Agnieszka Bruzgo | 81. … Na pomoc, na ratunek człowiekowi …SOS… zgubionemu w samym sobie…
2521
post-template-default,single,single-post,postid-2521,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

30 Cze / 81. … Na pomoc, na ratunek człowiekowi …SOS… zgubionemu w samym sobie…

20150605_175957 już jestem… zawsze wracam … czasem potrzebuję … siebie dla siebie….  Na końcu tekstu piosenka…  Tulę was mocno do serca wszystkich razem i każdego z osobna…

Ostatnie dni czerwca… odliczam z utęsknieniem i po raz kolejny w tym miesiącu tęsknie spoglądam na kalendarz. Potem w siebie i pytam? Nic nie mam ludziom do powiedzenia? Nie mam czym się podzielić? Nie bije mi szybciej serce? I nie słyszę w sobie słów własnych do siebie: żeby tylko nie za pomieć i zdążyć za potokiem myśli, słów i przeżyć każdą emocję barwiącą słowa i idee które zawsze chcę Ludziom zaglądającym do mnie przekazać? Tak z siebie, z serca więc wszystko musi być szczere i prawdziwe jak doznanie surfera czekającego tej jednej fali a potem jedna po drugiej z chwili na chwilę … być razem… A tu nic? Pusto? Niepokoję się ponieważ wchodzą bez pukania myśli analityczne powinnam coś napisać bo „nic” gości w czerwcu na moim blogu. Coraz głośniej serce puka kiedy wstaję rano i nie słyszę i nie myślę o zaczętych artykułach „nic” się „nie dośpiewuje”. Ale najbardziej zaniepokoiła mnie myśl: statystyki spadają. Co proszę? Jak? Statystyki spadają? I drgnienie nieznaczne we mnie nasłuchujące uczucia paniki które logicznie wiem, że powinno się pojawić po tej myśli. Uf… nie ma. Dzięki Bogu. Kiedy statystyka zacznie nade mną panować i wyznaczać moje bytowanie w blogu koniec jakiejś epoki we mnie nastąpi. Zacznie się upadek. Zaglądałam na nie bo były wyznacznikiem czy jesteście. I o czymś mi mówią ale nie może być to sztuczny twór sam w sobie. A w pewnym momencie wskazywały nawet same 6. Było ich 4.

20150606_152846

Kiedy spadły znacząco i nie zrobiło to na mnie najmniejszego wrażenia podsumowałam = super… coś zaliczyłam. Jakiś egzamin. Następny lewel… w życiu Duszy w ciele …lżej … tu. Ale może i gdzieś indziej??? Tak gdzie indziej też.

Co dzień wstawałam z postanowieniem dokończenia moich artykułów do chwili kiedy zrozumiałam, że nie mogę się zaangażować w „nic” bo samej mi to przeszkodzi w doświadczeniu tego czasu. Zaczęłam szybciej analizować informacje kiedy zwolniłam uwolniłam się z presji a właściwie owe informacje same we mnie się układały przesuwały jak kulki liczydła. Nieskończone ilości kulek w nieskończonej ilości liczydeł poruszających się w pionie, poziomie i w kierunkach o których nie miałam pojęcia, że istnieją. Trudno nawet nazwać to poruszaniem w kierunkach… Kiedy „jest” znika i pojawia się w innym miejscu ale nadal na liczydłach i wiem, że nie zeszły z trasy nawet kiedy pozornie nie było ich widać. Były. Poruszały się z gracją i ufnością przynależną Bogu. Jego dziełu. Zapanował spokój we mnie zaczęłam obserwować. Ludzi i siebie to czego doświadczał świat w czerwcu tego roku. … I nadal nic nie pisałam ba zaglądam na bloga sporadycznie sprawdzając czy pisaliście komentarze i czy czasem nie trzeba im otworzyć bramki.

Pozostało też czekanie które męczy kiedy zewsząd słychać ludzi czujących się jak ja opisujących podobne coraz dziwniejsze zdarzenia tego miesiąca. Zagubionych w niewiadomej. Kiedy tak się dzieje i w ciągu jednej chwili w zasadzie w jednym tygodniu odzywają się ludzie kogo tylko znam i nie znam. Chcą szybko się spotkać lub łakną kontaktu lub w dziwnym terminie a także zjeżdżają się z świata do rodzinnych domów wiem, że dzieje się coś w przestrzeni czyli coś co dotyczy wielu ludzi. Niesie im zmianę na lepsze w założeniu… Ale bywa różnie… Bo na przestrzeni lat obserwuję, że czasem się cofamy i idziemy inną drogą. …

Parę linijek dalej znajdziecie jeszcze słowa świadczące o tym, że właśnie tu zaczyna się początek moich rozważań. Czyli poczucie, że tekst ma wiele początków. I to jest prawda. Nie będę tego zmieniała… Za każdym razem chciałam napisać to co wydawało się sednem… I tekst jest pisany w różnych dniach na przestrzeni czerwca. I w każdym zaczynaniu pisania wam o czerwcu jest sedno. Bo taki właśnie jest dobiegający końca czerwiec….

Czerwiec to miesiąc prawdy o sobie takiej do szpiku kości, badającej nasze postawy i weryfikującej poziom prawdziwej uczciwości i prawdy o sobie o „sowich” swoich wyborach. Wszystko inne stoi. Niech za przykład podam sytuację kiedy jedna z pięknych Istot pyta mnie o miejsce do pracy po przeniesieniu całej grupy do innego budynku. Niby nic i proste…Ale nie oczywiste kiedy widać, że ta sytuacja jest egzaminem dla układającego, rozmieszczającego ludzi, grupy i indywidualne osoby. Postępuje według klucza „widzi mi si” który obciąży nie tylko tę osobę i jej „wspólników” tasujących karty na widoku ale dodatkowe karty i rozkładanie ich nieuczciwe… A nie musi tak być… Może zda egzamin? Strach coś myślą ruszyć.

To miesiąc czekania, miesiąc niewiadomej której nie można i nie powinno się przekazywać ludziom bo właśnie jest bardzo niewiadoma. Masa sytuacji kiedy jesteśmy świadkami swojego lub kogoś, innych wielu innych ludzi w grze o siebie i swoją Duszę. Dla mnie to najtrudniejszy czas jest …był … w ciągu kilku ostatnich lat. Co raz widzę kiedy zmienia się „coś” nowy program jakby w świadomości zbiorowej ludzi dochodzą nowe cechy serca duszy …a ich wibrację światłą uda się jak najwyższą uzyskać lub nie… Najpierw pojawia się kolor w aurze. Nieśmiało lub bardzo agresywnie szybko wdziera się… Powodując dezorientację i poczucie nie poznawania samych siebie, dziwią własne nie oczywiste reakcje na zdarzenia i ludzi. Tak było kiedy pojawił się kolor różo-borda nie wiem nie umiem go opisać… I tak jest teraz. Zapowiadało się to od paru miesięcy kiedy w aurach u ludzi wybuchł kolor czerwieni… Nie nadążałam w zakupie kredek i nadal nie wiedzę wielu kolorów zamkniętych w drewnianej szkatułce takich które widzę w aurach. Nie rozumiem do końca wszystkich uczuć, emocji i tego co niesie dla świata taka zmiana w tej wibracji która się wyłania. Bo przyniesie i wiele. Dary lub zniszczenie. Ale nie globalnie tu nie będę wam nic tłumaczyć… Tak jak zawsze pokażę indywidualizm. Tam w podsumowaniu Istnienia naszego nikt nie zapyta i nie da się wyłgać. TAK MI KAZANO, Takie przepisy miałem stosować. Taki rozkaz dostałem…

Sumienie. SUMIENIE… to klucz tego miesiąca… Postępowanie, czucie siebie i innych „według własnego sumienia” trwanie w swojej postawie oczywistej dla swojego systemu wartości. Nie poddanie się segregacji systemowej … Utrzymać trzeba …było stan… „jam jestem w Bogu”. Pomagały w tym sytuacje aż kuriozalnie dziwne, niespodziewane niesamowite. Ludzie w zasadzie cuda opowiadali. Co im się przydarzało. A gama doznań, potoki słów, emocji i uczuć ich sprzeczność której nie rozumieli generowała łzy i radość do szpiku kości. Lub porażkę, pokrzywdzenie złość gniew chęć”udupienia kogoś” jak to nazwała jedna z osób. W jeden dzień kochający się ludzie rozwodzili… a na drugi godzili w przerwie wartościowali takie argumenty których na co dzień w sytuacji między sobą nie zauważali lub wydawały się im nie ważne. Jednym słowem wyłaniały się cechy ukryte i trzymane na smyczach instynkty które trzeba było określić. Jako te które są tylko niegroźnym”zabiję cię” lub rzeczywistą chęcią dokuczenia komuś do szpiku kości, do żywego. Ciężko było ludziom zachować pozorną dobroć, życzliwość i przyjazność. Obłuda wymakała się im spod ich kontroli. Spadały maski. I trzeba było się określać. Przepraszać szczerze lub nie. Reflektując się w swojej postawie zachowaniu. Wspomnę wycinek pewnego opowiadania ale już z radością wypowiadany: Mój maż już wie jak ja mam na imię. Bo od lat brzmiało ono: WEŹ…. weź to, weź tamto… owamto…

Ale były to głównie sytuacje które wybijały ludzi ze schematów, nienaturalnych zachowań. Z modeli postępowania które kształtują postawy i sposób traktowania innych i siebie…< poprzez to. Współudział w schemacie wbrew naszej natury jest zbrodnią na samym sobie. Jak to działa? Najtrafniej ja sama tego doświadczyłam w prozaicznej sytuacji zmiany sieci telefonicznej. Tak, tak kochani… jak zawsze pokazuję wam, że wcale nie w wielkich wydarzeniach dojrzewamy i definiuje się nasza przyszłość, nasz los i naszych bliskich ale właśnie w takich nic nie znaczących wydawałoby się sytuacjach. Niepozornych zdarzeniach i wyborach. I to właśnie każde nawet najmniejsze niepozorne wydarzenie, nasza myśl o nim, odczucie serca oraz potraktowanie siebie i innych uczestników zdarzenia jest przełomem, efektem motyla dla naszego życia i Duszy… Pamiętajcie o tym. Kupinie bułki bezdomnemu, nawet pijanemu… I zrobienie każdej najdziwniejszej rzeczy kiedy tylko ujawni się w was ten najcichszy impuls… najdrobniejsza czynność, słowo, uścisk ręki… Wyniesie do nieba każdy wyrok który być może na was zapadł wydany przez siebie samego… Zbilansuje na bieżąco przyszłe wydarzenia dla was. A może to być byt, życie i zdrowie wasze lub waszych bliskich. Hmmm. Wasz lub waszych bliskich… Jak to głupio może brzmi…ale… Wasze zdrowie i życie, byt to zdrowie, życie i byt waszych bliskich. Rozumiecie.

Także w czerwcu byłam i jestem jeszcze świadkiem cudów ale i upadków, cofnięć … „skareleń Duszy” poprzez wolę działania wbrew sobie i sercu oraz wspomnianej Duszy na rzecz wyborów schematów ”bezpiecznych”, zachowawczych. Folgowaniu uczciwości, życzliwości i własnym „widzi mi się”. Twoje „widzi mi się” dziś może być: być i nie być czyjegoś życia… A wtedy w bilansie i TWOJEGO i twoich nie tylko dzieci ale i wnuków.

Kiedyś oglądałam program o naukowcach i wynalazcach w czasach Związku Radzieckiego kiedy to wszystkie ich dokonania szły „na konto państwa”. Ma się rozumieć finansowe wyniki również. Sprawa o której wam chcę napisać wyglądała tak: Pokazano rozmowę mężczyzny nie pamiętam oczywiście nazwisk … który to chciał być przedstawicielem sprzedażowy nazwijmy to tak czegoś co nazywa się „tetris”. To najbardziej znana gra na świecie, komputerowa zabawa na której powstało właściwie wszystko jeśli chodzi o gry. Mężczyzna zanim zjawił się u stosownego urzędnika „związkoradzieckiej administracji” zaznaczam. Wiedział, że jest pionkiem i z nim staną w starania o możliwość sprzedaży na świat tego produktu „wielcy”. Szukał więc czegoś co będzie jego atutem. I znalazł. Zapytacie cóż to za łebski plan musiał mieć? Jaki cwany musiał być i sprytny? Jego planem była przejrzystość i jawność. Pokazał cały plan uczciwie podając nawet ile on sam na tym zarobi. Prostota i głupota a może szczerość, uczciwość transakcji i jego samego spowodowała, że to on został wybrany. On wdrażał „tetrisa” w świecie. Może i nie powinien w ogóle się w to mieszać bo właściwie sprzedawał zagarnięty przez system produkt ale w tamtym czasie tak ci ludzie tam żyli. Nawet twórca gry tworzył ją korzystając z narzędzi systemu socjalistycznego, komunistycznego i oni uważali go za swój.( kochani 2.07 dopisek… zobaczcie jak to jest … użyłam wycinka przykładu mężczyzny a tu macie drugie dno tzw. sprawy … może uda się wstawić link- onet napisał artykuł o twórcy tetrisa…) kliknij………..I tu żeby nie zapętlić się trzeba uznać, że to co chciałam wam pokazać to model zachowania tego mężczyzny. Nie chcę dyskutować o systemie państwa bo zabrniemy za daleko w politykę.

Zachowanie indywidualne.

Nie zmienię przeszłości świata ani tego jak funkcjonuje ale dziś jestem uczciwy we wszystkim co robię. Postępuję teraz dziś poza przeszłością i przyszłością. Teraz dziś jestem uczciwy i postępuję zgodnie ze swoim SUMIENIEM. Jakkolwiek inni to oceniają. Powiecie ale nie którzy mają straszne sumienie. Ale to ich sumienie i oni będą doświadczali jego konsekwencji poza naszą oceną i zajmowaniem się nim.

Ja jestem oudsaiderem, dziwakiem, nie poddaję się schematom i mechanizmom które narzucają zachowanie, konwenanse i przede wszystkim grę. Negocjacje które kształtują mnie samą poza mną? Nie pozwalam. Nawet swoim kosztem wycofuję się. Nie poddaję się żadnym naciskom i sugestiom sprzecznym z SUMEINIEM.

I taki był dla mnie głównie ten miesiąc. Nie pozwalałam sobie i innym na zachowania wobec mnie które by narzucały ugodowość zachowań w sprawie jakiegoś „interesu” zdarzeń. Interesem nazywam korzyść nie mam tu dosłowne znaczenia biznes jako biznes. Nie pozwalałam świadomie lub nie. Ponieważ zdarzyło się dosłownie nie świadomie, że zadziały mechanizmy które nie były nauką dla mnie tylko komuś ze mną. A i dla mnie takim sprawdzianem czy trzymam się i jak głęboko wyznaczonych zasad. W skrajnym wypadku nie wpuściłam do domu koleżanki ponieważ się nie zapowiedziała. Do mnie, do nas od lat nikt nie przychodzi niezapowiedziany. Nikt. Każdy się umawia. Są telefony i nawet kiedy ja nie odbieram to odbiera mąż i syn. Tym bardziej, że wymaga tego praca przy telefonie na portalu. W pewną niedzielę nie wiem dlaczego coś mnie „zaangażowało” wewnętrzny głos w odkurzanie w domu. W życiu w niedzielę nie odkurzam. W tygodniu też zlecam ten obowiązek synowi raczej … Ale cyk… Odkurzacz… sumiennie zabieram się do pracy. A potem okazało się, że nie otworzyłam drzwi osobie która miała impuls do mnie przyjść bez zapowiedzi. Tak normalnie miałabym dylemat. Rodzina byłaby w popłochu. Ze względu na „swobodny strój” i mój również. Sprawa rozwiązała się sama poza mną. Nie słyszałam nic dzwonek się zacina od lat… dzwoni kiedy chce… Tym razem chyba nie zechciał. Drzwi obite od wewnątrz „po staremu” wygłuszone … Nie przepuszczają dźwięków…

Ten czas energii w przestrzeni zaczął się już około połowy maja spójrzcie wstecz jak dziwnie ułożyły się wybory i co się zaczęło dziać w waszym życiu pod koniec maja. Stare układy runęły… Lewica przekombinowała i teraz może w ogóle wypaść z gry…

Kochani nie bądźcie jak reprezentanci lewicy … Jeśli schodzić ze sceny życia lub płacić rachunki to niech będą za szczere konsekwencje naszych wyborów sumiennych. Trzeba zrewidować i przywrócić to słowo ze słowników na powrót wprowadzić do naszego życia.

Czerwiec dzięki Bogu, że już się kończy. To najtrudniejszy miesiąc dla ludzi od kilku lat. Miesiąc skarg i utyskiwań, zawiedzionych oczekiwań i łez ludzi. To miesiąc STOP. Wszystko jakby zwolniło jak nie zatrzymało się. Ale to jeszcze nie to. Efekty które wypracowali ludzie podczas tego miesiąca przyjdzie się spłacać jak zaciągnięty kredyt wobec innych ludzi przez 30 lat nawet. Lub też dostaniemy bonusy w postaci spłaconych starych długów, zobowiązań karmicznych. Prezentów od losu. To był a raczej jest jeszcze przez parę dni(godzin) miesiąc bilansów życiowych.

Podczas tego miesiąca ludzie doświadczali wszelkich sytuacji związanych z uczciwością i prawym działaniem. Dobrym rzetelnym postępowaniem wobec innych.

Już od połowy maja a najbardziej pod koniec zaczęło coś „się świecić” i było czuć dziwną energię budzącą kompleksy, uśpione poczucie wartości czy to objawiające się wybujałym ego i wielkim mniemaniu o sobie czy to umniejszaniu sobie i użalaniu. Całość miała pokazać każdemu ustawienie siebie w miejscu prawdy o sobie takiej wyważonej prawdziwej uczciwej sumiennej wobec siebie. Kim jestem? Poza schematem systemem? Jakim jestem człowiekiem, jaki jestem dla innych, jak postępuję w życiu? Z kim lub czym jestem związany? Co wyznaję? Indywidualna cenzurka moja jak wygląda? Jak wyglądam z bilansem o sobie kiedy ocknę się poza pracą z rachunkiem i wytycznymi zachowań w pracy w życiu? Za postąpienie uczciwie czy nie?… A raczej Sumiennie… według standardów własnej uczciwości.

Cały miesiąc od początku zgłaszają się do mnie ludzie, masa ludzi. Obcych, przyjaciół, znajomych opowiadają niesamowite historie jakie się im przydarzają. Ja już wiem co się dzieje ponieważ sama również dostrzegam sytuacje związane z tym co dzieje się „w przestrzeni”i działaniom tym podlegam jak każdy w doświadczaniu codzienności. Los wielu ludzi w tym czasie stał na znaku zapytania w rozdrożu gotowy ukierunkować ruszyć drogowskazy które zakręcą się pokażą zakryte zapisy na sobie i wskażą dalszą drogę lub zawrócą. Od spraw błahych po bardzo ważne każdy doświadczył świadomie bardziej lub nie kontaktu chociażby z kimś lub czymś co miało się wobec nas zachować : uczciwie lub nie uczciwie. Obejrzyjcie ten miesiąc sobie… Poszukajcie … I co ?

Jedna z najdziwniejszych historii … Dzwoni kurier, że ma przesyłkę. Ile mam pyta osoba – przygotować pieniędzy. Odp.:139 zł… Hmmm a mieli nie doliczać kosztów przesyłki. Telefon do sklepu internetowego. Chwila rozmowy … kobieta natychmiast przelewa różnicę… Przyjeżdża kurier wręcz paczkę i każe sobie zapłacić 119 zł…??? Heloo… Znów telefon do sklepu nieporozumienie kurier jak przyjechał z paczką kazał sobie zapłacić właśnie 119 zł… Myk myk konsternacja i na kartce zapisany numer do zwrotu dla kobiety sumy którą ona zwróciła… Rozstanie piękne… Zdumienie pozostaje… A tu znów telefon dzwoni kurier … Mam przesyłkę. Co ? Co jeszcze ma Pan coś dla nas? Już Pan był przecież przed chwilą. Odp.: Nie nie byłem. „Na ile” jest ta paczka ? Na 139 zł… Hmmm… Już wiem…Przyszła z 3 miesięcznym opóźnieniem… mam nadzieję, że zrozumieliście … zamieszanie… Dało się opanować choć wisiało poddenerwowanie na włosku… Paczką okazała się gierka zamówiona dużo, dużo wcześniej … bo udało się zapomnieć aż o zamówieniu… wszyscy zdali egzamin. Najbardziej cieszył się Michałek bo dostał w końcu swojego Batman na którego już nie liczył.

Innych przykładów nie ma sensu przytaczać. Chodzi właśnie o to abyście zrozumieli, że nasze życie i gra o Duszę rozgrywa się we właśnie takich niepozornych partiach i rozgrywkach. I na nie zwracali uwagę a nie czkali na wielkie egzaminy spektakularne.

Opowiem wam tylko co działo się z ludźmi …Troszkę na własnym jak zawsze przykładzie.

Otóż funkcjonowaliśmy jak wybebeszeni na wierzchu… Dla ludzi czujących i intuicyjnych był to czas ciężkich zmagań z energią w około. Ja do dziś a jest 23 ledwo żyję momentami. I od kiedy próbowałam załatwić coś w związku z kończącą się umową u mojego wieloletniego operatora w plusie… przeżyłam prawdziwe męki … Zaglądając w inne sieci również nie było łatwo. W świecie umów i pertraktacji. Zacznę od tego, że w tym roku nie dostałam ani jednego „zaproszenia” sms-owego nawet do salonu w sprawie dobiegającej końca umowy. Każdy z rodziny dalszej i znajomych opowiadał jak to ich tam z miesiąc, dwa już meczą. Od każdego dostawałam rady i podszepty jak z nimi postępować aby dostać dobre „warunki”. Dla mnie istny kosmos. Już nawet dzwoniłam z zapytaniem kiedy mi się umowa kończy bo nie wiarygodne było, że do mnie nie dzwonią. Syn z mężem żartowali, że mnie na listę głupich wpisali. Bierze co dajemy od lat i sama przed czasem przedłuża kontrakt. Płaci coraz więcej. Nie wybrzydza. Dzwonię na infolinię po raz kolejny i jak na złość jak podczas rozmowy powiedzieć: Człowieku ja cię czuję, widzę zanim wydukasz propozycję. W rozmowach odpowiadano na moje zapytania i dodatkowo pytano czy jestem zainteresowana przedłożeniem umowy. Tak ot jakby to dla nich ważne nie było. Odpowiadałam nie lub po którejś rozmowie z Panią która tylko zapytała mnie czy zleciłam komuś procedurę przejścia? Tak zapytała, że odpowiedź była podświadoma człowieka prawdziwa ale świadomie dopiero po czasie zajarzyłam, że o to jej chodziło. W każdym razie ja uczciwie dawałam do zrozumienia, że czekam na ofertę przez telefon nic nie załatwię i na nic się nie zgodzę. Kobita nawet zapytała o co mi właściwie chodzi. Nie zrozumiała, że ja uczciwie czekam aż umowa dobiegnie końca i czekam na ofertę poważną na pozostanie w sieci. W pewnym momencie dostałam plam na ciele, serce mi łomotało… i podczas rozmowy z konsultantką po prostu się spociłam. Kiedy czułam energię zjawiska i jej samej … zamykałam się i brakowało mi słów bo energia nasłuchiwała i czuwała. Wcześniej kiedy zaszłam do salonu miałam odczucie, że coś mi tam zostanie zabrane. Bo nie powiedziałam wam, że już 19 czerwca była w salonie zmienić dane firmowe. Czekałam z tym z pół roku na czas wizyty właśnie w związku z przedłużeniem umowy. Pani zaproponowała „gówno” poinformowała mnie, że średnio płacę 90 zł. I się dziwi skąd tak dużo ponad abonament na co odpowiedziałam, że chyba nie chcę wiedzieć tego. Zaproponowała mi telefon za 700 zł. Ale to już kiedy dzwoniłam do niej z domu. Bo na miejscu kiedy mówiła była opryskliwa kiedy tłumaczyłam jej, że ja nie będę robiła podchodów i jestem wyedukowana przez szwagra i znajomych jak mam postąpić kiedy umowa się skończy. Powiedziałam, że nie chcę czekać i teraz chcę poważną ofertę. Pani na nucie rozmawiającej z idiotką pozbyła się mnie. Miała: „wyjechane” jak mówi młodzież dziś na to czy zostanę w tym plusie czy nie. Ale ja durna wierna … A raczej lubiąca kochająca plus od lat szanująca go bo inaczej po co by mi tam było być… nadal drążyłam… Wiem po co tam trwałam. Od lat moje sprawy załatwiała Pani Kasia z Lipowej… I właściwie tylko dla niej chyba byłam w tym plusie. Nie ważne. Tylko teraz poszłam gdzie indziej aby zmienić dane bez kolejki. Jak wspomniałam nie chciałam ja też tej Pani słuchać ale co miałam powiedzieć czuję Panią … wiem co chce Pani mi zaoferować. I na pewno nie jest to poważna oferta. W końcu się zirytowała. Hmmm… może miała rację. W każdym razie jak wspomniałam żeby być uczciwa i dać jej szansę zadzwoniłam i zapytałam za ile dostałabym telefon podałam model… Usłyszałam 700 zł. I że oni w salonie nic ponad ofertę nie mogą…. Mija parę dni… czas końca umowy się zbliża a do mnie nikt nic nie pisze i nie dzwoni… Sama znów dzwonię… Pani zapytała właśnie o to o czym wam już wspomniałam czy ktoś za mnie prowadzi procedurę przejścia więc ja jak wspomniałam odpowiedziałam NIE. I mówię, ble ble,,, po raz kolejny na nic się nie zgadzam i czy jest dla mnie oferta w salonie. Nie oferty ale oferta dla mnieeeee!!!!… Tak jest, padła odpowiedź. Wyszliśmy z mężem… i synem bo ich umowa w Tmobile się skończyła miesiąc temu. Czekali na koniec mojej i jak zawsze zapraszali do Tmobile gdzie mąż jest od lat a syn zszedł z tel w plus gdzie miałam również jego numer. Poszedł do Tmobile kilka umów wcześniej bo tam były ciekawsze oferty ale ja trwałam. Ja z tamtą z Tmobile od nich mam też od kilku lat patyk czyli internet. Oni mieli ciekawszą umowę na 2 telefony i internet niż ja na jeden firmowy telefon! Wcześniej mówiłam to w plusie kiedy mi proponowano internet ale nikogo to nie zaciekawiło i myśleli, że zapewne żartuję i chcę coś od nich a to moja gra… Każdy mówi: „przejdę do konkurencji”. Ta opowieść właściwie to opis mojej lojalności do operatora sieci. W każdym razie. Nikt w mojej sieci nie wydedukował z rozmowy, że ja naprawdę czekam na ofertę ostateczną uczciwą i nie w mojej naturze jest granie z nimi. Upominanie się straszenie ich odejściem. Z okoliczności wynikało to jasno. Pytam o ofertę ostateczną.

Poszłam z mężem i synem do Tmobile z zamiarem przejścia do nich bezsilność mnie powalała. Wiedziałam, że plus się nie ogarną. Wiem takie rzeczy bo mi ludzie płacą za wiedzenie o różnych sprawach. Ale żeby uczciwie postąpić mówię do chłopaków. Paweł postój w kolejce a my jeszcze obok do plusa zajdziemy bo tam ma być „oferta dla mnie”. Pani na linii kiedy ją pytałam czy będzie oferta „w salonie dla mnie” kiedy tam dziś zajdę odpowiedziała : Tak, będzie. A nawet jest. Głos wskazywał w nucie zmęczenie rozmową ze mną. Wizyta ostatniej szansy.

Zaszłam i pytam czy jest dla mnie oferta Pani WPISUJE DANE WYCIĄGA KATRECZKĘ I pyta …hola hola … oferta ? Ona ją zaraz będzie łatać. Więc oferty nie ma. Żeby skrócić i jeszcze dać ostatnią, ostatnieńką szansę …. Mówię: nikt z Państwa w salonach nie zaczął rozmowy ze mną od tego, czy jestem w stanie, mam wolę płacić średnią rachunków czy je obniżyć. Ja od razu mówię jestem w stanie płacić te 90 zł. I czy może mi w związku z tym zaoferować od takiej stawki telefony jakie mogę wybrać. Zawsze Państwo dawali taką listę opcji… Odp: Nie. Dopiero jak wydrukuję… coś tam to wtedy … Koniec. Podziękowałam… Poszliśmy obok… do Tmobile. Zaszliśmy też i do playu… i wszędzie energia transakcji dusiła choć w play najmniej ponieważ jakoś mnie nie ciągnie do tej sieci. Jest ze mną nie kompatybilna. Wczoraj kiedy próbowałam załatwić coś w salonie dwóch sieci … Przeżyłam apogeum… czując energię ludzi… Dusza moja zapłakała… Wzięłam oferty nie mogąc się skupić i powiedziałam do męża idziemy do domu przeanalizować wszystko ponieważ jest coś nie tak… wstrzymujemy wszystko… Muszę wiedzieć co i jak czuję. Tak żal mi było rozstawać się z moją siecią w której byłam przez 15 lat albo i więcej chyba, że dawałam jeszcze szansę na potraktowanie mnie uczciwie…i nic. Uwierzcie mi najgorsze jest wiedzieć co o was ktoś myśli … Ja ratowałam sytuację i chciałam żeby oni przerobili kontakt bez podchodów… Powiedziałam szczerze co i jak i czy mają ofertę bez podchodów. Ludzie chcieli grać i mnie wciągnąć w grę teflonów, ofert negocjacji i czekania a umowa gaśnie 26 czerwca… Podjęłam decyzję, na dziś przechodzę do innej sieci… Dołączę do męża i syna którzy są w konkurencyjnej sieci. Ja lojalnie grzałam miejsce w swojej licząc również na lojalność…

W Tmoible super załatwiliśmy sprawy przez internet… Syn dostał telefon który mnie proponowano za 700 zł uwaga za 4 GROSZE… jak przyszła dostawa byliśmy przygotowani na 9 zł. Ja czekam mam w drodze Sony z3 za 99 zł. I abonament na wszystko za niecałe 100 zł. Nawet nielimitowane rozmowy na terenie Unii europejskiej. Wszystko bez limitu. I najważniejsze telefon… bo to dziś o nie toczy się negocjacja. BĘDĄ LEPSZE FILMY I ZDJĘCIA DLA WAS NA BLOGU … TAK SIĘ CIESZĘ Z TEGO… już idzie zamówiłam też nowe lampy i namiot bezcieniowy… 

20150629_124104

A teraz do sedna co z tego najważniejsze… bo nie sama przygoda… a to co z niej wynika i pozostaje.

Energia ludzi w dzianiach systemowych jest bezduszna, mątwia … Pomija człowieka… Nie jest to ich wina ale też i samego systemu ograniczającego swobodę ruchu na kontakt z ludźmi takimi jak ja np. nie mieszczącymi i nie dającymi wrzucić się w modne zachowania w gry z niewiadomą zasad.

A wiecie co słyszałam od ludzi w salonach obu sieci? Że oni nie mogą tyle co w internecie ich sieć. Wiecie co to znaczy? Oni tego nie widzą i nie walczą nic nie robią aby wyrównać szansę jako pracownicy salonów ze sklepami … Do czego to prowadzi … tak na poboczu… to energia jaką miały wordy zanim ludzie się nie cofnęli… Egzaminatorzy podcięli uczestnicząc i realizując zadania systemu bez szemrania… gałąź na której siedzieli… A teraz robią to salonowi przedstawiciele..

Ludzie są przyzwyczajani do transakcji korzystniejszych niby poprzez internetowe strony operatorów…. Pracownicy salonów nie widzą lub nie chcą widzieć, że uczy się ludzi korzystać z internetowych umów z ich firmami…z konsultantami… I przyjdzie czas, że uznają pracodawcy salony za niepotrzebne ,,, … Ale polak po szkodzie kiedy już siedzi dupą z gałęzią pod nią zdziwiony na ziemi i piłą łańcuchową w ręku. Ta piła to do tego służy???? Zadumany pyta sam siebie.

Teraz ja w tym wszystkim. System chciał wymusić na mnie zachowanie nie zgodne z moja naturą. Szwagier mój od razu powiedział rezygnuję z was. I przeszedł weryfikację na kontakt do człowieka który zajmuje się odchodzącym. Dalsze negocjacje były owocne. Ale też dopowiem jeszcze durne spostrzeżenie bo nie zapisał nikt, że telefon dla syna tam dali mu za 3 zł. A potem kiedy dzwonili do niego żeby swoją umowę przedłużył zaproponowano mu ten sam model za 300zł!!! Aż rugną.

Wszyscy doradzali mi tak: oni czekają na mocne słowa i zagranie z nimi. Wtedy gratulujemy. A ja? Nie jest w mojej naturze takie działanie. Lubię stawiać sprawę tak jak należy. Czy jest oferta dla mnie? Lub z ich strony nie przedłużyła Pani jeszcze umowy i widzimy, że Pani czeka jak nigdy dotąd. Mamy dla Pani taką to a taką propozycję. Co Pani na to? Tak jest według mnie sumiennie. I najważniejsze dlaczego nie inaczej? Bo wtedy uruchamiam w sobie cechy sprzeczne z moim systemem wartości a kiedy tak się dzieje zmieniamy naszą osobowość w tym wypadku na gorsze bo aby coś wyzyskać nawzajem od siebie. To 2 tarotowych pentakli… Klątwa za którą się płaci życiem. Samobójstwami w skonfliktowanych stronach kiedy są powiązane energią stałości rodziny lub jak tu długoletnim związkiem … relacją.

Kiedyś spotkałam się z taką energią kiedy przyjaciółka przyjaciółkę z mężem i dziećmi zaprosiła na pokaz urządzenia do kuchni za ogromną sumę na której zgodnie z zasadami sieci też by zarobiła. Te systemy sprzedaży znacie to diabeł, demon. Ja cię wikłam ty wikłaj kogoś. W pewnym czasie strach było do znajomego iść na zaproszenie bo tam sru pokaz.

Cechy manipulowania niewidomą domysłem, trzymanie kogoś na smyczy niedomkniętej transakcji żeby coś zyskać… Dlaczego w imię czego i jakiej wartości zabawki mam zaprzedać Duszę? Ludziom jest ciekawa taka zabawa wielu i dobrze bo to może być zabawa kiedy obie strony uważają za fajną przygodę taką relację. I potem są zadowolone z obopólnej gry smaczek im z tego zostaje. Jest super. Lub też kultura obyczajowość jakaś narzuca relację gry tańca. Ale zawsze kiedy obie strony chcą tańczyć i mają z tego faktu przyjemność w takim obcowaniu ze sobą. Inaczej się ma sprawa kiedy ktoś nie ma w naturze tej iskry i w żadne gry nie gra bo wychodzi na tych „drugich” czyli głupich. A jedna ze stron narzuca albo kontakt poprzez grę i masz grać wbrew sobie albo nic. Cechy które gra na mnie chciała wymusić są nie zgodne z moja naturą osobowością, sumieniem. I nie daj Boże przeszłyby do mojego życia. Jako moje zachowanie. Ale tak działają systemy. Chcą żebyśmy się zmieniali i kalkowali modele zachowań. Zniknie ludzka solidarność, uczciwość, współczucie… elastyczność podarunku bezinteresownego sercowego… Nie zobaczymy już nikogo kto podaje nam swoją dłoń i nie usłyszycie bicia serca drugiego człowieka… Będziemy automatami… Kiedyś mówiło się zwierzętami. Ale mamy mnóstwo przykładów jak zwierzęta sobie pomagają … nawet te które na co dzień są swoim łańcuchem pokarmowym… Nas miało coś odróżniać kardynalnie… Ale idziemy w odwrotnym kierunku… kanibalizmu duchowego. Astralne światy rosną i gęstnieją … A co za tym idzie ludzie będą funkcjonować jak szamani a to nie łatwa praca. Szaman wie co go czeka i nie wchodzi w światy zakazane żeby nie stracić życia. Chodzi tam po to aby je uratować, uwolnić odebrać złu kawałek ukradzionej duszy. A dziś ? Te światy kwitną bo ludzie stają się tacy, ze wchodzą tam i bytują cały czas … Tam przenieśli swoją dużą część bytowania i energię oddają, angażują i wikłają tam a szamanów coraz mniej. Nie ma też chętnych żeby wejść w te światy i uzdrawiać. A czasem są… oferują to naiwnym za 3zł z groszami. Bo ludzie tak właśnie żyją, że zaraz tam i tak powrócą… Bo świat ich tam przenosi poprzez sposób bycia i postępowania sprzeczny z pierwotnym Bożym sumieniem.

Czy jest nadzieja? Jest. Na Bożym planie nie ma braków i Dusza nawet tam jest zdolna do rewolucji Bożej i rozpalenie „tam” światła. Które pokaże prawdę i tamta przestrzeń się nawróci. Ale puki co część energii świata i ludzi egzystuje tam gdzie nawet szamani chodzili niechętnie i jako wojownicy o duszę. Nie przebywali tam stale. Świat tak obniżył wibrację Duchową, że zamiast w „górę na ziemi i niebie to pod ziemią na przedsionku piekła” buduje życie i istnienie. Ja do tego ręki nie przyłożę sobą.

Chcę oglądać program gdzie ludzie rywalizują a lektor nie wyśmiewa się i nie poniża uczestników. Chcę widzieć ludzi którzy z szacunkiem traktują brzydkich, kalekich grubych i chudych. Modnie ubranych i brzydko. Chcę świata gdzie kiedy pytam starszą osobę czy jej nie pomóc z siatką to mi ją z ulgą poda i wdzięcznością w oczach jej ja zakwitnę a nie przyciśnie do siebie z łomoczącym sercem ciężki tobołek. Chcę świata ludzi życzliwych sobie i pomocnych a nie czekających na cudze porażki i krytykujących aż do dna piekła. Gdzie słowa krytyki są tylko i wyłącznie poniżającą dręczącą grą dla czyjejś zabawy. Chcę świata zdrowych ludzi rozumiejących co to jest hodowla świnki, krowy a nie produkcja żywca, trzody, mleka. Chcę świata gdzie młodzi ludzie w sile wieku jeżdżący pod namiot są zdrowi i nie potrzebują leków na potencję. Chcę świata gdzie w telewizji publicznej chociażby nie będą się reklamować instytucje ograbiające ludzi starszych oferujące uda wianki pożyczki za darmo!… Chcę świata gdzie lekarze by służyli zdrowiu a im farmacja a nie aby oni służyli farmacji… Chcę świata gdzie mąż stanu polityk któremu powierzamy bytność był prawym uczciwym… szlachetnym człowiekiem. Żeby policjanci i służby byli były żołnierzami… Balianami z „Królestwa Niebieskiego” Aragornami z serii Władcy pierścieni” Arnem Templariuszem… i jeszcze by się znalazło wielu…. Utopia powiecie…??? Oni z skądś się wzięli i ja wierzę z całego serca, że są tacy. Widzę ich … Niech uwierzą, że chcemy powierzyć im siebie… Ludzie którym obce jest wyłącznie dobro ich samego dla siebie.

Chcę żyć po Bożemu… Chcę uśmiechać się do ludzi i aby byli pewni, że śmieję się uśmiecham do nich a nie z nich… I słyszeć, że dzień kogoś dzięki temu jest zbilansowany dobrem… Prawda Luizuńku… ?… Puki tak jest puki słyszymy takie słowa od ludzi i Pani w sklepie umęczonej po nieżyczliwych klientach ,,, warto żyć.., warto. Jak bardzo warto….

 

 

6 komentarzy
  • Tereska

    ” Chcę świata gdzie kiedy pytam starszą osobę czy jej nie pomóc z siatką to mi ją z ulgą poda i wdzięcznością w oczach jej ja zakwitnę a nie przyciśnie do siebie z łomoczącym sercem ciężki tobołek. ” – przykro mi, tak bardzo, bardzo, bardzo, bardzo… aż do łez…
    tulę Pani Agnieszko…

  • ania

    to całe szczęscie ze czerwiec sie skńczył 😉

  • SIOSTRA Jolcia

    Jak zwykle niesiesz otuchę i pocieszenie dla zmęczonych dusz. Dzięki . Ja także pragnę takiego świata prawego i prawdziwego. W życiu ciągle podejmujemy różne decyzje ,które zawsze niosą konsekwencje i w zależności od naszego postępowania przyjdzie nam rozliczenie za to jaką podjęliśmy w danej chwili decyzje .czy prawą i uczciwą z naszym sumieniem czy też nie zawsze chciałabym podejmować dobre dla mojej duszy decyzje , choć różnie to bywa.

  • Viska

    Witam serdecznie 🙂 Muszę przyznać, że dla mnie również miesiąc czerwiec był miesiącem przełomowym, ale na szczęście dla mnie w dobrym tego słowa znaczeniu.
    Troszeczkę muszę opowiedzieć … cofając się kilka lat wstecz, myślami byłam zawsze przy nauce mojego zawodu … każde zadanie wykonywałam z największą starannością i uczciwością, bo tak staram się postępować w życiu. Po jakimś czasie naszła mnie myśl, że może dostanę pracę w miejscu u często wspominanego Pana S, u którego miałam praktyki? Czas mijał, ja starałam się nadal, narobiłam sobie nadziei, z czasem myśl towarzyszyła mi nieustannie … Praktyki się skończyły, nadzieja pozostała, pracy brak, zostało niedomówienie. Zaczął wykluwać się we mnie żal do samej siebie, że na pewno nie byłam dość dobra…
    Koniec maja, program Pani Agusi na Magicznych wrotach, dla mnie wielka radość, wysłałam zdjęcie, zrobiła analizę, naświetliła mi wiele spraw, w sercu zrobiło się cieplutko. Zgodziła się by mnie oczyścić 🙂 … Zaczął się czerwiec, przez kilka dni czułam się źle z moimi myślami o praktykach, analizowałam, czułam obciążenie psychiczne … Prosiłam Boga o pomoc … W pewnym momencie nieśmiało, ale coraz intensywniej zaczęła wyłaniać się we mnie myśl, żebym zaufała Bogu, bo on wie, co dla mnie najlepsze, zaufanie – jest moją drogą… Zgodziłam się w myślach.
    Przy końcu czerwca powoli smutne myśli odstąpiły, poczułam, że jestem wolna, poczułam się jakoś lżej… poczułam, że żyję tu i teraz, nie czekam, nie trwonię czasu … nie czuję żalu do siebie samej, dalej ufam Bogu… Myślę, że dała mi Pani pierwszy promyczek do rozwiązania mojego problemu. Pani zawsze mówi, by zaufać Bogu, te słowa zaistniały również w mojej świadomości … Dziękuję Pani Agusiu 🙂 (Agnieszka od piesków).

  • Agnieszka Bruzgo

    DZIĘKI JOLUNIA ZA PIĘKNY KOMENTARZ. TYM BARDZIEJ, ŻE PISZĘ JA POD TWOIMI SKRZYDAŁAMI SIĘ SKRYWAJĄC I POD TWOJĄ CZUŁĄ I DOBRĄ OPIEKĄ….
    ZARAZ ZADZWONIĘ I CHYBA SIĘ DO CIEBIE ZBIORĘ… LAPTOP SIĘ GOTUJE A LEDWO GO WŁĄCZYŁAM… I UPAŁ NIE MOŻLIWY DO WYTRZYMANIA… JEST 10 … A JUŻ U MNIE 32 STOPNIE… NA SŁOŃCU ZA OKNEM… W DOMU NIE LŻEJ…

  • Agnieszka Bruzgo

    Witam serdecznie Pani Agniesiu. Przepraszam, że dopiero dziś odpisuję na wiadomość. Bardzo Pani i WSZYSTKIM INNYM ZA NIE DZIĘKUJĘ. Co dzień a nawet kilka razy dziennie sprawdzam, czy coś do mnie wysłaliście. I już obiecałam sobie, że będę je wpuszczała a odpowiadała na nie potem ale boję się, że stracę kontrolę w ogóle jak z tymi tematami do opisania na blogu. Bardzo dziękuję jeszcze raz. W zasadzie to najważniejsze co własnie chcę Państwu przekazać to, właśnie zaufanie naukę zaufania, powoływania się i odwoływania do Boga. Tyle energii stanów jej i praw i obowiązków tyle Istnień o których i światów nie mamy o nich rozeznania. Nie wiemy nawet czy powinniśmy być być wobec siebie mniej czy bardziej wymagający …Jedyna słuszna racja zapytać najwyższą Instancję… Przepięknie dziękuję