Agnieszka Bruzgo | 66. … Kargul. Podejdź no do płota. A na cóż? Na okoliczność, że i ja podchodzę…
2367
post-template-default,single,single-post,postid-2367,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

18 maja / 66. … Kargul. Podejdź no do płota. A na cóż? Na okoliczność, że i ja podchodzę…

20150518_133121   20150518_133126   20150518_133135

..Kargul, podejdź no do płota…

Niektóre decyzje doganiają nas dopiero po latach. Nie spodziewamy się nawet, że zwykłe prozaiczne sprawy codzienne mogą mieć konsekwencje nas dotyczące i po kilku latach. I choć nadal błahe w zasadzie widać, że mogą stać się problemem i zwadą na lata. Mało tego widać, że problem może narastać hmm, dosłownie narastać.

Trzeba bardzo uważać na co przyzwalamy a już na pewno na to na co wydajemy zgodę. Czym jest wydanie zgody? I jak może być odbierana przez innych „współzgodnych”.

Sprawa banalna wydaje się ale jednak lekcja której nie rozumiemy ja ani moja siostra. Jedyną reakcją jest zdziwienie. I czekamy. Ja jak rozwinie się ta sytuacja obserwowana przeze mnie a siostra na swoja własna reakcję na dalszy narost problemu. Czegoś tu trudno zrozumieć. Umyka. Nie chodzi tu o to, że można iść do sąsiadów i porozmawiać. To w zasadzie oczywiste. Ale…

Parę lat temu siostrę zapytali sąsiedzi po między: czy mogą przy siatce dzielącej ich posesję którą założyła moja siostra z mężem posadzić… roślinkę. Winobluszcz. Roślinka pnąca szybko rosnąca i nawet koleżanka siostry kiedyś zażartowała, że ona tak szybko rośnie, że w nocy kiedy się obudzi to zobaczy te pnącza na własnej szyi. Po kilku latach przed tą roślinką posadzili jeszcze tuje. Teraz kiedy wszystkie rośliny się „rozpięły” i rozrosły chyląc się na siatkę na stronę mojej siostry. Ma tu miejsce takie oto zdarzenie. Co tu dużo mówić niszczą ją. I nawet zauważył to sąsiad który posadził tę roślinkę na której to posadzenie wydali zgodę moja siostra z mężem. Zapytacie gdzie jest pies pogrzebany? Co ona tu pisze po dwóch tygodniach milczenia na blogu… Ale tak trzymam was w napięciu …mam nadzieję …żeby zostawić was z jednym zdaniem na koniec. Może was pobudzi to jakiś pomysłów i refleksji… Bo my to już w zasadzie tylko chichoczemy…

Otóż sąsiad przywołał siostrę z za płota i zaproponował pomoc: „ Jola powiedz Andrzejowi żeby kupił druta to ja jemu pomogę go zaciągnąć żeby siatka się nie wyginała…”. Siostrę zatkało. Czy słusznie?

Przypomniał się jej też kawał. Jak to ktoś nasrał na wycieraczkę komuś i zadzwonił żeby poprosić o papier toaletowy.

To są bardzo dobrzy sąsiedzi i nie ma między nimi problemów nieporozumień. Nie przeszkadzają sobie ale ta sytuacja wymyka się ze świadomomości i rozumienia dziwnej sytuacji. I nie chodzi już, że i liście Jola grabi. To drobiazg według niej. Ale ta propozycja i rozbawia i przeraża. Lepiej by było gdyby tego nie zaproponował. Czy też macie sytuacje które wam się w głowie nie mieszczą?

Teraz w sumie mamy beczkę śmiechu bo cytujemy różne powiedzonka z filmów i seriali… Jak np. Z filmu „Kogel Mogel”…:cyt. Różne rzeczy jarzem w życiu widział ale żeby takie coś?”

Troszkę na poważnie jednak uważajcie na to na co się w życiu zgadzacie bo potem sprawa żyje swoim życiem i bywa, że jedna ze stron nie poczuwa się do konsekwencji współdecyzji. Pamiętajcie też, że nie żyjecie wiecznie i nic nigdy nie powinno być na tzw „gębę „ żadna decyzja bo dotyczy potem naszych dzieci i wnuków. Nie dla wszystkich każda sytuacja jest oczywista. Jola gdyby była na miejscu sąsiada pilnowałaby takich spraw.

Kiedyś też nasi dziadkowie mający działkę pracowniczą a w zasadzie domek rekreacyjny bardzo dobrze żyli z sąsiadami. O łąki którą kiedyś była … wybudowali zamontowali wspólnie pompę głębinową. Niestety okazało się po latach, że sąsiedzi pomarli a dzieci sprzedali działkę. Na pecha naszych dziadków pompa zahaczała, stała na takiej dróżce miedzowej i nie opaczność na samym początku spowodowała, że jak się okazało pompa stoi na działce sąsiadów jednak. I nic to, że ze 40 lat chyba albo więcej nikomu to nie przeszkadzało. W momencie sprzedaży sąsiedzi odgrodzili tę nieszczęsną pompę z cudowną wodą którą się szczycili obaj sąsiedzi przez wiele lat. Dziadkom omal serce nie pękło z żalu.

Jola też mogłaby w zasadzie awanturę zrobić … ale po co? Nie ma sensu. Bądźmy dobrzy dla siebie. Ale liczmy i zapisujmy wszystko to co może kiedyś poróżnić lub być kłopotem dla naszych bliskich. Nie róbmy też sąsiadom tego czego sami byśmy nie chcieli doświadczyć od sąsiada obok. W zasadzie od rodziny prawie od przyjaciela od kogoś w kim żyjemy w sobie nawzajem.

O sąsiada trzeba dbać jak o jajka mamy taki żart… taka karma sąsiedzka ot.

Napiszę wam jeszcze lokatorach… Myślicie, że tylko ja mam szmergla z ptaszkami? U nas z jakiś nieznanych nam powodów to ajba rodzinna.

20150518_133015    20150518_133019    20150518_133045    20150518_133054    20150518_133107

Siostra mieszka w domu rodzinnym gdzie się wychowałyśmy. I odkąd pamiętamy jest, była tam od zawsze dziura. Dla nas dziura dla sąsiadów „wejście do domu” a w zasadzie wlot. Żyły i żyją tam na poddaszu od zawsze z nami. I jakże się zdziwił szef ekipy ocieplającej, docieplającej dom kiedy siostra poinformowała go, że ma zostawić ten wlot. On pyta: „Poważnie Pani mówi?” Jola odpowiedziała, że tak jak najbardziej. One tam od zawsze mieszkają i było oczywiste dla niej, że otwór ma zostać. Nie było myśli innej na ten temat. Pan do niej mówi ale będzie zimno wiało. Jola na to : Trudno skoro one nie zamarzają żyją i mają się dobrze tyle lat bez ocieplenia to i oni chyba nie zamarzną. Summarum facet patrzył na siostrę jak na durnia i na pewno opowiada o niej historię jako ciekawostkę kuriozum takie… I w zasadzie jak stwierdziłyśmy to my chyba jesteśmy normalne a ludzie dziwni. Nam się w świadomości nie mieściło wywalić z domu kogoś z kim się żyje od zawsze. Jola mówiła a cholera może tam dzieci są, jajka … czy ptaszek śpi.

Kochani to natura taki ptasi lokator nadaje nam status kogoś wyjątkowego, dobrego człowieka. Nie przypadkowo gołąb czy inny ptaszek wybiera Twój balkon na dom dla swojej rodziny. Tobie powierza siebie i swoje dzieci. Nie zawiedź kogoś Istoty która widzi w Tobie światło. To którego Ty w sobie nie widzisz. Nie pozwól mu aby myślał „jak bardzo się pomyliłem” … a nie daj Boże – nie niszcz gniazda.

 

20150514_155758

 

W sobotę spotkałam na klatce sąsiadkę tę mieszkającą pode mną. I pytam jej. Czy Pani przypadkiem ptaszki nie srają na szybę? Ona na to: Nic nie widzę przez ten remont. Wy to nas już chyba dość macie? Odpowiadam: Nie, skąd. Mam wymówkę żeby nie pracować. Jest dobrze. Proszę się nie przejmować. JA zapytuję o te ptaszki. Szpaki karmię w karmniku. Jak będą srały to przeniosę karmnik na drugą stronę balkonu. Moja sąsiadka na to: A kto karmi ptaki na balkonie? Ja. Tak pięknie śpiewają rano mieszkają w tym w gzymsie gdzie kratki nie ma. Ze 3 lata to je karmię żeby nie wyniosły się. Ale srają mi na okno to mnie olśniło, że na Pani okno mają bliżej. Proszę powiedzieć jak będzie problem. Moja sąsiadka na to. Hmmm.. to ptaszki jak nasrają to umyję okno i już.

Powyższy przykład to też obrazowanie pokazujące Państwu sytuację którą określam: on, ona nie ma tego w swojej świadomości. I faktycznie zobaczcie sąsiad bardzo troskliwie i poczuwał się do pomocy i interwencji. Nie miał w świadomości, że to on powinien się tym zająć a szwagier mu pomóc. Nie ma tego w swojej świadomości. Ale ktoś ma świadomość czegoś co jest obce innej osobie…

By Agnieszka Bruzgo in ... PROZA ŻYCIA...
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.