Agnieszka Bruzgo | 89. … NIE ZLICZĘ TYCH KTÓRYCH KOCHAM…
2631
post-template-default,single,single-post,postid-2631,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

28 Lip / 89. … NIE ZLICZĘ TYCH KTÓRYCH KOCHAM…

collage-1438082836622   collage-1438087544015  collage-1438087794505

 

Moje życie wydaje się spokojne, bardzo spokojne prawie nudne. Większość spraw które mnie nurtują w zasadzie dotyczy innych ludzi. Za to te które dotyczą mnie i mojej rodziny przeżywam soczyście, długo, zapamiętale, zupełnie irracjonalnie panikując i uwierzcie nie domyślacie się nawet, że wtedy mam czasem inną zupełnie tak zwaną twarz. I muszę przyznać zaskakuję sama siebie. Muszę się wtedy bardzo pilnować. Tego co robię i tego co i jak myślę. W każdym razie nie będąc na co dzień troskliwą gospodynią … Nie lubię sprzątać, prasować i jakoś odpadłam z gotowaniem ponieważ kojarzy mi się ze zmywaniem. A zmywarki nie posiadam i sądząc po rozmiarach kuchni nie będę posiadać. A może to po prostu fakt, że Dorotka moja przyjaciółka mój kuchcik i asystent w kuchni doskonały pełni teraz ponownie w swoim życiu funkcję główniej księgowej … w dużej firmie i nie ma mi kto towarzyszyć w kuchni? Więc może to nie zmywarka? (Wiem nie zaczyna się zdania od „więc” ale co mi tam… Tak mi pasuje do serca.)

Nie cierpię być sama w kuchni. Jeśli dom kiedykolwiek to tylko z otwartą kuchnią. Mam w nosie zapachy przeszkadzające trzeba się cieszyć, że ktoś nam gotuje… Nie siedzę i nie gotuję w kuchni sama bo nie i już! Chcecie jeść to towarzystwo macie mi zapewnić. Nawet syn już się nauczył: mamo zrób mi jaja sadzone… Sam sobie zrób umiesz. Ale ty lepsze robisz… Zrób a ja nawet z tobą w kuchni posiedzę.

Z łezką w oku wspominam czasy kiedy Dorotka jechała za mną na zakupy, pomagała dźwigać siaty do samochodu a potem była ze mną i kuchcikowała a jeszcze potem… gotowałam, gotowałam… wszystko: gołąbki z dwóch olbrzymich kapust, zupy pomidorowe z której śmiali się wszyscy, że ją zrobię nawet na 1 jabłku i liściu laurowym. Kurkowa, szczawiowa…opieńkowa. Bigosy i talerze placków ziemniaczanych, smażyłam góry kotletów ponieważ nie tylko sobie ale i dla rodziny mojego kuchcika. Śmiałam się nawet przyjaźniąc się z rodziną Dorotki, że w naszym małżeństwie (dwóch małżeństw) gotuję ja i Zbyszek. Mąż Dorci. Zawsze a zwłaszcza po ciężkiej pracy, kontakcie z ludźmi gotowałam. Nikt ode mnie nie wychodził głodny a i ja od nikogo trzeba przyznać. Potem mi przeszło to gotowanie a raczej Dorcia wróciła po kilku latach przerwy do pracy. W naszym świecie tylko Luizunia i Halinka są przykładnymi mamusiami i troskliwymi gospodyniami. Podziwiam je zawsze. Prawdziwe cesarzowe w pracy i w życiu. Halinka w mig wyczaruje obiad, przystawkę i ciasto. Luizunia to samo. Torty robi sama pierogi lepi nawet nie zdejmując marynarki wygląda wytwornie i elegancko. Wszyscy jedzą tam jak ptaszynki i ładnie podane jest wszystko. Ja gotuję dużo, dużo, dużo. I to usprawiedliwia według mnie podanie i inne takie tam. Co znaczy dużo? Poproszę kiedyś w jakimś programie aby Dorotka wam opowiedziała o moim gotowaniu. Mogłabym nakarmić pułk wojska. Lubię karmić ludzi, lubię mieć tyle jedzenia aby zawsze zostawało i starczało dla ktoś kto do mnie trafi. Tyle aby każdy mógł się najeść z nami do syta.

Często byłyśmy w dzieciństwie z Jolą głodne… Nie z braku pieniędzy czy biedy choć mamie nie było łatwo… Ale to inna historia. Nasza i naszej mamy żyjącej kiedyś jak „Piotruś Pan”… nie nie piła nie myślcie sobie. Ale to na inny czas historia jak wspomniałam.

Właśnie Dorotka kiedyś powiedziała, że lubi ze mną gotować bo wtedy dużo jej mogę powiedzieć o świecie energii i tego co ją interesuje. Ma mnie tylko dla siebie i przypominam jej taką babcię z filmu Matriks która w kuchni gotowała i przyjmowała interesantów. Haaa…mmhhhh… gdyby ludzie mi pomagali zmywać może i ja bym w kuchni przyjmowała. …

Teraz jestem beznadziejną gospodynią … sprzątam jak muszę i jestem mistrzem dań jednogarnkowych. Zaczęło się od tego na czym się skończyło. Dorotka poszła do pracy a mnie w prezencie kupiła z jakiejś okazji tzw: naczynie żaroodporne. Eureka… Cud. Obiad i tylko jeden „garnek do mycia”!. Olśnienie i pełnia szczęścia przyszła kiedy kupiłam sobie naczynie sama które nazywam: „bandurkiem”. Nie wiem dlaczego bo przypomina i naśladuje brytfannę ale z tym lichym dnem i cienkimi ściankami to najtrafniejsze powiedzenie o nim jednak jest:bandurek a nazwanie go brytfanną obrazą brytfanki. Choć porównanie garnka owalnego do instrumentu muzycznego hmmm… chyba jest obrazą dla niego? Hm… Ale dla mnie jest jak najwspanialszy instrument z którego gra …

Moje dni zamiast skupiać się na pracy snują się od połowy tygodnia wokół przygód z alergią i moich snów. Ale dość o snach…

W każdym razie od połowy tygodnia przeżywam uczulenie mojego męża. Najpierw dostał uczulenia potem posmarował się maścią na uczulenie która też go uczuliła. Nie posłuchał intuicji czuł, że to ona wcześniej też go uczuliła. Ale tym razem nie chcą co jej użył.

Uczulenie wtórne aż, oczy mu spuchły kompletnie. Dziś wtorek i ostatecznie trafił do lekarza. Nie mam miejsca aby wam opisać o tym jak facet nie chce iść do lekarza. Wiele z was to zapewne zna. I na nic wasze czy moje gadanie. Dopiero mówię mu: Jola położyła karty (ja na najbliższych nie kładę) i powiedziała:nie przejdzie samo bez lekarza i masz iść. Poszedł myślicie? Powiedział tylko a to mnie zmartwiła Jolcia. (tak mój mąż zwraca się do mojej siostry takiego zdrobnienia używa tylko on) Mój mąż jeszcze przeczekał aż mu drugie oko spuchło a dziś wrócił z torebką leków nie wziąwszy zwolnienia jutro idzie do pracy ochoczo. Ale właśnie taki jest mój mąż. Nie może zawieść kolegów w pracy. Nawet mdlejąc kiedyś mówił nic mi nie jest… Kocham go za mało niż na to zasługuje to pewne… To ślady wcześniejszego związku wmontowały drzwi które chyba mogą pozostać tylko otwarte bo nie umiem się ich pozbyć. Anulka może kiedyś pomożesz mi Ty. W każdym razie ja staram się być wtedy przykładną żoną i dziś zrobiłam mu jego najulubieńsze danie. A mianowicie racuchy.

collage-1438087894616

Dwa miesiące mnie prosił tak mimochodem, delikatnie napomykał. Czekając na chłodniejszy dzień ponieważ nie da się ich zrobić gorącym dniem. Bo sama byłabym jak ten racuch od temperatury w kuchni. Dziś wyraźnie wyartykułował:Agniesiu może racuchy zrobisz? I zrobiłam. Te racuchy to takie placki drożdżowe smażone na głębokim oleju. Rosły mi dziś tak, że z miski uciekały jak Marysi makaron w filmie „Poszukiwany, poszukiwana”. Zagapiłam się przeglądając zdjęcia z mojej wycieczki z Luziunią po spacer i oddech wczoraj. Byłyśmy na plaży w Dojlidach i potem na deser w Supraślu… Kochamy Supraśl obie. Bardzo chciałbym kiedyś a właściwie zaraz tam zamieszkać. O Luizuni piszę wam mało i zapewne się z nią nie poznacie jest osobą zbyt publiczną w mim mieście jak i jej wspaniały mąż. Jemu zawdzięczam bardzo wile pomagał mi swego czasu żeby nie powiedzieć wyręczał…Bo to jest prawdą. I wspierał swoją energią duchowo tak, że zdawałam egzaminy w swojej szkole nie wiem jak. Cud. Tu też wypada wspomnieć o mojej przyjaciółce która jest nauczycielką matematyki i modli się za swoich uczniów świadomie wspiera energetycznie swoich uczniów aby zdali matury… Nawet nie wiecie ilu wspaniałych ludzi jest na świecie … Ja chyba też nie… Ale jak mam ich blisko to wiem, że nie są jedyni i tak wierzę i już!

Kiedyś wam opowiem o przyjaźni. Przyjaźni bardzo szczególnej bo cudzie odnalezienia się dla siebie w drugiej osobie. Do jedności i miłości. To coś co spotkało mnie w życiu jest jednym z najcenniejszych skarbów. I mam kilka swoich takich wyjątkowych przyjaciółek ale moja więź i miłość z Luizunią jest nawet dla nich zadziwiająca choć wiadoma i oczywista tak, że rozumieją jak bardzo potrzebujemy siebie i swojego towarzystwa aby żyć. Nie ma żadnych animozji z tym, że spotykamy się bez nich same. Medytacja którą zamieszczę wam następną „… ciepło dłoni … serca bicie… ” ma ilustrację. I zawsze widzę w niej siebie i Luizunię moją. Kocham wszystkie swoje przyjaciółki ale ją kocham inaczej głęboko, jak oddech całą sobą. Nie czujemy między sobą granicy jesteśmy jak dwie ręce tego samego ciała jak mi kiedyś pokazała. To jak miałabym wam powiedzieć jak sobie to wyobrazić do czego porównać? Hm…wydaje się, że bliźnięta jednojajowe taką wieź mogą mieć i jej doświadczać. Dla nas jest to dziwne tym bardziej, że nie jesteśmy rodziną. A nasze spotkanie było jakby zapisane w tym życiu do zrealizowania.

Ale się zagalopowałam… Ja i Luizunia to temat szybujący jak my same… i kiedyś będzie o tym specjalny i wyjątkowy wpis. Ale jeszcze nie czas… Bo jak opisać to, że Pan Bóg dał mi prezent i mojego Anioła do towarzyszenia tu w ludzkiej postaci… ? …

Wracając … do tematu …Hmmm… nie mam tematu oczywiście znów piszę o wszystkim i niczym a zarazem dla mnie najważniejszym i cudnym… Tym czego pozwala mi dotykać Bóg… życiem …

Racuchy . … wróćmy do nich a raczej zacznijmy na nowo od nich. Kiedyś bardzo często je smażyłam a ucięło mi się jakoś kiedy mój mąż znaczą nosić je do pracy i koledzy żartowali sobie z niego pytając czy ja niczym innym go nie karmię. Dziwne było to o tyle, że on nigdy prawie nie je w pracy a tu co jakiś czas dwa dni pod rząd racuchy. Trzy… Hihiiii… hiii pewnie bali się zapytać czy tylko to umiem gotować. Chociaż pewnie nie o to chodziło bo brzuszki nam raczej tylko od racuszków od czasu do czasu nie urosły…

W każdym razie lekarstwem na uczulenie dla Duszy są racuszki z przepysznym miodem od przyjaciela mojego męża Jarka Topolańskiego i jego wspaniałej żony Iwonki.

collage-1438088045460

Mój mąż ma od Jarka kolekcję miodów. I bardzo kocha każdy otrzymany słoik zwłaszcza, że dostajemy zawsze jakieś perełki rzadkie miody. Takie których np. nie ma sprzedaży bo nie ma ich dużo. Miodek jest pychotka i wiadomo, że człowiek jest uczciwy to miodek niczym nie kombinowany. Boże kochany a o pszczołach ile wiemy od Jarka… Jarek robi też świece prawdziwe z wosku pszczelego i tzw konchy i świece do konchowania uszu. Też bez dziadowskich dodatków śmieciowych i tego co dodają do nich niektórzy a mianowicie mam na myśli parafinę… Są wtedy tanie… ale do ucha to ???…Hm…

Ja lubię racuchy najlepiej minie smakują także z cukrem pudrem lub dżemem truskawkowym który zrobili mój syn z mężem. Dobrze przeczytaliście … Ale mówiłam wam, że kiepska ze mnie gospodyni.

A mały duży sekret to: z siostrą mamy wspólną niechęć za to do prasowania. Ale nasza mamusia to kocha. Deska, żelazko i pilot od telewizora pod ręką to jej szczęście. Kiedy mieszkałam w Dojlidach przez kilka lat czyli pięć domów od mojej siostry to mama nam prasowała wszystkim i wszystko. Nawet dżinsy facetom. Oj nie wiem, nie wiem ale gdybym wygrała w lotto to nie kupiła bym domu w Supraślu tylko zapewne koło mamy aby było bliżej prasowanie ogarnąć. Nie wiemy i mama nie jest w stanie nam powiedzieć dlaczego kocha wieszać, przewieszać pranie na suszarkach 6 razy zanim wyschnie a potem prasować. To tajemnica i może się jednak ta pasja na nas kiedyś choć w ułamku procenta udzieli. Oby. Bo co będzie kiedy mamy zabraknie? Stare baby nie umiejące obsłużyć żelazka. Nie, żeby nie było. Że nie umiemy i nie umiem. Bo umiem nawet spodnie na kant prasować i koszule.

H… hmmm… Uważać muszę co myślę i koduję sobie kiedy w rodzinie coś się dzieje? Tak napisałam na początku tego wpisu.

Znane są wam wszystkim sytuacje u siebie być może je odnajdziecie i innych. A i mnie taka z gabinetu sytuacja się przypomina bo żyje bliskością ludzi kiedy to zapłakana dziewczyna kiedyś a dziś to wspaniała ceniona dorosła Pani architekt zapłakała i powiedziała: oni się nie pogodzą chyba tylko wtedy kiedy coś złego by się stało. Upsss… Nie wolno!.. tak myśleć bo przyciągniesz nieszczęście jesteś silna i wiesz, że musisz pilnować tych myśli. To do nas wszystkich teraz kieruję te słowa. Nie przyzwyczajajmy i nie kodujmy w nas. Jeszcze jeden przykład abyście zapamiętali i znaleźli analogię a potem dbali o czystość intencji i odważne besztanie siebie kiedy coś wam zacznie pukać …

Mój syn jest dorosły. Jak wiecie ma zaraz 22 lata skończyć na jesień. Mało wylewny teraz w przeciwieństwie do czasu kiedy był dzieckiem. Kocham cię, kocham cię, przytul mnie, przytul mnie mówił a właściwie miał taką manierę piszczącą jak kukułka w zegarze… długo powtarzał tę sekwencję. Dawno tego nie słyszałam tęskniłam za tym. Dorosły facet nie mówi już mamie co jakiś czas, że ją kocha ten przywilej wycicha i rozkwita ponownie kiedy jest przenoszony potem i oby na inne kobiety w jego życiu żonę i córki, synów. I tak też chciałbym wychować swojego jedynego syna. Aby umiał mówić jak jego dziadek: kocham cię… Bardzo cię kocham…

Dwa lata temu mój syn zachorował na zapalenie płuc. Bardzo poważne. Dostał antybiotyk z racji, że jest duży i jego jest dużo w zastrzykach. Nic się nie polepszało poza spadkiem temperatury a z nim było coraz gorzej. Na zastrzyki woził go Zbyszek mąż Dorci na drugi koniec miasta. To też jest warte wspomnienia i polecam wam filmik na moim kanale ypu tube o więzi matki z dzieckiem ale właściwie jest to filmik o kochaniu dzieci.

O tym jak kochać dzieci wszystkie a zwłaszcza ważnych wam ludzi jak być rodzicem matką ojcem dla wielu dzieci… Wtedy i wasze dzieci ci ludzie kochają jak swoje i są gotowi wstawać przed 6 rano aby wozić dziecko przyjaciół na zastrzyk jak swoje. Pawła wtedy woziła też Luizunia jadąc z tegoż końca miasta a właściwie dalej do nas po niego i z powrotem a potem na zad sama do domu w ten kierunek z którego nas z zastrzyku przywoziła. Potem woziła nas też Jola. Ale tu ojcem okazał się Zbyszek. Obejrzyjcie ten filmik o którym wam wspomniałam i kochajcie, prześcigajcie się w kochaniu waszych i „cudzych” dzieci a wtedy wasze dzieci mają majątek największy najcenniejszy: wiele osób które obdarza je miłością i energią opieki i wsparcia. Ja kocham dzieci wszystkie ale jasne, że najbardziej dzieci swoich najbliższych każde jest dla mnie wyjątkowe o każde się martwię – to złe słowo staram się wspierać je wiedzieć co u nich i być przy nich sercem kiedy kończy się rok szkolny i drżą z ocenami, kiedy chorują, się cieszą a teraz zakochują. Zaliczają egzaminy zdają na studia a zwłaszcza kiedy cierpią. I chcą się do cioci przytulić. O każdym mogłabym napisać wielostronicowy tekst a i tak nie wyczerpie istoty naszych więzi. Chciałbym na rękach przenieść te dziecinki moje które najcięższe życiowe zdają egzaminy a ja nic nie mogę na to poradzić… tylko BYĆ…

Mój syn… po zastrzykach w pewnym momencie dzwonił domofonem i prosił abyśmy pomogli mu wejść na piętro czwarte. Wtedy to się okazało, że wypryski które zauważył na sobie są uczuleniem. Na antybiotyk … Potem dostał już następnym razem lek dożylny a i od niego mało nie zasłabł i trzeba było zaprzestać podawania go w trakcie. Tak to w rodzinie mamy już drugi raz przygodę jak to zaszkodziło lekarstwo na uczulenie. Ale sedno skarbik mój w tym wszystkim to chwila nie pamiętam w którym tej historii momencie zaistniała to ta kiedy mój syn dorosły słaby i obolały powiedział do mnie : mamusiu przytul mnie, pogłaszcz po głowie.

Nie wolno mi zabraniam sobie czcić tę chwilę aby w żaden sposób jej niewzmocnić. Wdrażam całą sobą moc i siłę aby Odebrać moc zapisu i kontekst …chwili. Aby bezmocna była sytuacja kiedy mogę usłyszeć, że mój dorosły syn mówi przytul mnie mamo.

Tu też ważna chwila i moment na wspomnienie tym jak ważni jesteśmy jako rodzice dla swoich dzieci… I nawet jak się ostatnio ponownie przekonałam ktoś dorosły awansujący na stopień oficerski co się kojarzy z siłą, niezłomnością, szlachetnością, odwagą i męstwem pragnie czułości i dumy rodzica. Niech ten przykład święty bo daje nam naukę wszystkim. Zawsze jestem wdzięczna bezkreśnie ludziom którzy przychodzą do mnie czy dzwonią i dzielą się sobą jak chlebem …swoją opowieścią. Dla nauki dla uratowania naszych Dusz i naszego życia. Bądźmy kochającymi rodzicami. Pamiętajmy, że nasi rodzice już się nie zmienią. Dorośli którzy nas zranili nie przeproszą. Obudźmy w sobie odwagę kochać nasze dorosłe dzieci dzieci. Dorosłe dzieci naszych bliskich tak jak my byśmy chcieli aby nas dziś przytuliła nasza mama czy tata… Nie tak jak oni! umieją a raczej nie umieją a jak MY byśmy CHCIELI aby oni to uczynili….

Ps. Dlaczego Dorotka jest idealnym kuchcikiem? Nie pyta, nie grymasi, nie dorzuca tekstów w stylu ja bym to czy tamto dodała… ja tak robię… Cieszy się jak dziecko i skrupulatnie wykonuje instrukcje, polecenia a najważniejsze ?…zmywa… i PRZEDE WSZYSTKIM JEST… ZAWSZE …

No Comment

Sorry, the comment form is closed at this time.