Agnieszka Bruzgo | II. „KSIĄŻKA” Następny kawałek
1558
post-template-default,single,single-post,postid-1558,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / II. „KSIĄŻKA” Następny kawałek

20150306_135340

 

Życie jest jak krople rosy…

      spływające ze źdźbła polnej trawy…

                      pewne jest, że przypomina łzę…

                          pytaniem pozostaje-

       Jest to łza radości, uniesienia czy

                           smutku, żalu?

                      Pewnym jest, że to łza…

             Mnie Jawi Się Wszystkim.

                                         Agnieszka Bruzgo

Rozdział I Widzenie zwane jasnowidzeniem

Zjawisko zwane przez ludzi aurą jest niczym innym jak tylko poczuciem, przeczuciem, odczuciem nieuchwytnego, które w swej jakości w danej chwili odbiorca definiuje w charakterystyczny dla siebie tylko sposób. Jest zapoznaniem się z przestrzenią „powietrza” w określonych warunkach. Im percepcja i własne predyspozycje bardziej otwarte tym większy obszar i wszystkie jego pokłady będą odczuwalne. Im mniej lęku i warunkowania tym odbiór informacji będzie bardziej czytelny i zgodny z prawdą. Np. Im mniej lęku masz czując nieznany zapach, który tylko wydaje się nieprzyjemnym i obrzydliwym tym więcej odkryje przed nami niespodzianek pod postacią całej gamy informacji. A wtedy poczujesz już tylko róże i fiołki. Tylko od człowieka zależy na jak przestrzenne pasmo odbioru jest otwarty i na przyjęcie jakich informacji gotowy.

Wczoraj słuchałam jak nauczycielka tłumaczyła uczniom czym jest powietrze. I to uzmysłowiło mi pewną analogię do naszej opowieści. Widzenie jest jak, właśnie jak powietrze, my w nim a ono w nas nami. Dlatego tak trudno w nim i nim się poruszać. To powietrze to też jesteśmy przecież my. Oddech jest kluczem, to on czyni ludzi wyjątkowymi. Jest dostępem do informacji w przestrzeni, dzięki niemu możemy poruszać się w galaktykach, kosmosie, we wszystkich wymiarach i w każdym czasie świadomość może podróżować. Właściwie można by powiedzieć, że jesteśmy z powietrza tym co duchowe a z wody tym co ziemskie. Oddech jest bardzo indywidualną sprawą dla każdego człowieka. Tak oczywiste a jest niezauważalne. Dopiero nasza percepcja ukierunkowana na oddech-powietrze pozwoli odczuć jego Istotę. Jego wagę dla życia i rolę w Istnieniu. Skupiona świadomość w nim zabiera nas w podróż dokądkolwiek zechcemy, bezkres stoi przed nami otworem, to nasza wola i skupienie uwagi na intencji zagadnienia powoduje, że w jednej mikrosekundzie dostrajamy się do przestrzeni zagadnienia, po prostu tam gdzie chcemy. Tylko nasza świadomość, własny poziom intencji i czystość serca są naszą przepustką do Istnienia i wszystkiego co w nim. Twoja Dusza nie pokaże Ci nic co może utrudnić Twoją drogę. Inaczej jest kiedy wydrzesz jej informacje, pozwolenie sobie na dotknięcie tego co może być trudne i przykre dla ciebie z racji tego, że bolesne. Myślę, że każdy z nas ma w sobie z tego życia tu co najmniej jedną sytuację bolącą i przykrą na tyle aby nie chcieć jej przywoływać. Nie zważając na intencje jakie Tobą kierują jest taka Piękna i wyjątkowa część ciebie samego, która wie co jest na dany moment rozwoju najlepsze.

W dzisiejszych czasach ludzie mają łatwość dostępu do informacji, powszechnie dostępne są metody pracy z energią, choć nie zawsze są gotowi na wiedzę, stan ciała i duszy, który potem staje się ich codziennością. Wielu ludzi para się magią, próbuje dotrzeć do informacji, które są przed nimi zasłonięte, poszukując pomocy u tzw. Wiedzących. W swojej pracy zauważam mnóstwo wydartych informacji, które mają ludzie i opłakane skutki, które ta wiedza niesie. Chciałoby się aż powiedzieć, że wielu rzeczy człowiek nie powinien wiedzieć, jeśli sam nie jest wstanie do tych informacji dotrzeć. Jeżeli masz czystą intencję to ta wiedza i tak do ciebie przyjdzie w ten czy inny sposób, niekoniecznie pod postacią magicznej wizji lub sensacyjnej informacji przekazanej przez jakiegoś wieszcza. Informacje takie często poróżniają ludzi sieją niezgodę, pogłębiają już istniejące konflikty, rodzą dodatkowe podejrzenia, lub usprawiedliwiają wiele niegodziwych zachowań i uczynków.

1.1 Zobaczyć karmę

Najpowszechniejszą wiedzą, której pragną ludzie jest wiedza dotycząca ich żyć przeszłych. Znany jest mi przypadek, wśród moich bliskich przyjaciół, którzy nie mieli wystarczająco bogatej wiedzy ani świadomości z zakresu reinkarnacji a udali się do terapeutki ze swoim dzieckiem, które miało problemy z nauką. Od razu otrzymali informację o pochodzeniu królewskim syna w linii rodowej z Anglii, co dla terapeuty było wystarczającym dowodem na problemy dziecka z językiem obcym w szkole, a dziecku w konsekwencji doskonałą wymówką by się tego języka nie uczyć. Dzięki Bogu rodzice wykazali na tyle trzeźwości umysłu, własnej niezwykłej dojrzałości, taktu i po prostu mądrości, że nie skupili się na tej informacji a dziecko nie zostało obarczone w tak młodym wieku informacją, która mogła je przerastać i uwikłać w dodatkowe konflikty np. z rówieśnikami. Znałam też panią która definiowała siebie poprzez to, że „kiedyś” była dwórką na dworze wielkiego króla. Jakby to było w tym życiu. A była i więcej i mniej w swoim istnieniu. Czasem nie powinni ludzie wiedzieć „kim” byli aby nimi nie być w swoim teraz. Po latach doświadczeń i pracy z energią, nadal nie mogę pewnie stwierdzić, że jestem gotowa na wszystkie informacje jakie do mnie docierają z moich różnych Istnień. A wiele jeszcze w ogóle nie dociera. Kiedy trafiłam po raz pierwszy do bioenergoterapeuty jako niedoświadczona młoda praktykantka, moi późniejsi koledzy widząc mnie rozpoczęli pracę nad moją drugą czakrą nie podając mi żadnych informacji, ponad to, że potrzebowałam natychmiastowej pomocy. Dopiero dziś z perspektywy czasu rozumiem co się wtedy wydarzyło. Wówczas miałam doświadczenie niezapomniane do dziś, zobaczyłam kilka swoich żyć związanych z tragiczną i bolesną śmiercią jako kobiety i matki, co było dla mnie bardzo trudne do przyjęcia na tamten czas. Pierwszy obraz jaki się pojawił pokazywał kobietę która konała pod drzewem w polu, samotna obolała po ciężkim porodzie. Do dziś pamiętam zapach świeżo zaoranej ziemi, na której leżałam w ostatnich chwilach swego życia, a obok mnie żywe nowo narodzone dziecko. Było to mniej więcej XVI – XVII wieku. Kobieta wykrwawiła się na śmierć zostawiając niemowlę, które w obecnym życiu odnalazłam w przyjaźni.

Drugi obraz przeniósł mnie do Włoch, myślę że była to Wenecja, pamiętam pięknie zdobione, kute balkony i swoje długie blond włosy. Stałam i wyczekiwałam na męża, który był właścicielem „fabryki” wytwarzającej między innymi pióra wieczne. Również w tym życiu kobieta zmarła tragicznie, samotnie. Poroniła dziecko, którego wyczekiwali z mężem, znów nie doczekując się spełnienia jako matka i żona. Z tamtego życia pozostała mi teraz miłość do długopisów. Mając je w ręku jestem w stanie opowiadać o technice pisania aż sama siebie zadziwiam jak bardzo technicznie obserwuję posługiwanie się nim. Dorotka moje wie coś o gehennie szukania „wygodnego”długopisu”. Nazywamy je „niebnymi piórami”. I zawsze szukam nowego kiedy „spisuję medytację”.

Trzecie życie było dla mnie najbardziej bolesnym doświadczeniem, jako młoda dziewczyna zostałam pobita okrutnie w stajni przy gospodzie. Pamiętam smród mokrego siana, wilgoci w powietrzu i tego że nikt mnie nie szukał. Znów samotność i opuszczenie. ( o innych życiach i odniesieniu na ich na dzień tego życia opowiem jeszcze chłopiec topiący się w błękitnym morzu, konstruktor inżynier od samolotów.)

Poprzez te bolesne wizje zrozumiałam, że wiedza o poprzednich wcieleniach powinna być bardzo ostrożnie przekazywana człowiekowi. Czasami może zamiast wyjaśnić, pomóc wręcz zaszkodzić i upośledzić nasze widzenie świata, relacje z ludźmi i dzisiejszą rzeczywistość. Podsumowując, zastanów się, że jeśli nie widzisz może jest ku temu powód i nie jesteś jeszcze na tą wiedzę gotowy. Nikt ci specjalnie nie zasłonił ani nie zamkną twoich oczu. Jestem przekonana, że nieświadomie i tak wykorzystujesz wiedzę, którą niesie widzenie w codziennym życiu. Jest tyle pięknych książek o jasno widzeniu, o pięknych przestrzeniach i innych jakościach Istnienia. Ja też je widzę i czuję się wtedy wspaniale, wzniośle widząc Boski porządek świata. Wiedząc, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko ma o wiele większy wymiar niż to co definiujemy tutaj. Jakże pięknie jest poczuć przyrodę jej więzi z ludźmi i być, po prostu być. Tak się złożyło w życiu, że moje predyspozycje wykorzystuję w pracy z ludźmi jako uzdrowiciel, wróżka, tarocistka. Nie lubię słowa jasnowidz i dlatego często widzę to co nie jest już tak powszechnie i pięknie opisywane w książkach. Widzę to co męczy, dręczy i zniewala ludzi. To co ich wikła, co nie daje się im wyrwać do ich marzeń o lepszym innym dniu. Jeśli jesteście uzdrowicielami to już z tej racji większość tego co zechcecie i powinniście zobaczyć w swojej pracy to zjawiska przykre i energetycznie ciężkie. Nikt nie przychodzi do takich ludzi szczęśliwy i radosny. Mogłabym napisać książkę o tym co piękne, dobre, wzniosłe i pewnie zechcę pokazać ten świat. Ale tu postawiłam sobie za zadanie pokazać to o czym się nie pisze, opisać zjawiska jakie są równie realne i częste jak to co piękne barwne. To tak jakbym zabrała was na wycieczkę o zmroku ulicami Meksyku wtedy gdy doświadczamy wizyty i pobytu w pięknym kurorcie. Można pozostać w nim i zwiedzać piękne bogate dzielnice i tylko to będzie naszym światem. Możemy w ogóle się nie dowiedzieć, że jest jeszcze inna jakość tego świata. Inaczej doświadczający radości, łez i bólu ludzie. Inne domy i jakże inne problemy. Oba światy są piękne w obu żyją ludzie doświadczając tych samych uczuć i tymi samymi emocjami je barwiąc. Różnica jest taka, że to piękno i ból ma inną jakość, inaczej wyglądają energie, które są troszkę głębiej. My inaczej je odbieramy. Nasza percepcja jest różna w obu miejscach. W pierwszym czujemy, poczucie bezpieczeństwa, swobody i ufności emanujemy otwartością, chęcią poznania a dłonie chętniej wyciągamy aby dotknąć, powitać. Jakże różni się nasz stan otwarcia i chęć poznania w tym innym miejscu? Nasz instynkt i chęć widzenia w świecie więcej jest barwiony przez niepokój, czujność, dystans, ostrożność jest impulsem do zaciśnięcia ciała i mocniejszego trzymania własnej torebki. Ręki nie wyciągamy już tak chętnie. Ale idziemy pełni nadziei, że tam też znajdziemy ciepło i przyjaciół, że doświadczymy pięknej przygody. Radość poznania, dotknięcia, doświadczenia jest niezbędna dla całokształtu wiedzy i doświadczeń w naszym życiu. Tak po prostu jest. W świecie widzącego właśnie chcę was zabrać na taką wycieczkę. Pokazać inny świat. Nie po to aby przestraszyć, zniechęcić do widzenia ale po to aby ułatwić poruszanie się w nim. Wskazać na konsekwencje pewnych wyborów, znajomości i niepotrzebnie zbyt pochopnie wyciągniętej dłoni. Pokażę wam to jak przewodnik oprowadzający kolejną grupę, który mówi: „” tego nie rób, jeden z uczestników wycieczki już tak zrobił, „tego nie dotykaj” bo konsekwencje mogą być bolące spróbuj inaczej. Mam nadzieję, że ta wiedza pomoże wam potem poruszać się po innych dzielnicach poza kurortami w innych miejscach świata. Wiadomo, że nie wszędzie są takie same zasady ale już będzie na pewno łatwiej.

1.2 Świat jasnowidzących

Żeby pokazać wam czym jest zjawisko zwane przez ludzi aurą należy opowiedzieć najpierw czym jest widzenie nazywane jasnowidzeniem oraz przybliżyć wam troszkę warunki i świat widzących abyście pozbyli się wszelkich uwarunkowań i wyobrażeń związanych z tym zjawiskiem. A także mitu cudownego życia jakie powinniśmy wieść. Od tego zaczyna się ta opowieść.

Utarło się już, że jeśli ktoś widzi więcej niż inni i jeszcze w dodatku ma to wymiar tzw. ogólnie pojęty i nazywany duchowym to w mniemaniu większości nazywa się go jasnowidzem. Znane są mi pojęcia jasnosłyszenia i jasnowiedzenia i żadne moim zdaniem nie oddaje tego „czym jest widzenie”. Dotąd nie spotkałam się aby w temacie wyczerpująco wypowiedział się ktoś mający opinię korzystającego z tych predyspozycji, wiedział jak je nazwać i konkretnie opisać zamykając w ciasnych ramkach. I wiem nawet dlaczego. Każdy widzi inaczej i w inny sposób, jest to bardzo indywidualna sprawa. Kilku jasnowidzów przyglądając się jednej osobie określi ją i informacje o niej poprzez swoje własne zogniskowanie, parametry aury i duchowość. Nie ważne jakie kolory zobaczysz czy formy, najważniejsza jest prawdziwa informacja, czyli taka która jest sprawdzalna, weryfikowalna w tej rzeczywistości tu i teraz. Nieważne czy jest to wizja karmiczna czy nie, musi ona mieć odzwierciedlenie tu w naszej rzeczywistości. Ciężko nam widzącym porozumieć się nieraz miedzy sobą, a cóż dopiero opisać to zjawisko innym. Aby opisać pewne rzeczy w najbardziej przystępny sposób trzeba człowiekowi odsłonić siebie, odrzeć się ze swojej prywatności, słabości, pokazać swoje życie i wystawić się na osąd ludzki, oraz opinie, nieraz niezbyt pochlebne. Niestety większość ludzi bierze widzących za oszustów mając swoje własne wyobrażenie o tym co właściwie powinien widzieć jasnowidz i na dodatek jak. Przeciętny człowiek wie nawet jak taka osoba powinna się zachowywać oraz jak wyglądać i ile powinna mieć lat. A wie to wszystko ze słyszenia, telewizji i co bardziej techniczni z for internetowych. Większość tych wyobrażeń bawi i opowiadamy je sobie jak dowcipy, niektóre zastanawiają, śmieszą ale są też takie, które bolą. Nie naszą intencją jest sprostowywać te wyobrażenia każdemu napotkanemu na swojej drodze. Szkoda na to czasu, niektórych spraw nie chce się po prostu prostować bo pociąga to lawinę jeszcze większych zawiłości i pytań. Czasami też wiemy, że narazimy się na śmieszność. Każdy wątpiący nastawia się łaskawie od razu na wysłuchanie naszych przekonujących argumentów, choć z góry przedsięwziął już osądzającą opinię na temat osoby widzącego lub tego o czym mówi. A widzącym po prostu się nie chce i nie mają potrzeby udowadniać lub przekonywać, że nie jest się wielbłądem z ich wyobrażeń. Jak tu stanąć z wizerunkiem wykreowanym przez media? Zresztą po co? Ale warto opowiedzieć o tym komuś kto z całego serca chciałby poznać zagadnienie i za cenne uzna opowieści, które są tylko zapiskami w drodze. Za kilka lat opowieść o mojej drodze będzie inna i bogatsza w nowe szczegóły. Co inne wyda się ważne i godne wspomnienia. Ba, za rok będę widziała pewnie znacznie więcej a niektóre opowieści spisane za rok byłyby już o wiele barwniejsze. Nie ma sensu jednak czekać, tego co opisuję teraz nie napisałabym 9 lat temu. Wówczas skupiłabym się bardziej na kolorach bajek widzianych w aurze. Nie byłam gotowa naruszyć swojej prywatności, ujawnić swoich uczuć, emocji, które czasami są trudne i zupełnie nie zgadzają się z wyobrażeniem ludzi o tym jaka powinna być osoba widząca i pomagająca innym. Niegdyś wolałam widzieć bezpieczne dla mnie obrazy. Ludzi w pięknych, innych strojach w nieznanych sytuacjach. Jakże przyjemne obrazy tworzące historię do popatrzenia, bo może to bajka? A nie jakaś inna rzeczywistość. Trudno i nieznajomo nazywana karmą. Zawsze łatwo było mi zobaczyć obrazy tworzące historie zwane przez ludzi karmą. Wkrótce zaczęłam obserwować, badać i śledzić te obrazy, chciałam poznać mechanizm ich funkcjonowania i powstawania oraz związek z życiem danego człowieka dziś. Tak jak pragnącemu zostać lekarzem marzy się poznanie jak jesteśmy zbudowani od środka ja to marzenie realizowałam w energetyce. Zaś siłą napędową poznawania tych zależności nie były marzenia tylko niedowiarstwo dotyczące tego co widzę. Do dziś nie wierzę w wiele zjawisk, które widzę, może tak jest łatwiej i bezpieczniej. O tym na czym skoncentruję swoją świadomość w niższych częstotliwościach decyduję ja. Ta ja ziemska Agnieszka. To ja wybieram czy będę na coś patrzyła, czy nie. Dotyczy to oczywiście zjawisk które trzeba zogniskować, dostroić się bo jeśli coś widać to po prostu widać i już. Czy warto skupiać swoją świadomość na krwawym wypadku ulicznym, czy może lepiej zobaczyć po prostu duchowy wyższy wymiar tego wydarzenia, ten który po prostu zwyczajnie się postrzega.

Wszyscy widzący, których miałam okazje spotkać okazali się godni zaufania, byli to ludzie skromni acz pewni siebie, w tym sensie pewni siebie, że nie krakali o tym widzeniu wszem i wobec ani o swoich umiejętnościach i wizjach. Naturalność widzenia i powszedniość jego doświadczania czynią je naturalnym i oczywistym dla widzącego, są jego normalną codziennością. I o czym tu rozmawiać? Czy fryzjerka idąc ulicą ogląda się na fryzury innych, czy skupia się na każdej? Czy każdej poświęca swoją uwagę? Tylko tej, która sama w oczy „wchodzi”. To takie naturalne dla każdego z nas.

Widzący, których spotkałam w większości wiedzieli co widzą i jak widzą. Nikt w towarzystwie nie chwalił się tym i raczej unikał rozgłosu i odkrywania się z tym widzeniem. Z reguły jest tak, że ci co widzą najwięcej najmniej o tym mówią. Nie zabierają głosu w miejscach publicznych kiedy świadkiem rozmowy może być ktoś stojący obok.

Wielką radością jest obserwować przestrzeń pięknych ludzi zwłaszcza w grupie. Szczególnie piękne jest to co nie wymaga patrzenia, czyli skupiania swojej świadomości, to co po prostu widać. W momencie kiedy ludzie dowiadują się, że wśród nich jest ktoś kto widzi czar pryska. I zamiast pięknego tańca duszy widać emocje ciekawości, energię spraw, o które chcieliby się zapytać, problemy … a wystarczyłoby by, aby wytrwali w tej energii radości spotkania. Na poziomach nieświadomych uzupełniłyby się informacje, wymieniły doświadczenia. Co zaowocowałoby natchnieniem i kaskadą cudownych rozwiązań nurtujących ich spraw. Nikt widzący nie burzy takich żywych malowideł. Kiedy jest gotowość takiej konfrontacji i potrzeba przeniesienia informacji z tych nieświadomych dla wielu przestrzeni to okoliczności rozmowy, zaistnieją same i są naturalne, niewymuszone. Procesy te emanują pięknem i spokojem. Brak w nich niepokoju czy nerwowości. Ludzie często płaczą. A właściwie trafniej byłoby powiedzieć, że spływają im łzy.

1.3 Oczekiwania ludzi względem informacji płynących z jasnowidzenia

Pytania ludzi mogą zamęczyć. Nikt nie chce być zabawką na czyimś przyjęciu. Lubimy porozmawiać, pobiesiadować po prostu pobyć z ludźmi a nie patrzyć, podpatrywać, udzielać informacji, wskazówek. Zwłaszcza podczas spotkań prywatnych. Przecież nikt spotkanemu na przyjęciu stomatologowi nie pokazuje ubytków w zębach. On chętnie pomoże ale w miejscu do tego przeznaczonym, dobrze oświetlonym i mając swoje niezbędne narzędzia pracy. A przede wszystkim biały kitel. Aby nie zaszkodzić sobie i pacjentowi.

Niektóre zjawiska po prostu widzisz bez przyglądania się im, skupiania się specjalnie na nich, to jest jak z patrzeniem na osobę w pięknej sukni, która budzi natychmiastowy zachwyt wkoło. Bo tę suknię po prostu widać, wyróżnia się. Jednak nie oznacza to, że od razu masz podbiec i dotknąć materiału z jakiego jest uszyta, a już na pewno karygodne jest zaglądanie pod spódnicę aby zobaczyć jak krawcowa wykończyła szwy. Takie zaglądanie pod spódnicę nie jest widzeniem, tylko podglądaniem.

Jeśli się wie, czym jest widzenie nie kwestionuje się nic związanego z tym zjawiskiem, zwłaszcza nie rości się efektów w stosunku do tego co widzący ma zobaczyć. Często w świecie ezoterycznym jako koledzy po fachu oczekujemy od siebie konsultacji odnośnie własnych osób lub zjawisk. Problem pojawia się wtedy gdy oczekujemy od siebie tylko pozytywnego potwierdzenia jakiegoś zjawiska a prawda jest często zgoła odmienna. Z reguły nie udzielam informacji takim ludziom, kiedy domniemam, że to co mam im do przekazania nie jest zgodne z ich oczekiwaniem ani proste w odbiorze. Wiem, że każdy sam jeśli widzi powinien wiedzieć, że zjawisko może być rożnie definiowane i nie powinno się rościć odpowiedzi po tzw. naszej myśli. Dla mnie jest to niezręczne i jeśli jest choć nuta oczekiwania na konkretną odpowiedz to jej nie udzielam. Tłumaczę to brakiem obiektywizmu lub możliwością sugestii bo tak w rzeczywistości jest. Na jednym z targów ezoterycznych do mnie i mego męża podszedł kolega, bioenergoterapeuta, Wielki Mistrz Reiki, cudowna, radosna osoba, dobry kolega. Zwrócił się do nas z pytaniem aby sprawdzić co się działo w jego energetyce. Ton pytania, intencja i zachowanie wyraźnie sugerowały, że oczekiwał informacji i potwierdzenia cudownych procesów które miały miejsce w jego energetyce. Problem polegał na tym, że żadne z nas tego nie widziało. Widzieliśmy natomiast potężny portal otwarty pomiędzy płaszczyznami astralną a mentalną, który z zasobów ich obu wytwarzał przejście podobne do kanału energetycznego. Było to według nas bardzo niebezpieczne, ryzykowne, dające dostęp dziwnym bytom niewiele mających wspólnego z duchowością rozumianą tutaj przez nas. Istoty korzystały z jego wiedzy, doświadczeń, sznura duchowego i miały stały dostęp na poziom 9 czakry. Groziło to opętaniem, jeśli przyzwoliłby na bezpośredni kontakt. Było nam niezręcznie i zbyliśmy odpowiedź wiedząc, że taka Istota jak on ma wystarczające wsparcie ze światów duszy i poradzi sobie z tym bagażem oraz nie dojdzie do większych problemów gdyż ma to być dla niego wiedzą i doświadczeniem jako uzdrowiciela. Wspomnieć należy o tym, że widzący ani ludzie ezoteryki nie są zbawcami świata, którzy powinni ingerować w życie innych ciągle im coś mówiąc i przestrzegając. To umniejszałoby Bogu. Pan Bóg wie o wszystkim w tej chwili i zajmuje się tym już. Dlatego byliśmy pewni, że taka ingerencja z naszej strony nie byłaby dobra gdyż zubożyłaby jego doświadczenie jako uzdrowiciela. Natomiast jest wielu ludzi którzy również weszli w podobne praktyki skutkujące takim otwarciem energetycznym i wiedzieliśmy, że w bardzo wielu przypadkach nie będą wstanie sobie z tym poradzić. Niestety jest różnica w celowości doświadczeń uzdrowicieli i klientów. Dla takich ludzi właśnie są potrzebni uzdrowiciele o bardzo wysokim potencjale energii duchowej, co wbrew mniemaniu nie zawsze wiąże się z widzeniem i wielkimi mocami. Potrzeba pięknej, czystej, delikatnej i bezwarunkowej duszy by rozświetliła w tak wysokich wibracjach zakłócenie, zjawisko, aby wszystko co w nim i je tworzy albo pozostawiło człowieka w spokoju i odeszło, lub również podniosło swoją wibrację i świadomość swojej duszy (bo takową posiada). Wówczas unosi się w świetle nawrócenia i na płaszczyznach duchowych następuje oczyszczenie oraz pojednanie tych dwóch lub więcej dusz. Taki proces jest doskonałym uzdrowieniem. I przez ten proces oraz wszystko co w nim najważniejsze przeprowadza moja medytacja „Anielskie szybowanie”. Taki miałam zamysł.

Każdą informację odczytaną z obiektu lub zjawiska przyjmujemy za ważną. Tak naprawdę nigdy nie wiemy co i w jakim wypadku jest ważne oraz kiedy nam się przyda. Zaskakująca czasem jest też lekcja i jej rola w naszym życiu.

Rozdział II Stereotypy widzenia wieszczącego. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.

Rozdział II Stereotypy widzenia wieszczącego. Przeszłość, teraźniejszość, przyszłość.

Co warunkuje los, o to głównie chodzi ludziom. Wiedzę o tym jak, gdzie i kiedy wydarzą się wydarzenia uważają ludzie za wyznacznik widzenia. A gdzie jest pytanie dlaczego? Sednem badania siatki zdarzeń jest pytanie: dlaczego? Drugim: po co? Wydarzenia są tylko małym efektem końcowym potężnego i skomplikowanego procesu powiązań i wzajemnych wpływów zakotwiczonych w czasie i poza nim. Czym delikatniej poruszamy się poza czasem tym lepiej i tym dokładniej w kontekście Istnienia jesteśmy daleko od wydarzeń. Wysoka wibracja daje wiele więcej możliwości na ich zmianę większą lub mniejszą. Zależy też to od woli i gotowości potrzebującego. Wydarzenia są tylko potencjalne zwłaszcza jeśli mówimy o tym co nazywamy przyszłością. Kiedy w TERAZ dotykamy „dlaczego to się dzieje” to jest to rozważanie do jakich może wydarzeń w przyszłości prowadzić to TERAZ. Wtedy badamy zjawisko mieszczące się w pytaniu dlaczego, już samo to rozważanie przyszłe wydarzenia stawia w bardzo hipotetycznym świetle. Takie widzenie pozwala człowiekowi kształtować w dowolny sposób jego siatkę zdarzeń, za każdym razem inaczej. Kiedy doświadcza zrozumienia, świadomość jego ulega rozświetleniu i dzieje się coś nowego w kontekście własnej sytuacji. Badania nad pytaniem dlaczego rozwijają świadomość a włączająca się wiedza rozjaśnia i koryguje uświadomione zagadnienia, które owocują inną, lepszą siatką zdarzeń, która nadal jest potencjalna. Przecież mamy święte prawo nadal pytać dlaczego, rozważać nasze życie, zmieniać swoje postanowienia i swój stosunek do ludzi i zjawisk. A to klucz do lepszego jutra. Z punktu widzenia widzącego rozpatrywanie Istnienia człowieka poprzez wydarzenia w jego życiu jest wielkim uproszczeniem, mało owocnym w rozwoju człowieka i możliwości ulepszenia, poprawienia lub zmiany jego losu. Przyczyn wydarzeń i wszelkich niepowodzeń należy szukać na poziomie intencji, w jego podstawowym zbiorze „danych”, „oprogramowaniu” na to życie, ale głównie w tej części jego duszy, która definiuje jego każde narodziny jako człowieka lub istotę „człekokształtną”.

Skąd więc utarty stereotyp? Ano stąd, że najłatwiej poszukiwać przyczyn wielu zaistniałych sytuacji liniowo, wyłącznie w przeszłości tego obecnego życia, a nie zgłębiać złożoność tego procesu. Jedna z moich klientek „uprawiająca tzw rozwój duchowy”jest doskonałym przykładem na to, że wydarzeń w życiu nie można rozpatrywać liniowo poprzez badanie i analizowanie tylko karmy, która niezasadnie według mnie kojarzona jest z przeszłością. Kobieta ta jest po wielu procesach regresingu i wydawało się jej, że wiele ze swojej tzw. karmy ma już oczyszczone, wypucowane i wyoddychane. Okazało się to jednak nieprawdą, a nieprawda pod postacią bólu całego ciała dawała znać o sobie. Liniowe czyszczenie przeszłości i przeszłych reinkarnacji na jakie zdecydowała się moja klientka, w rzeczywistości doprowadziło do rozgrzebania, zamieszania i zawikłania relacji nazywanych karmicznymi oraz na poziomie fizycznym objawiało się bólami ciała niewiadomego pochodzenia. Co gorsze, nic po tych procesach nie zmieniło się w jej życiu. Dlatego przestrzegam przed czyszczeniem sobie karmy na siłę na zapas i postrzeganiem wydarzeń w życiu jako materiału na którym można eksperymentować i przeprowadzać nieskończoną ilość procesów w krótkim czasie. Uporządkowanie tego zjawiska zajmuje dużo czasu i wysiłku, jest skomplikowane. Ponieważ jest to jak poprawianie poprzednich nieudanych operacji plastycznych. W sprawie tej osoby jej świadomość też utknęła na tym jak to musiała często z nakazu rodziców bawić „gorszych krewnych”ich odwiedzających. Usłyszałam wiele na temat tego jak to jej brudziło i zaniżało wibrację, jacy byli „nierozwinięci” jak trzeba. Nie widziała kontekstu traktowania się nawzajem jako ludzi z jednej rodziny tylko czyściła to jak źle się czuła.

Reasumując wydarzenia nie są najważniejsze. I terapia z punktu wydarzenia nie zawsze jest skuteczna. Wydarzenie jest tylko jak ślad po którym się szuka. Choć ja wolę samego człowieka i to co stanowi jego Istotę ponad 9 czakrą.

Ludzie postrzegają przyszłość tak jak przeszłość która już się wydarzyła. Uważają, że jest jedyna, namacalna i ściśle określona, czyli jest wyrokiem już nakręconym filmem w dystrybucji. I wskazywane nawet najprostsze przykłady świadczące o np. potwierdzeniu działania własnej wolnej woli i korzystania z niej nawet w zakresie świadomym podstawowym, codziennym uważają za niemożliwe. Nie wierzą, że mogą decydować o sobie. Tłumaczysz, tłumaczysz a na koniec słyszysz jak w znanym skeczu kabaretu Dudek…”a pies ?”

O przeszłości troszkę inaczej

2.1 O przeszłości troszkę inaczej

Pozostaje pytanie czym jest przeszłość i czy się wydarzyła? Długi i skomplikowany czyli wielowymiarowy proces zjawiska może wprowadzić zbytnie zagłębienie i oddalenie się od tematu ale spróbujmy. Najbardziej obrazowo zjawisko to prezentuje narzędzie mantyczne jakim są każde ukochane przeze mnie karty i budowa mądrych rozkładów do jakich się je stosuje. Kartami posługuje się wielu jasno widzących. Obrazy są doskonałym łącznikiem pomiędzy dwojgiem ludzi. Dobrym materiałem do badania jak tka się los, wydarzenia w nim i dlaczego jest to co się „tam układa oraz od czego zależy”. Informacje jakie można wydobyć poprzez mądry rozkład kart są niezwykle cenne. To punkt wyjścia dla lepszego losu i szukania co w nim zmienić jeśli wiemy skąd przydarzają się problemy. Oraz dlaczego tak się dzieje. Karty bardziej dla ludzi są zrozumiale i barwniej obrazują jak powstaje przyszłość. Jak się wydarzyła przeszłość i czy jest niezmienna. Przecież tworzy naszą przyszłość. Jak poruszać się w wydarzeniach przeszłości czyli tych, które się wydarzyły aby jednak zmienić to co ma się wydarzyć. Wiedza taka jest w każdym z nas. Gotowa się ujawnić aby pobudzić do zadość uczynienia przeszłości dla nowego JUTRA. Warto znać odpowiedź czy warto ją zmieniać. Przeszłość i przyszłość czyli to co nazywamy jutrem- czy okaże się zadowalające? Co możemy zrobić aby takie było. Jak zmieniać sytuacje wydarzenia, które się dokonały, nasz odbiór ich. Wtedy zagojone rany znikające blizny nie ograniczają naszych podobnych doświadczeń już lepszych wydarzeń jutro. I jak to urzeczywistni się w naszym życiu dalej. Czy jest jakaś różnica tego odbioru ? Hmm… zasadnicza. Wiedzą o tym Ci którzy co nieco interesują się światem energii.

Ogólnie przyjmuje się, że wydarzenia, które się dokonały nazywają ludzie przeszłością, te które się dzieją i trwają w czasie teraz teraźniejszością, a te, które mają się wydarzyć, zadziać przyszłością. I to tę ostatnią hołubią i badają od zarania dziejów. Próbują odkryć ją odczytać i zgłębić. I dopiero od niedawna, kiedy uchylono rąbka ezoterycznej tajemnicy wszystkim ludziom, coraz więcej osób powszechnie uświadamia sobie, że na przyszłość może wpływać, że jest plastyczna, że jej po prostu nie ma. A już na pewno w takiej formie jaką przekazała nam tradycja konserwatywnego postrzegania świata. Niegdyś przyszłość można było określić mianem bardziej przewidywalnej dla konkretnego człowieka z racji na panujący system wartości i sztywnych, ściśle przestrzeganych norm społecznych i obyczajowych. Można by rzec, że nie za wiele się zmieniało w życiu pojedynczego człowieka na przestrzeni lat. Obecnie zaś otwarte granice na świat, możliwość podróżowania, samo decydowania o sobie, również a zwłaszcza przez kobiety oraz rozluźnienie norm obyczajowych daje o wiele więcej możliwości dla wyklarowania się wielu różnych ciekawych zdarzeń. Tempo życia człowieka jest o wiele szybsze a opcje i możliwości zmiany losu na wyciągnięcie ręki. Ludzie w każdej chwili wyrażają własną wolę i mają wolność podjęcia skrajnie różnych decyzji w jednej sprawie, jeśli nie jest określona urzędowymi normami. W ciągu jednego życia przeżywamy w pewien sposób wydarzenia, które niegdyś zabierały wiele wcieleń, po to by zdobyć te same doświadczenia, które mają nas czegoś nauczyć i wzbogacić. Przeszkodą przestała być nawet płeć, którą można zmienić wedle życzenia.

Ludzie teraz śledzą, uczą się i próbują różnych pojawiających się niejednokrotnie jak grzyby po deszczu nowych technik rozwoju, oczyszczań i rytuałów. Chłoną nowe piękne idee, nauki, nie zawsze pojmując ich istotę i źródło energetyczne z którego pochodzą. Przyjmują więc jednakowo te jasne i te które się tylko za takie podają. Ćwiczą, oddychają, afirmują, wizualizują. Leczą, uzdrawiają teraźniejszość oraz coraz częściej PRZESZŁOŚĆ. Po prosu poznają. Taka ich droga i mają prawo wolnej woli aby iść, radować się z drogi i postępów na niej oraz wątpić i zawracać kiedy okaże się drogą donikąd. Zaczynają pracować nad życiem i przyszłością tym aby ją zmieniać, modelować i formować według swojej woli. Zmieniają siebie w teraz, zbudowanego z przeszłości, aby tym samym stworzyć siebie i sobie lepsze warunki do przeżywania wydarzeń przyszłych. Wiążą swoje nadzieje i plany z nową przyszłością wierząc w lepsze jutro. Najczęściej też przeciętny człowiek nie wiąże przyszłości ze swoją przeszłością albo inaczej nie uświadamia sobie tego dopóki nie pokaże się mu tego palcem. To jak z okularami Pana Hilarego. Ludzie nie zauważają oczywistości faktu, że ich postępowanie i czyny wpływają realnie na ich dalsze losy i dzieje. Nie widzą jak istotny jest i jak bardzo wpływa na ich własne życie sposób w jaki traktują, jak się obchodzą z drugim człowiekiem czy zwierzęciem, rośliną czy bytem innym. W tym wszystkim też najtrudniej jest wytłumaczyć i uświadomić ludziom, żeby nie skupiali się na samych wydarzeniach a raczej na własnych odczuciach i zachowaniach jakie towarzyszyły im w czasie ich przeżywania – oto jest klucz do tego co nazywacie przyszłością. Często też nasza przeszłość jest obecna w doświadczaniu bieżących naszych dzieci, partnerów, rodziców. My jako ludzie mamy tendencję do skupiania się na ciężkich doświadczeniach, które nas dotknęły, ale rzadko kiedy chcemy zobaczyć prawdziwą przyczynę tych zdarzeń, które tak naprawdę tkwią w nas. Trudno jest zaakceptować fakt, że sami się przyczyniliśmy do zaistniałej sytuacji.

Kiedy odwiedzałam codziennie w szpitalu bardzo bliską mi osobę weszła na salę pani pielęgniarka i zaczęła boleśnie żalić się na przeszłe doświadczenie którego przed chwilą była uczestnikiem. Skarżyła się, że odwiedzający chorego mężczyzna wyzwał ją i jej koleżanki w bardzo obraźliwy sposób życząc im utraty pracy, zaproponował jednocześnie nową wersję przyszłości, w której owe panie zastąpiłyby pielęgniarki z Białorusi. Skutkiem tego wybuchu gniewu było nagromadzenie wielu nie pozytywnych emocji skierowanych do tegoż mężczyzny. Pielęgniarka widziała siebie jako osobę bardzo poszkodowaną i niesłusznie ocenioną. Niezręcznie było mi przypominać i pokazywać jej, że nie dalej jak 2 dni temu w bardzo przykry sposób potraktowała starszą niedomagającą pacjentkę zdaną wyłącznie na jej pomoc. Poprzez rutynowe czynności wykonywane ( i dla losu nie ma znaczenia czy i ile za coś komuś jest płacone bo często zapłata z pracy przychodzi również jako środki z innego źródła ani czy do tej pracy powinniśmy się serdecznie przykładać czy nie. Praca musi być dobrze wykonana aby była dobrze zaksięgowana. Często źle wykonana też księguje się pozytywnie właśnie dlatego, że ma udział w niej szczera chęć jej wykonania i dobry stosunek na rzecz osoby co której wykonujemy pracę) bez szczerego zwykłego serdecznego zaangażowania karmiąc staruszkę pielęgniarka robiła to tak niedbale i mechanicznie, wmuszając w kobietę więcej niż ta była wstanie przełknąć w jednym momencie, że nie zauważała jak płyn wylewa się staruszce i gromadzi w zagłębieniu szyi. Był to widok zgoła niewiarygodny, jak można nie dostrzegać tego co się robi w tak okrutny w pewnym sensie sposób. Jej zachowanie dogłębnie uwłaczało godności starszej pani, podobnie jak według niej zachowanie mężczyzny w stosunku do jej osoby. Najdziwniejsze było to, że energia pielęgniarki blokowała jakąkolwiek reakcję na to zachowanie, co było dla mnie niezrozumiałe, gdyż z reguły potrafię w takich sytuacjach zareagować zdecydowanie ale bardzo dyplomatycznie aby nie pogłębiać istniejącego konfliktu. Staram się rozumieć też wszystkie strony wydarzenia. Stałam jak zamurowana niezdolna do jakiejkolwiek reakcji. To jest doskonały przykład na to jak ludzie nie kojarzą wydarzeń które ich spotykają z ich własnymi zachowaniami, postępkami, nawet z bardzo bliskiej przeszłości.

Warto tu nadmienić, że akurat pielęgniarki, podobnie jak lekarze, nauczyciele, urzędnicy, dziennikarze, ale zwłaszcza artyści(!), uzdrowiciele, wróżbici i wszystkie zawody w których mamy bezpośredni kontakt z bardzo dużą ilością ludzi są szczególnie trudne i narażone na szybkie reakcje przyczynowo-skutkowe. Ludzie pracujący w nich powinni być bardzo uczuleni na traktowanie drugiego człowieka. Nie można powiedzieć: tak a tak wykonuję moją pracę bo system jest taki i wytyczne. Żal przylepia się do konkretnego człowieka w systemie a nie systemu. I kiedy wykreuje utratę pracy czy urzędnikowi problemy w interpretacji przepisów w prywatnym życiu potem oraz utratę pracy System go pozostawi i nie wesprze. Jeszcze go obsmarują w gazetach. Człowiek zostanie jak widzę porzucony i przygnieciony. Nie raz nie koniecznie z własnej tzw winy tylko zwykłej ciut więcej gorliwości w wykonywaniu czynności pracy. Natomiast ból szkodzenia celowego przyjdzie niestety bardzo bolesny jak w każdej relacji z człowiekiem.

Pomyślcie jaką mocą kreacji dysponują dziennikarze. Są jak bioenergoterapeuci lub dobrzy albo źli magowie. To słowo pobudza energię do działania. Jeśli zechcą wprowadzą ludzi w stan miłości, pojednania, pomocy poczucia bezpieczeństwa i pobudzą do wielkich czynów. A jeśli tylko jest to zadanie pokazania sensacji pokażą piekło z sytuacji, którą mogą pokazać na wiele tak naprawdę sposobów. Przykład tego zawodu pokazuje jak ogólnie ludzie kreują swoją rzeczywistość ogniskując się na zadaniu doświadczenia dobra lub zła. Wiedza, informacja a podana w różny sposób. Jedna decyzja, czy pobudzimy u ludzi energię strachu, współczucia, grozy czy miłości, zrozumienia, nadziei i walki o lepsze jutro. I teraz wyobraźcie sobie, jaką energię emocji wygeneruje z siebie dziesięć tysięcy ludzi przyswajających jakąś informację. Co z tą energią która jest? Ilu ludzi wykona wszystkie swoje czynności w ciągu tego dnia z tą emocją czy uczuciem? Ilu ludzi podejmie decyzje będąc pod wpływem tych emocji, które w tym wypadku wywołają uczucia. Sami pomyślcie jak ważne jest przekazywanie innym informacji, słowa. To DAR. Zawód dziennikarza tak jak i lekarza czy księdza powinien być powołaniem. I nie mówię tu, że mają pracować za darmo. Tylko co i jak mówią i interpretują.

Ciągu dalszego oczekujcie…

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.