ciała były tak silne, że nie mogłam się z tam tond wydostać. Wiedziałam, że skoro tam wlazłam to „otwarcie oczu” niczego nie załatwi. Ten wymiar będzie obecny poprzez pomost, który wytworzyłam sobą. W czasie tej pracy, podróży obecny był mój mąż i on jak tylko zauważył co się ze mną dzieje „zabrał mnie bezpiecznie”. Ta nauczka dała mi wiedzę, że właściwie powinno się „zamykać” i porządkować każdą osobę po próbie samobójczej lub wywoływaniu duchów. Nawet jeśli to miało miejsce wiele lat temu. Trzeba też często „dawać na mszę’ za naszych samobójców w rodzie i chorych psychicznie czy umarłych w trudnych okolicznościach. Tu powinnam była by opisać jak ważne są datki na takie msze na wykupowanie energii. Kościoły mają ogromne potencjały energii modlitwy ale nie nadążają jej generować zwłaszcza w dzisiejszym świecie. Zasoby pieniężne nie są pieniędzmi są energią. Od was za waszych bliskich. Uwierzcie czasem lepiej oddać energię pieniądza kiedy pozyskiwana energia życia była w niegodny sposób. Nidy o tym nie wiemy do końca .. dawajmy z miłością aby odsłużyła w imię dobra. Jeśli nie zadba się o to będziemy budować efekt piramidy. I kiedyś zabraknie siły na modlitwę bo osoby Duchowne zmusimy do pracy w tzw polu. A one powinny jednak głównie nas otaczać modlitwą i być takim Coachem Bożym. Tak to widzę. Ich praca nie wytwarza finansów choć zmuszani dziejami i chcąc zabezpieczyć dobra istniejące już muszą prowadzić działalności przynoszące zyski. Tak źle potem ludziom i tak niedobrze. Tak na marginesie- kiedyś miałam okazję rozmawiać z kobietą której syn był księdzem. Jedyne dziecko i ta Pani powiedziała : cóż mogę mu dać nic nie chce. Ale na prezent po darowują mu z mężem drogi a raczej cenny zegarek, żeby patrząc pamiętał o rodzicach a to samochód bo komu to jedyny syn. Nie kupią mu domu, nie podarują wakacji. Także nie oceniajcie i nie liczcie cudzych rzeczy. Nie pamiętam czy już wam o tym nie pisałam ale nie zaszkodzi przypomnieć jeśli tak. Opiekowanie się Duszami ludzi to stałe zajęcie ciężkie i niejednokrotnie niebezpieczne.

Nie zapominajcie o przodkach, nie zamiatajcie pod dywan pamięci o nich, wspomnień. Nie stygmatyzujcie oceną ich ale i nie idealizujcie. Po prostu westchnijcie ciepło z miłością nad ich doświadczeniami bo są przekopanym już wstępnie waszym wspólnym rodowym ogrodem.

Ciąg dalszy zaraz…

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.