Agnieszka Bruzgo | 86. … co za noc, co za dzień… i co przyniosą wymieszane razem?…
2575
post-template-default,single,single-post,postid-2575,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

13 Lip / 86. … co za noc, co za dzień… i co przyniosą wymieszane razem?…

DSC_0033   DSC_0034

… co za dzień, co za noc… co przyniosą wymieszane razem.

Wstałam dziś z niedowierzaniem. Nocą odnalazłam swój zagubiony lub raczej uwięziony kawałek siebie. Gorzej to, to że nie wiem czy zdołałam się uwolnić. Sprawa jest wielowymiarowa i połączona w czasie a raczej spleciona. Pamiętam z rzeczywistości tutaj nazwijmy to była taka sytuacja, że będąc z siostrą w sklepie spotkałam znajomą. Sytuacja była dziwna napięta nieklecąca się rozmowa o niczym i nawet nie wiedziałam dlaczego ona ze mną rozmawia skoro widać, że nie wie o czym. Jakby mnie trzymała nieświadomie. Siostra poszła w tym czasie jak to się mówi „dalej zakupy robić”. Ja stałam i nie chcąc być niegrzeczną uczestniczyłam w drętwej rozmowie. Było to może 2-3 m ce temu. Zapytam jeszcze Joli lub ona napisze kiedy przeczyta wpis. Pamiętam jeszcze rozmowę z przyjacielem który opowiadał o mężu siostry. Jak się potem czyli dziś okazało był przesiąknięty jego ideami w jego energetyce bardzo mocno. Ja na tamten czas pracując z nim i jego kreacją czytając karty tego nie zauważyłam. A powinnam się po ludzku otrząsnąć, że jest z nim coś dziwnego nie jego. W każdym razie ocknęłam się dziś jakby w nocy, że wywiózł mnie jakby czyimś samochodem który w dodatku się zepsuł na środku drogi w jakimś mieście i musiałam sama do domu wracać. Te oba wydarzenia w realnym poza śniącym światem miały miejsce jak wspomniałam 2-3 mce temu i blisko siebie się wydarzyły. Dopiero we śnie było widać jak rzeczywistość zadziałała na astralny wymiar. Lub jak działała wtedy na przyszłość i to co się działo w międzyczasie. Otóż. W tym momencie w sklepie podczas spotkania kobieta swoją energią zepchnęła mnie do drewnianego pomieszczenia niby wychodek i zamknęła za mną drzwi. W dole spodziewałam się kibelka podwórzowego a były wybetonowane schody do podziemi i jakby głos dobiegający z tamtą i wiedziałam, że jeśli tam nie zejdę osoba z którą byłam tam czyli we śnie zastanawiałam się czy to jest Jola czy moja kuzynka Joasia i nie mogłam ich rozróżnić. A raczej nie wiedziałam która to z nich. Konsternacja walić w drzwi rozbić je i się uwolnić czy iść na dół czego nie nawiedzę? Już się nie dowiem ponieważ się zbudziłam. I dziś 13 miałam zacząć pracę na portalu bo koniec miesiąca zbliża się nieuchronnie. A ja nie wiem czy skupić się na szukaniu siebie i jak szaman wrócić w świat gdzie wydaje mi się, że utknęłam czy dać sobie spokój i zapomnieć. Uznać to za zły sen?Który nic nie znaczy? Ale cholera od 2-3 mcy właśnie tak się czuję nie wiadomo gdzie. I jak coś mi brakuje. Źle się czuję i jestem zagubiona. Mam odczucia dosłowne z tego świata.

Wiecie sklep pokazał się jak las w nim ktoś trenował ta kobieta Łowca… sokoły. I były uwiązane tak że mogły się poruszać w około własnej osi. Zataczając koła prawie się stykały i w zasadzie nie można było między nimi przejść. Ja pojawiałam się tam z dziewczynką dość dużą i jeszcze kimś kogo miałam przeprowadzić … z miejsca a do ż… W trakcie okazało się, że wylazłam z samochodu popsutego czyli nie dowieziono mnie na miejsca z „tym kimś” Samochód był piękny stary amerykański w kolorze bordowym jak jeden z moich lakierów. W tym momencie wysiadając połapałam się, że nie mam torebki tylko taki szmacianą torbę na zakupy powyciąganą … A w niej telefony dwa w tym ten nowy który byłby się przydał już wtedy ale nie miał tam karty sim.( Już 3 mce temu powinnam przejść do Tmobile. I „sen” to pokazał wyraziście. Z plusa odejdę dopiero 5.09 !!!2015r.) Bałam się tylko o tych kogo miałam dostarczyć w określone miejsce i o torebkę w której mogły się potłuc dwa telefony. Żal mnie ogarną i bezradność. Nie moc. A to rzadko mi się zdarza. I trwa do teraz a już 9 29… jest. 13.07. 2015 r życie na jawie? Wracając do sytuacji w sklepie w lesie … nie mogąc przejść bojąc się ptaków groźnych jak mi się wydawało szarpiących mięsko. Wzniosłam oczy do nieba i nic!… Pustka. Miejsce…? Co to za miejsce? Co to za przestrzeń z której nie można dostać się do Boga szybko? Z całych sił skupiłam się w sobie jak zawsze i nic. Wtedy nauczyłam się czegoś w tym „śnie”?… Dziś. Kiedy nie widzimy rozwiązania i ratunku jesteśmy w przestrzeni tak gęstej, że nie można się szybko przebić przez nią wpadamy z gniew, żal… tak ja ja. Kiedyś tego nie miałam ale też jest mi łatwiej kiedy podróżuję sama. Lub po prostu mam zaufanego towarzysza w drodze. Który pomaga mi się przemieszczać. Ja często po takich dziwnych pracach przygodach „we śnie” wychodzę np. w jakieś dziwne miejsce i nie wiem gdzie jestem to w świadomości mam jeden telefon niezawodny … „……. „ Tak >>>>>” i wiem, że nawet jak w około jest nieprzenikniona ciemność ona mnie znajdzie. Przyjedzie o każdej porze dnia i nocy. Wrócę cała. Ja nie wiem gdzie jestem ale kiedy dzwonię ona wie i mnie znajdzie. Mam tylko czekać. O rzeczywista osoba w tym świecie ale dzwonię po jej pomoc nawet we śnie. Przyszłam tu z czymś na ten świat ale nie było już miejsca na zmysł orientacji i podświadomość normalną taki samochód. Nie umiem się poruszać środkami lokomocji żadnymi. Nie cierpię samochodów tylko z kilkoma osobami mogę jechać bezpiecznie i dobrze, autobusów, busów. pociągów, samolotów… koszmar. Lubię chodzić na piechotę jeśli mam cel. I jazdę samochodem ale tylko z wybranymi. To wielki symbol… Dla mnie Święty niemalże. Ale wracając… sen czy jawa… Co jest bardziej realne? Szybko będę musiała zamieścić ten spontaniczny wpis… bo jak się zastanowię koniec kropka nie opublikuję go. Takie dziwadło to już nawet mnie tu przegania.

Teraz też rozumiem dlaczego tak poszukiwałam i poszukuję torebki dziwnej innej specyficznej dla mnie… Dlaczego oddalam swoją siostrze… pewnie miała coś dostać aby pomóc mnie się z skądś wydostać… Ale czy się udało… Wykonać zadanie i się wydostać??? Nie wiem … To duża praca, zbiorowa. Ale może swoją część zadania wykonałam? Ale czy się wydostałam? Iść zająć się sobą czy odsunąć to i pracować? Zapewne samo się rozwiąże Bóg o to zadba… Tylko jak WYTRWAĆ… tym razem…

Ps. w takie sytuacje wkręcają nas nasze zachowania i powinności ugodowość… Zaniżyłyśmy wibrację w matrixie życia Pani która czuła się zobowiązana porozmawiać i ja która nie chciałam wydać się niegrzeczna… I jakieś paskudne energii wykorzystały to podczas zwykłego spotkania w świecie realnym. A miało przeszkodzić mi w pracy z kimś energetycznej ale która działa się w ten czas w innych przestrzeniach i wymiarach. Dlatego zawsze mówię, że praca z ludźmi to nie tylko ten czas kiedy „macha się wahadłem, trzyma ręce nad kimś” ta praca nawet gdy zajadam pomidorówkę trwa. To jest też zjawisko którego realność chcę pokazać innym tym którzy uczą się pracy z ludźmi i uzdrawiania. Energie np. demoniczne właśnie tak działają. Zanim ktoś do was zapuka o pomoc nie raz już was tak upodlą, że wiecie „za tę pracę trzeba się zastanowić czy brać”. Ja kiedyś między innymi wieloma bardzo wieloma przykładami spadałam tak na lustro które wisząc na dwóch hakach zsunęło się podczas łapania mojej równowagi, mało nie straciłam oka kiedy na prostej drodze nogi mi się zaplątały i wiedziałam, że padam na róg blachy, wiedziałam co prawda wcześniej, że wpadam pod ciężarówkę. Cofnęłam się … E tam nic nie ma… wydawało mi się … PRZEJECHAŁA MI PRZED NOSEM… zimny pot.  Czy wiedząc odmawiam pomocy?  Różnie z różnych powodów. Czasem nie wiem dopiero potem kiedy się zobowiążę mnie straszy, grozi… Robi tak wielu uzdrowicielom… Nie wszyscy wiążą małe ostrzeżenia i obronę wydaje się im skuteczną z tym jakie wydarzenia przychodzą potem. Potem to takie magiczne słowo bo tu w liniowej rzeczywistości nie wydaje się kojarzone z czymś z przeszłości. A tam … potem to mrugnięcie zapis… na przyszłość bo jest w jakimś gęstym istnieniu znana i demony nie zapominają. Dlatego nie trzeba tego wszystkiego wiedzieć i lepiej nie wiedzieć ale warto ufać i odwoływać się tylko do Boga i być nie przewidywalnym … ta elastyczność i zawierzenie Bogu to największa przewaga w walce o nasze dusze.

4 komentarze
  • Bąbelek

    jej…a myślałam, że tylko ja „fiksuję”…podzielę się także swoimi spostrzeżeniami…czerwiec-bardzo dziwny miesiąc, dobrze że się skończył…ale mam wrażenie, że lipiec odczuwa konsekwencje czerwca. Ludzie byli niemili dla siebie, zachowywali się tak, jakby każdy był dla siebie wrogiem i każdy pracował na „własny rachunek”, żeby mieć tylko więcej, żeby się wykazać…chronili swoich poletek, gdzie mogą się wykazać…a to nie o to chodzi…ja starałam się wytrwać, ale czasem bezsilność może ujawnić się w najmniej oczekiwanym momencie. I nie wiem czy mi się to udało…Zaciekawiło mnie Agniesiu, ze także masz sny o samochodach. U mnie oprócz kotów…druga kategorią snów są właśnie samochody 🙂 a jak się śni samochód, jak się psuje, to zawsze coś jest pod górkę. I niespełna dwa dni temu mój samochód mi się przyśnił. A dokładnie, ze złapałam gumę, byłam gdzieś uwięziona na autostradzie …a tu zero samochodów…. nie mogłam się z nikim skontaktować, nikt nie mógł mi pomóc i wiedziałam, że nie dojadę „gdzieś” na czas…obudziłam lekko przerażona, oderwana od rzeczywistości i tak tylko czekam i ufam co może się wydarzyć. A że jestem zapalonym kierowcą, to auto moje jest jak przedłużenie moich nóg i rąk. To takie moje latające buty jakie ma Merkury- posłaniec wiadomości 🙂 Całą niedzielę zastanawiałam się o co może chodzić, dlaczego taka informacja, skąd taki przekaz? dziś już wiem- mimo, że bardzo jestem zadowolona ze swojej pracy, w końcu odnalazłam swoje miejsce na dany moment…to czuje się, jakbym była uwięziona w obecnym mieście i nie jestem w stanie nic zrobić. Podejrzewam, że chodzi o moją córcię, która pojechała z dziadkami na wakacje pod namiot. Niestety letnia przygoda się zakończyła, mąż ją dziś zabrał z wakacji, bo tak manifestowała swoją tęsknotę, niezadowolenie, być może brak głębokiej bliskości (co innego rodzice, co innego dziadkowie), że „dawała czadu przed snem”. Teściowie kłamali, ze wszystko ok….Bo jak już inni biwakowicze chcą wzywać policję do płaczącego dziecka- to musi już się dziać!!Dlatego wszystkim czytelnikom bloga chcę powiedzieć, jak ważna jest bliskość matki i ojca w kreowaniu poczucia bezpieczeństwa dziecka. I jak ważna jest stabilizacja, rzekłabym nawet rutyna, każdego dnia, która buduje to bezpieczeństwo. Owszem są dzieciaczki, które lubią inaczej, ale nie wszystkie :)) Teraz ja wiem, że muszę skupić się mocno na znalezienie odpowiedniego mieszkania do wynajęcia (gdzie nawet kot będzie mógł „na legalu” też zamieszkać, ale ufam, że takie mieszkanie się znajdzie). I już tak na zakończenie…myśląc co może się wydarzyć w tym tygodniu- zobaczyłam karty w głowie (lubię rozmyślać nad znaczeniem kart Tarota…tymi historiami ujętymi w pięknych obrazach…i te obrazy mam w głowie): Wieża, 9 mieczy i Giermek Denarów (Moją Kamilkę zawsze widzę jako Giermka Denarów- chyba taka energia po prostu :))…już wiedziałam, ze coś się wydarzy. I tak oto zapowiedział się powrót z wakacji- nieplanowany. Może ja już chciałam, żeby Kamilka była w domu? Może przekazałam jej swoją manifestację? I tak od „gumy” w samochodzie w moim śnie… aż do powrotu córy z wakacji…czuję się dokładnie „w pomiędzy”….ciałem w innym mieście, sercem przy córce….i jak tu „wytrwać” w tym „pomiędzy” do piątku….Więc chyba wiele osób z nas ma to swoje „w pomiędzy”. I to takie „w pomiędzy” jakie człowiek jest w stanie udźwignąć, wyciągnąć naukę…Ja nie ukrywam doświadczam teraz różnych uczuć- często nieprzyjemnych- uczę się na nowo tęsknoty, takiej że aż serce fizycznie boli…A ta nauka dla mnie to to, że rodzina i tak jest najważniejsza, miłość bezgraniczna, to tez modlitwa za dziecko, które jest 200 km stąd, żeby Bóg otulił córę swoim różowo- żółto- białym płaszczykiem miłości do snu… WYTRWAJMY W TYM „W POMIĘDZY”…bo wierzę, że warto…ale nikt nie powiedział, że jest lekko…. BUZIAKI DLA WSZYSTKICH :))

  • Agnieszka Bruzgo

    Dziękuję Bąbelku za podzielenie się wiedzą. Giermek w większości tali każdy to dzieci właśnie i sytuacje nieokreślone, nie definiowane, nieobliczalne bo zależne od spontaniczności dziecięcej. Giermuś monet to zazwyczaj sytuacje które czujemy mamy do nich nosa ale drzwi są przeszkodą w zobaczeniu, że pod nimi ktoś nasłuchuje nas pukających. A i dobra myśl mieszkanie. Ja w świadomości od początku mam mieszkanie wasze tam… w drodze… I do wszystkich wiadomość na kochających dziadków też trzeba uważać. Bo dzieci przezywają ich postawy i potem za nic nie zechcą pobyć razem…

  • siostra Jolunia

    Kochana Siostrzyczko. Mam nadzieje, że wiesz ,że poszła bym za Tobą i po Ciebie wszędzie ,nawet jeśli nie miałabym siły i umiejętności żeby Ci pomóc . To chociażby po to , aby CI TOWARZYSZYĆ . Wiesz ,że Cię KOCHAM.

  • Agnieszka Bruzgo

    DZIĘKUJĘ …JOLUNIA… NAJBARDZIEJ CIESZĘ SIĘ I W ŻYCIU ISTNIENIU JESTEM WDZIĘCZNA ZA TO TERAZ JESTEŚMY W KOCU RAZEM… I OBY JUŻ NA ZAWSZE… ŻYCZYMY TEGO WSZYSTKIM RODZEŃSTWOM…OBY NIC NIGDY NIE ROZBIŁO NASZEJ JEDNOŚCI… To nasz skarb i majątek najcenniejszy dla naszych dzieci. pięknie jest błogosławieństwem kiedy przyjacielem może być własne rodzeństwo.