Agnieszka Bruzgo | XXV.”KSIĄŻKA” szczęśliwy koniec wprowadzania jej na bloga.
1633
post-template-default,single,single-post,postid-1633,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / XXV.”KSIĄŻKA” szczęśliwy koniec wprowadzania jej na bloga.

 

 

…KOMU DZISIAJ BIJE DZWON…

W dobie zainteresowań ezoteryką, namiętnego czytania lektur oraz stosowania wszelkich technik rozwoju i oczyszczania, nadziwić się nie mogę kiedy słyszę opinie, że ludziom przeszkadza dzwoniący dzwon w kościele. Paranoja, darmowe oczyszczanie dźwiękiem przeszkadza spać? W ciągu dnia? Aż trudno uwierzyć. Ale zawsze można iść na masaż misami tybetańskimi, które też są dzwonami i zapłacić za to. Sprawę taką znam z autopsji. Moja koleżanka notabene doktor prawa, osoba prawosławna, której okna i balkon wychodzą na kościół katolicki, duży, dorodny, z solidnym dzwonem. Na moje pytanie parę lat temu, czy jej nie przeszkadza to sąsiedztwo odpowiedziała: „nie, ja go nie słyszę, przyzwyczaiłam się”. Jak myślicie gdzie jest problem?

…Kiedy człowiek rozkwita…-frag. Umieszczony w cieniach i blaskach jasnowidzenia-ostatni rozdział

Rozdział XXI Kiedy człowiek rozkwita…

Nie spotkałam jeszcze nigdy człowieka, w którego życiu nie działoby się nic dobrego. Po prostu w gonitwie życia lub w marazmie NIE ZAUWAŻALI SPRAW PIĘKNYCH I DOBRYCH. I żałowali ust dla uśmiechu. A to przecież takie proste…

Często spotykam się z takim powiedzeniem: w moim życiu nie dzieje się nic dobrego. Ludzie wtedy dopatrują się różnych, nieraz nierealnych przyczyn takiego stanu i najczęściej doszukują się winy innych. Nie zaprzeczam, dzieje się i tak. Najczęściej jednak moja odpowiedź jest taka, że po prostu nie umiesz człowieku się cieszyć z drobnych spraw. I wiecie co? Większość wolałaby taka osoba usłyszeć, jakąś straszną rzecz, najlepiej, że to wina uroku, klątwy lub, że ktoś tam im celowo czy niechcący szkodzi. Niż usłyszeć prawdę o samym sobie. A to najlepsza nowina bo najszybsza do uzdrowienia, reperacji, przemiany swojego życia. Jakże łatwo jest bezpiecznie dla siebie przerzucić odpowiedzialność za brak radości w życiu na kogoś innego.

Na pomysł opisania tego zjawiska wpadłam wracając do domu z miasta. Szłam ulicą i nagrywałam na dyktafon kilka myśli błyskających mi w głowie. Cały świat widziany w drodze pokazywał mi radość. Właśnie kiedy mijałam pub naprzeciwko domu usłyszałam dziwny pisk gumowej zabawki. Bardzo wesoły, często naciskany przedmiot mówił o zdziwieniu kogoś kto go naciska. Dźwięk wydawał się bawić dziecko. Nadmienię, że zdziwiło mnie to, iż zabawka była nad wyrost głośna. Odwróciłam głowę w stronę, z której dało się słyszeć kaskadę dźwięków i jakież było moje zdziwienie kiedy ujrzałam dorodnego, pięknego bernardyna bawiącego się gumową piszczącą piłką. Wyglądał uroczo i to zdziwienie było rzeczywiście widać na jego pysku. Mnie sprawił ten widok ogromną radość i zapisałam go sobie jako dobre wydarzenie w moim życiu.

Pamiętajcie też, radość to nie zawsze zabawne sytuacje, z których śmiejemy się do rozpuku. To co dla ciebie jest powodem do śmiechu, może być czyimś upokorzeniem lub przykrością.

Moja dobra koleżanka powiedziała kiedyś, że nie może nadziwić się temu, jak ja ze wszystkiego potrafię się cieszyć. Powiedziała to widząc moją radość z powodu zakupu niewielkiego chodniczka do kuchni.

Życie mnie nauczyło cieszyć się z drobnych rzeczy i zjawisk. Zrozumiałam, iż to drobne radości tworzą zadowolenie dnia powszedniego, gdyż spektakularne radości zdarzają się wybiórczo. Pamiętaj też, że to od twojego odbioru i definicji radości zależy czy dziś poczujesz radość, czy będziesz opryskliwy i niezadowolony. Celowo powiedziałam „dziś”, ponieważ może jutro to samo zjawisko byłoby w twoim odbiorze radością? Po co marnować dzień? Już teraz poczuj radość, wzruszenie i ulgę.

Wielość drobnych radości uruchamia proces przyciągania ich coraz więcej do mojego życia i moich bliskich. Często radzę ludziom by radowali się ze wszystkiego. Śmieję się, że mam dobre połączenie neuronowe na radości co przyciąga wielość dobrych zdarzeń w moim życiu. Czego i wam życzę z całego serca.

Mów do siebie często : Dziś spotka mnie jakaś miła niespodzianka. Dziś przydarzy mi się coś fajnego, będę śmiać się i radować cały dzień, nawet na to wspomnienie. Dziś Bóg obdarza mnie błogosławieństwami.

Opowiem wam o takim doświadczeniu odczuwania miłości, radości i błogosławieństwa Bożego na co dzień.

Spacerowałam któregoś dnia rano i czułam się nie najlepiej. Pustka i beznadzieja, smutek w sercu i ogólny bezsens. Pierwsza myśl kiedy zauważyłam ten stan była taka, że to do mnie nie podobne i nie pozwolę żeby to samopoczucie się we mnie pogrążyło, a ja w nim zatonęła. Szłam dalej przy rzeczce, drogą wzdłuż niej, szłam obserwując swój stan i w pewnej chwili powiedziałam „Boże ja Ciebie dzisiaj nie czuję, gdzie jest moja radość i entuzjazm, gdzie luźny oddech?”. I w jednej chwili zwróciłam uwagę na promień słońca padający na piękny niebieski łebek siedzącego na brzegu rzeczki kaczorka. Łza zakręciła mi się w oku, oddech pogłębił i świat stał się piękny. Cały był w lśniącej główce kaczki siedzącej na brzegu. Zdałam sobie sprawę, że to zjawisko było tam cały czas, tylko ja ogniskowałam się gdzie indziej. Nie wiem gdzie do dzisiaj, ale wiem, że dla mnie szkoda czasu na szukanie przyczyny smutków, zawsze łatwiej poszukać, otworzyć oczy i serce na piękno i dobro wokół. Jeśli nie ma koło ciebie kogoś, kto pomoże Ci znaleźć przyczynę Twojego stanu to ROZEJRZYJ się w około i zapytaj Boga: pokaż mi gdzie jesteś? A on pokaże.

…Jak barwne bywają dni gdzie nauka jest w każdym spotkaniu…

……spotkałam dziś młode Anioły….

Na przystanku, rano, jadąc do pracy spotkaliśmy z moim synem i mężem Katarzynę. To córka koleżanki mojej mamy. Znamy się od dziecka a zażyłość sąsiedzka zaowocowała poufałością w nazywaniu naszych mam ciocia. Owy Anioł ma (miał na ten rok pisania mojego) 29 lat i jest osobą z lekkim upośledzeniem w rozwoju. Często spotykamy Kasię jadąc do pracy lub szkoły. Wsiadamy razem, zamieniamy parę słów lub wymieniamy się informacjami z rodzinnych kociołków i wysiadamy rzucając zdawkowo, naprędce tak najnormalniej pospolicie „cześć”, do następnego spotkania. A dziś pojawiły się myśli w mojej głowie o nietolerancji i wstydzie. Zauważyłam też, że mój syn stanął leciutko bokiem. Choć zna Katarzynę, często ją spotyka i nie pozwoliłby sobie na uczucie wstydu i odwrócenie się od niej, nawet gdyby tak czuł. W tym wypadku chodziło o dziwną dziecięcą torebkę Kasi, zupełnie niestosowną do jej wieku i wyglądu. Zdałam sobie wtedy sprawę, że pokazanie dziecku świata miłości musi zawierać w sobie też materialną rzeczywistość. Mego syna nigdy nie zawstydziło towarzystwo Kasi. Choć czasem nie wie o czym z nią rozmawiać. Ale nie zastanawia mnie to, ponieważ z niektórymi rówieśnikami również doświadcza ciszy słownej.

Teraz zaniepokoiła go torebka Katarzyny, która zwracała na siebie uwagę. Ona sama to normalność dla nas. Ale to nie koniec lekcji jaką o świecie dał mi Bóg. Między słowami w naszym wspólnym dialogu, pojawiały mi się obrazy naszych wspólnych spotkań w autobusie, w sklepie, na ulicy i zdałam sobie sprawę, że dla nas zawsze była i jest nie upośledzoną ale młodym dzieckiem, które raczej nie rozumie niż jest dotknięte nieświadomością. Tak też ją traktowaliśmy, choć na tzw. podwórku po mnie i mojej siostrze jest najstarsza. Nigdy się nie spodziewałam, że poprzez nią Bóg dotknie mnie światem doskonałej miłości bezwarunkowej, doskonałej i pięknej.

Wysiedliśmy z autobusu i rozeszliśmy się każde w swoją stronę. Mój mąż Jerzy na swój autobus, Paweł do szkoły a ja z Kaśką na 18 lub 6, gdyż jeździmy w jednym kierunku.

Przyjechała 18 i wsiadłam do najbardziej magicznej Duchowej przestrzeni, po najwspanialszą przygodę jaką tylko można przeżyć w autobusie.

W momencie, w którym spostrzegła nas koleżanka Kasi, również jak się okazało Kasia, pokazały się w swojej prawdziwej, delikatnej, pełnej miłości naturze jako Anioły. Z wielką radością i entuzjazmem przedstawiła się jej znajoma i zapytała moją współtowarzyszkę czy jestem jej siostrą. Zanim cokolwiek powiedziałam, zapytana potwierdziła. Olśniło mnie, że znamy się od tak dawna i mówimy do swoich mam ciociu, iż to określenie jest zrozumiałe i świadczy dla mnie o tym jak ważną jestem dla niej osobą w jej życiu. Nie zaprzeczyłam, co Kasia przyjęła z ulgą. Ludzie dyskretnie zerkali na nas i przyglądali się radosnym dziewczynom.

I tu najważniejsza refleksja … dla mnie Mistyczna…

Wśród wielu wypowiedzianych słów o sobie i siostrach, znajomych, rodzinie i wyprawie na marsz, spotkany przez nas drugi Anioł ucieszył się, że moja Kasia ma tyle sióstr, o których ciągle opowiada. I mimochodem jakby od niechcenia, tak jedną nutą, bez cienia żalu, uczuć i emocji wskazała na początek autobusu i powiedziała : „o tam na początku siedzi mój brat”. Więc zapytałam też trochę głupio: „dlaczego tak daleko?”. Usłyszałam najnormalniej wypowiedziane słowa, bez drgnięcia w aurze emocjonalnej, słowa wypowiedziane z miłością i pobłażaniem: „chyba się wstydzi” i jakby nigdy nic wzruszyła Skrzydłami. To było jak dotyk świętości. Chciałabym aby Bóg pozwolił to usłyszeć i zobaczyć jej bratu.

Teraz już wiem, że takie Dusze rodzą się po to aby nauczyć ludzi miłości. I to nie oni powinni chodzić w marszach tolerancji ale tzw. normalni, powinni dziękować im za chęć bycia naszymi nauczycielami miłosierdzia, ciepła dłoni i serca bicia…

Cóż mogłam odpowiedzieć w tej sytuacji? Tylko tyle: „Dziewczyny, jeśli ktoś się was wstydzi, to jest jego problem a nie wasz. Dobrze by było aby wszyscy mieli tyle tolerancji dla słabości innych, ile wy jej macie w zasadniczych sprawach”. I wszystkie wybuchłyśmy śmiechem.

Przed nami stał młody mężczyzna około 35 lat. Bardzo chciał, aby go nie zauważyć i pozostać tylko obserwatorem tej niezwykłej podróży. Jestem pewna, że i dla jego Życia i serca otwartego w duszy było to piękne przedstawienie informacji świadomie wchodzących w jego przestrzeń energetyczną i jego doświadczanie. Kochajcie swoje młode Anioły, a one pokażą wam jak unieść skrzydła w locie, aby szybować w błękitne niebo Boże prostą drogą…

Rozdział XX Czym jeszcze chciałabym się z wami podzielić?

Uczę się rozumieć jak wołać doskonałe Istnienie, jak co dzień zapraszać je do Mojego, Naszego Życia, czego i Wam życzę.

W książce tej nie ujęłam wszystkich tematów, którymi chciałabym się podzielić. Widzianych przeze mnie zjawisk, których doświadczamy jako ludzie w zwykłej codzienności. Wielość tych zjawisk, piękno i zaskakująca ilość informacji, których doświadczam każdego dnia, powodują że większość z nich jest dla mnie powszechna. Stają się one swoistym schematem działającym w przestrzeni. Cieszę się jednak, że przybywa ich wciąż. To oznaka zmieniającego się świata i naszej ewolucji. Budzą one we mnie nowe pokłady uczuć, których doświadczam poprzez niezliczoną ilość barw uczuć i emocji. Dlatego jeśli wszystko dobrze się ułoży, powstanie wkrótce druga część tej książki, w której opiszę m.in. ważne dla mnie zaobserwowane schematy energetyczne na temat zwierząt, ich świadomości, wpływu na energetykę człowieka. Pięknie jak świadomość pojedynczego zwierzęcia oddziela się od zbiorowej i dołącza do energetyki ludzkiej rodziny. Przedstawię dokładniej moją autorską metodę pracy z aurą, a wiele widzianych przeze mnie zjawisk energetycznych przedstawię na podstawie konkretnych metod pracy oraz więcej szczegółów o systemie energetycznym człowieka. Postaram się przybliżyć najpopularniejsze świadomości, które tworzą potężne aglomeraty energetyczne mające największy wpływ na człowieka. Przybliżę jak codzienność kreuje nam zadania, przeciwności i pozytywne doświadczenia. Jak w niej zawarte są warunki i metody uzdrawiania. Jak taka codzienność wygląda od strony widzącego. Opiszę też jak ciężkie wypadki, zbrodnie, próby samobójcze, aborcja wpływają i kształtują systemy energetyczne, bezpośrednio uczestników tych zdarzeń oraz ich dzieci, wnuków, prawnuków. Przedstawię również piękne związki z duchami natury, a także duszami zmarłymi, duchami oraz innymi istotami i bytami. Pokażę jak żyją Anioły jak doświadczają życia w korporacji lub w celi więziennej jak się budzą do Życia dla ludzi. Jak zmagają się ze swoistą misją a dla nich zwykłym życiem.

Wraz z procesem życia, które ciągle płynie i nieustannie się zmienia, moje widzenie, świadomość postrzegania zjawisk i świata energii ulega stałej przemianie. Pomimo, że tzw. jasno-widzenie towarzyszy mi w codziennym życiu od wielu lat w zasadzie od zawsze, nadal zadziwia mnie swoim nieskończonym potencjałem rozwiązań i możliwości. Wszechświat jest niczym niekończąca się opowieść a my w nim… Widzenie nigdy się nie kończy i nie zamyka na jednej wersji rzeczywistości, w ramach jednego obrazu. Z każdym nowym dniem odkrywam, że poza kolejną ramką jest inny świat, nowy, świeży, czasem fascynujący, czasem przerażający, jednakże zawsze poszerzający mój obecny sposób widzenia. Kończąc pisać tę „książkę” jestem już inną Agnieszką, niż dwa rozdziały temu. Widzenie to po prostu otwarcie się na proces jakim jest życie i zaufanie mu, w pewnym sensie gotowość przyjęcia tego co chce ci pokazać obrazami, dźwiękami, barwami. Nieraz tej gotowości brakuje i we mnie, gdy wydaje mi się, że nie chcę już poznawać więcej, uczyć się wkoło nowych rzeczy lub gdy wiedza, która we mnie się budzi wywołuje niezrozumiały lęk. Wszyscy na swój sposób przebywamy tę podróż zwaną życiem starając się zrozumieć esencję jej istoty. Ja także. Dziś widzę złożoność procesów zachodzących wokół mnie w ten sposób, jutro zaś na pewno przyniesie inny podmuch wiatru, inny zapach, który pobudzi we mnie szczególny dźwięk, a struny tego delikatnego instrumentu jaki wytworzył ten dźwięk we mnie podchwycą ton, barwę i powstanie symfonia, kolejna opowieść o nowej przestrzeni…

Moja przyjaciółka nieraz zadaje mi pytanie, czy jednak warto widzieć tak wiele, czy kolejna przestrzeń informacji, do której się dostrajam ubogaca mnie i moje życie na tyle, żeby chcieć kontynuować tę podróż? Czy cała sprawa jest warta zachodu? Czy ostateczny bilans jest na plus? Wtedy odpowiadam jej, że jednak tak. Bo każda nowa perspektywa, nawet ta trudna i wywołująca rozpacz, ostatecznie prowadzi mnie ku jednej konkluzji – zawsze tak samo zadziwiająco pięknej w swej oczywistości i prostocie – ponad tą i każdą inną drogą jest zawsze święta przestrzeń Twego Ja. Nie musisz nigdzie chodzić, szukać, ona jest w każdym miejscu…w Tobie. Wystarczy tylko sobie o niej przypomnieć i ją przywołać. A kiedy już to sobie przypomnisz, rozwiewa się nagle chmura lęku i obaw przed zmianami, przed drogą, przed podróżowaniem po ścieżkach życia.

Moja przyjaciółka uśmiecha się wtedy do mnie i mówi, że słuchając moich opowieści niemal czuje, że widzi, i bardzo chce mi wierzyć, tak pięknie ta konkluzja brzmi. A wielki pokój jaki moje ‘widzenie’ tchnie w jej życie i świat, potwierdza, że to jest także jej prawdą. Wtedy z kolei ja patrzę na nią znacząco i mówię ze śmiechem: „…a nie mówiłam ci, że ty też widzisz…”.

Dop .2015 r. na dziś jestem gotowa podzielić się z wami tematami których kończąc pisanie „książki” nie byłam gotowa. Dziś sprawa ma się inaczej jestem silniejsza, odważniejsza aby opowiedzieć wam o sprawach trudnych o śmierci i jej doświadczaniu, o chorobach, o złym losie o klątwach i rytuałach odważniej ponieważ dziś zaplewa ludzi ta wiedza. Oczyszczacie się odcinacie czarnymi świecami które są niebezpieczne bardzo mimo, że stosować je chcecie w dobrej wierze. Magia to zło dla was samych nie rozumiecie jak działa i co pozostawia bo działa to ma też śmieci. Jestem gotowa na więcej przykładów i pokazanie wam ich w praktycznych namacalnych przykładach. Dziś nie wstydzę się też wielu z nich, i wrażenia śmieszności które mogę wywołać.

.. Na do-widzenia…

Ja już ukończyłam swoja podróż w tej opowieści a ty pozostań z nią tyle ile zechcesz. Nie podniosę nic ważnego dla ciebie bo to ty wiesz co jest w tym ważne akurat Tobie. Nie podniosę i nie złapię słów dla ciebie ale pochylę się z Tobą i wezmę twoją dłoń w swoją abyś dotknął , oczy ci obetrę abyś zobaczył, nos otrę abyś poczuł, nauczę cię słuchać jeśli zechcesz abyś usłyszał … głosu uśmiechu perlistego w codzienności abyś WIEDZIAŁ … abyś brał… garściami … to co daje ci Bóg…

Z uszanowaniem dla Twojej codzienności pożegnam się z Tobą już teraz … abyś wylądował wtedy kiedy zechcesz … kiedy Serce, Dusza, Umysł, Myśl…. Boży uśmiech dopełni… dla Ciebie…. aż poczujesz pełnię… Agnieszka.

POSŁOWIE

Kiedy pisałam książkę poprosiłam  osoby, które znały mnie najmniej o naskrobanie paru słów związanych z wizytą u mnie, a raczej widzeniem. Większość ludzi trafiających do mnie za oczywiste uważa to co widzę i jak widzę. Niezręcznie jest też prosić ludzi żeby po wizycie zamieszczali swoje opinie o tym co usłyszeli. To niepotrzebne i nigdy o to nie proszę. Jednak ze względu na tę książkę poprosiłam o podzielenie się wrażeniami i odczuciami ludzi, którzy mają lekkość pióra wiedząc, że napisanie paru zdań nie zaabsorbuje ich codzienności. Oto kilka z nich…

Kochana Agnieszko:)

Justynka poprosiła mnie, żebym napisała co nieco na twój temat do książki, którą piszesz. Zrobiłam to z największą przyjemnością, bardzo się cieszę, że napisałaś książkę, koniecznie muszę ją przeczytać! Jak tylko przyjedziesz do Warszawy do Justynki i będziesz miała chwilkę to musimy się spotkać, tęsknimy już z Łukaszem za Tobą 🙂 ściskamy Cię mocno, mam nadzieję, że przyda Ci się to co napisałam. Pisałam z serca i każde słowo jest świętą prawdą 🙂

E i Ł

***

  Agnieszka to miła, ciepła dziewczyna, która wygląda jakby jej celem było upieczenie Ci szarlotki i doradzenie w sprawie sukienki. Bez śladów nawiedzenia, podejrzanych kryształowych kul i turbanów na głowie, budowania sztucznego dystansu i pozorowania wiedzy tajemnej. To było wspaniałe w czasie wizyty. Jak u koleżanki na herbatce. Gdy weszłam, Aga rozłożyła kartkę i zaczęła rysować wokół obrysu naszkicowanej postaci moją aurę swoimi nieodłącznymi kolorowymi kredkami. Rozmowa z nią była bardzo wartościowa, odpowiedziała mi na nurtujące mnie pytania, tchnęła nowego ducha optymizmu we mnie (choć do pesymistów nie należę). Podoba mi się jej głęboka mądrość i spokój, wiara, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko nam się w życiu przyda. Współdzielę jej pogląd. Cenię ją również za konsekwencje i celowość działań – próbowałam ją namówić, żeby zrobiła mi zabieg reiki (bo byłam ciekawa tej metody), ale stwierdziła, że nie potrzebuje tego i tyle było z zabiegu I bardzo dobrze. Zaraziła mnie jednak bakcylem reiki i jak tylko będę miała możliwość zrobię u niej kurs! Dowiedziałam się wielu niezwykłych rzeczy o sobie, mojej rodzinie, moim mężu. Podawała szczegóły, imiona, analizowała moje drzewo genealogiczne, cofała się o kilka pokoleń – skąd znała szczegóły, o których nigdy nie rozmawiałyśmy, a były prawdą? Na tym polega chyba jej magia Fascynująca jest również jej zdolność widzenia przez nas innych osób, naszych przyjaciół. Bardzo pomocna okazała się jej umiejętność widzenia na odległość – mieliśmy nowe mieszkanie i chcieliśmy je oczyścić z energii poprzedniej właścicielki – Aga powiedziała nam jak to zrobić, było to szalenie przydatne i pouczające. Dostałam od niej też ekran zmniejszający promieniowanie komputera, który stosuje do teraz. Agnieszka zrobiła na mnie takie wrażenie, że rozreklamowałam ją wśród wszystkich znajomych, którzy żądają, żebym informowała ich jak tylko Aga będzie w Warszawie. Jeszcze trochę i nie będzie miejsca dla mnie! 😉

Choćbym nie wiem ile myślała jaki minus by tu do niej przypiąć, żeby nie powstała słodka laurka, to nic mi nie przychodzi do głowy. Aga nie należy do osób milkliwych, nawija non stop – ale czy to wada? Nic poza tym. Niezwykle się cieszę, że stanęła na mojej drodze. Gdy tylko mam jakąś wątpliwość, refleksje, wahanie w którą stronę iść, myślę sobie „acha! Pora udać się do Agnieszki”

E.

***

Agnieszko,

Jestem wciąż bardzo zaganiana ale spisałam na szybo kilka moich
przeżyć związanych ze spotkaniami z Tobą. Jeśli uznasz, że coś z tego
chcesz wykorzystać, lub zamieścić jakiś fragment w swojej książce to
możesz mnie podpisać moim imieniem. Może się przyda lub zainspiruje 🙂

****

Dobrze pamiętam moją pierwszą wizytę u Agnieszki. Przypadła na okres
niechcianej rewolucji w moim życiu i choć w głębi duszy czułam, że
zmiany są mi potrzebne to jednak tu i teraz było zbyt bolesne i
męczące. Zastanawiałam się jak to będzie, jak tu streścić, opowiedzieć
te wszystkie wydarzenia, które zapędziły mnie w dany moment.
Oczekiwania miałam ogromne, przyszłam powiedziałam, że ciężko mi żyć w
tym punkcie, że wszystko mnie boli na duszy i ciele i nawet nie wiem
kiedy przeszłyśmy od takich ogólników do detali z danych obszarów
mojego życia. Agnieszka pytała wybiórczo, rysowała mnie i pytała o
różne postaci, które wokół mnie były. Zaskoczyło mnie to, że tak dużo
różnych osób, rzeczy wyszło podczas pierwszej wizyty. Ja rozpatrywałam
mój problem znacznie bliżej, płycej, skupiałam się na ostatnim roku, a
tymczasem w ciągu jednej rozmowy poruszyłyśmy wątki związane z bardzo
szerokim moim otoczeniem, osób żyjących i zmarłych. Pamiętam całą
zamalowaną kartkę i ogrom informacji, z którymi wracałam z
Białegostoku. To spotkanie dało mi bardzo dużo do myślenia, chociaż
był to dopiero początek długiej pracy nad sobą to czułam jak z każdym
kolejnym dniem od rozpaczy, poprzez złość i żal, odnajduje ulgę,
spokój i nowe obszary doświadczania. Czas po wizycie był dla mnie
bardzo cenny, przyniósł mi dużo spokoju, wewnętrznego porządku i
miłości do świata, życia i siebie samej. Po roku od pierwszej wizyty
czułam jakby dokonał się we mnie wewnętrzny remanent. Później przyszło
nowe, dużo nowego i nigdy nie żałowałam tego, że to co wtedy było moim
małym końcem świata się stało. Każde spotkanie z Agnieszką było dla
mnie ważne i owocne ale to pierwsze najbardziej utkwiło mi w pamięci.
To była skuteczna interwencja kryzysowa, takiej pomocy się nie
zapomina.

Kiedyś miałam piękny sen, znajdowałam się we wnętrzu bloku na osiedlu,
na którym mieszkałam w dzieciństwie. Chodziłam po klatce schodowej,
przemieszczałam się między piętrami i podziwiałam piękne kolory ścian.
Te barwy były nadzwyczajne, intensywne, soczyste. Zawierały w sobie
coś magicznego, nieziemskiego. Przysiadałam obok nich i chciałam się
stopić z niebiańskim błękitem, błogą zielenią. Kładłam się w tych
magicznych miejscach, leżałam bez ruchu i czułam jak spływa na mnie
światło, moc danej barwy. To był tak piękny i oczyszczający sen, że
obudziłam się oczyszczona i wzruszona. Spojrzałam na zegarek.
Zorientowałam się, że kiedy spałam Agnieszka robiła mi umówiony zabieg
na odległość.

Często zdarzało się, że podczas pracy z moją aurą Agnieszka widziała
pewne rzeczy bardzo silnie, szczegółowo, opisywała je a ja nie mogłam
ich zidentyfikować. Nie wiedziałam o co chodzi, ona widziała coś
bardzo wyraźnie, a ja byłam pewna, że to nie jest nic mojego. Po
jakimś czasie okazało się, że bardzo wiele innych osób, ich problemów
i dolegliwości widać na mnie. Zaczęłam rozpoznawać kogo to dotyczy.
Byłam zaskoczona, że Agnieszka może widzieć także te problemy moich
bliskich o których ja nie wiem i np. dowiadywałam się o nich dużo
później po naszym spotkaniu.

***

Ściskam Cię mocno i przy okazji mam pytanie kiedy mogłybyśmy się
zobaczyć. Mam dwie koleżanki, które wraz ze mną chciałyby odwiedzić
Cię w Białymstoku.

Buziaki,
Kamila

Bibliografia:

  1. Szewczyk Tadeusz Piotr „Miłość i przebaczenie odmienia Twoje życie”, Białystok 2007, Studio Astropsychologii

  2. Szewczyk Tadeusz Piotr „Reiki sztuka uzdrawiania dla każdego”, Białystok 2003, Studio Astropsychologii

  3. Leszek Matela i Otylia Sakowska „Oddziaływanie kształtów i symboli”, Białystok 2002, Studio Astropsychologii

  4. B.A. Brennan „Dłonie pełne światła”, Warszawa 1996, Amber

  5. A.A. Chrzanowska „Misterium Tarota”, Białystok 1999, Studio Astropsychologii

  6. Leszek i Patryk Matela „Trójwymiarowe talizmany” Białystok, Studio Astropsychologii

  7. Maria Valtorta „Poemat Boga- Człowieka”, Ksiega I, str.198, Katowice, Vox Domini

  8. S. N. Łazariew „Diagnostyka karmy cz.1”, Ładuga Verlage 2009

  9. Swami Rama „Żyjąc wśród himalajskich Mistrzów”, Limbus 2008

  10. T .P. Szewczyk „Twój los w twoich rękach” Białystok 2010 Studio Astropsychologii

  11. T. P. Szewczyk „Vademecum reikowicza”, Białystok 2006, Studio Astropsychologii

  12. R. Sidorkiewicz „Tajemnice aury ludzkiej”, Medium, Sierpień 2007

Kochana Agnieszko:)

Justynka popprosiła mnie, żebym napisała co nieco na twój temat do książki, którą piszesz. Zrobiłam to z największą przyjemnością, bardzo się cieszę, że napisałaś książkę, koniecznie muszę ją przeczytać! Jak tylko przyjedziesz do Warszawy do Justynki i będziesz miała chwilkę to musimy się spotkać, tęsknimy już z Łukaszem za Tobą 🙂

 ściskamy Cię mocno, mam nadzieję, że przyda Ci się to co napisałam. Pisałam z serca i każde słowo jest świetą prawdą 🙂

E i Ł

 Agnieszka to miła, ciepła dziewczyna, która wygląda jakby jej celem było upieczenie Ci szarlotki i doradzenie w sprawie sukienki. Bez śladów nawiedzenia, podejrzanych kryształowych kul i turbanów na głowie, budowania sztucznego dystansu i pozorowania wiedzy tajemnej. To było wspaniałe w czasie wizyty. Jak u koleżanki na herbatce. Gdy weszłam, Aga rozłożyła kartkę i zaczęła rysować wokół obrysu naszkicowanej postaci moją aurę swoimi nieodłącznymi kolorowymi kredkami. Rozmowa z nią była bardzo wartościowa, odpowiedziała mi na nurtujące mnie pytania, tchnęła nowego ducha optymizmu we mnie (choć do pesymistów nie należę). Podoba mi się jej głęboka mądrość i spokój, wiara, że nic nie dzieje się bez przyczyny i wszystko nam się w życiu przyda. Współdzielę jej pogląd. Cenię ją również za konsekwencje i celowość działań – próbowałam ją namówić, żeby zrobiła mi zabieg reiki (bo byłam ciekawa tej metody), ale stwierdziła, że nie potrzebuje tego i tyle było z zabiegu I bardzo dobrze. Zaraziła mnie jednak bakcylem reiki i jak tylko będę miała możliwość zrobię u niej kurs! Dowiedziałam się wielu niezwykłych rzeczy o sobie, mojej rodzinie, moim mężu. Podawała szczegóły, imiona, analizowała moje drzewo genealogiczne, cofała się o kilka pokoleń – skąd znała szczegóły, o których nigdy nie rozmawiałyśmy, a były prawdą? Na tym polega chyba jej magia Fascynująca jest również jej zdolność widzenia przez nas innych osób, naszych przyjaciół. Bardzo pomocna okazała się jej umiejętność widzenia na odległość – mieliśmy nowe mieszkanie i chcieliśmy je oczyścić z energii poprzedniej właścicielki – Aga powiedziała nam jak to zrobić, było to szalenie przydatne i pouczające. Dostałam od niej też ekran zmniejszający promieniowanie komputera, który stosuje do teraz. Agnieszka zrobiła na mnie takie wrażenie, że rozreklamowałam ją wśród wszystkich znajomych, którzy żądają, żebym informowała ich jak tylko Aga będzie w Warszawie. Jeszcze trochę i nie będzie miejsca dla mnie! 😉

Choćbym nie wiem ile myślała jaki minus by tu do niej przypiąć, żeby nie powstała słodka laurka, to nic mi nie przychodzi do głowy. Aga nie należy do osób milkliwych, nawija non stop – ale czy to wada? Nic poza tym. Niezwykle się cieszę, że stanęła na mojej drodze. Gdy tylko mam jakąś wątpliwość, refleksje, wahanie w którą stronę iść, myślę sobie „acha! Pora udać się do Agnieszki”

E.

Agnieszko,

Jestem wciąż bardzo zaganiana ale spisałam na szybo kilka moich
przeżyć związanych ze spotkaniami z Tobą. Jeśli uznasz, że coś z tego
chcesz wykorzystać, lub zamieścić jakiś fragment w swojej książce to
możesz mnie podpisać moim imieniem. Może się przyda lub zainspiruje 🙂

****

Dobrze pamiętam moją pierwszą wizytę u Agnieszki. Przypadła na okres
niechcianej rewolucji w moim życiu i choć w głębi duszy czułam, że
zmiany są mi potrzebne to jednak tu i teraz było zbyt bolesne i
męczące. Zastanawiałam się jak to będzie, jak tu streścić, opowiedzieć
te wszystkie wydarzenia, które zapędziły mnie w dany moment.
Oczekiwania miałam ogromne, przyszłam powiedziałam, że ciężko mi żyć w
tym punkcie, że wszystko mnie boli na duszy i ciele i nawet nie wiem
kiedy przeszłyśmy od takich ogólników do detali z danych obszarów
mojego życia. Agnieszka pytała wybiórczo, rysowała mnie i pytała o
różne postaci, które wokół mnie były. Zaskoczyło mnie to, że tak dużo
różnych osób, rzeczy wyszło podczas pierwszej wizyty. Ja rozpatrywałam
mój problem znacznie bliżej, płycej, skupiałam się na ostatnim roku, a
tymczasem w ciągu jednej rozmowy poruszyłyśmy wątki związane z bardzo
szerokim moim otoczeniem, osób żyjących i zmarłych. Pamiętam całą
zamalowaną kartkę i ogrom informacji, z którymi wracałam z
Białegostoku. To spotkanie dało mi bardzo dużo do myślenia, chociaż
był to dopiero początek długiej pracy nad sobą to czułam jak z każdym
kolejnym dniem od rozpaczy, poprzez złość i żal, odnajduje ulgę,
spokój i nowe obszary doświadczania. Czas po wizycie był dla mnie
bardzo cenny, przyniósł mi dużo spokoju, wewnętrznego porządku i
miłości do świata, życia i siebie samej. Po roku od pierwszej wizyty
czułam jakby dokonał się we mnie wewnętrzny remanent. Później przyszło
nowe, dużo nowego i nigdy nie żałowałam tego, że to co wtedy było moim
małym końcem świata się stało. Każde spotkanie z Agnieszką było dla
mnie ważne i owocne ale to pierwsze najbardziej utkwiło mi w pamięci.
To była skuteczna interwencja kryzysowa, takiej pomocy się nie
zapomina.

Kiedyś miałam piękny sen, znajdowałam się we wnętrzu bloku na osiedlu,
na którym mieszkałam w dzieciństwie. Chodziłam po klatce schodowej,
przemieszczałam się między piętrami i podziwiałam piękne kolory ścian.
Te barwy były nadzwyczajne, intensywne, soczyste. Zawierały w sobie
coś magicznego, nieziemskiego. Przysiadałam obok nich i chciałam się
stopić z niebiańskim błękitem, błogą zielenią. Kładłam się w tych
magicznych miejscach, leżałam bez ruchu i czułam jak spływa na mnie
światło, moc danej barwy. To był tak piękny i oczyszczający sen, że
obudziłam się oczyszczona i wzruszona. Spojrzałam na zegarek.
Zorientowałam się, że kiedy spałam Agnieszka robiła mi umówiony zabieg
na odległość.

Często zdarzało się, że podczas pracy z moją aurą Agnieszka widziała
pewne rzeczy bardzo silnie, szczegółowo, opisywała je a ja nie mogłam
ich zidentyfikować. Nie wiedziałam o co chodzi, ona widziała coś
bardzo wyraźnie, a ja byłam pewna, że to nie jest nic mojego. Po
jakimś czasie okazało się, że bardzo wiele innych osób, ich problemów
i dolegliwości widać na mnie. Zaczęłam rozpoznawać kogo to dotyczy.
Byłam zaskoczona, że Agnieszka może widzieć także te problemy moich
bliskich o których ja nie wiem i np. dowiadywałam się o nich dużo
później po naszym spotkaniu.

***

Ściskam Cię mocno i przy okazji mam pytanie kiedy mogłybyśmy się
zobaczyć. Mam dwie koleżanki, które wraz ze mną chciałyby odwiedzić
Cię w Białymstoku.

Buziaki,
Kamila

DZIĘKUJĘ WSZYSTKIM KTÓRZY WYTRWALI DO KOŃCA.

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.