Agnieszka Bruzgo | VII. „KSIĄŻKA” Kolejny ułamek
1574
post-template-default,single,single-post,postid-1574,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

06 Mar / VII. „KSIĄŻKA” Kolejny ułamek

 

DSC_0012

Rozdział VII Dlaczego postanowiłam napisać jak widzę świat?

Otóż pod koniec maja byłam uczestnikiem zjazdu osób, które zajmują się profesjonalnym „uzdrawianiem„ ludzi. Był to zjazd bioenergoterapeutów i uzdrowicielu regionu. Bardzo cieszyłam się na to spotkanie a w szczególności na wykład o widzeniu aury. Bardzo rzadko wyjeżdżam ze swojego miasta i aby się ruszyć muszę mieć tzw. impuls. Nie wiem co zadziałało tym razem, nie wnikam w codzienność mentalnie. Moją ideą jest żyć na poziomie intencji. Jak tylko umiem choć nie zawsze mi to wychodzi.

Najważniejsze było to, że inicjatorem wyjazdu był mój wspaniały wieloletni kolega. Skoro taka propozycja się pojawiła a zazwyczaj nie korzystam z tego typu wyjazdów a tym razem wszystko się działo samo w tym kierunku, postanowiłam pojechać. Widać jest tam coś lub ktoś czego mam dotknąć. Tak zakłada mój system intencji „i nie ma to nic wspólnego z przymusem karmicznym”.

Miejsce okazało się wspaniałe aczkolwiek standardy zakwaterowania nie są tu ważne. Walory duchowe i znajdujące się w pobliżu wspaniałe sanktuarium podniosły aurę miejsca ponad wszelkie przeciwności i niedogodności. Atmosfera była wspaniała a ludzie wyjątkowi, przyjaźni.

W końcu nadszedł czas oczekiwanego przeze mnie wykładu.

W swoim dotychczasowym życiu spotkałam wielu ludzi widzących i uważających, że widzą. Znam wielu zawodowo i prywatnie, nie mam kompleksów. Spotkałam najlepszych, najpiękniejszych i tych mniej świetlistych…Wiem jak i co widzą.

Będąc uczestniczką jednego z wielu odbywających się tam wykładów poczułam jak od lewej strony, około 20 cm w górę jakby ruch w moim polu lub aurze (wybierzcie sobie określenie najbardziej wygodne). To takie uczucie jakby ktoś troszkę wyżej odwieszał delikatnie firankę i odgarniał ją lekko lub zdejmował z waszej głowy pajęczynkę. To opis na potrzeby zobrazowania pewnych zjawisk. Takich opisów będzie więcej, postaram się aby były najbardziej jak to tylko możliwe barwne i żywe. Choć muszę przyznać, że to tylko i tak namiastka odczuć, które trudno niezwykle zobrazować.

To uczucie znałam i już wiedziałam, że ktoś przygląda się, intensywnie wpatruje we mnie. Zazwyczaj w wielu takich i podobnych przypadkach udaję przysłowiowego głupka (wiem, że to nieeleganckie sformułowanie ale wierzcie mi jest najbardziej trafne) i udaję że przypadkiem jakby czuję, że ktoś patrzy na mnie lub poprawiam włosy ruchem jakbym wyczuła, że coś jakiś paproch musnął mnie lub jakbym odganiała jakąś muchę. A wiecie dlaczego? Zazwyczaj jeśli podpatrujący zauważy, że został przyłapany zaczyna robić dziwne rzeczy, w ruch idzie cała jego energia na zamaskowanie tej sytuacji a co za tym idzie wydaje mu się, że ten którego podpatruje natychmiast zacznie go atakować, bronić się. Po prostu energetyczny cyrk. A fajerwerki, symbole i wszelkie magiczne klucze kaskadą rozlewają się po sali lub miejscu, w którym takie zjawisko się dzieje. Będąc świadkiem niejednokrotnie takich „cudów” co jest powszechne np. na targach ezoterycznych i wszelkich wykładach, stworzyłam sobie taki prosty system nie wikłający mnie w zbędne relacje. Po prostu daję zawoalowany sygnał poprzez np. odgarniecie włosów i jest on wystarczający. Sygnał dla drugiej strony, że za mocno zagląda. Często też po prostu udaję, że tego nie czuję a kiedy zaglądanie staje się natarczywe po prostu pokazuję wszystko. Jest ciekawie jak niektórzy sobie z tym radzą. Najfajniej jest jak kilka osób wzajemnie się podgląda i wśród nich trafi się jakiś który sobie tego nie życzy. Ochrony, gromy i iskry idą wtedy w ruch i powstaje takie zamieszanie energii jako baza nieszczerej intencji, że większość ludzi „zamula” a „czujący” czują się źle. Ileż to zmyślonych historii, mitów powstaje w takich chwilach a w skutek zbiorowej paranoi ilości wampirów energetycznych raptownie wzrasta.

A przecież jeśli udajecie się na targi lub w grupę ludzi zajmujących się pracą z energiami to już dajecie zgodę na to żeby na was patrzono. Poza tym pewne potencjały u ludzi po prostu widać.

Wracając do przerwanej myśli. Na wykładzie byli ludzie wg mnie wspaniali i jasne było, że trafi się ktoś kto zachce popatrzeć. Energia grupy oscylowała w barwach ciemnego fioletu i jasnego, perlistego złotem, zielonego. Sala była w kolorze żółtym więc w pierwszej chwili myślałam, że to odbicie od tej żółci daje fiolet, ale nie. Piękny fiolet, głęboki i mądry. A w tym wszystkim najdziwniejsze jest to, że patrząc na tych ludzi nikt nie powiedziałby, że reprezentują tak piękny i czysty, mocny dźwięk koloru fioletowego, który opisywany jest w książkach jako duchowy, świadczący o wysokim tzw. rozwoju. Niby przypadkiem sala pomagała nam na astralnej płaszczyźnie tak pięknie go utrzymać (UTRZYMAĆ – zapamiętajcie to słowo, będzie często się jeszcze pojawiać w mojej opowieści).

Z tym jak i każdym innym widzeniem wiążą się pewne nawet nie można tego nazwać wadami ani zaletami, możliwości.

Kiedy popatrzyłyśmy na siebie z tą Panią wiedziałyśmy już, obie że widzimy i jak. Patrzyłyśmy na siebie przez pewną chwilę i ona pierwsza odwróciła wzrok. Wieczorem lub na drugi dzień już nie pamiętam, zaczął się wykład i jakież było moje zdziwienie, ta Pani, piękna Istota w kolorach jasno-fioletowo-żółtawo-zielonych przechodzących w ciemny niebieski i w podstawowym granatowym poszła według mnie na łatwiznę. Wykład jaki zaprezentowała nosił znamiona pośpiechu i bardzo powierzchownego potraktowania tematu a w związku z tym braku szacunku dla zgromadzonych tam ludzi. Zaczęła brnąć w kierunku błędnym i nieaktualnym przy powszechności obecnej wiedzy ezoterycznej. Zaczęła wypytywać osoby na sali o ulubiony kolor, po czym wyjaśniała, że tenże kolor był barwą aury pytającego. A przecież widziała kolory blisko ciała, do 1,5 m na pewno. Dlaczego więc nie korzystała ze swoich umiejętności by udzielić ludziom bardziej szczegółowej informacji skoro się tego podjęła?

W danym momencie ludzie myśleli już o ognisku i większość była zmęczona, sala była wypełniona energią mentalną i błękitnymi obłokami, co nie znaczyło, że każdy miał tam kolor niebieski czy żółty. Od momentu, w którym Pani zapytała kto chce usłyszeć jaką ma aurę podnosiłam rękę jako jedna z pierwszych. Pani nie zauważała mnie specjalnie i unikała mego wzroku. Lubię Katarzynę Grocholę za jej słowa wypowiadane ustami jednej z jej książkowych bohaterek „tylko się nie poddawaj”. Więc nie poddając się dzielnie trzymałam rękę w górze. I udało się . Na zapytanie: jaki Pani kolor lubi?- wskazałam kolor widoczny na jednym z obrazów (taki biskupi róż ale bardziej bordo, aramant zdecydowany) kolor, którego na pewno nie miałam w aurze w tamtym czasie, a już na pewno nie miałam go nawet w emocjach w tamtej chwili. Pani ewidentnie nie wiedziała co powiedzieć i po chwili zastanowienia odpowiedziała: pani to taka do tańca i do różańca…więcej odwagi. Przecież nie pytała mnie o aurę tylko o ulubiony kolor. A ten właśnie ostatnio mnie fascynował szczególnie wiedza o nim jako o pierwotnym kolorze odcienia czerwieni na naszej narodowej fladze. Podobno polska flaga kiedyś była biało – amarantowa. Warto poszukać w internecie informacji na temat tego koloru.

Moja chęć rozmowy z kimś podobnym, kto widział aurę, prysła jak bańka mydlana a w głowie pojawiła się myśl: „Agnieszko nawet widząc nie mają pewności. Opowiedz o widzeniu i o aurze” Może jeszcze ktoś z widzących odważy się opisać swój kawałek świata. Bardzo dziękuję tej Pani. To jej zachowanie było prezentem dla mnie aby powstała ta książka. Jej pozornie dziwne zachowanie stało się dla mnie inspiracją. Nigdy nie wiemy jak Bóg zainspiruje nauczyciela, który staje na twojej drodze. Czasami właśnie tak.

Jak opowiedzieć o czymś co jest dla mnie oczywiste, wiele rzeczy nie wiem jak nazwać, nie ma na to słów oczywistych. Ciężko mi znaleźć przenośnie i porównania dla pewnych stanów i procesów energetycznych. Cokolwiek zechcę opisać i tak wyda mi się to bezbarwne i płytkie. Jak ująć coś co nie mieści się w liniowym czasie i przestrzeni, jak opisać i pokolorować słowami zjawiska, które nie mają początku ani końca.? A język polski i pisanie?

Tylko się nie poddawaj.

Teraz też nie wiem jak mam to opisać więc po prostu dalej opowiadam o sobie, o tym jak ja postrzegam pewne zjawiska w codzienności. Jest to swoisty almanach opowiadań, historyjek a przygody w nich pokażą wam i mam nadzieję pomogą zrozumieć czym jest widzenie i czym jest aura. A poprzez to przypomni się waszej świadomości stan, w którym widzicie. Nie można chcieć widzieć tylko aury bo to oznacza, że chcecie widzieć same grzyby w lesie. A sam las i ściółka, podłoże i miejsce gdzie rośnie, nie są dla was ważne. A nawet jak dojrzycie grzyba i wyrwiecie go zanim obejrzycie wszystko dookoła czyli gdzie wyrósł w jakim sąsiedztwie zostanie wam do obejrzenia tylko jego smutek no i oczywiście wasza radość z powodu znalezienia grzyba ale gdzie w tym wszystkim jest wiedza o tym co to za grzyb w jakim rośnie lesie co rosło w jego sąsiedztwie i czy nie było tam kupy? A morał z tego taki, że jak masz szczęście to znajdziesz swego grzyba może i wiele innych ale czy potem znajdziesz drogę powrotną z lasu do domu? Czy wszystkie grzyby są jadalne? A czy za drzewem nie czai się jakieś zwierzę? Gdzie jest północ a gdzie południe w tym lesie? Z tą książką jest jak z tym grzybami w lesie, cała wyprawa robi się coraz bardziej skomplikowana. Teraz wypadałoby jeszcze napisać jak należy ubrać się do tego lasu i co wziąć ze sobą…

Rozdział VIII Chwila na opowieść o wampirach energetycznych

Ciepłe oddaje zimnemu a nie zimne chłodzi ciepło, to płyn w szklance z lodem rozpuszcza ogrzewając lód a nie lód ochładza napój. To my tracimy ciepło zimą oddając je na zewnątrz a nie zimno nas chłodzi. Podobno to fizyka.

To zrozumiałam z jednej z wielu wspaniałych lekcji fizyki. Na swojej drodze spotkałam wspaniałego nauczyciela, który wie czym jest fizyka dla swoich uczniów więc podaje ją jako codzienne życie. Każda lekcja jest ciekawa mimo, że to fizyka. Dla mnie najważniejsze jest to, że wśród wielu informacji jest tam wiedza, którą ja widzę i doświadczam widząc. Niezapomniany jest dla mnie wykład o tym co się dzieje kiedy ręką dotykamy gorącej przestrzeni. Poziom intencji nauczyciela jest tak otwarty i szczery, że informacje na poziomie energetycznym, które sypią się na uczniów poza słowami lub trafniej powinnam napisać barwiąc, uświęcając je daje konkretne wskazówki, uwrażliwia i otwiera nieświadome pokłady naszych możliwości. Jestem pewna, że słuchając tego wykładu kilka razy i używając ich do wizualizacji każdy z uczestników wykładu byłby w stanie bez wiedzy ezoterycznej przejść po ogniu. W tych lekcjach uczestniczyłam z moją siostrą Jolą i ona w pewnej chwili powiedziała do mnie aga on mówi o energiach. Ja odpowiedziałam: Tak z łezką w oku. Kochani naszych mistrzów spotykamy w codziennym życiu i czasem naprawdę są niepozorni, nie wiedzą sami o swoim zadaniu, możliwościach. Nie mają pojęcia zielonego o ezoteryce, bioterapii. Ba, wręcz nie wierzą w nie. I mają rację przecież to tylko nieskończona mądrość istnienia, uświęcona Jest Mistyką Tworzenia a tak po prostu matematyką, fizyką, chemią,… itd., Oni nie walczą o uznanie i poklask, nie przeceniają wiedzy, którą mają do zaoferowania oni kochają swoich uczniów a przede wszystkim to co robią. Nikt z ludzi ezoteryki nie powiedziałby, że właśnie ta osoba ma piękne duchowe barwy nauczycielstwa. A znajomi tej osoby tym bardziej nie. Wszyscy oceniliby człowieka, którym się fizycznie jawi.

Narażę się teraz wielu ezoterykom i nie tylko. Otóż nie ma czegoś takiego jak wampiryzm energetyczny. Na gęstszych płaszczyznach można nazwać tak niektóre zjawiska energetyczne. A właściwsze byłoby sformułowanie „relacja energetyczna nazywana wampiryzmem nie istnieje”. To jest tak jakby powiedzieć komuś: Spróbuj mi ukraść powietrze. Pod wodą w łodzi lub w zamkniętym pomieszczeniu owszem można ale są to nienaturalne warunki i w zasadzie tez podlegają prawom duchowym. Moi drodzy, jeżeli wam kradną energię oznacza to, że nie jesteście w jedności w warstwach aury 5, 6 i 7 . Jesteście tam silni i zwarci poprzez wszystkie zabiegi ochrony i sztucznego, mentalnego wzmacniania swojej aury, jak dętka od opony w autku wyścigowym Kubicy. Na jazdę na krótki dystans po torze wyścigowym to cudeńko sprawdza się doskonale ale przejedź nim, z Białowieży na wybrzeże. Analogiczne odwrócenie sytuacji nie ma sensu, z toru wyścigowego nigdzie nie dojedziesz, gdyż są to sztucznie wytworzone warunki aby doświadczyć czegoś. Widziałam takich mocarzy. Moce, siła, konsekwencja wyuczona ćwiczeniem, oddychaniem, dietą ,medytacją i jedyny pożytek z tego taki, że widzą coś, walczą z tym lub uznają za mistrza, bożka. Ja troszkę dziwię się jak widzą a właściwie jakie informacje odbierają i jak one na nich wpływają? Skoro ośrodki duchowe nie mają racji swobodnego przepływu energii poprzez siódmą i ósmą płaszczyznę aury z całym istnieniem.

Jeżeli już ktoś nas skubie energetycznie, bo umie, ma wiedzę ezoteryczną i energetyczną to najpewniej macie ze sobą relację karmiczną lub na porozumieniu energii duszy sami wyraziliście tu świadomą lub dla was tu nieświadomą zgodę. Nasza duchowa płaszczyzna nigdy niczego nikomu nie żałuje. Bardzo chętnie się dzieli, wzmacnia, ofiarowuje siebie. Jeśli nawet najczarniejszy człowiek uskubie kawałek z istoty będącej ze źródła światła, to ten skradziony promyk będzie coraz mocniej rozświetlał duszę tamtego i będzie zalążkiem uzdrawiającym jego uwikłane istnienie. A poza tym nie można, napełniać, wlać, nalać lub przelać wody do szklanki będąc z nią zanurzonym w oceanie. Tak?

Wszystko jest teraz, wszystko jest już, nie ma przeszłości i nie ma przyszłości. Nie ma początku ani końca, nie ma góry ani dołu. Nie ma dobra ani zła… Wszystko Jest.

Jakże smutno jest słyszeć kiedy ktoś o swoim domowniku lub bliskim mówi: on to jest wampirem energetycznym, ta sąsiadka to kradnie energię. To bardzo skomplikowany proces karmiczny, a bardzo często duchowy. W wielu wypadkach dotyczy osób lub ich przodków, które są odcięte od wymiarów duchowych. Dzieje się tak dlatego, że kiedyś albo wyrzekły się Boga, pochodzą z ze światów demonicznych lub kosmicznych a często były po prostu wyznawcami dziwnych kultów religijnych bądź członkami systemów sztucznie wytworzonych. Zatraciły umiejętność dostrojenia do wyższych wibracji w Istnieniu Bożym i ci z którymi spotykają się w życiu mają im w tym pomóc. Czasem tylko tak, że zasilają ich swoim światłem. Jeśli przyczyną jest odwrócenie się od Boga wyrzeczenie go zazwyczaj kryją się pod tym wielkie dramaty duszy. Ciążąca od pokoleń dręcząca energia bólu nieopisanego. Dręcząca w dwójnasób ponieważ wzmocniona pierwotną tęsknotą za powrotem do domu. Jeśli dusza powracała lub kotwiczy w światach demonicznych, wiąże ją zazwyczaj ogromne poczucie winy i zachowanie dziecka, które kopie rodziców i mówi im coraz to przykre bardziej słowa aby z własnej niemocy po prostu bez słów przytulili go mocno i powiedzieli kocham cię. I Bóg ich tuli ale oni mają w jego miłości wolną wolę i w nieskończoność mogą wystawiać go na własną wydumaną próbę. On i tak trzyma ich w ramionach. I tak robi każdy kto z Boga. Robimy to nieświadomie tu a z wielkim poświęceniem „TAM”. Kochamy jak matki kochają swoje dzieci skazane za najcięższe zbrodnie, jak uzależnione od narkotyków dziecko, które puka do drzwi domu ledwo trzymając się na nogach. Taka jest ludzka dusza stworzona przez Najświętsze Istnienie – Boga po to aby kochać.

Bardzo szczegółowo obejrzałam to zjawisko kiedy w bloku mojej babci zaczęły podupadać na zdrowiu sąsiadki, które odwiedzała jedna z nich. W jednym z przypadków osoba do, której tamta chodziła najczęściej w odwiedziny musiały się skończyć ponieważ pani leżała jak przysłowiowa roślina. I mam tu na myśli w tym porównaniu tylko to, że nie miała z nikim świadomego kontaktu i była zdana na opiekę i pomoc innych. Sprawa zainteresowała mnie jako zjawisko w chwili kiedy kobieta nie miała już do kogo chodzić ponieważ wszystkie sąsiadki uciekały przed jej codziennymi wizytami. Z racji bliskiego sąsiedztwa koleżanąa zaczynała być moja babcia, która zaczynała błyskawicznie podupadać na zdrowiu. Nic konkretnie po prostu słabła, więdła w oczach, usychała. Badając to zjawisko chcąc je przede wszystkim powstrzymać obejrzałam wiele informacji, które dały mi piękną naukę o Nas Ludziach i Duszy Istot Ludzkich. Wszystkie kobiety w wyższych częstotliwościach wiedziały o tym co się dzieje z ich energią a owa Pani była członkiem ich rodziny dusz. Tak wiele jeszcze nie wiemy o naszej istocie i celu, zadaniu naszego życia na ziemi. Bądźmy ostrożni w swych osądach. Może to my byliśmy sprawcami lub jedną z przyczyn, której skutkiem było odłączenie się wyższych wibracji powszechnego pola Boskiego tej osoby- Duszy…

Nawet ci, którzy świadomie podłączają się pod nasz system energetyczny nie robią tego bez naszej wiedzy. Energia, która pozornie ubywa ma swoją informację, czasem jest to obciążenie karmiczne i nie wiadomo wtedy czy to dobrze, czy nie dobrze jak mawia Tadeusz Szewczyk. Kluczem nie jest walka i coraz to mocniejsze ochrony energetyczne tylko podwyższanie wibracji poprzez dobre działanie, radość życia i miłość do bliskich, przyjaciół, zwierząt i natury. Pogłębianie doświadczenia jedności i wspólnoty, która działa dla swojego najwyższego dobra. Wszystko co tu napisałam nie oznacza na godzenie się i niesprzeciwianie kiedy ktoś nas okrada z naszej energii czyli nie ma potrzeby łaknienia jak „wampir”krwi do życia ale apetyt na nasze zasoby żeby sobie pofolgować o to jest właśnie kradzież energetyczna. Rozbój i bandyctwo. I takich kradzieży jest niewiele to rzadkość ale za to są bardzo skuteczne bo mogą prowadzić do śmierci z powodu utraty energii eterycznej.

Ale proszę abyśmy troszkę inaczej podeszli do zagadnienia z innym nastawieniem, inną myślą i intencją. Reagować należy zdecydowanie ale z miłością bez antagonizmów, złości, oskarżeń. Przejrzałam wiele takich procesów i jest to temat rzeka właściwie ile osób tyle pięknych opowieści. Smutnych, dramatycznych ale także radosnych dających nadzieję i pokazujących inny wyższy wymiar naszego bytu. Jakże piękny, Chrystusowy.

Nie mam zielonego pojęcia o fizyce ale uczy mnie jej świat energetyczny. Otóż jeśli usiądziemy blisko burczącej, drgającej z dużym natężeniem maszyny co się stanie? Po jakimś czasie albo zaczynamy jej się poddawać i drgacie jak ona lub walczymy, napinamy mięśnie i staramy się powstrzymać potrząsanie, wtedy zazwyczaj przegrywamy i źle się czujemy. Poobserwujcie to zjawisko widać kiedy rolnik jedzie ciągnikiem, jeździec na koniu, my na rowerze pagórkami.

Mam też inny przykład ale młodsze pokolenie niekoniecznie może pamiętać o tym, że były kiedyś takie samochody nazywane beczułką lub ogórkiem. Jazda nimi to była nauka jak się czuje galareta „małomięsna”. Trząchało, aż się podskakiwało. Wszystko bolało po takiej jeździe i to drganie wyczuwało się nawet w nocy, zwłaszcza po dłuższej podróży. Miało się wrażenie, że nie całe ciało jeszcze uwolniło się od tej jazdy. Ja mam to nadal po jeździe pociągiem. Jako dzieci z siostrą wynalazłyśmy na to zjawisko lekarstwo. Po prostu poddawałyśmy się tym drganiom. Podskakiwałyśmy i pozwalałyśmy aby nasze ciało luźno bujało się na boki przy skręcie, w górę, w dół na wyboju. Luźno głowa szyja, policzki i zęby. Była masa radości, śmiesznych min i przewracania oczami. Gdyby nie to samochód okazałby się wampirem energetycznym. I tu powstaje pytanie. Czy aby na pewno można by tak go nazwać? Ta sama reguła dotyczy ludzi. A wygląda to tak. Kiedy jesteś w stanie radości i czujesz się dobrze zdrowo, rozluźniony to energia twoja i otoczenia lśni i promienieje wokół ciebie i w tobie. Ta energia drga w sobie charakterystyczny sposób.

Kiedy ktoś mówi ci, że bliska ci osoba to twój wampir energetyczny to uciekaj i nie od członka rodziny a od oznajmiającego ci te nowinki. I przypomnij sobie przykład z początku książki lub poczekaj a jeszcze się pojawi informacja o tym jak my sami obdzielamy różnych członków rodziny lub obcych energią aby realizować swoje cele. Wiele żon zasila biznesy mężów własną energią karmiąc ich. I dajemy ją dzieciom przed maturą i w potrzebie. Takie naturalne zjawisko wielu uzdrowicieli widząc wasze emocje związane z problemem nazywają właśnie wampiryzmem energetycznym. Może i wasza relacja z mężem tak wygląda ale gwarantuję ci, że dajesz ja sama bo wiesz, że musi przerobić lekcję taką to a taką żeby dziecku waszemu było lżej. Żeby kiedyś wnuk był zdrowy a nie odziedziczył po dziadku niespodziankę jakąś. Teraz rozumiecie?.

8.1 Wymiana energii informacji między ‘przypadkowo’ spotkanymi ludźmi

Wszystkie wątki jakie powstają w pozytywnym a także negatywnym scenariuszu życia w końcu i tak źródło swoje mają w Bogu wpływając pozytywnie na rozwój uczestników relacji.

A oto przykłady do samodzielnego poćwiczenia świadomości. Ja rozwinę jeden wątek a wy spróbujcie hipotetycznie na wiele innych sposobów rozwinąć dalej podane relacje, biorąc pod uwagę że wszystkie wątki jakie powstaną w pozytywnym i negatywnym scenariuszu w końcu i tak źródło swoje mają w Bogu i tak wpływają pozytywnie na rozwój uczestników relacji.

A teraz wyobraź sobie jedziesz autobusem i przysiada się do ciebie starsza osoba, schorowana, jest otwarta duchowo, ma duże doświadczenie duchowe, piękne wzorce i programy na życie pełne miłości i spełnienia np. w małżeństwie. Jeśli oboje siedzicie na luzie milcząc a może rozmawiając następuje synchronizacja drgań. Wtedy kiedy wasze przypadkowe podobno spotkanie trwa wasza energia koryguje siebie nawzajem jeśli można tak powiedzieć. Siedzisz radosny oglądasz to co za oknem raptem ogarnia cię błogi spokój i myślisz o osobie bliskiej swemu sercu. Patrzysz na kobietę mocno trzymającą dziecko za rękę, które się szamocze i wyrywa, przyglądasz się scenie i widzisz desperację i złość w postawie matki, determinację w oczach dziecka. Obserwujesz wokoło ruch na ulicach, jest ciasno na chodniku, ludzie się śpieszą zamyśleni, zamknięci we własnych światach pośpiechu, zmartwień i pewnie radości, i gdyby nie matka rozdeptaliby to dziecko, potrącali… Scena wydaje się w pewnym momencie tak napięta a wy rozluźnieni tak się w nią wczuwacie, że sami nerwowo rozglądacie się czy aby matki uścisk jest wystarczający, czy samochody nie jadą za szybko. I nie wiedzieć czemu przypomina się wam wasza matka, która jeszcze 2 dni temu suszyła wam głowę jakimiś lękami, słowami, które rozwijając się duchowo odebraliście jako zbędne, nisko wibrujące a może i was obciążające. Robi się wam ciepło na sercu … Dziękuję mamo, że jesteś, niby mało znacząca scena a zaczynacie rozumieć matkę i dziecko, które chce tylko stanąć bliżej krawężnika i przyjrzeć się jadącym samochodom… Rozluźniacie się bardziej, piękniejecie, emanujecie uzdrowieniem i miłością, szacunkiem do wszystkich kobiet i matek. Równolegle od początku sceny… Starsza kobieta przysiada się i po chwili wzdycha czuje młodość, sympatię, uśmiecha się do siebie spostrzegając spokój na Twojej twarzy i ciekawość w oczach obserwujących świat wokół. Dopełniacie się wzajemnie. Twoja energia rozjaśnia niby niechcący jej plecy… I starsza Pani zerka na zegarek, rozgląda się wokół upewniając się jakby czy nie ma kogoś znajomego. Jeszcze poprawia się siada i myśli jej płyną do ukochanego męża. Przeżyli razem z pięćdziesiąt parę lat opiekując się sobą nawzajem. Ich miłość jest mocna, święta, radosna i świętująca… Przeżyli rozstanie w czasie wojny myśleli, że już się nie zobaczą ale mieli wiarę, pewność w Bogu i odnaleźli się. Teraz mąż lekko niedomaga a ona właśnie wiezie mu leki, jakieś zioła i zakupy. Uśmiecha się filuternie na krótką myśl o tym jakie ma smakołyki dla męża. Energia miłości, dbałości, poświęcenia i opiekuńczości w stosunku do męża powoduje, że w tobie jak piękny kwiat rozkwita delikatna myśl o twoim ukochanym… Przypominasz sobie jego uśmiech, czuły gest a twoje serce zalewa fala miłości, jest tak intensywna, piękna i dobra, emanująca empatią, troską, że jej rezonans w tym samym momencie otula szczelnym kokonem twojego ukochanego…jak porannym pocałunkiem… wzdychasz… niby bez znaczenia. Ona w tym czasie bierze haust powietrza…Starsza pani planuje już śniadanie i obiad…, dziękuje Bogu też za cudownego męża, wspólne lata spędzone razem, te dobre i te złe… Starsza pani cieszy się, że mają jeszcze siłę opiekować się sobą nawzajem. Przetrwali…Brrr…brrr.. To do ciebie sms… sięgasz do torebki i promieniejesz wokoło światłem miłości, które mimochodem otula starszą Panią, i ucznia, który stoi parę metrów dalej podenerwowany, myśląc o klasówce… matkę, myślącą o synu i jego sprawie w sądzie… im wszystkim robi się lżej… za sprawą Twojej osoby??? A może starszej Pani??? Na ustach i twarzach współtowarzyszy podróży pojawia się ulga… U chłopca świta myśl… może jednak choć na dwóję dam radę… nie był taki trudny materiał… Matka wspomina dobre uczynki syna, jego uczynność i dobro, zaszczepione do jego serca w dzieciństwie, przecież nie jest zły i Pani sędzia na pewno zobaczy to w nim… i da mu szansę… Sięgasz po telefon a tam… Kocham Cię …Bardzo… X. …Autobus zatrzymuje się kolejno na przystankach, ludzie wsiadają i wysiadają… A opowieści a właściwie „rozmowy” między ludźmi trwają. Wymieniają się energią, dobrą ale i czasem „złą nowiną”. Kontynuujmy… Wieczorem Twój kochany opowiada Ci jak dziś cudem unikną śmierci. Jak raptem olśniło go co jest w życiu ważne… Wśród wielu słów pada zdanie: „W pewnej chwili poczułem piękno, miękkość, bezpieczeństwo … i znikną gniew na kolegę a kiedy zalała mnie fala tego miękkiego, pociekły mi łzy i ujrzałem… anioła, który podtrzymał moje plecy w pięknym łuku i pomógł zachować równowagę… Ocalił mnie przed upadkiem z dachu. Wiedziałem, że miękkość pomogła mi przyjąć tę pomoc…”.

A starsza Pani…??? Wchodząc do domu… Kochanie … wydawało mi się, że jestem taka zmęczona ale chwila odpoczynku w autobusie i tak jakoś mi odpuścił ból w plecach i sercu, lżej się zrobiło … mam tyle sił, że może pojedziemy dziś po śliwki i zrobię Twoją ulubioną konfiturę. Pamiętasz opowiadałam Ci jak w 43 roku… na wsi u cioci Władzi robiłam ją z myślą o Tobie???

A teraz pomyślcie gdyby dziewczyna zarażona manią wampiryzmu popatrzyła z niesmakiem na starszą kobietę, zmęczoną i bladą… interesując się ezoteryką w ruch puściłaby machinę ochron i odizolowania… Jak wtedy potoczyłyby się „energie”…? Zróbcie sobie takie symulacje innych płynności energii. Dziewczyna się odgradza … skupia w medytacji… myśli, o sobie i swoim chłopcu… On omija wypadek, ale jak ta sytuacja wpływa na rozwój duchowy uczestników tej przestrzeni energetycznej?

Kochani te wątki można ciągnąć w nieskończoność i mogłabym dalej opisywać zależności i przykłady wymiany informacji ale teraz czas na nowy wątek i inne przykłady.

Mężczyzna lat ok. 30-40 przymyka oczy, wzdycha …patrzy na zegarek szacując ile mniej więcej czasu zajmie mu podróż autobusem. Widać, że jest sprzyjająca okazja, wyciąga z plecaka… swoją mp.3, wkłada słuchawki w uszy i już jeden przycisk – Start i przenosi się momentalnie w swoje wewnętrzne przestrzenie. Energia jego wibruje szybko, w zielonych, lawendowych barwach, poprzez coraz ciemniejszy fiolet i róż, wokół niego i w nim…ponad nim kłębią się szybko ale spokojnie kłęby energii…, które przechodzą w wiele wymiarów, energia naciąga przestrzeń w autobusie… lekko podchmielony Pan siedzący w pobliżu, wracający z pracy… zmęczony po nocnej zmianie … wstaje i nie wiedzieć czemu przesiada się… gdyż robi mu się słabo… dwa siedzenia z przodu młoda dziewczyna ociera zimny pot z czoła… zaczyna ją lekko mdlić … czuje się źle… w obrębie jej brzucha energia się rozjaśnia… jakby haustem łapczywie wchłania w siebie energię, która rozrzedza się … i podlewa obficie tym razem nowe życie, o którym nie wie a kwitnie w dziewczynie w jej wnętrzu. Rozgląda się nerwowo… czuje coraz większy niepokój i jest jej po prostu źle. Stan swój ocenia z punktu swojej percepcji… I ewidentnie jej coś szkodzi. Ten proces podniesienia jej wibracji mógł przebiec delikatniej np. gdyby pospacerowała w parku. Ale wszystko dzieje się dobrze i widać nastąpić miało to tu i w tych warunkach. Mężczyzna czuje się zdenerwowany i ma coraz większe poczucie winy z powodu tego, że dał się namówić koledze na buteleczkę piwa. No cóż może żona mu wybaczy zważywszy na to, że dziś jego wieloletni kolega z pracy ma urodziny. Jest dobrym człowiekiem, od wielu lat opiekuje się z żoną i swoją chorą córeczką. W końcu tylko kilka razy w roku zdarza im się skusić … Nikt nie zauważył na początku skulonego mężczyzny na tylnym siedzeniu, którego twarz wykrzywia się w dziwnym grymasie… targa nim gniew, smutek i coraz większa niechęć do współpasażerów… denerwuje się, walczy coś w nim, już wie, że wróci do domu z pustymi rękami, ponieważ nic nie uda mu się dziś ukraść… A niech mały zorganizuje sobie coś w szkole… Jaką bułę…W końcu wczoraj musiał się napić … i nie poszli na upatrzoną chatę. W autobusie mało ludzi….i nikt do skubnięcia. Złość, gniew narasta…wsiada kobieta lat ok. 35 sięga do kieszeni po bilet…, a z jej kieszeni wypada 20 zł… mężczyzna podnosi niezauważony pieniążek i szybkim ruchem chowa do kieszeni….Jest zadowolony… ma małemu na bułę…i na poprawkę starczy…jedzie ale czuje się źle. Coś targa jego wnętrzem…, jakby starało się mówić poprzez niego… walczyć … Właśnie dosiada się grupa ludzi… rozbawiona młodzież jedzie do szkoły, jest poniedziałek i wspomina głośno sobotnio-niedzielne wyczyny. Jest ok., ale pomału niektórzy z nich stają się coraz agresywniejsi, rozglądają się nerwowo, oczy jakby zachodzą im lekką mgłą i szukają… szukają, lub można by rzec coś w nich szuka źródła z którego…rozchodzi się częstotliwość wypraszająca gości z ich umysłów. U jednej z dziewczynek gość taki siedzi już ze 2 –3 lata… od andrzejkowego wywoływania duchów… U chłopca z żółtym szalikiem od imprezy mocno zakrapianej alkoholem z dodatkami… Goście nie chcą opuścić swoich domków jakimi są ciała tych dzieci więc poprzez nie szukają źródła częstotliwości… ich intencja …zakłócić wibrację… zaczepiają współpasażerów…spokojnie wyglądającego pana, przysypiającego sobie …sypią się epitety w kierunku młodej matki… wreszcie namierzają młodego chłopaka… który troszkę medytuje…, jego energia nie jest aż tak szybka aby go nie zauważyli… pominęli, byłoby to możliwe za jakieś 20 min słuchania tego co słucha… wtedy jego poziom energii byłby na tyle szybki, że byłby poza czasem… jednak młodzież skupiła się na nim… już mieli ruszyć w jego stronę kiedy spostrzegli jeszcze jednego pasażera siedzącego obok chłopaka….nawet nie śmieli go zaczepić… „Goście ich” wiedzieli, że to co w nim mieszka jest dużo potężniejsze od tego co mieszka nich. Tamten nie czuł się zagrożony przez medytującego. Wszyscy prowadzą na swój sposób zadowalające życie. I z płaszczyzny tych ludzi … kto okazałby się wampirem energetycznym?

Przede wszystkim zauważcie, że często wibracja wyższa, szybsza wzbudza agresję, niechęć i podejrzenia u niższych częstotliwości. A powód może być różny. Tu wcześniej podałam tylko taki najbardziej oczywisty. Nie oceniajcie zjawisk, ludzi i sytuacji. Każda z wyżej wymienionych. osób ma wolną wolę i jeśli jest nią „paść” u siebie demona, czy też innego ducha, duszę, czy inny byt to jego osobista sprawa, nic miejcie do tego nic dopóki nie prosi nas wyraźnie o pomoc. Każdy ma święte prawo być tym kim chce i to tylko my określamy i to według naszych kryteriów, że jest zły. Patrząc z innej strony, tych złych, sytuacja się odwraca. W naszym przykładzie wszystko zadziało się spontanicznie i można by powiedzieć, że to duchowa płaszczyzna zadbała o wymianę fizyczno-chemiczno- Duchową.

8.2 Nie sądź po pozorach. Ludzka skłonność do szukania winnego

Ale jakże często nam się zdarza ingerować w świat innych bez ich zgody w imię dobra postrzeganego według naszego systemu wartości, może to „to” jest tym wampiryzmem ? Jak myślicie?

A oto przykład.

Kilka lat temu oczyszczałam pewną Panią. Ewidentnie coś towarzyszyło jej przez wiele, wiele lat, niekoniecznie wpływając na nią pozytywnie. Głównie czuła smutek, żal, kuliła się w sobie. W domu psuły jej się wszystkie możliwe sprzęty, doświadczała trudnych sytuacji i większość ludzi, z którymi miała kontakt uciekało od niej. Nie można było jej pomóc. Chodziła od przysłowiowego Ajfasza do Kajfasza, szukając pomocy. Diagnozy były różne – klątwa, duch, żyły wodne, klątwa rodowa. Tak to wszyscy podejmowali mniej lub bardziej udane próby oczyszczanie tej Panią i próbowali odciąć, uwolnić ją od energii- oprawcy. Ponieważ wszelkie zabiegi jej nie pomagały lub pomagały tylko czasowo, po jakimś czasie owa Pani trafiła też do mnie.

Ja jednak mam inne podejście do klątw, duchów, dusz, demonów, zbłąkanych duszyczek, tudzież innych Istnień. Po pierwsze wyznaję pogląd: „Ufam Tobie Jezu”, że Bóg Ojciec jest miłością rozmiłowaną w nas i całym stworzeniu bez wyjątku. I wiem, że gdyby sam szatan ukląkł i szczerze załkał z prośbą o pomoc w staniu się lepszym, czystszym i w nawróceniu, Jezus Miłosierny, w którego ja wierzę przytuliłby go do serca i błogosławił nawróceniem.( Zauważyłam jak pięknie oddziałuje modlitwa Ojcze Nasz wypowiadana po łacinie. Zdziwiło mnie jak potężny wpływ ma ta modlitwa na uzdrowienie.) Szczerze zachęcam do tego.

Ja staram się nie oceniać na ile dam radę i cały czas uczę się jeszcze tego. Różnie to jest widziane przez innych. Zazwyczaj ludzie chcą znaleźć winnego swoich nieszczęść, chcą kary, rewanżu, zemsty, pomsty niejednokrotnie ofiary. Z mojej diagnozy i punktu widzenia przykład tej Pani nauczył mnie i pokazał, że nie wszystko jest tym czym widzimy teraz. Przy osobie tej rzeczywiście znalazłam potężną istotę demoniczną. Szukając źródła z którego przybywa i przestrzeni która jest dla tego bytu charakterystyczna, niewiarygodne było dla mnie to, że bardzo szybko prześledziłam tą drogę, a w miejscu właściwym dla istnienia tej energii (jakby domu takich istot) zczytałam informację z człowieczeństwa tej istoty i przewinęły się przeze mnie karmiczmne informacje. Sytuacje, które zetknęły ze sobą w fizycznych życiach moją klientkę i tę istotę jako człowieka. Relacje jakie wówczas zobaczyłam i sposób traktowania przez moją klientkę osoby która teraz jest tym dziwnym bytem zaszokowały nawet mnie. Wniosek był oczywisty, moja klientka przez wiele żyć stykała się z tą osobą, nie mogąc przepracować tej relacji i za każdym razem traktowała ją coraz gorzej. Siłą napędową była zemsta, z powodu nieumiejętności wybaczenia, utrzymywania urazy. Ta istota bardzo zabiegała o wybaczenie w różnych życiach, ale jej wysiłki szły na próżno. Po każdym życiu była coraz bardziej rozczarowana, a w pewnym momencie ich role zaczęły się zamieniać, problem zaczął się pogłębiać. A jedna z tych osób tak zabrudziła swoją duszę, że z czasem stała się istotą demoniczną. Po śmierci ze swoim bólem i żalem utknęła w pewnej przestrzeni, do której powracała za każdym razem po kolejnej reinkarnacji. A jej własne części światła które pozostały w przestrzeniach źródła istnienia nadal zabiegały o pojednanie tych dwóch istot. Moje zadanie polegało na podniesieniu wibracji mojej klientki i jej przestrzeni do takiej częstotliwości, która pozwoliłaby przetransformować informacje wielu wcieleń. Zajęło to około półtora miesiąca pracy. Chciałam tu zauważyć że największym czynnikiem uzdrawiającym w tym procesie była nasza rozmowa która uświadamiała moją klientkę w szczegółach tej relacji. Niezasadne byłoby samo odczepienie jej od owej istoty, gdyż nie rozwiązałoby to tego problemu. W bardzo wielu wypadkach wiedza o przyczynach, relacjach zdarzeń które działają na ludzi destrukcyjnie, które ich dręczą pomaga w pojednaniu się ze wszystkimi częściami układanki. Mnie ten przypadek nauczył nie stawiać klienta w pozycji ofiary, bo to wcale nie jest dla niego dobre, zaciera tylko obraz prawdy. Wybaczenie i nadstawienie policzka jest często zasadne w sytuacji która nas spotyka.

Niektórzy mianem wampiryzmu energetycznego określają też wszelkie imprezy zbiorowe, które najczęściej „wypompowują” wróżbitów, jasnowidzów, radiestetów i innych ezoteryków.

Jeśli weźmiemy za przykład imprezę andrzejkową, która odbywa się w lokalu to z reguły jest to miejsce, którego nie znamy, jest nam obce i co najważniejsze nie wiemy, czym było to miejsce kiedyś. Co się tam mieściło? Jeżeli jest to lokal, to na pewno podaje się tam alkohol, który nie sprzyja porządkowi energetycznemu. W taki wieczór zazwyczaj ludzie są po lampce lub 2 wina, po kuflu lub 2 piwa i już dyskusyjna robi się kwestia stawiania kart. Zakładam więc udając się w takie miejsce, że jest to spotkanie tzw. niezobowiązujące i nie ingerujące zanadto w człowieka. Nie jest to ani odpowiedni czas, ani miejsce na głębsze wynurzenia. Niemniej jednak po takim wieczorze czujemy się zmęczeni, brakuje nam energii i chęci do pracy. Dlaczego? Z mojego doświadczenia obserwacji kolegów i koleżanek wynika, że po takich imprezach lub udziale w targach ezoterycznych, sprawa wygląda następująco. Załóżmy, że powierzchownie zajrzeliśmy i doradziliśmy coś około dwudziestu, trzydziestu osobom. To jest jakbyście 30 razy mieli skoczyć na różnych spadochronach, i za każdym razem zebrać cały sprzęt do kupy, podnieść, przenieść w inne miejsce, tam zwinąć go i zostawić w bezpiecznym miejscu, a potem wziąć kolejny, po to aby znów skoczyć itd. Dostrojenie się do każdej z osób to wyczyn w takich warunkach, a jeśli są bardzo różne energetycznie, to staje się to po jakimś czasie bardzo męczące i na długo wyczerpujące. I nie ma tu nic do rzeczy sam człowiek. Po prostu tak jest. Po takiej pracy energoterapeuta, jasnowidz, wróżka, jest osłabiona, zwalnia obroty. Od ogólnego potencjału indywidualnego zależy jak długo to trwa i jak przechodzimy rekonwalescencję energetyczną. Także w większości wszelkie zabiegi magiczne, ochrony przed rzekomym wampiryzmem energetycznym po prostu odgradzają od ludzi, którzy zdecydowali się do nich zwrócić ufając w skuteczność pomocy.

Według mnie wampirów energetycznych nie ma, są skomplikowane umowy dusz niezrozumiałe dla nas kiedy rozpatrujemy je z punktu naszego codziennego …życia.

Ciąg dalszy nastąpi…

By Agnieszka Bruzgo in "KSIĄŻKA"
No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.