Agnieszka Bruzgo | XIV. „KSIĄŻKA” I jeszcze jeden kawałek
1605
post-template-default,single,single-post,postid-1605,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / XIV. „KSIĄŻKA” I jeszcze jeden kawałek

DSC_0024

Często spotykam się z pytaniami: Jaką mam aurę? Co u mnie widzisz? To pytanie klątwa wszystkich jasno widzów.

Często spotykam się z pytaniami: Jaką mam aurę? Co u mnie widzisz?

Od czego zacząć? Co ta osoba chciałaby usłyszeć? Z reguły odpowiadam „ładną”, lub, że nic nie widzę. Wiele osób obraża się na mnie jeśli nie wygłoszę monologu na ich temat lub nie powiem co widzę. Nie odpowiadam z reguły dlatego, że zazwyczaj, jak już wspomniałam, to co ja widzę nie koniecznie pokrywa się z tym co osoba sobie wyobraża lub chciałaby usłyszeć. Z reguły chce być zadziwiona jakąś oczywistą informacją, że ma np. dwoje dzieci lub rudą szefową w pracy. Jeżeli już patrzę na kogoś to mogę to robić i tydzień, ja nauczę się i dowiem bardzo dużo, ale zainteresowany wcale nie musi być zadowolony. Zazwyczaj sama nie wiem co powinnam zobaczyć, więc w pracy jeśli ktoś przychodzi z określonym problemem lub już w ogóle do mnie trafi intencjonalnie zadaję sobie zadanie: Boże co mam na ten raz zobaczyć, co powiedzieć i co zrobić aby człowiek, który do mnie trafił doświadczył uzdrowienia? I nie zakładam w co mam zajrzeć do jakiej płaszczyzny się dostroić. Po prostu zobaczę to co na dany moment potrzeba. Dlaczego tak jest? W momencie kiedy patrzysz na człowieka dotykasz go sobą.

Kiedy zobaczysz jakiś byt… nie wiadomo co zrobić… jesz ciastko a tu ktoś co widzisz… Duszę… demona, ducha, twoje dziecko które odeszło, płaczącą koleżankę przez ciebie. Babcię w domu opieki. Każdy pyta ale chce usłyszeć same piękności. Ja i bym może chciała zobaczyć tylko piękne dobre sprawy ale nie zawsze tak jest. A to co widzę zawsze piękne nie da się opowiedzieć szybko i byle jak tylko po to aby zaspokoić czyjś ciekawość. A poza tym lubię ciastko dokończyć … A z tą istotą bytem potem jest często jak z pijanym, który w całym towarzystwie właśnie was wypatrzył i to z wami życzy sobie pogadać. I cokolwiek mu powiesz, nawet żeby sobie poszedł, on ma to w nosie. Ani ja ani wielu widzących nie lubi takich niespodzianek. Patrzenie w normalnym stanie świadomości przystosowanej do życia codziennego w naszej kulturze i warunkach takie niespodzianki np. w sklepie, na ulicy, w pubie, czy na przyjęciu są bardzo kłopotliwe. W gabinetach czy miejscach spokojnych, tam gdzie jest na to miejsce i czas wtedy jesteśmy gotowi patrzeć. Jest to też oznaką szacunku dla drugiego człowieka, który nie wie co może mieć przy sobie i na przyjęciu może być nie gotowy wysłuchać, że ma przy sobie właśnie płacz koleżanki sprzed lat, który obciąża jego sumienie.

Oddzielną książkę można by napisać o tym co słyszymy od ludzi i jak są nas ciekawi a zarazem niedelikatni. Nie zważają na to, że może nam być przykro a czasem nas krzywdzą. Ale wszystkie straszne rzeczy i dziwności są w stanie przetrzymać i do diabła pójść po pomoc gdy czegoś chcą. Kiedyś pewna starsza Pani zapytała mnie: Agnieszko kiedy skończymy terapię, bo ja chciałabym do spowiedzi pójść? Odpowiedziałam jej, że mnie pani spowiedź w terapii nie przeszkadza. Kiedyś takie różne sprawy brzęczały długo we mnie. Teraz nauczyłam się milczeć, uśmiechać, bawić się tym i rozumieć. A i na język nie choruję choć staram się nikogo nie urazić i jednak rozumieć tych mniej świadomych. Chociaż niektóre wypowiedzi nie świadczą o świadomości a o braku podstawowej kultury osobistej. Co mam odpowiedzieć na przyjęciu chłopakowi, który pyta z ciekawości i jednocześnie zaznacza, że on w to nie wierzy. Po co w takim razie do mnie podszedłeś i po co ze mną rozmawiasz? To ja mam tobie coś udowodnić, czy sprawić abyś uwierzył? Po co ? Mnie nie interesuje, czy ty wierzysz i nie za bardzo mam nawet ochotę o tym rozmawiać a nawet z tobą. Może masz jakieś ciekawe hobby, o którym chciałbyś mi opowiedzieć? Może mamy inne wspólne tematy? Czy prawnika, stolarza czy architekta pytałbyś o szczegóły tego co robi na co dzień? Nie, bo to nie wypada, prawda? Nie pokazujesz otwartej buzi dentyście kiedy go spotkasz kiedy robi zakupy. Zdarza się, że osoba siedzi przede mną w gabinecie i pyta, czy to od Boga i co kościół na to, czeka aż dostanie usprawiedliwienie na swoją obecność u mnie. Wtedy takiej niedelikatnej osobie proponuję aby przyszła jak już rozwiąże ten dylemat w swoim sumieniu. Zdarzało się, że przychodzili ludzie z medalikami w dłoni i różańcami dla ochrony i wybałuszali oczy kiedy u mnie widzieli wyszyty piękny obraz przez moją teściową z matką Bożą, czy też różańce,medaliki obrazki, ikony które mi klienci przywozili z wielu sanktuariów na świecie. Katolickie i prawosławne. Potem było tego w pewnym momencie tak dużo, że zaczynałam je rozdawać tym którym uważałam to za słuszne.

Ludzie na widzących złożyli odpowiedzialność za to, żeby pilnowali to co chcą usłyszeć a czego nie. Często wolimy udawać, że czegoś nie widzimy, żeby człowiek nie poczuł się urażony, czy zażenowany. Bo każdy ma coś tam na sumieniu i za uszami nawet my. I to właśnie kiedy paradoksalnie chce coś schować często skupiając się na tym pokazuje jak gołą pupę. To my mamy udawać głupich i udawać żeby nie musiał człowiek się wstydzić tego co sobą „krzyczy”. Ludziom się zdaje, że my cały czas słuchamy ich myśli. Nie ma takiej potrzeby sami krzyczą sobą co myślą. A poza tym kto by chciał słuchać hard metalu, techno, i rapu w jednym czasie przez 24 godziny na dobę. To koszmar i nie mówi się o tym ale wielu z nas jest ciężko w swoim potencjale energetycznym w naszej cywilizacji. Często czujemy się źle rezonują na nas choroby i stany emocjonalne ludzi, boli nas dusza kiedy zamiast Boga uczepiają się nas. Nie wypada o tym mówić ani pisać bo przecież pomagamy innym. Kto by przyszedł do słabeusza. Ja mówię o tym i wszyscy wiedzą, że muszę odpoczywać. A ludzie się modlić. Jakkolwiek w jakiejkolwiek religii lub wierze ale skłaniać ku Bogu. Na co dzień nie da się UTRZYMAĆ „tej częstotliwości aury” nasz świat jest na nią albo nie gotowy albo my nie gotowi dla tego świata. A najczęściej jedno, drugie i jakieś „coś”. Kiedyś w 2006 roku Pan Strączyński powiedział do mnie z uśmiechem współczucia: taką aurę to trzeba jeszcze umieć utrzymać. I miał rację jest mi ciężko. Mówię swojemu ukochanemu mężowi, że wiem dlaczego tacy dziwacy kiedyś żyli z dala od ludzi, blisko natury. Po to, żeby UTRZYMAĆ swój potencjał. Nie dla samego utrzymania go tylko żeby nie bolała D…przepraszam za używane porównania i słownictwo ale ma to swój cel.

Lubię najbardziej sobotę rano. Wtedy przestrzeń miasta pokazuje swoją duszę. Ludzkie aury wyciszają się i drgają swoim tylko istnieniem. Sobota popołudnie to raj dla ludzi, są wtedy sami dla siebie. To trwa do niedzieli do ok. 14, potem powraca zgrzyt i lęk. Komuna dała najpiękniejszy dar ludziom wolne soboty i niedziele a my sami sobie to odebraliśmy. Sprzedaliśmy siebie, swój spokój i rodziny za kilka srebrników. Pozwoliliśmy właścicielom wielkich sieci zarobić jeszcze jakieś pieniądze, których i tak nie spożytkują dla swojego najwyższego dobra ponieważ są to pieniądze „ciężkie” i tym samym łakniemy tych ochłapów, które nam rzucą za sobotę i niedzielę. A kupujący parę szmat które i tak wyrzucą przed rozpoczęciem nowego sezonu. Kto w końcu to zatrzyma, tę księgowość wielkiego biznesu zżerającą ludzkie dusze. Nie chodźcie w niedziele do sklepów a wiele matek spędzi ten czas z dziećmi. Na jakie pieniądze i kto to przelicza „na straty”. A straty ułomnego coraz bardziej społeczeństwa kto przeliczy. Młodzież która nie chce pracować i się uczyć. A potem trzeba będzie ją utrzymywać? Bo matki ich pracowały. Mam prawo tak mówić bo był czas u mnie wielkiej biedy i byłam taką matką która zarobiła parę złotych ale widziałam jak te pieniądze przepadały. A nie udawało się ich spożytkować chociażby na bilet powrotny z nocnej zmiany. Chodziłam na piechotę po prostu.

Powróćmy na chwilę do młodego człowieka z przyjęcia. Pewne potencjały po prostu widać. Jak już wspomniałam „wyżej” z reguły wszyscy są piękni i wspaniali, kiedy spogląda się coraz „niżej” widać jak dusza cierpi, jak człowiek brudzi samego siebie lub co go brudzi. Podczas rozmowy było widać, że chłopak ma na poziomie czakry dziesiątej zakłócenie owocujące schizofrenią u kogoś w rodzinie lub kilku osób. To problemy z powrotami z odmiennych stanów świadomości nieraz z odległych czasów i nieznanych osób już w rodzie. A wiecie jak to zobaczyłam? Objawem fizycznym jest zbieranie się śliny w kącikach ust. Tak jak podczas głębokiego snu u dorosłych. A niemowlęta dlaczego się ślinią? To znak, że są w podróży bardzo daleko. Objaw ślinienia jest prawidłowy tylko podczas snu naturalnego regenerującego niosącego naukę. Występuje również u osób w śpiączkach lub z traconą na długo świadomością. Ale po co miałam mu mówić o czymś o czym tak naprawdę zapewne wiedział. Sobie nie musiałam niczego udowadniać. A gdyby zaczął dalej wypytywać? Mogłoby to być dla mnie niebezpieczne lub okazałoby się, że jestem niegrzeczna gdybym odmówiła dalszych informacji. Tak źle i tak niedobrze.

A kiedy już dotykamy lub patrzymy to nie wypada mówić co zrobiliśmy, jak to jest kiedy nasza energia uczestniczy w zdarzeniach. Dlatego wielu przykładów nie będzie bo te które moglibyśmy podać dotyczą zazwyczaj naszych przyjaciół i niczym są w porównaniu z ich przyjaźnią. Klientów bo się urażą w jedną stronę lub można zbudzić w nich poczucie winy, że nas nadużyli. Ci właśnie są cudowni bo nas nie nadużywają są opiekuńczy i pomagają w pracy z nimi samymi i troskliwi w zapytaniu czy mogą w czymś pomóc.

Naprawiamy pewne sprawy jak u siebie, bo właściwie jesteśmy częścią ich życia. Trudno nam wszystkim widzącym znaleźć prawdziwych przyjaciół, ludzi wśród których można być sobą. Pokazać swoje słabości i to jak świat wpływa na naszą energię, stan psychiczny i fizyczny. Liczyć na pomoc wsparcie i zrozumienie wielu dziwnych zachowań. Tym bardziej ja cenię sobie przyjaźń swoich przyjaciół ich zaangażowanie w tą trudną relację i to, że zazwyczaj oni, choć mają prawo i przyzwolenie prosić o wiele, zwykle tego nie robią. Za to są ludzie obcy nastawieni roszczeniowo pytający, pytający, pytający, naruszający prywatny czas i rodzinną przestrzeń. Dlatego często odbiera się nas jako osoby nieprzystępne lub wyniosłe. Ale czasami tylko dystans ratuje życie. Nie można zbawić świata kosztem rodziny i przyjaciół. Kiedy oglądałam z synem fajny film a on leżał przytulony denerwowały go telefony i ciągły sygnał smsa. Nauczyłam się dlatego żyć z wyciszonym telefonem. Nie chciałam potem w przyszłości usłyszeć od własnego dziecka, że pomagałam ludziom a on ciągle był sam. Był też w moim życiu moment, że pomagałam wielu ludziom a nie miałam dla syna na plastikowe sandałki dosłownie pięciu złotych. Tak piszę tu o dosłownej sytuacji. Syn poprosił mnie o kupno takich plastykowych jakby sandałów na rzep a ja nie miałam pięciu złotych. Powiedziałam sobie wtedy: już nigdy na to nie pozwolę. Poza tym ten potencjał odczytywany jako talent jest nie mniej nie więcej wart od umiejętności gry na skrzypcach, czy pięknego malowania lub pisania. Nikt nie każe muzykowi grać w nieskończoność ani malarzowi żeby malował cały czas bo musi mieć wenę, a już na pewno nikt nie rości sobie praw aby rozdawali swoje dzieła za darmo. Ja na przykład w ogóle nie umiem piec ciast, więc jakby to wyglądało żebym dzwoniła do pani x i mówiła: mam wielką ochotę na ciasto czy może mi pani upiec sernik i przynieść do domu? To jest właśnie wartościowanie umiejętności i talentów ludzką świadomością.

Wracając do niestosownych pytań ja nawet boję się niejednokrotnie przyznać, że widzę i z reguły nie przyznaję się do tego. Nie dyskutuję nawet w drobnych sprawach, dotyczących horoskopów w towarzystwie. Po prostu udaję że nic na ten temat nie wiem. Jem coś pysznego… zawsze coś znajdę co mi smakuje…. dziękuję za to Bogu i gospodarzowi.

Zapraszam na chwilę relaksu, małe ćwiczenie świadomości:

Poprawcie się w miejscu gdzie siedzicie rozluźnijcie i odetchnijcie głęboko. Przymrużcie na chwilkę oczy i wyobraźcie sobie wiosenną tęczę nad piękną polaną. Jesteście w swoim własnym odludziu ,bezpieczni i gotowi pobyć sami ze sobą .

Wyobraźcie sobie wielką kolorową bańkę mydlaną, którą oświetla wzmacnia i powiększa tęcza. Świeci słońce i kolory które widzicie wydają się głębsze wyraziste ,bardziej soczyste i namacalne. Pamiętacie jak taka bańka się porusza jak żyje? Powiększa się stwarzając wrażenie jakby poruszały się w niej kolory we wszystkich możliwych kierunkach, razem z tym co je tworzy. Tańczą i mienią się zacierają się granice między kolorami obecnymi w kuli.

Teraz wyobraźcie sobie, że ona jest pełna taką samą bańką która też nie ma w środku pustej przestrzeni ale też nie ma krawędzi i każda bańka styka się z inną bańką i wypełniają siebie nawzajem. A bańki są większe i mniejsze ,bardziej i mniej kolorowe, kuliste i jakby wyciągnięte. Wrażenie jest takie jakby każda bańka była w środku wypełniona innymi bańkami jak rosyjskie lalki babuszki z tym, że przyjrzyjcie się dobrze tak naprawdę żadna nie jest mniejsza od poprzedniej w zasadzie są takie same… Kluczem jest ruch bańka w bańce a każda wydaje się jakby poruszała się w każdym z możliwych kierunków ,płynąc, drgając, i kręcąc się w około. A może one już się nie kręcą ? Gdyż ruch powoduje to iż widzisz, że ona stoi w miejscu a jednocześnie wiesz ,że drga i pływa. Ruch ,którego nie ma…a jest. Bańki przechodzą przez siebie przenikają się wzajemnie a jednocześnie wiesz, że tak nie jest, one zawierają się wszystkie w sobie. Tęczowe kolory zaczynają opowiadać o sobie….

Zobacz teraz jak wielka jest bańka… nie metr nie 2,3,4,5 – tak małe są przestrzenie emocji. A to jeszcze nie aura. Podoświadczaj jeszcze chwilę tego zjawiska …tyle ile zechcesz… Zobacz jak się bańka powiększa dotyka ciebie i zamiast pęknąć okazuje się, że jesteś w środku tej bańki. Znasz już to uczucie ponieważ w tak podobny sposób poruszasz się będąc poza ciałem…

15.7 Przykładowy rysunek aury z podstawowymi wibracjami kolorów

Przykładowe rysunki aur z podstawowymi wibracjami kolorów.

Aura kobiety niezwykle życzliwej, dobrej, pomocnej, chętnej do rozwiązywania problemów innych, co przejawia się jako konkretna forma pomocy. Osoba, która na co dzień zajmuje się pracą urzędniczą a popołudniami realizuje się z wielką pasją w fitoterapii i wszelkich technikach pracy z ciałem człowieka. Masaż w wykonaniu tej pani jest wzbogacony o jej własną wibrację energetyczną, na której korzystają jej pacjenci w chętnym obcowaniu z tą wspaniałą osobą. Aura podstawowa tej kobiety to piękny, opalizujący ciemny fiolet, wibrujący doświadczeniem, wiedzą i mądrością ponad wcieleniową oraz róż z przewagą fioletu. To jest przykład najbardziej pasujących do siebie podstawowych kolorów aury, które się uzupełniają i wyewoluowały w doskonałym stopniu w tym życiu. Osobę tę charakteryzuje doskonałe przełożenie duchowych parametrów aury na codzienne życie. Niebieski jest tu myślą, kreacją, w konkretnej sprawie z zapytaniem o która zwróciła się do mnie ta niezwykła osoba.

Rozdział XVI O aurze ogólnie. Metody pracy z aurą

W wielu publikacjach znajdziecie opis i rysunek tego co wydaje się być aurą w mniemaniu powszechnym. Jest to z reguły podział na aurę wewnętrzną i aurę zewnętrzną lub inaczej nazywany jest warstwami lub ciałami. Ja nazywam je polami płaszczyznami lub w wyższym wymiarze przestrzeniami. Wewnętrzna aura to zazwyczaj przestrzeń eteryczna, którą widać do 5 –10 cm poza ciałem fizycznym. Chciałabym też tu wspomnieć, że są większe aury eteryczne nawet do 80 cm i jednego metra a nawet więcej. Zazwyczaj mają kolor od błękitno-białego poprzez turkusy, granat do zielonkawego, czasem jest szary co świadczy o bardzo złej kondycji fizycznej i poważnych problemach ze zdrowiem. Ale zdarza się też fiolet. Myślę, że każdy z uzdrowicieli miałby coś ciekawego do powiedzenia w ramach aury eterycznej ponieważ zazwyczaj to w tej warstwie odbywa się większość pracy służącej poprawie zdrowia fizycznego. W tej warstwie zawarta jest informacja o ciele fizycznym człowieka i widać w niej fantomy organów. Tu czuć i widać ciągi kanałów energetycznych i mikro czakry meridianów. Tu ludzie czują ból nawet jeśli uciętej nogi już nie ma. Tu jest klucz do psychosomatyki. Ta informacja jest też jak hologram przenoszona podczas przeszczepów. Trzeba by zaznaczyć gdyż nie wszystkie źródła podają to, że aura eteryczna jest przestrzenna i ciało jest jakby w niej zanurzone. Jest to warstwa najgęstsza. Jest ściśle połączona z przestrzenią przyczynową i razem tworzą bramę do światów eterycznych.

Aurą zewnętrzną nazywa się wszystko inne ale zazwyczaj nazywają tym określeniem przestrzeń emocji obrazujących zdarzenia dnia codziennego i stosunek bieżący do tej codzienności DZIŚ. I tu chciałabym wypowiedzieć się na temat kolorów i tego kto jak je widzi a kto nie.

Według mnie aura dla każdego jest czymś innym. Czym myślisz, że jest tak tobie się pokaże. Zgodnie z zasadą jak wierzysz tak masz. To co zobaczysz zależy od twojego poziomu intencji i własnych parametrów aury. To nie za ładne określenie ale taka techniczna nazwa powoduje, że ego trzyma się jasnej drogi. Z obserwowania zjawisk aurycznych wiem, że wiele rzeczy i spraw zobaczyłam wtedy gdy np. inny widzący pokazał mi co mam zobaczyć lub czego szukać, tak jak ja pokazuję wam teraz. A dlaczego tak jest? Kluczem jest punkt w którym skupimy swoją świadomość. Przypomnijcie sobie opowiastkę o oglądanych przeze mnie obrazkach trójwymiarowych. Wyobraźcie sobie, że stoicie z przyjacielem w lesie a on wskazuje wam palcem jakieś drzewo w oddali. A wy patrzycie i owszem widzicie drzewa i nawet jedno się wśród nich wyróżnia i mówicie, że owszem jest piękne. A po chwili orientujecie się, że każde z was ma w świadomości, na myśli zupełnie inne drzewo. Dopiero jak podejdziecie bliżej przyjaciela pochylicie się do niego i spojrzycie z jego perspektywy a on wam podpowie, o tam, w lewo koło tej brzózki. Wtedy widzicie właściwe drzewo i zwracasz się do przyjaciela a widzisz jak głęboko sięgają korzenie tego drzewa? Aura ich jest ciemno fioletowa. Jest tu żyzna gleba i czyste źródło wody. Och, rzeczywiście, odpowiada. Nie zwróciłem na to uwagi.

Widzenie świata w jego wymiarze energii niczym nie różni się od zwykłego widzenia fizycznego tutaj. Ten stan jest tak oczywisty, że czasem nie zwraca się w ogóle na to uwagi. Zapomina się, że się widzi. Dlatego, że my widzący traktujemy to zjawisko powszechnie. Każdy z nas skupia świadomość inaczej, jest to cecha tak indywidualna i niepowtarzalna jak odcisk palca. Każdy z nas jest innym narzędziem.

Czym jest punkt wyjścia do patrzenia na coś? Czego szukać gdy patrzysz? Najważniejszy jest punkt skupienia świadomości. Oto kilka przykładów, np. patrzymy na stan zdrowia, konkretną sytuację w życiu, jakieś zachowanie, powtarzające się sytuacje, jakiś przedmiot, plany na przyszłość lub poszukujemy przeszłości w celu rozliczenia się z nią. W innym przypadku nie widzę celu grzebania się w przeszłości. Jest to niezdrowe, żeby nie powiedzieć szkodliwe. Dlatego ja i każdy inny uzdrowiciel pyta: co panią, pana do mnie sprowadza? W czym mogę pomóc? Jakie pytanie chcesz dziś zadać?

Jeśli ktoś uważa stan emocjonalny za materiał do pracy z człowiekiem i jego zdrowiem, to dla niego aurą będą kolorowe obłoki obrazujące jakiś stan emocji, który jeśli trwa dłużej objawia się chorobą. Jeśli zaś człowiek zgłasza konkretną dolegliwość szukam nie tylko w tym czasie kiedy siedzi przede mną (te bieżące emocje mówią tylko o jego zdenerwowaniu dziś) ale głównie wstecz, jakie emocje gromadziły się w tym ognisku zakłócenia (choroby) i z jakiego powodu. Jakich sytuacji życiowych dotyczyły, kiedy powstała przyczyna ich zaistnienia i nie mam tu na myśli konkretnego wydarzenia choć je widać ale konkretny poziom intencji i uczucia, które wywołały emocje tworząc zniekształcenie wzorca lub destrukcyjne przekonanie, np. u któregoś z naszych przodków. Często się zdarza, że osoba siedząca przede mną jest swoim własnym przodkiem lub w danym momencie życia informacje o tym właśnie członku rodu jest w nim najwyraźniejsza i woła o uzdrowienie. Nie tylko dla dobra tej siedzącej przede mną osoby ale dla całego rodu.

Kiedyś obserwowałam pewien proces uzdrawiania gdzie oddawało się zdjętą energię pod postacią kształtu osobie od której się ją dostało. W pewnym momencie zauważyłam, że energia oddana za chwilę pojawiła się znowu tylko w troszkę innym miejscu. Zastanowiło mnie to i obserwowałam pokaz dalej. Okazało się, że osoba której model oddał kształtną energię była sobą samym czyli swoim przodkiem. Aby przetransformować tę energię wystarczyło zrobić z nią prawie wszystko tylko nie oddawać przodkowi. W każdej innej opcji to by się prawie udało ale nie w tej. Energia również wracała gdy osoba odbierająca miała ten kształt od dającego który był obecny w tamtym innym życiu. Oboje ją wykreowali powołali do życia.

Dla mnie bazą wyjścia do pracy jest konstrukcja powodująca to, że doświadczamy emocji lu wydarzeń, które stwarzają nam problemy zbyt często. Najważniejsze to nie oceniać człowieka po emocjach jako osobowość i jako Istotę. Patrząc na same emocje, szczególnie kiedy są trudne często mówi się, że osoba jest zła lub dobra. Widać to wyraźnie kiedy obserwujemy człowieka uwikłanego w konflikt z drugą osobą. Wtedy jakże łatwo jest osądzać. Nie ma złych osób ani samych dobrych. Nigdy nie rozumiałam określenia : ja znam się na ludziach i wiem od razu kto jest dobry a kto zły. Tej prostej i jednej z pierwszych zasad nauczyła mnie moja wspaniała nauczycielka tarota Alla Alicja Chrzanowska. Nie należy mówić kobiecie, która przychodzi do wróżki, że jej teściowa jest zła i wredna, bo co zrobicie jeśli ona zaraz do was przyjdzie i z jej strony patrząc to właśnie synowa jest tą złą i wredną. Bardziej niż samą wiedzę o kartach bo kładę i rozumiem karty zupełnie inaczej niż moja nauczycielka ale z perspektywy czasu wiem, że nas Mistrz prowadzi nas za rękę i pokazuje narzędzia oraz obsługę ich a najważniejsze co nas uczy co nam przekazuje jako skarb to właśnie tę specyficzną nutę prawości postępowania poruszania się z tymi narzędziami zasad. Po prostu. Jestem jej niebywale za to wdzięczna. I kontynuując linię Mistrza wiem, że nie jest ważne czy przekażę swoje opisy kart ale właśnie tę nutę prawości wzbogaconą o swoje doświadczenia w pracy. Sprawa oglądana z perspektywy dwóch osób zawikłanych w te samo doświadczenie wygląda różnie, nieraz skrajnie różnie. I każda może mieć rację. Eureka! Dlatego trzeba być ponad to co ocenia człowieka. Bądźcie mediatorem w pojednaniu ludzi poprzez pokazanie im wzajemnych racji a ich rzeczywistość już się zmieni. Prowadźcie do zgody a nie oceniajcie, tak nigdy nie będziecie widzieć, jeśli nie zobaczycie tego co ponad konfliktem dwojga ludzi w nich samych w ich prawdziwej istocie. Dlatego tak ważne jest rozwijanie w sobie bezstronności. Ja też się z tym zmagam i jeśli się zagalopuję przypomina mi się co powiedziała Alicja i podpowiadam sobie myśl: Agnieszko co jak ta irytująca kobieta jutro do ciebie przyjdzie? Wtedy na pewno zobaczysz co w niej ukształtowało jej postawę i sposób postępowania, związki wcieleniowe między twoją klientką a jej „problematyczną koleżanką”.

Potraktujcie to jako doskonałe ćwiczenie. Jeśli w ciągu dnia usłyszycie cokolwiek negatywnego o kimś zacznijcie snuć domysł jak to się stało, że osoba jest taka a nie inna. Cofajcie się dalej i dalej aż do jego dzieciństwa, rodziców, dziadków poczekajcie na myśl, która wam pokaże odpowiedź na pytanie: co ma za zadanie doświadczyć ten człowiek skoro urodził się z takim zbiorem cech i w takich warunkach. Gwarantuję niezwykle pouczającą przygodę. Róbcie tak z jedną osobą przez tydzień a zaskakująco dla was samych rozkwitnie wasza percepcja energetyczna a świadomość zacznie pachnieć niebem.

Moja przyjaciółka mówi tak: Aga to nie ona, to „coś” na nią tak działa. I to „coś” powinno być punktem obserwacji aby rozwiązać ten gordyjski węzeł. Pamiętajcie gódźcie ludzi a nie przyczyniajcie się do utrwalania złości, nienawiści czy podejrzeń.

16.1 Przestrzeń miodna jako dom naszego Wyższego Ja

Jeśli ktoś porusza się w swoim świecie i ciągle czuje się zagrożony, co często występuje u widzących i stale widzi energie w jego mniemaniu zagrażające, to pierwsze co zobaczy w przestrzeni wymiarach, pomieszczeniu lub u osoby to, to co może osłabić jego energetykę. Zazwyczaj w panice zapominając o podstawowych prawidłach energetycznych i fizyce skupiają ludzie na tych zjawiskach świadomość, a wtedy wykład lub spotkanie na które przyszedł ma z głowy, bo cały czas czochra się zabezpiecza i oczyszcza. W końcu czuje się jak ofiara ataku energetycznego, oczywiście szuka wroga i sprawcy swojego ubzduranego zagrożenia. A jak pięknie jest zogniskować się na pytaniu, dlaczego spotkali się ci ludzie? Jakie było- jest ich zadanie? Co w tej chwili robią dla dobra istnienia? Cuda się wtedy pokazują ponad przedstawieniem, które trwa tutaj. Nad ludźmi widać piękne postaci ich samych, innych, doskonalszych. Nasze ciała są troszkę jak awatary dla naszego wyższego ja. A WJ awatarem dla Głębszej naszej Istoty. I są to własne ciała, zbudowane z ich energii. Awatar to osoba z Postaci Właściwej- (to jakby relacja między naszym ciałem fizycznym a wyższym ja). Jedno w drugim jedność. To my sami. Relacja jest taka jak między naszą świadomością codzienną a podświadomością ale ma zakres kompetencji niewyobrażalny dla nas. (dziś to pojęcie znamy z gierek i innych osobowości które tworzymy wirtualnie i my nimi kierujemy. Kiedy tak dzieje się w energetyce i naszym ziemskim rozumem naginamy do współpracy naszym ciałem postać WJ czynimy sobie zło). Z tym, że Postać jest w Bożej jedności ze wszystkimi naszymi „częściami” różnych świadomości i podświadomości a my z nią niekoniecznie. Nie umiem tego opisać bez gestykulacji i przebierania nogami. Tak w bardzo wielkim uproszczeniu można opisać Wyższe Ja. Ono też ma swój świat. Zastanawiałam się dlaczego nikt z widzących nigdy nie pisał o przestrzeni w której „porusza się” Nasz Postać (w domyśle to co nazywamy Wyższym Ja; dlatego używam tego sformułowania aby nie zamykać się w ramach tego co do tej pory słyszeliście o Wyższym Ja czy Nadświadomości).

Przestrzeń WJ to przestrzeń „Miodna”, właściwie nie wiem dlaczego ją tak określiłam. Chyba ze względu na skojarzenia z miodem i cechami miodu, który zlewa się w „dół” pozostawiając zawsze kopczyk a nie dziurkę. Zaś nitka ciągnie się z łyżeczki właściwie w nieskończoność. Wydaje się, że to co spłynęło z niej ma stały kontakt z łyżką i w każdej chwili po łączącej nitce może powrócić do łyżki. A w nitce dzieją się rzeczy wielkie. Podróżuje świadomość, nieskończoność informacji i procesów, wymieniana jest też energia naszego ciała. Ma miejsce zjawisko fizyczne odnowy narządów, zmiany naskórka, które ma swoje odzwierciedlenie na płaszczyźnie duchowej. Tak jak na dole, tak i na górze. My tutaj żadnego ciała sobie nie bierzemy nie wiadomo skąd ani nie dostajemy, a potem nie pozostawiamy jako zbędnego kawałka niepotrzebnego mięsa, gdyż jest to integralna część z nas, niezbywalna, która po wielu procesach transformacji związanych z naturą powraca do nas w formie energii, do zasobów energii świata Wyższego Ja. Pamiętajmy, że nasze ciała tworzymy sami w pięknym i skomplikowanym procesie z własnych przestrzeni energetycznych i rodowych. Najpiękniej oddaje to cytat z mojej medytacji „Złota Miłość” – „I pobłogosław teraz tę część siebie, która jest TERAZ twoim ciałem.” Chciałabym to podkreślić, że my ludzie nie bierzemy ani nie wybieramy sobie ciał jak z jakiegoś sklepu, magazynu czy hodowli. Takie sformułowanie często stosują byty i istoty kosmiczne, które utykają na ziemi lub realizują jakieś doświadczenia poprzez ludzi. Nad tym powinnina się zastanowić już tylko na logikę ci, którzy uważają, że wybrali sobie ciało lub zostali w nim uwięzieni. Ciało to nie zombiak bez duszy którego jaśnie oświecona duszyczka z nieba lub kosmosu łaskawie weźmie aby w nim zamieszkać. Lub odbyć jakąś karę. Skoro uważasz, że wziąłeś lub dostałeś to ciało wypada się zastanowić jako istota duchowa co na to główny właściciel ciała? Te pytania drążę kiedy pyta mnie ktoś o niewygody i ciążące źle wybrane ciało. Może rzeczywiście jesteś nie z tond i tylko zasiedlasz to ciało ale wtedy zastanów się kim jesteś dla właściwej ciału duszy? Bo może opętującym je demonem. A może jakaś dusza udostępniła ci swoją energię ciała i pozwoliła tobie powąchać kwitnącej latem łąki, zaznać smaku pocałunków i porannej rosy na stopach. Niegrzecznie jest narzekać na za ciasną koszulę którą ktoś pożyczył ci z całego serca z umiłowania dla istnienia i dla ciebie. Ciało tworzymy z nas samych przebudowując się stale na nowo. Nie porzucamy, odrzucamy ani nie opuszczamy go jak zużytych tenisówek. Po prostu transformujemy się pięknie, coraz piękniej jak na warunki w których teraz bytujemy.

Ciąg dalszy nastąpi…

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.