Agnieszka Bruzgo | 84. … Już nie tu a jeszcze nie tam …” wpomiędzy”…
2550
post-template-default,single,single-post,postid-2550,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

08 Lip / 84. … Już nie tu a jeszcze nie tam …” wpomiędzy”…

parallaxproject02   portfoliofeaturedcube07a   portfoliofeaturedcube09b

Jestem między w pomiędzy …. Już nie tu a jeszcze nie tam… W drodze… nie wiem gdzie. O Boże zabrzmiało To jak cytat z księgi Bilbo Baginsa… o drodze istnienia pewnego pierścienia… Tylko nie do mordoru…!Tylko nie tam… To taki żart. Kiedyś szliśmy gdzieś z kimś w grupie i nasz syn dla którego jesteśmy jawimy się jak hobbici z racji, że sięgamy mu pod pachę zaledwie, powiedział do nas : No fajnie nie zapomnijcie tylko pierścienia zabrać i odnieść go przy okazji.

Ale dość żartu. Skończyłam artykuł na szybko intonacyjnie wylał się ze mnie. Oczywiście spisałam go nie bacząc jak zwykle na błędy ortograficzne, pisownię stylistykę znaki interpunkcyjne i popełniłam jeszcze wiele innych zapewne błędów jeśli nie wszystkie możliwe…. Ale nie widzę powodu aby nie pisać tylko dlatego, że chcę pisać jak chcę. Jestem w końcu u siebie a kogo to razi niech nie „przychodzi do mnie”.

Jak to jest być w pomiędzy? Trwać.

Dla mnie komórka, torebka i buty to potężne symbole. Buty jeszcze nie tak ale torebka jest unaocznieniem tego co się dzieje i był czas kiedy w mieście potrafiłam kupić torebkę przepakować się i wyrzucić starą lub jeszcze nie starą. Teraz ich nie wyrzucam więc się ugruntowałam… Oddaję czuję nieodparty przymus oddania komuś lub zamiany. Dziwne? Dla mnie nie. Ostatnio np. pojechałam do siostry i zamieniłam się z nią na torebkę którą dostałam w prezencie od ukochanej osoby a wzięłam coś czego wiedziałam, że nie będę nosiła. Czy wiem co daję i mieniam? Tak. Same się przyjrzyjcie, że poza modą określone fasony ich budowa, krój charakterystyka rączek … kupujemy nosimy specyficzne torebki. Dla mnie każda nowa się śni. Torebka to szkielet domeczek dla podświadomości. Kiedy ja czułam, że ktoś lub coś się chce do niej włamać lub wpłynąć na nią będąc gdziekolwiek wyrzucałam ją. Przeanalizujcie się i swoje koleżanki, przyjaciółki, matki siostry i córki.

Ja najczęściej dbam o to aby moja teściowa „była” miała torebkę ode mnie, po mnie. Jej torebki szybko bardzo się niszczą zużywają niemalże jak pasta do zębów. Mój syn nigdy o nic mnie nie prosi. Ale kiedy powiedział do mnie pewnego razu: mamo nie masz dla babci jakiejś torebki bo jej jest strasznie zniszczona wiedziałam, że nie chodzi tu o torebkę. Dałam jedną ze swoich. O moją podświadomość dba Najukochańszy Najdroższy z moich Aniołów. I chociażby z sentymentu ciężko mi się z nimi nie raz teraz rozstawać. Ale tak się dzieje. Choć tych są takie które jak skarby chowam i czczę. Są darem bezcennym. Ostatnio syn mój zobaczył jedną z moich torebek i powiedział taka ładna w moich ulubionych najładniejszych kolorach które lubię. Torebka jest czarno- złoto -czerwona ne rączki ma.

Nie odważyłam się ostatnio na niebieską ani złotą … z praktycznych przyczyn. Choć dusza wołała. Torebka to symbol który towarzyszy mi na różnych poziomach jak i dla wszystkich kobiet. Kiedyś oglądałam taki fantastyczny dokumentalny film o torebkach mężczyzna go kręcił rozmawiając z kobietami z różnych stron świata i najbardziej utkwiło mi stwierdzenie jednaj z nich. Kiedy mówiła coś do niego spojrzała z niedowierzaniem lekkim w głosie powiedziała: nigdy nie zrozumiesz misterium kobiecej torebki. Także symbol jej nie jest zakotwiczony tylko u mnie.

Kiedyś gdzie nie zaszłam wracałam z torebką. Żeby było śmieszniej to napiszę wam, że kiedyś byłam z wizytą u kogoś i zjawiła się tam jak królik z kapelusza osoba która chciała torebkę sprzedać. … Kupiłam…

Przeraziła mnie na pewnym etapie ta autostrada z pojawiającymi się u mnie torebkami i kiedy była u mnie moja koleżanka po fachu Małgosia Wołukanis Gąsiorowska poprosiłam ją. Gosia zobaczmy o co chodzi. I jakież było moje zdziwienie kiedy uświadomiłam sobie, że torebka dla mnie na jednym z poziomów to symbol eleganckiej kobiety. I zgadzało się chodziłam wtedy jak wypłosz pisałam nawet o tym zjawisku w książce. Lubiłam nawet szokować ludzi swoim ubiorem kiedy do mnie przychodzili i widzieli… dżinsy niebieski sweterek malinową na nim kangurkę z kapturkiem a na nogach kapcie z puszkiem takie góralskie. Ale torebka była fest! I przypomniałam sobie a raczej wyciągnęłam z bagażów pamięci opowieść którą słyszałam od babci swojej w dzieciństwie o jej dzieciństwie. Nie wiem do dziś jakim cudem się zakotwiczyła u mnie ale widać tak miało być. Opowieść dotyczyła jakiegoś kufra cioci która nie wróciła z wojny. W tym oto schowanym kufrze do którego dobierały się dzieci jak do zakazanego owocu były stroje cudeńka bo ciocia była elegantką i artystką jakąś… Nie wnikam bo słowo artystka nie było mile widziane w rodzinie. Kojarzyło się raczej z awanturniczo i mało szykownie w prowadzeniu? Postępowaniu? Nie pamiętam kontekstów ale przykładnie kojarzę ton głosu świadczący o co najmniej dezaprobacie. Słyszałam to nie raz. A to artystka! Także w tym że kufrze była cudowna torebka. Ale nie taka zwyczajna. Taka z łusek szyszki. ??? Nie pamiętam do dziś nic o tej cioci nie ma o nią kogo zapytać bo więzi rodzinne się rozluźniły a i starsi powmierali którzy mieliby wspomnienia na ten temat. To jest jeden z małych powodów akurat dla których żałuję, że nie pytałam o dzieciństwo, młodość i innych członków rodziny którzy już nie żyli … w czasie kiedy ja byłam dzieckiem. To ważne opowieści i zauważcie, że starsi zawsze chętnie są gotowi o nich mówić. Oby tylko słuchać ktoś chciał…. Nie chcemy niestety kiedy jesteśmy w pąku kwiecie wieku życia słuchać … Potem żałujemy jak nasze dzieci będą żałować będąc w naszym wieku, że nas nie poznały nie słuchały naszych opowieści. O naszych dziadach i pradziadach. Cennych dla nich potem. Ale dziś nawet jak im o tym powiecie nie zrozumieją … Bo poszukiwaczem człowiek się staje powoli. Przebudza niby z mocnego snu.

Moje preferencje: torebka musi mieć solidne rączki. Absurdem była kiedyś metka na której przeczytałam „nie przeciążać”. Doszłam do wniosku, że torebki tego typu projektują widać faceci. Musi moja torebka mieć kieszonkę na wierzchu. Musi być dużaaaaa. Odpadają torebki typu noszone na: wała i temblak. Teraz lubię mieć rączkę która pozwala uwolnić ręce przewieszona wisi przez korpus ciała. I kiedy to polubiłam kupiłam torebkę na wała skórzaną. Kiedyś nie lubiłam skórzanych torebek właśnie z uwagi na to, że są na długo i nie można się ich pozbyć. Ale teraz odkryłam żal kiedy torebka jedna z moich najcenniejszych i najukochańszych rozpada się kruszy. Wiem, wiem od dawna już jej nie noszę bo się zniszczyła ale chciałam ją zachować. Niestety dosłownie się kruszy …

20150708_151236

Zrozumiałam i doceniłam torebki trwałe dobrej jakości i skórzane. Widać wcześniej nie ważne były dla mnie wspomnienia bo dobrych nie miałam lub nie chciałam ich przechować. A może nie były tak cenne dla serca?… W każdym razie lubię torebki czapki jak i buty dziwne. O butach nie będę tu pisać tylko pokażę zdjęcie a zrozumiecie… Musiałam się bardzo powstrzymać aby nie nabyć innych kolorów i pozostało na 3. Fioletowe bardzo jasne choć brudne szok…, beżowe i niebieskie… Ale w tym fasonie każdy kolor mnie nęci. I czuję poczucie bezpieczeństwa w drodze mając je.

20150708_151925

Lubuję się też w butach na koturnie i odeszło mi zakochanie do drewniaków. Całe dzieciństwo przechodziłam w różnych drewniakach i nie pamiętam butów poza nimi. W gabinecie chodzę nadal i pracuję w nich… Ale na razie gabinet śpi. A one z nim. W każdym razie jesienne i zimowe kocham buty męskie. Takie dżenderowe, metroseksualne … Nie wiem damskie z ostatnich lat kojarzyły mi się z kopytami. I się przyzwyczaiłam do nich. Pomogło to, że lubię buty za duże. Nie mogą i nie powinny dotykać palców nóg. Dziwne… może. Wiecie, że buty to droga. Choć mnie się kojarzą z podeszwą niż z drogą. Tym co pod nogami a nie przed nimi jeśli się można tak wyrazić. Z miejsca jesteśmy wszędzie już.

Zapytacie co to jest atak na podświadomość? To właśnie ta część nas na którą wpływa myśl czyjaś, magia, złorzeczenia, przekonania innych, opętanie różne w tym przez duszę. (Na niektóre byty nie pomaga wymiana torebki niestety). Realizowanie tego co „inne”nam szepcze do ucha, namawia i kusi. A także straszy, wprowadza zamęt a poprzez to pobudza emocje nie raz do granic. Uroki czepiają się podpowiadają podświadomości. Podświadomą część nas bardzo łatwo jest zmanipulować. Hipnoza działa na nas poprzez nią. A widzieliście zapewne takie pokazy magików mentalistów? Takie grzebanie w naszej głowie nie powinno mieć miejsca. Ale nasuwa się wniosek, że jeśli takie mechanizmy są to znaczy, że są też niezawinione używane nierechcącą prze nas na innych ale i innych na nas. Ja mam alarm nie czekam kiedy idzie zmiana na nie dobre czy dobre i się wiedza nie mieścić może u mnie to czas na nową torebkę. Nie mówię, że to nie jest przyjemne.

To jak z przebiegnięciem nam drogi przez czarnego kotka. Inni się boją a ja błogosławię kota, że mi zamyka drogę i mówi swoją obecnością: Agnieszko coś się dzieje na drodze życia. Poczekaj symbolicznie zmień trasę do celu. Poczekaj. Włącz mechanizmy zmiany losu choćby nawet poprzez niepokój. Czarny kot jeśli przebiega ci drogę to jak sms ostrzegający i jest dla ciebie a nie dla kierowcy z tyłu czy tego który za ciebie przejedzie jeśli czekasz skrycie na poboczu. Może być też informacją dla ciebie i tego który jedzie z naprzeciwka. I patrzy na was jak na głupków kiedy tak stoicie. A energia którą zostawia do pomocy czeka niechciana przez nikogo. Życiodajna bo boją się jej byty astralne i to co knuje dla was przeciw.

Nikt nie kocha pomocników … nie chce pogłaskać czarnego kota który ostrzega a nie zwiastuje … biorąc na siebie konsekwencje kojarzenia zła z nim samym… Posłańcowi obcina się głowę. Nikt nie poda ręki wyciągniętej dłoni kościstej Śmierci. Ja to rozumiem i wielu ludzi pomagających innym jesteśmy często kojarzeni właśnie i traktowani jak ten czarny kot czy Śmierć która podaje dłoń aby przeprowadzić nas do światła bezpiecznie. Przeprowadza w ciemności abyś się nie wystraszył … Nie jest śmiercią dla ciebie tylko przewodnikiem kiedy ona już wie, że jest potrzebna ale obarczona jest brzemieniem nieszczęścia a nie wybawczym przewodnikiem … Wygląd definiuje naszą opinię. Ale i już teraz tradycja i stworzony archetyp … jest niemożliwy do naprawienia. Używa się jej i kojarzy z półświatkiem nawet. Także jest Śmierć przewodniczka do Bożego światła poprzez ciemność świata niejasnych uczynków i ciężarów Duszy a jest i jej sztuczny twór jakby żyjący swoim życiem od wieków … twór astralny tylko o wizerunku śmierci kostuszki. Ale nie o tym teraz …

20150708_151454

Symbol telefonu. To u mnie moja aura energetyka. Kiedy mi się śni, że ktoś do mnie dzwoni lub ja się nie mogę dodzwonić do nikogo … nie znajduję numeru lub nie mogę dodzwonić się na policję wiem, że coś jest nie tak z moją energetyką. Zwłaszcza kiedy ktoś dzwoni do mnie i pyta o adres lub numer telefonu? Tak dzwoni do mnie ale pyta o mój numer. Najgorzej jednak jest jak jest popsuty lub ma awarię. Najśmieszniejszy sen miałam kiedy śniło mi się, że dostałam od Wojtusia telefon dotykowy a ja nie dałam rady go obsłużyć. A tu jeszcze patyczek… Po co mi patyczek??? panika …Patyczek to rysik… Ufff… dobrze, że to był sen. Teraz po latach się spełnił. Rysika dzięki Bogu nie ma pisać można palcem. Palcem paluszkiem ale nie paluchem. Ech… jestem pomiędzy.

Stara karta sim jak świat nie mieści się do nowego telefonu mam go teraz jako aparat, i dostępne tylko numery alarmowe jak mnie informuje. A stary używam zanim nie przekażą mnie pod skrzydła Tmobile. Także jestem w jakiś energetycznym stanie który odzwierciedla ta sytuacja. Przeraża mnie troszkę i fascynuje. Śni mi się, że śpię pod namiotami przemieszczam się faktycznie jak Frodo w drodze do swojego celu. Nabywam jakiś nowych umiejętności złapałam się na tym, że widzę siebie w każdej osobie nawet w postaciach z filmów oglądanych w telewizji. Miałam też przejmujący sen kiedy to byłam w kościele i kilka osób w pięknych różowych pudrowo płaszczach kazało mi się odsunąć bo ich ubrudzę … Mój płaszcz na tę chwilę był srebrny ciemny. Srebrny jakby ciężki jak amalgamat jak rtęć… jak roztopione srebro. Wydawał się im niegodny i brudny. Płakałam. Wiedziałam, że nie jest brudny tylko specyficzny a im wydaje się gorszy to brudny. W tym śnie tuliłam psa przeciętego na pół. Wyglądał jak żywa półtusza tuląca się do mnie. Przerażona udręczona i okaleczona bezpowrotnie… I jeszcze powstrzymywałam psa ze wściekłością i przerażeniem w oczach który wgryzał się, w tamtego i we mnie. To co złe i najgorsze pokazuje się ludziom z poziomu podświadomości pod postacią tego czego się boimy w świecie rzeczywistym. Ja panicznie boję się psów i mimo, że kocham je bardzo a psinkę Nikusię Joli nazywam siostrzeniczką… Symbol żyje swoim życiem. Miałam też kiedyś zabawną przygodę z pieskiem. Z jakiejś bramy wybiegł czarny, kudłaty piesek dziabną mnie w nogę za nim było słychać głos wołającej go kobiety: Kłopot, Kłopot. Przynajmniej wiadomo skąd to imię. Pasowało jak ulał. Ja idąc ulicą i widząc na niej nie ważne jak dużego pieska zawracam i idę inną drogą. Nadużywam drogi. Koszmarem jest dla mnie droga osiedlem domków i zastanawianie się czy ktoś nie zechce z bramy wyjechać a pieska nie chce mu się zamknąć bo: Proszę Pani on nie gryzie. Jola moja ma na to odpowiedź: pan, że mnie nie ugryzie to ja może i mogę być pewna ale piesek jest piesek. W dzieciństwie nas dręczył nocami piesek dziadków obok którego nie dało się przejść spokojnie bo nas za nogi gryzł. I nawet jak już dokonał żywota jeszcze wiele lat tak w nocy z przyzwyczajenia szło się na palcach w dziwnym kroku jakby stale gotowym do ucieczki. Piesek co prawda bał się ludzi i nie lubił dzieci bo skrzywdziły go kiedyś strasznie ale był naszą dumą. Niezależny jak kot wszystkich kolegów dziadka odprowadzał do domu kiedy szli po jednym głębszym. Nazywał się Lopek. Nie wiemy dlaczego. W każdym razie imię niesie energię kłopotów bo następny Lopek II był też osobowością nieprzeciętną. Krzyżówka jamnika z wilczurem. Postura jamnika uszy wilka… Charakter i osobowość? Jak na złodzieja przystało. Ale o nim gdzie indziej… Lopek I zwany Lopezem Był maleńki bo skrzyżowany z rasą którą kiedyś potocznie nazywało się sarenką. Ratlerek? A dzieci związały mu nóżki takim cienkim drucikiem miedzianym. Cierpiał nie z naszej winy i stał się naszym demonem bo byliśmy dziećmi. Serce nam biło mocniej na myśl o tym, że trzeba wstać i iść do łazienki nocą zwłaszcza. Gryzł nogi bez opamiętania. I proszę was jeszcze żebyście przeczytali fragment o piesku… i zapamiętali …

W moim odbiorze sennym pieski to demony. Jola moja znów nawet w snach boi się kotów i koszmar jej to jak ja zjadają.

Świat energii niekształtnej z poziomu bytu który może się kształtować- właśnie podświadomość pokazuje w obrazach nam znanych i kojarzonych z indywidualną symboliką.

Od jakiegoś czasu a zwłaszcza od wizyty mojej ostatnio wLicheniu. Upraszam bo utrwala się we mnie to co kocham najbardziej a mianowicie świadomość, że zło ma swój początek w nieszczęściu sowich doświadczeń. Odbioru świata jakiegoś specyficznego innego którego nie rozumiem. Ale od zawsze wiedziałam, że jeśli ma choć odrobinę honoru, a tam honoru np. nawet interesowną chęć współpracy dla własnej korzyści ale dotrzyma słowa nawet tylko ze świadomości tego, że będzie jeszcze może potrzebować współpracy. Tylko umie dotrzymać słowa zobowiązania, rozejmu chociaż określonego w czasie to jest nadzieja dla świata.

Obudziłam się ostatnio z myślą, że żadne zło Istota z niego nie może być szczęśliwa bez Miłości… dąży losem do wegetacji potem wegetuje właśnie. Wegetacja to stan w pomiędzy. Nie tu ale jeszcze i nie tam… Dokąd jest w tej przestrzeni a nawet za nią ale ma pamięć o okruchu dobra i miłości. Nie pragnie jej zaznać bo nie zna. Ale wie, że jest i skupia na niej świadomość … Jest nadzieja. Dotyku czułości a nawet schronienia szukając podstępnie jeśli dotknie go miłość. … Jest nadzieja… Aby ze stanu wegetacji przejść w trwanie w tym stanie … A wtedy jest nadzieja… Pożądaniem, namiętnością, okrucieństwem i zaspokojeniem ich tylko chwilowo doznajemy szczęścia jego złudy namiastki. Chwilowo bo potem znów jest się głodnym. Kiedy jesteśmy w miłości nie czujemy głodu. Chyba, że kochamy „Źijeść”. Szczęście też jest pojęciem względne. Diabłu życzyć szczęścia to co innego niż życzyć go Aniołowi. Ale szczęście jest szczęście. Stan który inne wartości wywołują w różnych istotach.

Taki ja mam pogląd serca. Przekonanie które mówi zalewaj miłością więcej i więcej i jeszcze więcej… Podnoś swój poziom miłości i dobra… Prosiłam o przebłaganie Archanioła Michała i wstawiennictwo i negocjacje u kogo się „tam” tylko da o pomoc uzyskać dla tych którzy mają tylko choć łut pamięci o świetle… Którzy są stali się źli z powodu właśnie takiego jak mój piesek u dziadków. Opisywałam wam też w książce o przypadku który powalił na kolana. A mianowicie zobaczyłam jak demon dręczący kobietę od lat tak, że nikt i nic nie mogło jej pomóc ani wyzwolić( go) kobiety spod jego wpływu cierpi. Nic nie usprawiedliwia zemsty, pomsty okrutnej … Ale należy rozumieć przyczynę. Zobaczyłam sceny do dziś nie jestem w stanie ich opisać i przytaczać… Konfliktu dwu dusz osób na przestrzeni wieków. Upadlanie jednej przez drugą nawzajem na przemian i jednocześnie. Koszmar niekończący się bolesny prowadzący do zdziczenia i odczłowieczenia jednej ze stron konfliktu. To był przełom w pewnym rozumieniu świata. Demonem się staje nie rodzi. I nie mówię tu, że nie ma zła. Po prostu wyłuskałam zjawisko jak najpiękniejszą perłę w Istnieniu. Teraz od kilku miesięcy dzieje się we mnie i w około mnie. Świadomie i nie świadomie puka obnaża się ucząc… kochać. Mimo wszystko… Pokochaj nie strącaj w otchłań… Pozwól wegetować w miłości a potem kiedy zapłonie czułości iskrą nadzieja … Pozwólmy trwać. … Nie decyduj nie pytaj Istnienie pozwól tej iskrze pojawiającej się nadziei chociaż Trwać. Jest nadzieja… Na pojednanie…

Nie osądzajmy nie znając przyczyny. A poznając ją zobacz, że ma dwa końce takiej samej miłości i krzywdy… Niegodności i niegodziwości… Nie umiem chyba tak kochać ale mam świadomość oczywistą wyraźną i świetlistą, że tak można. To dobry początek iskra… jest nadzieja,,, Pomiędzy dobrym i złem jest granica … Niech będzie pasem nasączonym Miłością i rozmiłowaniem w nadziei.

Komórka to piękny symbol… pozwala mi się zobaczyć…

Szarość zapada zmierzch … niechciana pora nie wiadomo wytężyć wzrok czy zapalić światło już… ale daje też nadzieję na rychły wypoczynek i otulenie nocą. Sen wybawczy. Potem przyjdzie świt. Znów czas po między już nie ciemność ale jeszcze jeszcze nie dzień. Co w tej porze pomiędzy się kryje i co przyniesie? Jeszcze nie wiem. Ale jest nadzieja w Bogu…

Ps. Co wasze torebki, telefony i buty jakie ich preferencje mówią o was głębiej???? 

6 komentarzy
  • Ewa

    Moja torebka mowi o tym to, ze stawiam w pierwszej kolejnosci na wygode, funkcjonalnosc, praktycznosc, a dopiero potem na wyglad (elegancje). Najlepiej jak wszystkie punkty spelnione, do tego daze. O modzie nawet nie wspomne,bo jest nieistotna. Buty to samo. Chociaz bardzo trudno dobrac mi buty przez b szeroka stope i roznice 1 numeru buta miedzy stopami. Wiem to od momentu jak zamowilam buty do tanca. Tam wychodza takie sprawy…
    Niestety nie umiem wybrac czegos tylko ladnego, modnego. Jak ma mnie irytowac, to odpuszczam. Zatem nie jestem damulka, a czasem szkoda mi.

  • smutna

    Witam
    Tez mam fioła na punkcie torebek i butów,chociaż teraz trochę mniejszego bo już mam tego za dużo.Podobają mi się niektóre buty ale nie każde są dla każdego.Co o mnie mówi moja garderoba i dodatki ze jestem chyba inna odstającą od społeczeństwa tak może mnie widza:lubię mieć coś innego niż wszyscy.

  • Agnieszka Bruzgo

    Pani Ewuniu jak nie umiem też wybrać nic. Kupuję kiedy „torebka do mnie mówi”. Take sformułowanie usłyszałam w tym filmie o którym wspomniałam we wpisie. Tam kobiety mówiły właśnie … Były z 17 chyba krajów świata i stron odległych od siebie niewiarygodne odległości. ALe używały powiedzenia „ona do mnie mówi”… Do mnie najczęściej mówią takie które do niczego nie pasują… potem… To dopiero… Ale lubię jak to się mówi „mieć”. Jak już do mnie mówi.

  • Agnieszka Bruzgo

    Witam serdecznie. I właśnie o to chodzi. Najważniejsze, że jesteśmy sobą to ma odzwierciedlenie w naszej energii. WOlność… Ja kiedyś nosiłam tylko spodnie czarne na kant prasowane. I do tego przed kostkę. Dopiero po ślubie i urodzeniu syna kupiłam pierwsze dżinsy i już od tamtej pory żadnych czarnych spodni. Wyglądałam nie raz głupio… W tym kiedyś tai chi ćwiczyłam w ogrodzie jednej z przyjaciółek ale już tylko w spodniach materiałowych czarnych kant był w daleko posuniętym zaniku. Proszę cieszyć się z bycia sobą. I nie pozwalać nikomu naruszać tego świata… Inne niż wszyscy znaczy być inną i w dzisiejszych czasach to przywilej manifestowania własnej odwagi… I prawdy o sobie….pozdrawiam…serdecznie

  • smutna

    Ja czasami odnoszę wrażenie ze ta inność bardzo przeszkadza ludziom i gadają za uszami.Czy to z zazdrości czysto ludzkiej czy aby dokuczyć i zrobić przykrość nie łapie tego.Czy to po prostu taka ludzka obłuda.Ja mam w swojej garderobie przeważnie skórzane torebki i był taki czas ze tylko jednej marki w której byłam zakochana po uszy teraz już trochę mniej.Doszłam do takiego punktu ze po co mi to i dla kogo.Nigdy nie ubierałam się dla kogoś zawsze dla siebie taka miałam zasadę którą złamałam i teraz źle mi z tym gdyż niektóre ubrania mam kupione z myślą o kimś takie niespełnione przemówienie rzeczy do mnie.Leżą, a nawet niektóre nie chcą się sprzedać:(Czy idę za moda hmm raczej nie bo tu nie nadążysz.Lubie się ubrać wygodnie ale ze smakiem.Chciałabym czasami ubrać się elegancko ale niestety praca jaka mam na to nie pozwala.Myślę ze tez mam syndrom zbieracza bo niektóre rzeczy są nie noszone ale leżą i ciężko się rozstać,i rzadko je nakładam.Moje torebki są rożne małe i duże wkurzające i kochane a niektóre za mocno eksploatowane.Najbardziej lubię przewieszane przez ramie aby było wygodnie, taka ze mnie dama:)

  • Agnieszka Bruzgo

    Indywidualizm nas wyróžnia i kiedy zbyt wielu nie ma chętnych na nas i nasze rzeczy znaczy to, że jesteśmy wyjątkowe.