Agnieszka Bruzgo | 85… komu sezon na odpoczynek a komu sezon na rozpacz…
2563
post-template-default,single,single-post,postid-2563,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

12 Lip / 85… komu sezon na odpoczynek a komu sezon na rozpacz…

DSC00495   Legowisko   jako pierwsze wstawię wam zdjęcie pierwszego mojego kotka ale na razie nie mogę znaleźć. Uzupełnię…

 

SEZON NA ROZPACZ… ZWIERZĘTA…

http://againess.wikidot.com/niechciane

http://againess.wikidot.com/niechciane

mój Aslanek nie je i nie pieje przez dzień…kiedy połapie się, że wyjechałam do Joli. Nikusia… siedzi przy oknie i wygląda… piszczy płacze… Wyjeeeee… przez jakiś czas.

Zaczyna się sezon urlopowy i nasze myśli już są przed nami w miejscach do których tęskniliśmy już kiedy tylko skończyły się nasze poprzednie wakacje. Odpoczynek, luz, przygoda i nic ponadto. Wielu z nas nie wyobraża sobie zostawiać naszych pupili bo traktujemy je często jak własne dzieci a nawet lepiej. Dzięki Bogu jest coraz więcej miejsc gdzie jesteśmy mile widziani z naszymi zwierzątkami… Wiecie co ręka mi zadrgała… Czy mój Aslanek jest zwierzęciem? To mój koci synek. Synowi każę opiekować się lub zająć, pomóc bratu. Nie mam w świadomości, że jest to zwierzątko. W miejsca gdzie nie może nam takie dziecko towarzyszyć lub podróż zagraniczna jest męczarnią i koszmarem rozstania. My po prostu nie jeździliśmy nigdzie przez jakiś czas. Teraz syn jest dorosły i to on zostaje z Aslankiem bo tylko jemu ufamy.

W drodze życia zamieniamy na coraz lepsze i troskliwsze hotele dla naszych domowników. I bardzo dobrze, że takowe powstają. Ja nie wyobrażam sobie oddania Aslanka do luku bagażowego na czas podróży. Taka rozłąka jest byłaby ponad moje uczucia i emocje. Chyba chciałabym jechać tam z nim. Dlatego zapewne czuję, że jemu byłaby to trauma która u człowieka nadawałaby się do terapii. Skoro boi się Pani Choinki, Pana Odkurzacza i kolegów syna. Hmmm… tak przestraszył się kiedy do domu weszło kilku młodych mężczyzn. On w ogóle nie wie, że jest kotem. Lubi jak odwiedzają mnie przyjaciółki lub klientki i muszę wam powiedzieć, że zauważyłam u niego preferencje do blondynek.

Ale nie o Aslanku… i tak nie wyjeżdżam nigdzie żeby nie tęsknił a jeśli to zostaje tylko z synem czyli z bratem.

Nikusia … moja młodsza siostrzenica. Siedzi w oknie jak tylko rodzina wyjeżdża za bramę. Czeka z utęsknieniem na powrót bliskich. Nie wyobrażam sobie tym bardziej jak takie kochane istoty ludziom zawadzają kiedy nastaje sezon urlopowy. Jak szybko gaśnie miłość. Jak można ją za kilka chwil atrakcji zaprzedać. Pozbywając się zwierzęcia w lesie… czy przy drodze. Sami pewnie znacie wiele takich przypadków z telewizji lub od znajomych zasłyszeliście. Ludzie są demonami i bestiami dla zwierzą. Nie chcę tu rozpisywać się o tym co dla was moich czytelników jest zapewne oczywiste i wierzę, że nie pozostajecie sercem duszą i intencją obojętni na takie zachowania. I pamiętajcie to nie tak, ze nie możemy nic zrobić. Nasza myśl o tym, że chcemy aby znalazło się w świecie na to rozwiązanie już jest czymś wielkim! Kiedy takich myśli zbierze się uzbiera odpowiednio dużo do kreacji rozwiązania tylko błysk światła i usłyszymy w telewizji o nowym rozwiązaniu…, zmieniającej się świadomości ludzi lub po prostu ustanowi się karą wymuszą władze odpowiednie na ludziach jak na niesfornych dzieciach odpowiednie ludzkie człowiecze zachowanie.

Nam sezon urlopowy się zaczyna a im sezon na rozpacz. I niejednokrotnie na tragedię. Zakładam jak wspomniałam, że wszyscy którzy spotykają się ze mną na moim blogu jest Wam obce tego typu zachowanie pozbywania się pupili jak zbędnych starych zużytych butów. I butów i starych gratów nie raz jest szkoda wyrzucić. I tak samo was jak i mnie przeraża taki proceder i cierpnie skóra kiedy tylko zaczyna się lato i słychać w gazetach dziennikach wiadomościach słowa zwierzę, pies, kot … bo to ich najczęściej dotyka w tym sezonie bezdomność. Lub śmierć.

Taki czas to akcja okazja aby zaapelować przypomnieć wam abyście uświadamiali ludzi i uczulali w około siebie każdego czym i kim są dla nas zwierzątka.

Kiedy usłyszałyśmy od naszej Emilki, że katechetka mówiła im na religii, że zwierzęta nie maja Duszy oburzyłyśmy się wielce. Idź powiedz to Nikusi patrząc jej w oczy. Takie słowa słychać często i podobne. Nie podchodź do gołębia bo on ma robaki! A w kościele Pani nie sra na głowę podczas mszy? Lub do koszyka podczas świecenia pokarmu na „wielkanoc”? Ciekawe co na te wydumki ludzi Św.Franciszek.

Ludzie często mylą stwierdzenia Dusza i Świadomość. Każda Istota ma Duszę. Świadomość bycia Istnienia to co innego.

Kiedyś wam pisałam lub mówiłam w którymś programie, że nasza mama jest „dziwna”. Ona widzi i czuje dusze, rozmawia z nimi. Świetnie się czuje na cmentarzach zna się ze strażnikami ich. Mieszkałyśmy w dzieciństwie w miejscu gdzie nie daleko były zakłady mięsne. Dziś to namiastka tego co było tam kiedyś. W każdym razie nie raz idąc właśnie z mamą na cmentarz i przechodząc koło „zakładów” było słychać krzyk żywych zwierzą przywożonych do zapewne ubojni jakiejś która tam była. To oczywiste. Dziś nie ma to miejsca. Nasza mama do dziś widzi „dusze zwierząt które unoszą się do nieba”. Na początku kilka lat temu nawet nam nie mówiła o tym. Tylko tak mimochodem wspomniała. Teraz od czasu do czasu wspomina o tym. A wiecie, że tam od lat nie ma już żywych zwierząt? Ale też i nie o tym…

Zwierzę ma świadomość zbiorową. Czyli uczy się żyje porusza instynktem stadnym można by rzec. Jest w stałym porozumieniu jakby z grupą zwierząt swojego gatunku i innymi. Ma o nich instynkt jaki podpowiada mu świadomość zbiorowa. Znacie zachowania takie jak np. psu i kotu nie patrzy się w oczy bo jest to gra dominacji i może się skończyć agresją? A znacie i takie przykłady kiedy ludzie opisują pies tak mi w oczy patrzył. Ja sama patrzę Aslankowi w oczy i chowam się a on podbiega w zabawie i noskiem dotyka mnie w twarz. Jakby całował. Bo my jego całujemy. No nie wie za cholerę o co z tym całowaniem chodzi ale jasne jest dla niego, że kiedy podbiegnę do twarzy, mordeczki, buźki to trzeba coś tam po dotykać. Mój kotek nie nadaje się, już do życia na wolności choćby i kontrolowanej ponieważ od pokoleń nie wychodzi jest kotem z hodowli rasowej. Zatracił instynkty podwórkowe ponieważ jego rodzice już ich nie mieli. Ale mimo wszystko zwierzęce instynkty posiada. Za laserkiem gania.

Kiedy zwierzę pokocha człowieka oddziela się od tej świadomości i łączy z naszą. Wchodzi w energię rodziny swojego stada. Widzę to szczególnie po swoim kotku i widziałam jak reagowali jego poprzednicy. Aslanek jest naszym 3 kotkiem. Tak jest z nami połączony, że nie identyfikuje miauczenia kotów ze sobą. Nie reaguje. Za to ewidentnie domaga się już swojego pokoju jak ma syn. I kiedy chce tam wejść jest uparty właśnie jak starszy brat. Kiedy syn siada przy moim komputerze Aslanek biegnie siada na nim i mówi wypad masz swój. Ja tu jestem władcą laptopa mamusi. Ostatnio mieliśmy oczywistą taką manifestację. Każde nowe zachowanie nabiera od nas. Kiedy coś się dzieje hałas jakiś, mucha w domu, pszczoła zawsze patrzy na nas. Kiedyś ganiał za nimi potem czym bardziej asymilował się z nami i oddzielał od świadomości zbiorowej w wymiarach i przestrzeniach które na to pozwalają zaprzestał reagowania na latające owady. Za to biegnie do drzwi jak piesek kiedy zadzwoni domofon. Znaczy głównie do kuwety która stoi przy toalecie. Potrafi jak dziecko 3 letnie pokazać co chce. Wyczuwamy to jak rodzice. Nie wspomnę, że nauczył nas mnie w zasadzie do zasypywania za nim pupy…Hmmm… to praktyczna umiejętność. Bo bałam się zawsze, że jest tak puchaty i się ubrudzi. Łazi po domu całym i stole i nie wyprażałam sobie aby robił to zasranymi łapami. Uf powiedziałam to… Nie uczyłam go tego jakoś specjalnie ot.. jakby słyszał mnie. Czuł obawy moje. Powiedział a niech będzie dla mamusi. I tak to kiedy wychodzi z kuwety miauczy znacząco „mamo zasyp”… Chłopakom moim się to nie podoba i nie chcą zasypywać. Więc kotek nauczył się: robię jak mama w pobliżu. Zasypuje delikatnie kiedy mnie nie ma… Ale to długa i śmierdząca opowieść i pominę to. Dodam, że chłopaki się śmieją z takiego dowcipu. Czym się różni pies od kota? Pies ma Pana a kot Personel…

W każdym razie zwierzęta czym bardziej kochane i zjednoczone uczuciem ze swoją rodziną oddzielają się od świadomości zbiorowej gatunku w bardzo dużej mierze a często całkowicie prawie a przechodzą do świadomości danej rodziny. Co się wtedy dzieje? Potrzebują energii i współoddziaływania w niej. Wymiany. Relacja z psem jest inna a z kotem jeszcze inna. Kot wybiera sobie dom. I nie da się inaczej. Z psami bywa podobnie i znana jest mi historia wyjazdu kobiety na drugi koniec polski w sprawach zupełnie nie związanych z pieskiem a osoba podobno przyjechała wróciła do domu z dogiem! Nie wiedziała jak to się stało. Takie więzi są niezwykłe. Jakbyśmy byli nasz los przypieczętowany z danym zwierzątkiem. Na pewno znacie takie opowieści. Mój pierwszy kotek sam do nas przyszedł i uratował nas przed myszami… bo by nas zeżarły jak Popiela. Syn na początku nogą tak go wypychał z domu a on właził i miauczał. Był malutki i baliśmy się go zostawić w domku aby nam nie na sikał. A on właził i miauczał, miauczał, miauczał… Boże i miauczał… Potem znajomy a później mąż śmiał się, że o warunki się z nami ugadywał. Był maluteńki i chcieliśmy mu nadać godne imię …Rademenes jak ten z filmu: „Siedem życzeń”… Ale skończyło się mało szlachetnie na „Sprytku”. Czemu Sprytuś? Bo sprytnie uciekał przed innymi wielkimi kotami pół dzikimi których było w tamtym miejscu gdzie mieszkaliśmy mnóstwo tym bardziej, że łąka była naprzeciw. A wiecie co to znaczy? Myszy. Nasz kotek bardzo szybko nauczył się korzystać z kuwety. Już wtedy nauczyłam się, zauważyłam, że często zwierzę jakby reaguje na moje obawy lęki jakby uspokojeniem mnie, pokazaniem, że zrobi co trzeba abym się nie martwiła. Jakież było nasze zdziwienie kiedy zobaczyliśmy, że radzi sobie chce do toalety … wytrzymuje i załatwia się na podwórku. Zna nasz plan dnia. A kiedy chce siku sika do dziurki w brodziku. Niesamowite to było. Do dziś nie wiemy jak na to wpadł. Latem wychodził sobie przez lufcik w oknie z powrotem był kłopot mały bo tam spał Paweł i nie zawsze się cieszył z pobudki nocą. Ten kot nauczył mnie o naturze zwierząt bardzo dużo. Pamiętam kiedy pierwszy raz zobaczyłam czym jest a właściwie kim jest KOT. Było to parę dni przed tym kiedy w świat poszła informacja o wielkim tsunami… Ja miałam wcześniej sen, że przed „mój” dom zajeżdżają autokary z ludźmi i wysiadają gotowi iść do mnie. Płakałam wtedy O Boże gdzie ja ich zmieszczę. Niech gdzieś indziej idą. Ja mieszkam w domku na kurzej nóżce. Dosłownie. Najbardziej zniszczone miejsce jakie miałam w świadomości… domek wynajmowany zamykany na kłódkę!… A byłam tam najszczęśliwsza w życiu. Do dziś śni mi się, że siedzę pod domkiem i patrzę na łąkę. Dziś domek jest po bardzo gruntownym remoncie i nie ma łąki… Jakby trawnik ale masę dębów tam rośnie. Ludzie walczą aby tamtędy nie szła droga… Oby się udało. Ale wracając. Rozglądam się a tam koty. Wielkie koty ogromne. Każdy inny osobowy z charakterem dumą chodziły i wydaje się, że to one i jeszcze jakieś Istoty rozlokowywały tych ludzi wysiadających na łące bo nikt do mnie bezpośrednio do domku nie wszedł. W pewnym momencie otworzyły się drzwi i wchodzi mój Sprytuś…O Boże nie on chyba to jakaś czarna pantera. Mój kotek był czarny i maleńką plamką na piersiach. A tu wielkie kocisko. Przyglądam się a w nim można rozpoznać jakby rysy człowieka nawet wiedziałam kogo i mówię do niego wiem Sprytusiu, że to ty ale nie jestem jednak pewna i boję się ciebie. Wypchałam go delikatnie za drzwi aby tam się położył. I we śnie nie śnie analizowałam koty. Uwierzcie nie jest przypadkowo, że w starożytnym Egipcie uważano je za strażników astralnych. One tam są wielkie… To jak my tu malutcy i ciała wątłe a tam u siebie piękni i dostojni… Koty to ochrona nasi przyjaciele, przewodnicy i Aniołowie w światach astralnych. I nie jest przypadkowe gdzie zwierzę się załatwia. Ich znakowanie terenu to również zaznaczenie naszej przestrzeni ochrona jej przed intruzami. Nie przed wszystkimi bo to zależy też od rozwoju samego zwierzęcia. Pamiętacie z telewizji przykład kiedy to kotka ratowała dziecko które zaatakował pies? … Hihiiii… kto ma zwierzątko to wie charaktery mają jak ludzie. Postawy ich wobec nas i świata oraz innych ludzi są ewidentne i oczywiste lubię lub nie lubię. Mnie nauczył tego nasz drugi kot.

Zbliżał się czas decyzji. Wyprowadzamy się i albo szukamy domu lub kupujemy mieszkanie. Żeby było śmieszniej opowiem wam jeszcze, że w tym czasie trzeci dom od nas był do wynajęcia. Ludzie wybudowali nowy i zamierzali się wyprowadzić. Tamten standardem był dużo o niebo dwa nieba lepszy. I chętnie byśmy go wynajęli ale ludzie ci nigdy nawet nam dzień dobry nie odpowiadali. Oceniali nas i definiowali po domku w jakim mieszkaliśmy. My nie mieliśmy zatem śmiałości się do nich zwracać. I szukaliśmy mieszkania… W nim teraz mieszkamy… A tamci ludzie? Wynajęli swój domek ludziom do których potem bali się po czynsz iść. Nie płacili im. Ludzi się tamtych bali. A były to „dzieci”znajomej jej znajomej. Podobno dziwni ludzie w różnych porach do nich zajeżdżali tam. No ale cóż… Takie jest życie.

W każdym razie bałam się co będzie ze Sprytusiem? Nie nadawał się do bloku to kot wolny. Dlatego braliśmy pod uwagę wynajem domku w okolicy gdzie już mieszkaliśmy. Nie udało się. A Sprycio zanim wyszliśmy z stamtąd wyszedł z domku i nie wrócił… NIGDY…

Wzięliśmy drugiego kotka jak wspomniałam pewna byłam a jego. Ale jakże się pomyliłam chyba no nie możliwa byłaby taka różnica charakteru… . Kot również nazywał się Spryciuś. Przyzwyczajaliśmy go do domku i nie wypuszczali na podwórko żeby potem nie było problemu w bloku. Kiedyś Michałek krzyczy do mnie kotek miauczy ciociu. Niech miauczy odpowiadam. Ciociu ale on mocno miauczy. Niech miauczy Michałku chce wyjść ale mu nie wolno. Ciociu ale on za drzwiami miauczy. Co? Chce wejść. Okno nie było problem. A i jak się okazało potem balkon 4 piętra też nie był. Spał na parapecie co mnie o nerwicę przyprawiało skakał z parapetu na barierkę balkonu i kiedyś wypadł. Zbiegałam na dół jak błyskawica i już byłam myślami i planem w drodze do Halinki do lecznicy. Biegnę a on jak tylko mnie zobaczył na dole wystraszył się ucieczką i hyc do sąsiadki na parterze na balkon. Siedzi i patrzy na mnie. Nie wychodziłem nigdzie. Jestem na balkonie. Musiał wychodzić i już. Problemem było tylko zejść i go wypuścić na dole. Wracał nad ranem i miauczał pod drzwiami wpuśćcie. Jadł tylko u nas jak za długo czekał według siebie a ja kroiłam jedzonko to mnie w łydkę gryzł. Jak nie w jego sekundzie wypuścić się miał to lał przed pokoju. Zwalał z półek rzeczy tylko moje. A w nocy gotował nam horror zanim nie wyszedł i nie wrócił. … Halinka już miała Aslanka. Chłopczyka jak o nim mówili. Chłopaki w domu nie chcieli się zgodzić dwa koty na 48-9 metrach? Nie. Najgorzej przerażała perspektywa co będzie jak nasz bandziorek małego nauczy swojego zachowania. Poza tym bać się o dwa koty? Nie dała bym rady. Jak tamten nie wracał rano chodziłam jak matka bojąca się, że „na śmierć” zabawił się. A on nocował po sąsiadach, w innych klatkach jak nie przypilnował kto wraca do domu i mu drzwi otworzy. To też bałam się jak ja dopilnuję kiedy kot chce do domu. Z 4 piętra łazić, ile można. To nauczył się pilnować kto i o której z sąsiadów wraca. Robił małpę na chodniku taczał się błaznował. Wszyscy drania znali i wpuszczali. Kiedyś sąsiadka spod 6. Prosę Pani a mogę kotka do nas zaprosić? To mój przyjaciel. Ależ tak możesz. Za jakiś czas spotykam mamę sąsiadeczki na klatce i mówię: co przyjaciela już nie wpuszczacie pewnie nalał. Tak … Pośmiałyśmy się z sąsiadką.

O jaj takich opowieści na tysiące stron mam … I wy pewnie też… Piszcie o tym w wiadomościach komentarzowych. O waszych doświadczeniach i tym co zasłyszeliście.

W każdym razie nasz Sprycio II nie rozdzielił się od kociej świadomości ale nauczył coś jeszcze nas. Ważny jest dom z jakiego bierzemy zwierzę. I czego nauczyła go mam i ludzie z którymi mieszkało. Poszedł i nie wrócił … kiedy do Halinki po raz drugi wrócił Chłopczyk. W dwóch domach go nie chcieli. Bo zapewne wchodził po dzieciach i nich na ramię jak papuga. U nas tak robił. A i u Halinki nie było firanek wtedy więc zapewne parę razy skoczył na nie jak u nas … na początku. Dzięki Bogu, że wracał. I wiem, że to dlatego: wybrał mnie i do mnie chciał iść. Jak tylko weszłam do niej przyszedł do mnie i ja tak dziwnie siedzę zawsze, że stopa nie stoi płasko na podłożu ale bokiem ją układam. Chłopczyk przyszedł i w zagłębieniu stopy zasypiał jak za parawanem na plaży chroniący się od wiatru morza plażowicze. Ostatecznie trafił do nas. O WIELKIE DZIEKI BOGU. I wiecie co chcę wam powiedzieć. Kiedyś moim marzeniem było i zawsze to mówiłam, że chcę mieć 4 synów. I mam. Dwóch w tym innym świecie i dwóch tu. A gdzie jest powiedziane, że synem czy córką może być tylko dziecko zrodzone przez nas samych. Byłam jestem ich matką jak oni dla mnie synami. Najbardziej kocha mamusię najmłodszy… Aslanek. Bóg go przysłał aby mi serce nie skarlało.

Zwierzęta są z nami często po naszej śmierci. Towarzyszą jak koty w czasie snu i pomagają wspierają w światach astralnych w wielu ich wersjach. Mają dostęp do nich w zasadzie nieograniczony. I jakież jest moje zdziwienie i jak ubolewam nad tym jak ludzie tępią koty. A potem już nawet prozaicznie nie ma komu szczurów i myszy łapać. Panoszą się jak mi powiedziała parę lat temu moja mała podopieczna i jej mama. Na którymś tam pietrze w wieżowcu. Bała się spotkać na klatce z intruzem.

Symbolika przypisywana zwierzętom, ptakom, owadom, gadom, płazom jest nie przypadkowa. Nawet sławny podróżnik katolik chrześcijanin który by mnie z gównem zapewne zmieszał. W imię Boga oczywiści choć nie wiem jakiego bo Chrystus chyba o miłowaniu bliźniego nauczał i wybaczaniu i rzucaniu kamieniem. Towarzyszeniu owieczce. Pisał we wspaniałych zresztą książkach polecam wam z całego serca …, że wąż to dziwne stworzenie i w nim już kiedy szaman chce wejść „w niego” zazwyczaj coś jest. Swoja drogą ech… przeczytajcie bo wiecie o już zapewne o kogo chodzi …

Chronią nas i zabierają na siebie energie chorób i ciężkich zdarzeń. Za nas oddają życie i często kiedy wybierają

śmierć chcą odejść z „naszej ręki” „wpadają pod koła naszego samochodu”. Znam taki przypadek sprzed lat. Piesek czekał aż podjedzie na podwórko właściciel dużym dostawczym samochodem. Po prostu rzucił się pod koła. Może oddał za niego swoje życie.

Jedna z moich najbliższych przyjaciółek jest lekarzem weterynarii. Bardzo dobrym muszę wam się przyznać bo sama leczę się często właśnie u weterynarza. Ful wypas. Śmiejemy się z Halinką, że weterynarz jest lekarzem o wszystkich możliwych specjalizacjach… I ginekologiem i chirurgiem, i stomatologiem. Bo we wszystkich dolegliwościach musi pomóc pacjentowi. Od niej mam też wiele ciekawych informacji i wiedzy o tym jak zwierzęta są związane z nami ludźmi. Ja widzę to ze strony energetyczne ja ona uzupełniła te wiedzę o namacalność.

Praca uzdrowiciela moja i przyjaciół przyniosła także historie ludzi którzy obciążali się karmicznie nazwijmy to posiadając fermy i hodowle zwierząt… To istne niesamowitości. Zwierzęta nam ofiarowują siebie …ale my nie jesteśmy Indianami którzy dziękują im za ich śmierć dla naszego życia. Mało tego trzymamy je i rozmnażamy , niehumanitarnie. Dręcząc przed śmiercią traktując bestialsko i jak myślicie kim jesteśmy dla świata zwierząt? Jak nas widzą? Zapytałam o to kart … Widzą nas jak my dręczące nas demony. 

DSC_0026

Jesteśmy tym wszystkim co złe demoniczne. A karty opisujące obozy koncentracyjne, uwięzionych i porwanych dla ludzi pokazują miejsca dogorywania życia zwierząt. Tak.

Kiedyś do Tadeusza trafiła rodzina… z pytaniami i po pomoc ojcu… Usłyszałam. To :„to znaczy, że Państwo go uwięzili ojca i siedzi zamknięty ma tego świadomość chce wyjść? … jak on kiedyś więził i trzymał swoje zwierzęta?… tak?… Pan miał fermę nie pamiętam po latach już „czego”… Nie znaczy to absolutnie, że każdy kto ma miał fermę czy hodowlę ma cierpieć czy mieć trudny los. Nie. Ale trzeba by mieć na to uwagę kiedy badamy czyjeś życie pod kontem problemów z którymi sobie absolutnie nie radzi lub kiedy życie jego to destrukcja. Nie wolno nawet jako dziecko tyranizować zwierząt i żadnych Istot. Bo to wróci i już. Spotkałam też się z sytuacją kiedy rodzina nie miała dzieci … I ewidentnie powodem było to, że rodzina miała tak ogromne obciążenia zobowiązania, że nie chciały się tam rodzić dzieci z rodu. Trzeba było nowego genu. Wtedy dzieci nasze rodzą się u innych i przychodzą z innych rodziców do ludzi. Tak ja to wiedzę. To jeden z argumentów w ogóle kiedy w rodzie nie rodzę się dzieci trzeba sprawdzić jakie są obciążenia. Bo to oznacza los bardzo ciężki do życia. Same długi jakby miały tylko do spłaty. I trzeba wtedy odłożyć dobry kapitał dla potomka. Duchowy oczywiście. Sama znam przypadek kiedy ludzie nie mieli dzieci przez ładne kilka lat. Nawet zaproponowali siostrze kobiety aby oddała im na wychowanie młodszą córkę. Nie zgodziła się oczywiście. Po latach dzieci posypały się jak z rękawa. Chyba z 4 ich jest. Już nie pamiętam. Pamiętam tylko jak Pani ta podpytywała nas nie ładnie o pewne sprawy. Dzieci nie są głupie. Widzę nieszczerość dorosłych. Była nauką dla mnie pamiętam to do dziś choć mam 42 lata. I w zasadzie rozumiem problem. Ech… przepraszam ale jak zwykle w każdym tekście czy filmiku nigdy w zasadzie nie ma pod temat. Zawsze jest wszystkiego jak w zupie. Nawet w filmikach recenzji kart jest morze informacji… jak mi ktoś zwrócił uwagę.

Wracamy … wiele lat temu brzmiał ten temat wspomniany na samej górze tekstu … chodzi o pana” uwiezionego” przez rodzinę w szpitalu bo zrobił się niebezpieczny.

Od tych ludzi trafiła do mnie inna cześć rodziny… tam młoda dziewczyna popełniła samobójstwo.

Kochające zwierzę to dar dla nas od kochającego Boga i wie to każdy kto widział wpatrujące się w nas kochające rozmarzone oczy. Widać w nich Boga.

Zawsze byłam psiarą i nie widziałam nic szczególnego w kotach. I za nic nie rozumiałam Pani Ireny która co dzień rano wychodziła z jedzonkiem a nią już czekała chmara dzikich kotów. Takie kobiety mają przepiękne aury. … A z reguły kotów jest najwięcej tam gdzie osiedla są położone na terenach trudnych naznaczonych tragedią i cierpieniem. O którym my dziś nie mamy pojęcia bladego często.

Ostatnio widziałam jak buduje się nowy budynek i zastanawiałam się czy to pawilon będzie czy blok mieszkalny czy parking samochodowy? I jak będą się czuć ludzie w miejscu gdzie przez lata był dworzec Pks a potem bazarek ale też w pewnym momencie zakład pogrzebowy. I jak to wpłynie na osoby przebywające w takim miejscu gdzie fotelik będzie stał np. w miejscu kostnicy. Kto by chciał zaparkować na katafalku w chłodni? Osiedla budowane są w miejscach walk, gett czy też miejsca gdzie były rozlewnie alkoholu.

TAK ONE CHCĄ POMÓC I KOCHAJĄ NAS.

DSC_0027

Po moim osiedlu chodziła dziwne energia … jest też blok gdzie kilka osób choruje na schizofrenię … między innymi syn mojej znajomej. On już dawno się wyprowadził do swojego mieszkania ale pod nią mieszka mężczyzna również z taka dolegliwością. Zbieg okoliczności? A uwierzcie mi koty to dar dla takich miejsc. Szkoda też, że kastruje się je tak bez tołku. Ale niestety my jako ludzie musimy iść na ustępstwa cywilizacyjne i nasi ukochani współtowarzysze w istnieniu też muszą. I często to kompromis współistnienia. Ale uwierzcie mi kot nie znaczy miejsc przypadkowo. Wyznacza granicę jak każde zwierzę terytorialne i w ramach tych granic strzeże nas odstrasza intruzów. Jak w świcie rzeczywistym. Co dla kogo rzeczywiste. Zapach jest przestrzenią najsilniej działającą opisywałam wam już w książce o tym, że według mnie jest gdzieś lek na najcięższe choroby i nie zdziwiłabym się aby był zapachem. To zbyt prozaiczne aby było prawdziwe wiem.

Zwierzęta noszą choroby swoich właścicieli. Halinka zawsze powtarza, że jak człowiek jest ze zwierzęciem zwiazany to często zwierzątko ma choroby takie jak jego właściciel ma lub miał. Kot mruczy do naszych narządów … i wibruje do nich zdrowie. Piesek nas ogrzewa i liże nasze chore miejsca.

To dary naszych ukochanych ale ukochanych przez nich. I na nic się da zmusić kota siedź i mrucz… Barbarzyństwem jest korzystanie z ich tłuszczów, skórek, ofiary. Jak chcesz wyzdrowieć śmiercią innej Istoty? Ona sama jeśli zechce i miłością obdarzona ofiaruje życie i siebie do towarzystwa zdrowia i miłości lub odda życie dla lub za ciebie.

Kiedyś spotkałam mężczyznę który miał ucięte 3 palce lub 4 ale tylko pierwszego palika. Był świadomy i zajmował się uzdrawianiem. Powiedział mi, że kiedy te palce mu ucinało wiedział i widział od razu. Scenę z życia kiedy jako młody chłopak zniszczył gniazdo ptaszków a w nim jajka młodych. Wiedział, że to jego rachunek. Miał wiele zobowiązań wobec zwierząt. Jako bardzo młody człowiek bardzo szybko się dorobił zbudował dom. Nie wiem nie opowiadał lub ja już nie pamiętam czy w tym życiu szkodził wcześniej zwierzętom czy innym. W każdym razie tak je potem ukochał, że żona szaleństwem napędzona raniła nożyczkami zwierzęta chcąc zranić jego. Wiedziała, że jego to najbardziej dotkliwie zaboli. Człowiek ten stracił w pewnym momencie wszystko i zajmował się produkowaniem karmy dla zwierząt. Mówił, ze wiem ma to robić a potem przyjdzie dzień kiedy to się po prostu zakończy. Z dnia na dzień.

Kiedyś Tadeusz kiedy jechał samochodem o jego szybę rozbił się ptaszek. Bardzo ubolewał nad tym i opowiedział o tym znanemu sobie „jasnowidzowi”(Wzięłam to w cudzysłów bo to za mało powiedziane. Nie wiadomo jak powiedzieć o ludziach którzy osiągnęli pewien „poziom” pułap brzmi bardziej swojsko i nie bufoni, rozwoju a są normalne żyjącymi ludźmi odstającymi od powiedzenia mistyk. Jasnowidzenie jest „dodatkiem” do przymiotów ciała i duszy takim efektem zdaje się ubocznym a nie wyznacznikiem) Pierepielcynowi. Michaił odpowiedział wtedy, że „on oddał za niego swoje życie”.

Nie wspomnę tu o kotce o której dowiedział się, że jest Egipską królową. I była to prawda bo maniery, spryt i obycie miała istnie królewskie.

Dusze lub Istoty kiedy chcą być bliżej nas z różnych powodów przybierają postaci ciała zwierząt.

Jest tez i tak, że zwierzę nie wiadomo dlaczego chce być z tym a nie innym właścicielem. Czasem dlatego, że spłaci jego długi. Mój dziadek poszedł kiedyś do lekarza zmierzyć ciśnienie. Wrócił z Lopkiem II. Co Lopusia wyróżniało od innych i z czego był znany? Kiedy wyglądała babcia przez okna dzieci siedziały na oparciu ławki z nogami tam gdzie powinna być pupa znaczyło to, że Lopuś jest blisko a dzieci coś jedzą. Złodziejaszek. Wyrywał każde jedzenie z rąk dzieciom i dorosłym ale tym pierwszym szczególnie. I nie odstąpił. Dzięki Bogu w tym życiu postura jamnika mu przeszkadzała ale uszy owczarka niemieckiego wysłuchały z oddali szelest każdego papierka… Moja babcia majątek zapłaciła za bułki ukradzione, lizaki, chipsy, lody… długo by wyliczać. Kiedy dzieci się wychytrzyły i nie było na kogo zapolować. Lopuś czaił się w sklepie pod miejscem gdzie stały koszyki. I czekał … na dzieci lub nieuwagę ekspedientek. Z czasem tylko notowały co ukradł ze stojaka lub przychodziły matki do babci skierowane przez tych którzy widzieli Lopusia w pobliżu bo było wiadomo czemu dziecko ryczy. I żeby była jasność nigdy nikogo nie ugryzł. Był uroczym draniem kochającym ludzi, głaskanie i czułość. A realizację miał urodzić się nakraść ale długu nie mieć. Bo jego państwo wszystko regulowali. Każdy rachunek jak za hulaszczego syna.

Ps. Poobserwujcie zależności ludzi ze zwierzętami. To jak je traktują i ich losem, chorobami, zdarzeniami… To was nauczy współistnienia i znów mam nadzieję pokaże, że nic nie dzieje się przypadkiem.

4 komentarze
  • Smutna

    Witam Pani Agnieszko
    Ja nigdy nie byłam kociara taka z krwi i kości bardziej za psami.A mam już drugiego kota a raczej kotkę która bardziej do mnie lgnie i jest moja dziewczynka.Albo mi się tak tylko wydaje.Co ja zauważyłam to to jak jestem bardzo smutna i cierpię to zwierzaki czy to mój były pies podchodził kładł głowę na kolana patrzył w oczy i merdał ogonem jakby chciał pocieszyć a czasami nawet polizał mnie po nosie, brakuje mi Go bardzo.Chociaż rzadko mi się śni ale jak już przyśni mi się to taki wesoły i chodzę z nim spaceruje lub przytulam się i wtedy Go czuje całym sobą.Co do kotki to wczoraj np jakby czuła ze mocno cierpię w środku jak nigdy się miliła dawał buksy i ocierała się o twarz jakby pocieszała.

  • Ewa

    Kot szamana i pies z Rio Anaconda przypomniał mi się… wkleję cytat kiedyś 🙂 To były niezłe stwory, szczcególnie ten kot… Jakby mag jakiś 🙂

  • Agnieszka Bruzgo

    Ja pamiętałam Pani Ewuniu ale nie chciałam wymawiać imienia woldemorta autora. Bo mógłby sobie nie życzyć abym go przytaczała na takim psia mać diabła blogu… Hihiiiiii…hahahaaa…. I niech by solą sypał… ja i tak go szanuję i kocham… Mąż nawet ma do mnie żal. Kiedyś nieopacznie powiedziałam w żartach, że gdybym miała zostać na bezludnej wyspie i nie mogłabym być tam z nikim z rodziny to wybrałabym jego „Pana X”. Dla niego byłoby to koszmarne za pewne… ale mój mąż do dziś mi to wypomina ponieważ nie pamięta, że powiedziałam: gdyby nikogo z rodziny nie można by było wybrać. A już argument, że taki ktoś ze mną nie chciałby obok w autobusie usiać żeby się diabła nie tykać nie przemawia do niego… buziaki… JUŻ NIEDŁUGO ZAAKCEPTUJĘ RESZTĘ PAŃSTWA KOMENTARZY…< TO INFO DLA WSZYSTKICH ... Pani Ewuniu i Pani mam jeden jeszcze komentarz ale jest taki ciekawy, że muszę go głębiej zanalizować i opisać wszystkim... tulę i dziękuję za wszystkie wiadomości...

  • Ewa

    „Przewróciłem się na drugi bok. W łóżku ta czynność jest prosta, w hamaku wiąże się z podrygiwanie. A podrygiwanie pod palmową strzechą wywołuje opady owadów. Pac, pac, pac i w moim uchu rozgorzała się jakaś szamotanina. Ze wstrętem wydłubałem stamtąd coś , co miało zbyt wiele nóg.(…) Wyskoczyłem z posłania, zwiesiłem głowę między kolana i zacząłem wytrząsać.
    W kącie szałasu siedział kot. Normalne koty sie nie uśmiechają, ale to był koto szamana. Obgryzał sobie paznokcie i najwyraźniej miał niezły ubaw.
    Lubię koty. I na ogół koty lubią mnie, lecz tym razem było na odwrót. (..) z mojej strony chodziło bardziej o niepokój, bo kiedy ten kot na mnie patrzył, miałem wrażenie, że wie o mnie wszystko. I jeszcze kombinuje jak tę wiedzę wykorzystać. To był jego dom, a ja byłem tu mniej więcej tak mile widziany jak kupa kompostu na prześcieradle” (…)

    kina pira – zupa, której autor niedzirżył, mega ostra, gorąca i obrzydliwa.

    „No cóż – szaman kazał, więc zacząłem jeść. Kot miał kolejny ubaw. Patrzył na mnie jak na coś lepkiego, co mu przywarło do podeszwy i uśmiechał się wrednie.
    -Lipka dla kicia – Angelino położył przed nim rybę wyjętą z mojej zupy. ZOstała połknięta w mgnieniu oka, bez gryzienia i chyba nawet bez kontaktu z przełykiem. Jednym… haustem wylądowała w brzuchu zwierzęcia.
    Może to jest sposób – pomyślałem – wlewać sobie to świństwo wprost do żołądka z pominięciem ust. W tym momencie… Przysiągłbym, że ten kot spojrzał na mnie z podziwem, uniósł brew, a potem z szacunkiem skinął głową, jakby uchylał melonika. Od tej pory byliśmy już przyjaciółmi”