Agnieszka Bruzgo | 94… „Pani Agnieszko co u Pani słychać ?”
2687
post-template-default,single,single-post,postid-2687,single-format-standard,ajax_fade,page_not_loaded,smooth_scroll,

Blog

30 Sie / 94… „Pani Agnieszko co u Pani słychać ?”

DSC_0046   DSC_0095 MOI NOWI PRZYJACIELE

Witam wszystkich po dłuższej według państwa MOJEJ nieobecności. Nie wiem od czego zacząć aby napisać odpowiedź na pytanie które mi zadajecie…Co słychać u Pani, Pani Agnieszko?

Słychać u mnie było głównie o upałach i tym jak mnie upadlają ale nie tylko nie kot też ma ich dość…

Oto zdjęcia…

20150812_183934   20150812_183928   20150812_150414   20150812_150403

DSC_0088   DSC_0089   DSC_0090   DSC_0091   DSC_0089

 

Także upały bardzo uprzykrzały mi życie tak dotkliwie, że sprawa pracy na komputerze okazywała się klęską. Nie tylko u mnie z tego co słyszę od ludzi. W każdym, razie komputery padały ale dawały się reanimować. Ten na którym zwykle pracuję na blogu i poza domem malutki na którym mam dla was poważne artykuły jest pożyczony dla dziadka syna. Jego komputery w naprawie i rewitalizacji. Więc czuję się usprawiedliwiona poniekąd brakiem czegoś wartego wam do pokazania a takich zwykłych spraw nie było kiedy relacjonować. W każdym razie przez upały zmienił się mój warsztat do pracy

Oto zdjęcia…

DSC_0093  DSC_0092

 

co prawda dopiero od 26 sierpnia ale było to apogeum … mam lepszy komputer a mąż laptopa którego udało się reanimować. Nie dałam rady ostatnio na swoim na smsy nawet odpisywać nie wspominam o chatach. Dzięki Bogu ich za dużo nie mam raczej dzwonicie do mnie. Nie było mowy o odpisywaniu na powiadomienia wasze bo bałam się ruszyć laptopem aby nie włączyło się coś co szumnie gmurnie i pstryk wyłączy go. Także narzędzie dawało możliwość tylko szybkiego zalogowania się i najlepiej było nic nie dotykać tylko włączyć opcje telefonu. Na dziś pełen wypas jak mówią młodzi. Ale znów jak tu znaleźć miejsce gdzie pisałam teksty? Taki program miałam a tu gdzie? Nie lubię zmian i aktualizacji w sprzętach i narzędziach internetowych… To jakiś koszmar. Dużo czasu zajmuje mi nauczenie się czego a potem sru… psu pod ogon. Ech…

Dzięki Bogu też nie było na co narzekać długo … znalazłam skoro to czytacie… Jeszcze wtrącę śmiechotkę. Mąż kiedy podłączył mi komputer na biurko usiadłam przed nim i szybko do smsów. Konsternacja o Boże wzrok mi się poprawił… Cud… Po chwili … refeksja MONITOR! Babo…

Miesiąc sierpień to miesiąc zmian i niespodzianek. Mieliśmy w planach na jesień sprawy wiadome związane z mieszkaniem syna ale wszystko i dziadka prognozy układające się na późniejszą jesień przyśpieszyły. Kiedy niechcący w kartach zobaczyłam jeszcze wiosną, że sprawy się przyśpieszą nie wierzyłam sama sobie i nawet mówiłam sądy mają wakacje… niemożliwe. Mówię wam najtrudniej być klientką samą dla siebie.

W każdy, razie w sierpniu przyszła wiadomość… mamo w piątek idę z dziadkiem do notariusza a w sobotę dziadek nas zaprasza wszystkich na oficjalne przekazanie kluczy. Co? No tak wcześniej papiery przysłali dziadka spadkowe i jest załatwione wszystko. O Matko Boska…??? … Już? DZIĘKUJĘ… Pomijam moją radość z prezentu od losu jaką dostał syn. Dziś mieszkanie w centrum miasta 8 minut góra w linii prostej od dworców (bo w Białymstoku oba są niemal w parze) bez kredytu nawet stare i zniszczone to skarb na drogę życia. Dom własny kąt tylko swój to coś co każdy kto tego potrzebuje (bo są i znam ludzi którzy nie potrzebują własnych kątów i wolą wynajmować) to podstawa dla życia.

W sobotę uroczystość symboliczna ale jakże ważna bo dziadek dawał klucze mnie i mojemu mężowi. Dopiero on powiedział nie nam to dla Pawła. Ach … ale było to miłe i dało pozwolenie z korzystania dla mnie z tego mieszkania. Dziadek czyli mój tato a właściwie jak wiecie były teść powiedział coś… jeszcze Coś co właśnie powiadam wam utwierdza przedstawianie go jako mojego TATĘ a nie teścia i to w dodatku byłego. Jego słowa to: Agnieszka to jest poniekąd też prezent dla ciebie na urodziny jak wiem w poniedziałek…są. Tato wiedział jak ciężko mi się teraz było ogarnąć temat z gabinetem i przyjmowaniem ludzi. Miejsca dla siebie i ludziom …

Ja do swojej pracy podchodzę bardzo poważnie nawet chyba za bardzo…. Stąpam w niej jak po kruchym lodzie… Nie w sensie kompetencji bo w tym czuję się znów pewnie aż za bardzo ale tak z tym co chcę robić w temacie praca i jak. Jak wiecie zlikwidowałam gabinet kiedy w moim mieście powstawała droga przed miejscem gdzie przyjmowałam najdłużej. Był to czas co wiecie z książki kiedy już wycofywałam się w tej pracy na taką skalę która pochłaniała moje życie. Wycofywałam się ze środowiska. Przyjmowałam tylko ludzi i to już tak tylko z polecenia lub tych których znałam wieki. To w tym czasie właśnie stąpając intuicyjnie jak po kruchym lodzie przyszło do mnie szukaj linni 0700… Ja zawsze o tym marzyłam. Miałam wielu klientów ze świata i koszty przyjazdu zdawały by się pokrywać koszt rozmowy. I tak chcieli i chcą przyjeżdżać i przyjeżdżają. Kiedyś mi ktoś powiedział jak wspomniałam, że ta linia mi pomogłaby kiedyś na wieś się przeprowadzić bo jak tam pracować. To usłyszałam: Agnieszka przyjeżdżamy tu to już dla nas co za różnica gdzie znajdziemy cię. Również i tam dojedziemy. To co teraz napisałam ostatnio mi pewna osoba napisała w smsie…(buziaki) Nic jej nie odpisałam ale tak. Tak właśnie ludzie się deklarowali od zawsze ale jak będzie tak będzie mówiłam. W każdym razie intuicyjnie zaczęłam budować linię dzięki wróżce Helenie za co jej będę wdzięczna do końca życia. Tak wspaniałą osobę chętną do pomocy ze świecą szukać… która zrobi miejsce w pracy obok siebie. Jeśli była gotowa pomóc obcej piszącej do niej osobie wyobrażam sobie co jest gotowa zrobić dla swoich przyjaciół. Także ja na portalu i portal to właśnie wróżka Helena i jej zawdzięczam to co tu mam.

Zaniedbywałam gabinet jak cholera i jeszcze trudniej było się ze mną umówić niż zawsze. To też minus intuicyjnego życia nie da się ze mną konkretnie bezapelacyjnie umówić zaplanować, spotkać. Każdy od zawsze musiał to zaakceptować i wielu ludzi się o to na mnie obrażało lub wieszało psy a i zapewne myśleli, że ich lekceważę lub, że to żart niemożliwe. Teraz tego zjawiska doświadczam i na portalu ponieważ ludzie chcieliby mnie systematycznie i więcej a ja zakładałam portal jako doskonałe miejsce gdzie nie muszę się jednak umawiać ale mnie to czasem przerasta. Bo co innego z ludźmi których znam latami i wiedzą, że jestem nie przewidywalna sama dla siebie i tego z czym będę pracowała a co innego z tymi którzy stykają się ze mną pierwszy raz i następny. Wielu rzeczy im nie wytłumaczę zwłaszcza teraz gdzie znów pojawiają się ludzie z poważnymi problemami i trzeba robić przerwy czasem czy to, że ja nie umiem taśmowo rozmawiać … Lubię się angażować specyficznie lub w ogóle i kiedy nie dam rady nie odbieram już. Ja, uważam, że to byłoby według mnie nieuczciwe. Dać mniej niż zakładam, że daję choć człowiek po drugiej stronie nie wie tak naprawdę ile z dostaje ale ja wiem i to wystarczy. Ale tak jest łatwiej i dla ludzi dobrze tylko o tym nie wiedzą. Nie tłumaczę się i żyję tak dalej. Ezoteryka na poziomie intencji to nie praca a styl życia.

W każdym razie kiedy droga zaczęła się bardzo remontować zamknęłam po jakimś czasie gabinet bo za bardzo przeszkadzała w pracy. Miałam tam wrócić kiedy skończą… I tak rozsiadłam się na portalu. Był to cudowny czas odpoczynku od tej pracy intensywnej i wyczerpującej jaki wiedziałam również, że nastąpi i czekałam na niego podświadomie i świadomie. Zamknięcie ograniczyło zabiegi oczyszczanie fizycznie … Choć właściwie już wcześniej dawałam kręgosłupowi odpoczywać.

Ale hola, hola na portalu też przeszłam swoistą aklimatyzację i biegunkę tykającego minutnika… Unaoczniło się moje mniemanie i wyobrażenie o tej formie pracy i szczerze współczułam i doceniłam kolegów pracujących na liniach. Miałam i mam wspaniałych klientów poznałam tu cudownych stałych klientów zadzierzgnęłam cieple znajomości a może i przyjaźnie na lata i zejdą z portalu na rzecz realnego kontaktu TU.? Mam nadzieję. … Ale doświadczyłam też i tego czym jest anonimowość dla ludzi.(…).

W książce już wam opowiadałam, że ja za wcześnie zaczęłam pracować jako uzdrowiciel… i Za intensywnie bo tylko to robiłam. Nigdy praca z ludźmi nie była jak tylko zaczęli się pojawiać dorywcza ani dodatkowa. Było to przerażające. Żeby nie wołanie stałe i szarpanie do Boga to bym sama uciekła. W pewnym momencie to i klienci i koledzy którzy chcieli ze mną współpracować mnie gonili. Nie dawałam sobie rady i trzymałam się tylko Tadeusza kiedy już zrozumiałam jakim jest człowiekiem poza różnymi opiniami. On mnie nauczył a niech sobie gadają ja wszystkich lubię i szanuję i robię swoje. To moja dewiza robię swoje nie tłumaczę się i nie zważam na to co mnie kto mówi i jaką ma opinię. W moim środowisku opinia to diament i papier toaletowy stają się jednym lub naprzemiennym… Czasem wymieszają się po użyciu jednego z nich. Nawet nie wiecie jak w tym środowisku ciężko znaleźć przyjaciół i ich utrzymać będąc sobą. A już kiedy jesteście w opcji papiero diamentu po użyciu… Ech… zazdroszczę troszkę siły wróżbicie Maciejowi. Mój kolega już nie styka się z dzisiejszymi kwiatkami współczesnej formy pracy … i dobrze mu tak … jak jest. Ale wróżbita Maciej musi mieć twardy tyłek. To też facet to mu łatwiej. Dlaczego jego podałam za przykład? Bo widzę więcej i znam życie. Ktoś tak mimo wszystko wewnętrznie wrażliwy nie urodził z twardym tyłkiem tylko tego nauczył. Więc tylko tego efektu mu najbardziej zazdroszczę. Nic więcej.

W każdym razie po zamknięciu miałam wymówkę dla ludzi: nie mam gdzie przyjmować… Zawsze miałam gabinet tylko z pół roku przyjmowałam kiedyś lata temu na samym początku w domu -mieszkaniu ale się nie dało żyć. Za dużo ludzi w wolnych pokojach poczekalnia. Ludzie przychodzili nie raz z dziećmi i jeszcze syn miał nie z własnego wyboru towarzystwo. Poza tym już trzeba było zakładać działalność… Szok zawsze w zasadzie gabinet miałam poza domem. I to bardzo dobrze. Teraz dopiero jestem gotowa z tym się ogarnąć z energią po pracy, domowym mirem i „bhp”a raczej życiem tak i budowaniem relacji aby go nie używać. Ale tak czasem ciężko kochać ludzi ale chcę. A także z niespodziewanymi najściami ludzi.

U mnie to niemożliwe już. Zakładam, że nie jestem pępkiem świata i jeśli ktoś potrzebuje natychmiast pomocy zawsze jest ktoś dokąd jest Bóg, że ktoś wolny go równie jak ja przyjmie aby pomóc. Rodzina jest dla mnie najważniejsza a nie energia misji czy powinności. Allicja mnie tego nauczyła. Nie pomożemy nikomu kiedy rodzina ma dość naszej pracy i nie ma świętego spokoju. Kiedy remont drogi się ponad rok już z hakiem skończył ludzie pisali Pani Agnieszko droga już wyremontowana. Hm… za gabinet zażyczono sobie ten mój były więcej niż kiedy go opuszczałam… A pozostawiłam w standardzie podwyższonym. Odpuściłam i podjęłam temat pomocy kolegi kiedy chcesz masz klucze. I tak zdecydowałam się ulokować na 2 razy w miesiącu na przeciwległym końcu korytarza. Nie wypałem się to okazało bo wychodzenie kończyło się całym dniem na pogaduch i nie trafianiem na portal kiedy to jedna osoba prosiła o spotkanie bardzo bardzo, bardzo… Poza tym nie przyjmowałam tam sama i musiałam uzgadniać terminy i czekać jak inni grafiki przyjazdów i kursów się ułożą. Pomijam techniczne logistyczne wariactwo. Musiałam poświęcać czas na organizację … planowanie zero intuicyjności. W pewnym momencie odpuściłam kiedy przyjechali ludzie z Warszawy a ja miałam do przyjmowania pokoik gdzie na co dzień świecą się oczyszcza. Pięknie energetycznie tam jest wymodlone i oczyszczone ale siedzenie w pomieszczeniu całym w kafelkach jak w kostnicy nie było psychicznie wspierające. Dzięki Bogu przyjechali ludzie których znałam to dało się to jakoś przeżyć. Bo o ile na co dzień jest tam poustawiane i przygotowane do innej pracy jest tam ład i pięknie ale kiedy poprzestawiałam stoły doniosłam krzeseł … nie czułam się dobrze. I postanowiłam, że tylko rzadko raz w miesiącu tam przyjdę ewentualnie na dużą salę. W ogóle człowiek się przyzwyczaja a już energetyczna pamięć jest zaskakująca. Napiszę wam o tym jeszcze innym razem. Miejsce kierunek stołu do pracy i okno po jednej ze stron… Nawet nie miałam pojęcia, że aż tak mocno to działa. Wspomnę tylko, że zawsze marzyłam o okrągłym stole do pracy i okazało się porażką … Nie dam rady na dłuższą metę. Jedak owal jest moim liderem w tym rankingu chyba, że jeszcze o czymś nie wiem… Biurko porażka jeszcze większa ludzie za blisko siedzą i za bardzo siedzimy w aurze eterycznej a to dobre tylko w uzdrawianiu ciała lub poprzez ciało. A ja uzdrawiam i siedząc naprzeciwko ale nie tak już.

Hmm.mmm… już się rozgadałam??? W każdym razie zaczęłam przyjmować w domu przynajmniej ludzi których znałam lata bo i nawet po 17 lat znam niektórych. Ale problem był i jest inny. Czterdzieści osiem mąż twierdzi, że 49 metrów to za ciasno do pracy z ludźmi kiedy drzwi są harmonijkowe… I kiedy rodzina się krząta po domu a syn prowadzi swoje życie. W każdym razie praca to lawirowanie na ciągle nie domkniętym grafiku… Na koniec zimy jeszcze w grudniu nawet już tliła mi się wizja i podpowiadało coś, że czas rozejrzeć się znów za gabinetem. Logiczne to było bo wiadomo, że po tylu latach i tak gabinet trzeba mieć. Odpoczęłam i nawet zatęskniłam to znaczy, że czas. Teraz dziękuję Bogu, że ja zawsze czekam nie śpieszę się z decyzjami o pracy zapodaję Bogu… Gdzie? Jak? I czekam… nie nie zaglądam w karty do szczegółów. Pytałam tylko czy powinnam już szukać gabinetu rozglądać się za czymś poza domem i karty wskazały a idź i szukaj. Ale dom to twoja enklawa do pracy. Niemożliwe… Potem za jakiś czas samiutkim końcem zimy w lutym a pierwszymi promieniami wiosny zmarła prababcia syna a mama teścia. Jeszcze potem przyszli i zapytali co chcę zrobić z tym mieszkaniem? Jaki mam plan. Byłam zaskoczona. Dziadkowie chcieli i myśleli zawsze o mieszkaniu dla syna ale swoim tam gdzie obecnie mieszkają. Natomiast nie przemyśleli jednego. Powiedziałam im: chcę aby było zapisane na Pawła a wy z nim róbcie co chcecie ale miejcie na uwagę, że Paweł może chcieć się usamodzielnić za rok i ja mam nadzieję, że będziecie żyć jeszcze. …?… tego nie wzięli pod uwagę we wcześniejszych planach… Bo razem nie będziecie mieszkać przecież.

I tak to moja rodzinka ma miejsce żeby pójść gdzieś kiedy ja mam klientów albo mogę skorzystać z mieszkania syna kiedy nie zechcą się ruszyć z domu!.

Śmieję się, że znów nie dopowiedziałam Panu Bogu… : przecież chciałaś mieć 5 pokoi i łazienkę dodatkową zwłaszcza toaletę…. No tak Panie Boże ale w jednym domu… Trzeba było sprecyzować zdaje się padać odpowiedź….

Ale pocieszające jest to, że jest bardzo blisko. I cisza spokój do nagrania filmików na you tube…

Warto zaufać Panu Bogu i jemu się powierzyć. To informacja jedna z tych które każdy z was kochani ma w swoich układach życia pokazanych kartami… I dlatego was przekonuję, że często lepiej nie wiedzieć o czymś. Uwierzcie mi lepiej…

Nawet w najśmielszych snach nie przypuszczałam, że będę mogła tak dziwnie pracować i to w domu jak zawsze marzyłam… Tak, tak domu… w bloku mieć gabinet „ w domu” jest bardzo uciążliwe ale w domu… to już bajka. A moja bajka jaką dostałam. Też w zasadzie jak na to patrzę jest najlepszą opcją. Choć zupełnie nie przewidzianą. A już to, że dziadkowie jasno wyrażają wolę rób z tym co chcesz i masz gdzie pracować jeśli chcesz jest nadzwyczaj niespodziewane i cudowne. Tym bardziej, że syn już paluje rozkład swoich mebli… A ja mam też i taki wybór pokój jego u nas w domu z drzwiami prawdziwymi.

Dlatego wam o tym piszę abyście na moim przykładzie wiedzieli, że to co wam pokazuję w pewnym sensie promuję i uczę sama stosuję w życiu. I zobaczcie jak fajnie jest nie wiedzieć o szczegółach. Jak czysto. Ale żeby nie było my już planujemy tam babskie wieczory…

I właściwie to jest TO co mnie absorbowało przez cały miesiąc i jeszcze zajmie we wrześniu. Mieszkanie wysprzątała wspaniale mamcia (teściowa była) ale reszta była decyzją syna co wywalić co zostawić i sprzątanie generalne takie z szorowaniem wszystkiego. Mieszkanie pod remont … choć mam do niego sentyment. Każda rzecz jest dla mnie tam święta cudowna i cenna. Prababcia syna a babcia a zwłaszcza dziadek mojego pierwszego męża byli mi niezwykle bliscy za życia i jak się okazało po śmierci. Choć po moim rozwodzie z babcią nie miałam kontaktu bezpośredniego ale (…)… Potem teściowie radzili już sami … Bo babcia ha…mmm z nią to jest historia dożyła prawie 100lat… chowali ją już wszyscy kiedy Pawełek był mały. A ona przeżyła wszystkich nawet moich dziarskich dziadków. Natomiast dziadkowi Sergiuszowi jej mężowi cyganka wywróżyła 100 lat życia… Zmarł 17 lat temu a ona niedawno. W tym wypadku sprawdziło się powiedzenie, że ci których chowają za życia długo jeszcze żyją. Czas daje im fory … I lekcja o wróżbach. Dziadek bardzo wierzył w jej przepowiednię tej cyganki. Zapewne sprawdziło się wiele z innych jej prognoz. Ale nad tym wszystkim jest jeszcze Bóg… I Dzięki Bogu…

Także tak cały sierpień siedzę tam i działam… gadam z dziadkami… A w ogóle to właśnie babcia była pierwszą osobą zmarłą z którą miałam i mam tak wyraźny kontakt. Widzę gadam i słyszę a raczej wiem co do mnie mówi… słysząc jak mówi nie dopuszczam słów ale sczytuję to jakby z zapisu w przestrzeni jak wydarzenie. Bo jednak słyszeć się boję troszkę. Jak będę słyszała ją to i innych. Ech… Tak to jest wszystko albo nic… nie da się tu wybiórczo.

Z nią mam ciekawe opowieści… np. to, że niespodzianką było dla mnie zastanie w szafie futra karakułowego… Moja własna babcia dawała mi takie i zabierała, potem wymieniała na jakieś kozie, aż w końcu nie miałam żadnego. Nie żebym marzyła o futrze po prostu dostałam od babci to przyjęłam potem..hmm… oddałam. I teraz kiedy mnie dziadkowie wcześniej pytali: Agnieszka co chcesz z tego mieszkania odpowiedziałam: wiecie co ? Takie garnki babcine ze 200lat mają (200żart) ale teraz takich już nie robią a one potem Pawłowo się przydadzą. Ok dobrze są twoje. Coś jeszcze? Zachowałam też potem takie korale starocie nic nie warte i wszystko… Dla mnie miłość… coś babcinego co dam po niej też swojej wnusi czy prawnusi… I będę mogła o niej odpowiedzieć. Wzięłam troszkę ubrań tego co było dla mamy mojej. I stanowczo potwierdziłam, że jednak nie chcę futra karakułowego. Chcesz futro Agnieszka bo jak nie to Elżbieta je weźmie… partnerka mojego byłego męża. Nie nie chcę odpowiedziałam niech Ela je weźmie. I jakież było moje zdziwienie kiedy znalazłam je w szafie… Wiedziałam, że to znak na moje wątpliwości czy oni „tam” się zgadzają czy moja obecność w ich mieszkaniu jest im miła. Kiedy Dusza a raczej coś ponad jego Duszą …Hmmm… jak wam to wytłumaczyć… Dusza to postać po zmarłym osobowa z imienia i nazwiska z danego życia to tylko „fragment” ale jest postać taka ponad wcieleniowa (Ona zbiera swoje kawałki Duszy do jedności w 10 i 11 ośrodku energetycznym. To zjawisko dzieje się w wielowymiarowości bo jedna i druga postać zbiera swoje kawałki jak się „pogubi”). i to ta forma Istnienia ponad byciem Duszą dziadka pokierowała mną pokazała jeszcze 2 pierścionki których już tam nie powinno być i zadziałał odkurzacz który nie działał od lat. I rury znajdywałam i wszystko jakby od razu wiedziałam wszystko gdzie co jest… Byłam pewna, że mnie kochają nadal i miła jest im moja obecność… Było to takie potwierdzenie bo wiedziałam już po śmierci babci, że jest ze mną związana i jesteśmy sobie bliskie nadal….

Po śmierci miałam też cudowną przygodę śmieszną i taką z mocowaniem się… kiedy to chciałam uprać piękny „ręcznie” szyty fioletowy płaszcz na mnie jak ulał…z przepiękną podszewką w mieniących się kolorach indygo… Wwaliłam go do prali upierze się ok a jak nie trudno… Naftaliny zapach z 30 letni był nie do przebicia … Aż śniło mi się, że po nim stonka chodzi. To sru …ale babci najwidoczniej sposób prania się nie podobał to pralka zaczęła ciec… Wkurzyłam się i powiedziałam nie ma na mnie nic wymuszać … won płaszcz… Teraz żałuję, że go tak wywaliłam bardzo… trzeba było jednak dokończyć pranie… Ta podszewka stoi mi oczach… ech… głupia jestem… Było słuchać i dać się poprowadzić babci. Także widzicie najczęściej ci którzy odeszli nas nie straszą, nie przeszkadzają ale ostrzegają przed głupotą. Zaraz po śmierci śniło mi się jej niezadowolenie z tego co tam już wyrzucają…I musiałam ją jak mała dziewczynkę utulać i tłumaczyć … I nawet to, że dam ci nową spódnicę nie martw się … Ostatnio „śniła” mi żebym nie wyrzucała prodiża i żeby nie zabrali go jest dla mnie … znalazłam go tam gdzie teściowa powiedziała, że jest i jest identyczny jak ten ze snu… Teraz wiem też, że chciała mi pokazać gdzie jest kabel od niego… Ale nie zarybiłam o co chodzi … i mam nadzieję, że jeszcze gdzieś jest. I pewnie się przyda. Kabel… ( przyda już wiem do czego do samowara!).

Znalazłam też wchodząc tam do pokoju gdzie dziadek pracował swój kapeć… Nie wiem jak byłam wcześniej nie widziałam go …Może trąciłam lub ktoś z pomocników i dopiero dziś go zauważyłam. Jasno fioletowy czubek wystawał spod ciężkiego wielkiego biurka…Był tam i przetrwał ze 20 lat niemożliwe się to wydaje. Jakim cudem go nikt nie znalazł… Był tylko 1 więc jeden ktoś wyrzucił…

Byłam w sklepie kupować środki czystości towarzyszyła mi moja Luizunia… Oglądam mydła w płynie… A oczy świdrują żel do mycia z myszką miki… rączki świerzbią… nie no to dla dzieci… Po cholerę mi taki. Ostatecznie nie znalazł miejsca w koszyku ale w domu kiedy już zawiozłyśmy to przypomniałam sobie, że babcię kiedy poznałam pierwszy raz byłam bardzo młodą dziewczyną miałam z 17 lat i na sobie taką tunikę właśnie z myszką miki na całości… Babcia wtedy spadła ze schodów i wówczas ze swoim chłopakiem a jej wnuczkiem wieźliśmy ją do chirurga … rączka była złamana i trzeba ją było nastawiać… babcia płakała z bólu a ja jak małą dziewczynkę trzymałam za drugą rękę całowałam i tuliłam… Tak zostało do dziś …. zawsze jest dla mnie małą dziewczynką… Ale nie będę tu się rozwodziła nad tą naszą więzią. Kochani ja jestem żywym przykładem na to, że miałam w swoim życiu spotkać się z bliskimi swojego byłego męża a nie z nim samym. Oprócz dziecka i miłości do jego rodziny nic nas nie łączy. Często pytacie o partnerów docelowych, mężów … a co powiedzieć jeśli często nie on jest dla was przewidziany ale ktoś z jego rodziny i dziecko? Znam nie mało takich przepadków. Ja widać miałam się pojawić w tej rodzinie … z jakiś powodów nie pojawiłam się a sprawa była ważna dla nas wszystkich i Pan Bóg wybrał taką drogę do bycia razem. Kto by to wymyślił? Kto odczytał taki los? Czytali, co widzieli ale nie umieli opowiedzieć co widzą tak było niewiarygodne wiele z tego…

Przyjaźnimy się też z najbliższą mojej” teściowej byłej” mamci rodziną młodego pokolenia. Marcin. Mamcia jest macochą mojego pierwszego męża ale jest moją mamcią ukochaną a najukochańszą osobą w życiu mam nadzieję zaraz lub równorzędnie ze mną w świecie i światach wszelkich w Istnieniu mojego Syna. Babcia jest najlepsza. Tak mówi mój syn i tak jest. Taki Herro… Zmarli… co roku odkąd weszłam do tej rodziny chodzę na cmentarz do jej rodziców i zawsze za nią im dziękuję. Za osobę która kocha tak bardzo Syna. Ich nigdy nie znałam zmarli zanim się poznaliśmy. Mogę nie dać rady iść na inne cmentarze ale tam jestem zawsze. Nie wiem jeszcze co mnie z nimi łączy ale coś na pewno. Tęsknota Pawła za skrzypcami to po nich.

DSC_0094  DSC_0094

 

 

Tak to widzicie na moim przykładzie jak ostrożna jestem w wyrokowaniu i opiekuńcza się staram być dla was bo sami nie wiemy co i po co się dzieje kogo i dlaczego mamy spotkać w swoim życiu. Kto stanie się naprawdę prawdziwie ważny… Jakże wam to wytłumaczyć? Ja daję się życiu prowadzić bo wiedza często szkodzi a i jest tak niesamowita,niewiarygodna, że ciężko ją opowiedzieć . Dlatego ja nauczyłam się widzieć i prowadzić z zamkniętymi oczyma … jestem gotowa aby być i wam przewodnikiem… A wiecie co? Wspomnę wam o dosłownej przygodzie z moich „snów”. Doszło do mnie niedawno, że ja we śnie często poruszam się z zamkniętymi oczyma. Niemałym zaskoczeniem było dla mnie odkrycie kiedy wchodziłam po wielkim wirze który szedł w górę a z tego co widziałam w dół ludzie nie umiejętnie sobie radzili ze zejściem zwłaszcza jedna z matek puszczając dziecko same, aż się przestraszyłam -wpadnie w szczelinę w taką przestrzeń którzy wytwarzają te dwa wiry wchodzący i schodzący… Wtedy to aby się skupić zamknęłam oczy i spokój zapanował… Mogłam korzystać tylko z wiedzenia i w zasadzie widziałam. Poczułam się natychmiast pewnie. Chyba kiedyś byłam niewidoma… i ta umiejętność mi została? W zasadzie też uświadomiłam sobie, że ja pod prysznicem zamykam oczy i po wszystko sięgam, myję się z zamkniętymi oczami nie otwieram ich prawie w ogóle … hmmm… ot Eureka…

(Nie piszę wam o czasie … kiedy to wszystko się dzieje bo sama nad datami nie panuję a już publikacja wpisów … jest nie do ogarnięcia… jak na razie).

Na dziś mamy czas tapet zrywania … zależności od pomocników oczywiście przyjaciół transportu… i mojej pracy na portalu bo tak ją zaniedbałam, że zastanawiam się z czego będzie żyć w październiku hoihiiiii….

Mam w zanadrzu artykuły kiedy dziadek odda laptopa to już poprawię i może w końcu pójdą…. Będą o czarnym , szarym , srebrnym….

Dziękuję za wasze wiadomości i zapytania o PROGRAM NA MAGICZNYCH WROTACH…

Nawet dla Joli mówiłam może na 1 wrzesień zrobię … Już będzie wszystko gotowe tylko zaczynać sufity … To ja będę w zasadzie wolna….Ale moja nadworna wróżka mówi: po co się zakręcisz a jak coś się pośliźnie będziesz znów coś przekładać … To słucham swojej „ezoteryczki wróżki”…

Ale postaram się wam zdjęcia wrzucać… I może takie vlogi z dzień dobry chociaż nagrywać bo czekacie na cokolwiek… Na jakiś kontakt… DZIĘKUJĘ ZA WSPARCIE CIERPLIWOŚĆ

sierpień to też spontaniczna wyprawa na ryby…

IMG_20150830_112522   20150820_205501

 

z niespodziewanym efektem…Agniesiu może na ryby pojadę? Jak chcesz odpowiadam mężowi … No nie wiem padło zadumane słowo, taki wiart dziś… ?… Pojechał. Hihiii…. Wrócił i opowiada: jak wracałem to spotkałem znajomego wędkarza i mówię mu, że rybę złowiłem szczupaka …ale już wypakowywać mi się nie chciało aby więc nie pchałem się z pokazywaniem i wiesz co chyba na pewno mi nie uwierzył. Ale mój mąż się nie przeją Hihii…. My mamy to wspólne…

I głównie tapety … zrywanie zmywanie…

20150829_152922   20150829_152947   20150829_124915   20150829_124920   20150829_124920   20150829_152656

Jest jeszcze jeden pokój, przedpokój, łazienka … i masa mysli w głowie … o matko a jak tu się skończy to karnisz trzeba zawiesić … ?…  A żyrandol stary zostawić ?… A firanki już zawieszać czy poczekać jednak na skończenie reszty… ?… W poniedziałek zabiorę stare firanki i zasłony trzeba uprać zanim co… … Dlaczego wcześniej na to nie wpadłam?… Z tego samego powodu  dla którego myjąc łazienkę dusiłam się patrząc na okienko a jedyną myślą było… O cholera nie dostanę tam a na stołek jak stanę to na pewno zemdleję… Dopiero przyszła po pracy Dorotka… Aga czemu okienko nie otworzyłaś???? A ja wiem??? Nie wpadłam na to? … Hmmm… Taka jestem… właśnie… Bez przyjaciółek swoich ukochanych jestem czasem tak zagubiona, oderwana  i nieświadoma spraw oczywistych, że to śmieszne… Ale może to nie ja tylko blondynka we mnie…

Także u mnie wiele rodzinnie… Chłonę każdą chwilę zwłaszcza tę z domu mojego Syna. i JESTEM strasznie zmęczona, nie wiem na jakim świecie żyję nie panuję nad niczym jak zawsze. Ale i jak zawsze wiem, że dobiję do cichej przystani… Mimo tego przedsięwzięcia… i zaniedbań na portalu … nawet nie pamiętam czy i jak się z ludźmi umawiam… Bo wszytko zależy od tego jak się robota zaplanowuje… i to co związane z zakupami – jesteśmy niezmotoryzowani… Ale nie narzekamy bo taki jest nasz wybór … Mamy też wspaniałych przyjaciół…  Wożą, zakupy robią, nas doważą i odważą… coś w zasadzie to blisko …

We wrześniu już będę bardziej dostępna… choć kiedy to piszę dokańczając któryś dzień po troszku ten wpis… bolą mnie łydki to jedyne miejsce gdzie dopiero zakwasy puściły… głowa i gardło ale nie z przeziębienia i do tego dostałam kararu przed 2 godzinkami siedząc przy biurku… więc alergia ale nie wiem na co…

TULĘ WAS WSZYSTKICH DO SERCA… WRÓCĘ…

Ps. Wiecie co? nauczyliśmy się też z synem czegoś o sobie… i sobie nawzajem … lubimy styl taki jak widzicie w kuchni… Na początku syn oponował wywalamy… nie myśl co zatrzymać tylko co wyrzucić… jak wam wspominałam każdą rzecz mebel, stół krzesło tam kocham … I nie tyle mnie się podobały co zarażały całą mnie sentymentem… To teraz pokochaliśmy go… żeliwo, stare kredensy, konewkę która jest w myciu, stare butelki, PRL owską franię która zapewne działa… i jest jak nówka sztuka…zostanie z nami w przedpokoju… A i odkurzacz super… ciągnie lepiej niż nasz nowiutki… ech… Nie wyrzucajcie starych rzeczy po dziadkach… schowajcie jeśli wasze dzieci zechcą to zrobić … Bo może wnukom okażą się niewymownie cennymi dla serca a możne i portfela… pamiątkami. Dziś moda jest na nowoczesne aż do przesady … wywalamy co stare przekazywane z pokolenia na pokolenie… A to jest piękne… i ponadczasowe. Ma duszę i pamięć dotyku tych przed nami …Cenne zwłaszcza kiedy jest na nich ślad babci pra babci prapra babci… dotyk na dotyku na chlebaku w którym zawsze był chleb… Kochajcie swoje pamiątki… nie są nimi tylko bibeloty i biżuteria…

Wstawię wam tu zdjęcie chlebaka … a może będzie natchnieniem na następny wpis… ? … zobaczymy ….

i zaraz niespodziankę moje pocieszenie na zmęczenie… Domyślacie się ???

DSC_0096

Ps 2 To zdzieranie tapet to głównie zasługa mojej Jolci i syna… Ja utknęłam w kuchni z myciem, szorowaniem… i odświeżaniem rzeczy które wydobyliśmy z opróżnianych mebli.

4 komentarze
  • Ania

    🙂 fajnie ze juz jestes i uczysz jak nie układać zycia co do najmniejszego szczegółu co dla mnie jest nie lada wyzwaniem wiesz Agniesia w moim świecie kontroli to najlepjj gdyby pan bog określił jasno i wyraźnie kiedy i o której 😉 ale chyba zaczyna mo sie to powoli głęboko zmieniać 🙂 oby 🙂

  • Agnieszka Bruzgo

    Witaj Anulka. Dziękuję jak zawsze za każde słowo… Takimi wpisami o swoim życiu chcę ludziom pokazać, że jak mówię tak żyję. Kocham i czerpię z ezoteryki bo jest moim życiem…właśnie takim. Jeśli ja widzę od lat, że słuszne jest być bardzo elastycznym w czasie i wydarzeniach to własnie dlatego, że czerpię z tego a wtedy co złe i niepomyślne się na nas czai nie ma jak upalnować…bo my nie mamy planu. I nie wolno przesadzać bo raczej wyprawę samolotem czy na maturę powinniśmy zdążyć i pójść. Ale może warto… ludziom jak mnie będzie być elastycznym i poddać się płynność nie wciskać wydarzeń na siłę nie brnąć ślepo kiedy stoi przeszkoda bo nie zawsze nie poddawaj się jest tym co powinno. Czasem opór wydarzeń i spraw jst po to aby się rozejrzeć i zobaczyć czy nie widać już nowej drogi … Dzięki Aniu.

  • Ewa

    Pięknie Pani AGnieszko 🙂 DObrze, że ma Pani blog i może Pani raz, a dobrze wszystko opowiedzieć i pokazać 😀 Brawo dla męża za złapania szczupaka taaaaakiiiiieeegooooo, że na mnie zrobił wrażenie 🙂 Widać dobre wody, dobrze mu tam było 😀 I na „stare lata” oddał sie w dobre ręce 😉
    Pani Agnieszko teraz jest moda również na retro, na starości w nowym wydaniu/odsłonie/z nowym pomysłem 🙂 I może warto zajrzeć w Internet i poszukać dodatkowej inspiracji – niby tak samo jak było, a jednak coś od siebie, nowy powiew pomysłu dodać 🙂

    Pani Agnieszko – zamkniete oczy to znów motyw Rio Anacondy 🙂 Kurcze chyba dopisze, bo fragment jest wyśmienity. Jak zamkniemy oczy i wyobrazimy sobie, że ten „stworek” jest w centrum i tam ma zostać, pójdziemy przed siebie i nie spadniemy 😀

    Pozdrawiam ciepło i moc uścisków:)

  • Agnieszka Bruzgo

    Witam Pani Ewuniu i proszę o cierpliwość w sprawie o której wiemy…. Dziękuję za pomysły na natchnienie to ważne bo nie chcę za bardzo robić synowi zmian które potem będzie ciężko odwrócić. On sam nie wie chyba czego jeszcze tak naprawdę chce. ostatnio skończyło się na dyskusji która jemu okazała się kosmosem przysłowiowym. Chciał abym zlikwidowała jeden kinkiet… Musiałam długo tłumaczyć, że nie wiem czego będzie chciał potem i gdzie postawi jakie meble on a może w przyszłości jego żona. Nie oszukujmy się to my babki o tym decydujemy. I powiedziałam mu, że na pewno źle mu brzmi słowo kinkiet a tam może być taki … obraz podświetlany lub taki płaski kinkiet nie kinkiet… W końcu powiedział rób co chcesz… Pani Ewuniu al eten styl i mnie i jemu się podoba… Więc będzie troszkę na staro… ściskam mocno…